niedziela, 14 sierpnia 2016

Od Derek'a c.d. Clodie Sue

     Odszedłem.  Poczułem się głupio.  Po co to zrobiłem?  Co ja sobie wyobrażałem?  Byłem na siebie zły.
-Argh!-kopnąłem kamień
A jak mnie z nienawidzi? Ci z tego że powiedziała kompletnie co innego.  Wtedy usłyszałem jakiś trzask. A zza drzew wyłonił się wilk.  Z pyska toczył pianę wściekliźna. Przez głowę przebiegła mnie jakaś naprawdę absurdalna myśl.  Że mnie nie zauważył.  Że tylko tędy przechodzi i zaraz pójdzie dalej.  Jednak po chwili myśli zostały rozwiane.  Wilk stanął naprzeciwko mnie.  Kulał.  Moja deska ratunku.  Jeśli kuleje to nie da rady biec szybko.  Chwyciłem się tego i zacząłem uciekać. Od razu ruszył za mną.  Mimo bolącej łapy dalej był potwornie szybki.  Ledwo go wyprzedzałem.  Zauważyłem drzewo z nieco niższymi gałęziami.  Moja jedyna droga ucieczki.  Resztkami sił przyspieszyłem jeszcze bardziej by mieć chwile na wdrapanie się na drzewo.  Gdy tylko złapałem się gałęzi z niewiarygodną dla mnie szybkością znalazłem się poza zasięgiem jego szczęk.  Usiadłem ledwo żywy.  Jednak wilk nie zamierzał odejść.  Położył się pod drzewem.
-Świetnie...-powiedziałem na głos
Spojrzał na mnie.  Próbował wejść na drzewo.  Wszedł już na jeden poziom.
-Chyba sobie kpisz.-powiedziałem i zacząłem szukać wyższych gałęzi.  Wszystkie były poza moim zasięgiem.  Tymczasem za niedługo będzie na moim poziomie.  Spojrzałem w dół.  Od ziemi dzieliło mnie z siedem metrów.  Nie uda mi się zaskoczyć i zrobić sobie krzywdy.  Jedynym wyjściem jakie przyszło mi do głowy było zepchnięcie wilka.  Gdy tylko był na moim poziomie usiadłem tak by jedyne co mógł ugryźć to podeszwy moich butów.  Usłyszałem jak warczy i kłapie pyskiem.  Z całej siły zamachnąłem się w stronę jego głowy.  Trafiłem.  Wilk spadł na ziemię.  Sam zeszłem.  Spojrzałem na jego ciało.  Nie ruszał się.  Pobiegłem w stronę domu Clodie.  Po kilkunastu minutach zapukałem do jej drzwi.

Clodie?

piątek, 12 sierpnia 2016

Od Clodie Sue c.d. Derek'a

Stałam przez chwilę w ciszy. To było.. Dziwne dla mnie. Po chwili się odezwałam.
- Nie.. Nie ma problemu.. Nikt inny mnie nie przytulał.. - wbiłam wzrok w ziemię. Poczułam na Sobie wzrok Derek'a. Zaskoczony. Chwilę później podniosłam wzrok. Uśmiechał się ciepło.
- Rozumiem. - powiedział po czym ruszył gdzieś. Strasznie chciałam go zatrzymać i spytać dokąd idzie. Jednak zanim zebrałam się w Sobie, zniknął. Spojrzałam zrezygnowana w dal. Przeniosłam wzrok na niebo. Dużo gwiazd. Jak już latałam, to czemu by nie spróbować jeszcze raz? Wzbiłam się delikatnie. Może by tak wziąć Snowdiego? Zawołałam go, a ten chwilę później był przy mnie. Dopiero teraz zdałam Sobie sprawę jak on szybko rośnie. Teraz sięgał mi do połowy uda. Wiem że jestem niska i może tylko dla mnie jest duży, ale niedługo nie będzie mógł się poruszać po moim domu! Chwilę później lataliśmy razem. Zaczęłam myśleć o przeprowadzce lub rozbudową domku, przez co zamyśliłam się. Snowdy zniknął mi z oczu. Instynktownie go zawołałam. Nagle coś wleciało prosto we mnie, przez co wpadłam w gałęzie. Czym prędzej z nich wyszłam, trzepiąc się. Moją uwagę zwrócił chichrający się Snowdy.
- Zemszczę się.. - pomyślałam. - Snowdy, chodź! - powiedziałam, po czym pobiegłam nad rzekę. Oczywiście od razu zachwyciłam się całym widokiem, ale to nie ważne. Pobiegłam w stronę wody i oczywiście chwilę później zwinnie odbijałam się od tafli. Lata nauki. Snowdy niczego się nie spodziewając wbiegł prosto do jeziora. Patrzyłam na niego z satysfakcją i dumą. Wróciłam na ląd i obserwowałam jak smok wychodzi, a raczej człapie, cały mokry.
- To teraz jesteśmy kwita. - poklepałam go delikatnie. W odpowiedzi pokręcił głową. Podszedł do mnie i dosłownie wepchnął mnie do wody. Zimna. Czym prędzej z niej wyszłam. Zimnoo. Wzdrygnęłam się i spojrzałam z pogardą na smoka. Wróciliśmy do domku. Oczywiście prędko ogrzałam się. Snowdy włączył muzykę i zaczął, jeśli można to tak nazwać, tańczyć. Doprowadził mnie tym, dosłownie, do łez. Komiczne.
- Normalnie mógłbyś startować w konkursie tanecznym przeciwko Ericowi. Ten to dopiero wywija. - zaśmiałam się ponownie. Wyjrzałam przez okno. Ciekawe gdzie jest Derek.. Miał się nie szlajać po nocach.
- Clodie, coś się stało? Wydajesz się trochę zagubiona. - zmartwił się nagle smok.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu.. Zamyśliłam się. - posłałam mu lekki uśmiech, po czym wróciłam pamięcią do tego jak Derek mnie przytulił. Czyżby pokazał mi coś co mi się spodobało?

Derek?

czwartek, 11 sierpnia 2016

Od Alison c.d. Eric'a

-Ja Ciebie też.. - wydukałam. - Nawet nie wiesz jak bardzo.. - dodałam w myślach i ziewnęłam
-Jesteś śpiąca? - zapytał Eric z troską
-Tak.. a to dziwne bo niedawno wstałam.. a spałam dość długo. - odparłam, znów ziewając.
-Zrobić Ci coś do picia? - zaproponował - Może Cię to ożywi i odechce Ci się spać. - Eric podszedł do kuchni i po chwili wrócił z szklanką jakiegoś soku - Proszę, napij się.
-Dziękuję. - wzięłam łyk, oparłam się o kanapę. - Jeżeli wam to nie przeszkadza.. pójdę wziąć prysznic. - powiedziałam wstając
Spojrzałam na Eric'a. Lekko zakręciło mi się w głowie i zakołysało ciałem. Prawie upadłam, lecz Eric zdążył mnie złapać.
-Powinnaś się położyć. - powiedział patrząc na mnie
-Eric.. - podniosłam się na nogi. - Dam sobie radę. - uśmiechnęłam się do niego.
Chwiejnym krokiem weszłam pod prysznic. Zaczęłam obmywać moje ciało. Gdy dotknęłam ręką pleców poczułam dziwne uczucie. Obróciłam się w stronę lustra. Zobaczyłam dziwne niebieskie plamy na moich plecach. Próbowałam je zmyć ale nie dałam rady. Patrząc na nie robiłam się coraz bardziej senna. Wyszłam spod prysznica. Owinęłam się ręcznikiem po czym udałam się do Eric'a.
-Eric. - zawołałam go.
Weszłam do jego pokoju. Był tam. Spojrzał na mnie pytająco.
-Co się stało?
-Spójrz.
Odwróciłam się tyłem i odsłoniłam plecy. Słyszałam jak Eric podchodzi bliżej mnie.
-Co to..
-Nie wiem, ale chyba to powooo. - ziewnęłam - powoduje moją senność.
Eric dotknął miejsca gdzie znajdowały się plamy. Następnie podbiegł do szafki z książkami i kolejno zaczął zrzucać ja na ziemię. W końcu wziął jedną po czym zaczął przewracać jej kartki.
-Chyba wiem co to jest.. - powiedział. - Ale niestety nie mam potrzebnych rzeczy żeby to coś wyleczyć.
-Mogę zobaczyć? - poprosiłam
-Jasne. - podał mi książkę
Zaczęłam czytać o tych plamach i o składnikach aby to wyleczyć.
-Znam osobę która mi z tym pomoże. - spojrzałam na niego
-Tylko nie mów mi, że jest to jakaś czarownica. - zaśmiał się, po czym spojrzał na mnie. - Alison..
-Eric.. Pozwól mi iść. - patrzyłam mu w oczy - Proszę.
-Dobrze, ale pójdę z Tobą. - powiedział
Kiwnęłam głową na zgodę. Wyszłam z jego pokoju i weszłam do siebie aby się ubrać. Gdy byłam gotowa czekałam na Eric'a w salonie razem z Akell'em.
-Nie lubię czarownic. - parsknął kot
-Dlaczego? - zaciekawiłam się
-Często bywają oszustkami.
-Akell. Ta do której idę razem z Eric'iem to moja znajoma. Nie skrzywdzi mnie. - pogłaskałam go po głowie
-Mam nadzieję. - uśmiechnął się
Zrobiłam się senna. Uszczypnęłam się. Pomogło. Eric patrzył się na mnie.
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł..
-Jest.. Narysowałam mapę. Na wszelki wypadek gdybym zasnęła podczas drogi. - uśmiechnęłam się

Eric?

Od Eric'a c.d. Alison

Nagle poczułem większy ciężar. Spojrzałem zaskoczony na Alison. Opadła. Nie reagowała. Zrozumiałem że coś jest nie tak.
- Alison. Alison! - zacząłem nią lekko potrząsać.
- Eric, przestań. To jej lepiej nie zrobi. Połóż ją gdzieś. - powiedział Akell spokojnym głosem. Popatrzyłem jeszcze raz na dziewczynę. Posmutniałem lekko i położyłem ją na kanapie. Wpatrywałem się przez chwilę w uśpioną twarz.
- Ric. Idź się przejść. - powiedział opiekuńczo kot.
- Nie mam siły. - mruknąłem bezradnie. Ten tylko spojrzał na mnie spokojnym wzrokiem.
- Przypilnuję jej. - dodał po chwili.
- Wyganiasz mnie. - stwierdziłem, po czym ruszyłem do pokoju. Położyłem się na łóżku i chwilę później spałem.

~~~

Obudziłem się w.. Jakimś pokoju. Nie wyglądał na pokój w stylu który jest charakterystyczny dla naszych czasów. Wstałem powoli i rozejrzałem się. Pokój był prawie pusty. Stało tylko łóżko i lustro. Spojrzałem w stronę lustra. Zobaczyłem odbijające się drzwi. Po chwili doszedłem do wniosku że widać je tylko w lustrze i że muszę Sobie jakoś poradzić. Zajęło mi to jakiś czas, zanim udało mi się je otworzyć. Byłem pewien że gdy wyjrzę, będę miał widok na korytarz. Zdziwiłem się jednak gdy zamiast korytarza, ukazał się nowy pokój. Znowu łóżko i lustro. W koncie siedziała postać. Chwilę mi zajęło zanim odgadłem kto to.
- Alison! - zawołałem cicho. Dziewczyna gwałtownie się odwróciła po czym wstała. Ruszyła do mnie i instynktownie przytuliła. Bała się.
- Gdzie my jesteśmy? - spytała cicho.
- Nie mam do chølery pojęcia. Pamiętam tylko że straciłaś przytomność. Położyłem Cię na kanapie, a ja sam Udałem się do pokoju. Chyba zasnąłem, ale czemu jestem tutaj to nie mam pojęcia. - wyjaśniłem jej. Mam nadzieję że trochę zrozumiała.
- Jak z tąd wyjść? - po tych słowach spojrzałem na nią.
- Oh uwierz, sam chciałbym wiedzieć. Chodź, znajdziemy wyjście. - mruknąłem po czym złapałem ją za rękę. Nagle znaleźliśmy się na dachu. Nie mam pojęcia jak. Znaczy, najprawdopodobniej to tymi schodami, które znaleźliśmy parę chwil wcześniej. Spojrzałem w dal. Nic znajomego. Spojrzałem w dół. Rynek pełen ludzi.
- O co tu chodzi.. - wymamrotałem. Dziewczyna spuściła głowę. Chwilę później siedziała.
- Alison, nie możemy zatrzymywać się w takiej sytuacji. - powiedziałem z bólem w sercu. Ta tylmo pokręciła głową. Momentalnie wziąłem ją na plecy. Tak będzie jej po prostu łatwiej. Zszedłem na dół. Nikt nie zwracał na mnie uwagi.
- Eric, chodźmy może wyjdziemy z tego miasta. - zwróciło moją uwagę że dziewczyna ciągle mówi jakby była ospała. Nie podobało mi się to. Jednak zrobiłem jak chciała. Wychodząc z miasta, zauważyłem że nas wypuścili bez problemu, a nawet nie zwrócili na nas uwagi, za to większości nie wypuszczano. Dziwne. Zamyśliłem się. Nagle wyrwał mnie z tego wszystkiego krzyk Alison. Pamiętam tylko tyle jak gdzieś spadaliśmy.

~~~

Obudziłem się z przyspieszonym oddechem. Momentalnie wstałem i popędziłem do Akell'a. Alison przebudziła się. Z ulgą Opadłem na ziemię. Dziewczyna spojrzała się na mnie.
- Nigdy więcej nie rozpraszaj się gdy idziesz. - zaśmiała się cicho. Popatrzyłem na nią lekko zdumiony, lecz szczęśliwy. Zamknąłem oczy ze zmęczenia. Gdy ponownie je otworzyłem, Alison siedziała przy mnie, a Akell zniknął.
- Eric, wszystko w porządku?
- Nie.
Dziewczyna zamarła. Uśmiechnąłem się lekko. Ta odwzajemniała.
- Wiesz co? - odezwałem się znów.
- Tak?
- Bardzo Cię lubię Alison.
Oboje się zaśmialiśmy.

Alison?

środa, 10 sierpnia 2016

Od Derek'a c.d. Clodie Sue

        Przez chwile stałem i wpatrywałem się w nią.  Usiadłem na krześle.
-Więc będziemy tak siedzieć?
Nie odpowiedziała. Wstałem i zacząłem się rozglądać.
-Może...-zaczęła- zjemy kolacje?
Uśmiechnąłem się.
-Dawno nic nie jadłem.-odparłem
Wstała i podeszła do kuchni.  Poszedłem za nią.  Zaczęła wciągać warzywa.  Wziąłem je i zacząłem myć i kroić. W tym czasie Clodie kroiła chleb. Po kilkunastu minutach mieliśmy talerz pełen kanapek. Dziewczyna usiadła i zaczęła jeść.
-Zrobię jeszcze coś do picia.
Wlałem wodę do czajnika, wstawiłem na kuchnię i usiadłem obok niej.
-Kocham kanapki. -powiedziałem i spojrzałem na nią.
-Dobrze wiedzieć.-lekko się uśmiechnęła
Czajnik zaczął piszczeć.  Tym razem to Clodie wstała.  Zaparzyła herbaty i położyła obok mnie. Wziąłem kubek z parującą herbatą w ręce.  Przez chwilę patrzyłem na parę.  Przeniosłem wzrok na nią.  Patrzyła na okruszki leżące na talerzu.
-Czy mogłabyś coś dla mnie zrobić?
-Hm?
-Czy mogłabyś pokazać mi jak latasz?
Spojrzała na mnie z zakłopotaniem.
-Do tej szkoły chodzi wiele fascynujących istot. Jednak nie zawsze można porozmawiać z prawdziwym aniołem.  Zobaczyć jak rozkłada skrzydła i odlatuje.
-Jesteś dziwny, ale dobrze. -wstała i wyszła na zewnątrz
-Dziękuję ci.
Poszedłem za nią.  Stanęła kilka metrów ode mnie i rozłożyła skrzydła i poderwała się z ziemi. Jedno z piór wypadło z skrzydeł i upadło na ziemię.  Wziąłem je i schowałem do kieszeni.
-Podobno przynosi szczęście.
Przez chwilę zawisła w powietrzu,  a po chwili wzbiła się w powietrze.  Obserwowałem jak jej skrzydła migoczą w świetle księżyca.  Latała tak kilka minut a potem wylądowała obok mnie. Nie wytrzymałem i przytuliłem ją.  Zaraz jednak puściłem.
-Przepraszam. Poniosło mnie.

Clodie?

Od Alison c.d. Eric'a

Siedziałam przez moment pod drzwiami. Myślałam o tym co mogę zrobić aby jakoś pomóc Eric'owi. Miałam wrażenie, że jest na mnie cały czas zły. Nie wiem za co mógłby być zły.. Może przez to, że zabiłam tamtego mężczyznę? Może przez coś innego? Rozmyślałam aż w końcu podszedł do mnie Akell i otarł się o mnie siadając obok.
-Co masz zamiar teraz robić? - zapytał
-Jeszcze nie wiem, pewnie pójdę na spacer. - poinformowałam go podnosząc się z ziemi
-Mogę Ci potowarzyszyć?
-Akell. Wybacz ale wolałabym iść sama. - poinformowałam go wychodząc z domku
-Za ile wrócisz? - zapytał
-Postaram wrócić zanim zrobi się ciemno. - zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam przed siebie.
Postanowiłam sprawdzić pewną jaskinię do której już kiedyś chciałam zajrzeć. Dokładnie pamiętałam gdzie ona się znajduje. Droga była prosta. Nawet było można dojść tam ścieżką wydeptana przez leśne zwierzątka. Dookoła rosły grube drzewa. Z niektórych gałęzi zwisały jakieś dziwne rośliny. Dostrzegłam wejście do jaskini. Już miałam tam wchodzić gdy za plecami usłyszałam czyjś głos.
-Stój - krzyknął ktoś
-Hę.. Kim jesteś? - zapytałam, obracając się na pięcie
-Kim? Kim jestem? - głos się zaśmiał - Powinnaś zapytać ,,Czym jestem,, - zza drzew wyłoniła się postać
Odsunęłam się o krok do tyłu. Światło księżyca oświetlało postać.
-Nie obawiaj się mnie. - powiedział - Nie zrobię Ci krzywdy. Ja jestem tylko strażnikiem tego co spoczywa w tej jaskini.
-C..co tam spoczywa? - zapytałam lekko przerażona
-Do tej jaskini jest tylko jedno wejście i wyjście. Znajdują się właśnie tutaj. Każdy kto tam wejdzie musi wrócić tą samą drogą. Niestety tym, którzy TO znajdują nie często zdarza się wracać. Jeżeli ciekawi Cię co tam jest, to dobrze. Opowiem Ci pewną historię. - spojrzał na mnie - Podejdź tutaj. - wskazał miejsce obok niego w którym nagle pojawił się pniaczek z drzewa. - Gdy będziesz tak stać w końcu rozbolą Cię nogi. - odparł i sam wyczarował sobie taki pniaczek
Podeszłam i usiadłam. Zaczęłam słuchać jego opowieści.
-Więc.. zaczynając od początku. Ta jaskinia kiedyś była główną jaskinią wielkiego stada wilków. Wszyscy żyli w harmonii i spokoju. Dobrze się ze sobą dogadywali i pomagali sobie na wzajem. Pewnego razu na watahę napadło obce stado i wymordowało prawie wszystkie wilki. Został tylko sam alfa zdany na łaskę boga. Był ciężko ranny. Zginął w męczarniach, lecz zanim to się stało ukrył cenny kryształ gdzieś w tej jaskini a następnie resztką sił wyczarował mnie abym nigdy nikomu nie pozwolił znaleźć tego co było dla niego cenne. Niekiedy w jaskini pojawia się jego duch który pożera zabłąkane dusze. Jeżeli chcesz tam wejść naprawdę musisz uważać.
-Więc.. TYM czymś jest ten kryształ? - zapytałam
-Tak. Już kilka osób go znalazło ale musiałem dotrzymać obietnicy i nie pozwoliłem im wyjść z kryształem na światło dzienne.
-Rozumiem. - wstałam - Dziękuję. - powiedziałam kierując się w stronę jaskini. - Mam nadzieję, że niczego nie znajdę - uśmiechnęłam się w stronę gdzie siedział lecz już go tam nie było, dostrzegłam tylko czerwone światełko znikające pośród drzew.
Weszłam do jaskini. W sumie nie było tu zbyt strasznie. Przestrzeń była ogromna. Dostrzegłam światło. Zaczęłam iść w jego kierunku. Pnącza i liany zasłoniły drogę. Odgarnęłam je ręką i moim oczom ukazała się piękna jaskinia. Rosły tu drzewa i różne inne rośliny. To była chyba ta główna jaskinia tych wilków. Muszę przyznać, że mieli dobry gust. Gdybym była wilkiem też bym chciała tutaj zostać. W wodzie pływały świecące się na niebiesko rybki. Niektóre kwiaty i grzybki również błyszczały w takim kolorze. Chciałam iść dalej gdy za plecami usłyszałam szmer. Obejrzałam się ale nic nie widziałam. Wróciłam do dalszej wędrówki. Trochę się zmęczyłam i usiadłam pod drzewem.
-Ciekawe co robi Eric.. - szepnęłam
Dostrzegłam przed sobą dziwną, ciemną chmurę. Podniosłam się i oparłam się o drzewo. Ciemna smuga zaczęła przeistaczać się w coś na wzór.. wilka? Nie możliwe. To nie może być ten duch. Przecież on pojawia się rzadko. Dlaczego to ja musiałam na niego trafić? Zjawa na prawdę zmieniła się w wilka. Nagle w miejscu gdzie chyba była głowa pojawiły się czerwone ślepia. Patrzyły się prosto na mnie.
-Dlaczego? - zapytałam sama siebie
-Czego tu szukasz? - zapytał wilk
-Chciałam.. po prostu tutaj zajrzeć. Nie chcę twojego kryształu. - na te słowa wilk lekko się zdziwił
-Skąd wiesz o moim skarbie? - zapytał
-Od strażnika, który strzeże tej jaskini. - powiedziałam
-Mhm.. Czyli jesteś czysta. - parsknął i położył się na ziemi
-Czysta?
-Czyli, że na prawdę weszłaś tu tylko po to aby zobaczyć co tu jest mimo iż wiedziałaś o krysztale. - powiedział
-Jeżeli on jest twój nie chcę go Tobie zabierać. - odparłam
-Cieszy mnie to. - na jego pysku pojawił się uśmiech - Nie to, że brakuje mi towarzystwa ale wydaje mi się, że powinnaś zmykać. Robi się ciemno. Możesz się zgubić. Ten las.. - spojrzał w górę. - Lubi czasem robić wodę z mózgu. Możesz znać ścieżkę na pamięć a tu nagle się okazuje, że trafiasz w kompletnie inne miejsce. - spojrzał na mnie - Jeżeli chcesz mogę doprowadzić Cię do domu. Co prawda nie mogę wyjść z jaskini ale za to mogę poprosić świetliki aby oświetliły Ci drogę.
-To bardzo miłe z twojej strony. - uśmiechnęłam się do niego - Dziękuję, za gościnę.
Wilk kiwnął głową i zaczął znikać, a ja udałam się do wyjścia. Tak jak mówił. Świetliki oświetliły mi drogę do domu. Było już ciemno. Już było dawno po zachodzie słońca. Pewnie się o mnie martwią. Eric będzie zły, że nic mu nie powiedziałam. Zaczęłam biec. Świetliki zaczęły coraz mocniej świecić. Ciekawe co to znaczy. Może dlatego, że zbliżałam się do celu? Mam nadzieję, że tak było. W oddali dostrzegłam światło. To był domek. Świetliki zniknęły gdy stałam kilka metrów od domku. Otworzyłam drzwi. Na środku pokoju stał Eric. Gdy mnie zobaczył podbiegł w moją stronę i wziął mnie na ręce.
-Eric.. - wyszeptałam
-Martwiłem się o Ciebie. - powiedział przytulając mnie
-Nie musiałeś.. - przerwałam - Dziękuję. - objęłam go rękami
-Alison? - odstawił mnie na ziemię i spojrzał mi w oczy.
-Tak?
-Ja.. - złapał mnie za ręce.
Nagle wszystko zniknęło. Opadłam na ziemię. Okropny pisk zagłuszał wszystko wokół. Zakryłam uszy i zacisnęłam powieki. Położyłam się i podkurczyłam nogi. Nagle pisk ucichł. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w kompletnie innym miejscu.
-Gdzie ja.. - zaczęłam się rozglądać - Jestem...

Eric?

wtorek, 9 sierpnia 2016

Od Eric'a c.d. Alison

Dołączyłem do Alison.
- Powiem Ci że nieźle gotujesz.
Na twarzy dziewczyny zawidniał uśmiech.
- Potwierdzam!
No po prostu nie mogłem się nie śmiać, patrząc na Akell'a. Ten leżał na kanapie i nie mógł wstać. Poza tym nie miał raczej zamiaru.
- Cieszę się..
Spojrzeliśmy na lekko zawstydzoną Alison. Następnie poczułem na Sobie wzrok Akell'a. Wzruszyłem do niego ramionami. Po skończonym posiłku, udałem się do pokoju. Przejrzałem Swoje ubrania. Będę musiał niedługo udać się na zakupy. Zająłem się regałem z książkami ponownie. Coś o dzikich zwierzętach, rośliny, magia, demony. Gdy wziąłem do ręki tę ostatnią, zapiekła mnie ręka. Nie wierzę że trzymam takie rzeczy w domu. Wstałem i wyjrzałem przez okno. Podejrzanie ciemno. Wyruszyłem z powrotem do Alison.
- Alison, która godzina?
- Nie wiem dokładnie, ale około południa.
- Mhm.
Mówiąc to, dziewczyna nie patrzyła na mnie. Zajmowała się czymś. Ruszyłem tym razem do łazienki. Rozejrzałem się. Czułem że naprawdę coś jest nie tak. Spojrzałem na lustro. Ktoś stał za mną. Odwróciłem się, ale nikogo nie było. Znów spojrzałem w stronę lustra. Nic. Wyraźnie mnie to zaniepokoiło. Mimo to, nie bałem się. Znów ruszyłem szybkim krokiem do Alison.
- Coś złego się dzieje.
Dziewczyna zdumiona spojrzała na mnie.
- Słucham?
- Po prostu..
Nie wiedziałem jak to przekazać. Nagle Akell wszedł do pokoju, najwyraźniej był w bardzo dobrym humorze. Alison zaczęła się również cicho śmiać.
- Nie musisz się tłumaczyć.. Nabrałeś się.
Tym razem Akell wybuchnął śmiechem. Patrzyłem na nich zdumiony.
- Nałożyliśmy przyciemnienie na Twoje okna..
Spojrzałem poirytowany na Alison. Potem zaczął mówić Akell. Jeśli wyduszanie pojedynczych słów można nazwać mówieniem.
- To w łazience.. To.. Kukła..
Teraz oboje wybuchnęli śmiechem.
- Ha ha.
Burknąłem, po czym udałem się do swojego pokoju. Wyciągnąłem notes i ołówek. Zacząłem dopracowywać anatomię smoka. Planowałem zrobić kopię obrazu, który tak spodobał się Alison. Mimo starań, zawsze wychodził mi ten sam smok. Smok z jaskini.. Nawet gdy zaczynałem rysować jakiegoś innego, to i tak efekt był przewidywalny. Podałem się. Przypadkowo złamałem ołówek, przy czym zraniłem Sobie lekko dłoń. Przymknąłem oczy. Poczułem jak krew wolno kapie na szkic. Zacisnąłem pięść. Niekontrolowanie z oczu zaczęły płynąc mi łzy. Również kapały na kartkę.
- Oh Emily.. Ja wiem że Twoja dusza jest zaklęta w tym ogromnym ciele.
Zachrypiałem cicho. Spojrzałem na kartkę. Nie wyglądała strasznie. Wyglądała bardzo realistycznie. Uśmiechnąłem się prawie nie widocznie, po czym oprawiłem go w ramkę. Postawiłem na stoliku nocnym. Położyłem się na łóżku. Położyłem ręce na klatce piersiowej. Mój wzrok utkwił w suficie. Cieszę się że nie jestem w domu sam. Dopiero bym zgorzkniał. Kto wie, może nawet popadłbym w depresję, a przypadkowy eremita znalazłby mnie zwisającego z drzewa? Zaśmiałem się gorzko. To nie w moim stylu. Czasem zastanawiam się czemu staram się sprawiać wrażenie tego złego, niedostępnego. Czemu robię z Siebie ofiarę losu. Może powinienem sprawić Sobie samochód. Albo lepiej nie. Pamiętam jak pewnym razem jakaś kobieta wykorzystała to że byłem pijany i zaprowadziła mnie za rękę do swojego samochodu. Gdy miała mnie tam wepchnąć, a może to ja ją, już nawet sam nie pamiętam, zjawił się jej chłopak. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Znowu przymknąłem oczy. Nagle pukanie do drzwi. Gdy postać weszła, zerknąłem w jej stronę. Alison.
- Eric, nadal jesteś zły?
- Znowu mam być na Ciebie za coś zły? Przecież mówiłem że nie ma powodu.
Dziewczyna nie odezwała się i wyszła. Wiedziałem że opiera się o drzwi, ponieważ głęboko westchnęła. Spojrzałem na dłoń. Nadal bolało, ale nie krwawiło. Tego nie opatrzę. To miła rana. Zamknąłem z powrotem oczy i pomyślałem o Alison. Ciekawe co teraz robi. Może powinienem zawracać jej głowę?

Alison?

Od Alison c.d. Eric'a

Zależy mu.. na mnie? Niemożliwe. Przecież ja... to tylko ja. Ghww. Przewróciłam się na plecy i wpatrywałam się w sufit. Zaczęłam się gubić we własnych myślach. Postanowiłam zostawić to na kolejny dzień. Dziś byłam zmęczona aby myśleć o.. o czym ja w ogóle myślałam? Tworzenie historii które nigdy się nie spełnią jest strasznie czasochłonne. A ja lubię wymyślać takie historie. Spoglądając w okno dostrzegłam księżyc. Ładna pogoda na spacer.. tylko, że już wieczorami robiło się coraz chłodniej i trzeba było się cieplej ubierać. Przewracałam się na łóżku z boku na bok, nie mogłam zasnąć. Wstałam z łóżka i podeszłam do obrazu przedstawiającego wojnę. Dostrzegłam, że jest lekko przechylony. Zdjęłam go ze ściany. Ku mojemu zdziwieniu wcale jej tam nie było. Zamiast drewna znajdowała się tam szyba. Po drugiej stronie zauważyłam leżącego Eric'a. Spał. Bynajmniej tak to wyglądało. Przyglądałam mu się do czasu aż się obudził. Patrzyłam na niego.
-W jego pokoju musi być lustro. - powiedziałam sama do siebie - Ciekawe czy on też mnie widzi. - zaciekawiłam się
Machnęłam ręką. Eric podszedł do lustra ale patrzył w innym kierunku niż stałam ja.
-Nie widzi mnie... - szepnęłam
Odłożyłam obraz na ziemię i wyszłam z pokoju kierując się do Eric'a.
-Eric. - weszłam do pokoju bez pukania
-Coś się stało? - zapytał spoglądając na mnie
-Muszę Ci coś pokazać. - powiedziałam - Chodź!
-Idę, idę. - odparł wychodząc z pokoju
-Zobacz co znalazłam. - pokazałam na miejsce zdjętego obrazu
-Co to.. - podszedł i zaczął przyglądać się swojemu pokojowi po drugiej stronie. - Lustro weneckie... Ale co ono tutaj robi? - zainteresował się - Kiedy to znalazłaś? - spojrzał na mnie
-Kilka minut temu.. zobaczyłam, że obraz wisi krzywo i chciałam go poprawić. Dlatego go zdjęłam.
-Rozumiem. - Eric podniósł obraz i zakrył szkło
-Jeżeli chcesz... to możemy się zamienić. - powiedziałam cicho
-Dlaczego miałbym się zamienić? - zaśmiał się
-No nie wiem. Może, żebyś miał pewność, że nie będę Cię podglądać. - odparłam z uśmiechem
-A skąd będziesz miała pewność, że ja nie będę podglądać Ciebie? - uśmiechnął się
-Tego jeszcze nie przemyślałam. - zachichotałam
-Oj mała, mała. - pogłaskał mnie po głowie. - Idź spać. - powiedział i skierował się do wyjścia
-Dobranoc Eric. - powiedziałam z uśmiechem
-Dobranoc. - odrzekł i wyszedł
Wróciłam na łóżko. Położyłam się po czym od razu zasnęłam.
---
Obudziłam się. Było wcześnie patrząc na to jaka pogoda panowała  na zewnątrz. Podeszłam do szafki wyciągając z niej czyste ubranie. Ruszyłam do łazienki i po prysznicu ubrałam się a następnie podeszłam do drzwi pokoju Eric'a. Lekko je uchyliłam. Jeszcze spał. Postanowiłam skorzystać z okazji i poszłam do miasta aby kupić trochę produktów spożywczych. Gdy wróciłam do domku usłyszałam szamotanie w pokoju Eric'a. Zauważyłam, że Akell siedział na kanapie.
-Dzień dobry. - powiedziałam do niego uśmiechając się
-Dzień dobry. - odparł - Będziesz przygotowywać śniadanko? - zaskoczył z kanapy i podszedł do mnie
-Taki miałam zamiar. - odpowiedziałam - A na co masz ochotę? - zapytałam
-Cokolwiek. Może być nawet królik.
-Mam nadzieję, że lubisz bażanty.
-Oo tak. Ale niestety jadłem tylko surowe. Eric jeszcze nie przygotowywał mi bażantów. - odparł
-Miejmy nadzieję, że trzy Ci wystarczą.
-Trzy? Starczyłyby dwa. No ale skoro są trzy to z chęcią je zjem. - powiedział i wrócił na kanapę.
Zaczęłam przygotowywać bażanty a dla mnie oraz Eric'a zrobiłam pancakes z pysznym sosem. Nakryłam do stołu i nałożyłam jedzenie. Akell'owi podałam bażanty i po chwili zaczął je jeść.

Eric?

Od Eric'a c.d. Alison

Rzecz jasna, szukałem ścieżki powrotnej. Nigdy nie wracałem przez las. Przekląłem cicho pod nosem. Oh. Jest. Teraz mogłem z satysfakcją wrócić. Wychodząc z lasu, już miałem wygłaszać przygotowaną wcześniej mowę, ale coś co zobaczyłem sprawiło że znieruchomiałem. Alison stała nad ciałem mężczyzny. Z kijem. Gdy mnie zauważyła, szybko go wypuściła. Stałem tak bez słowa, parę metrów od niej.
- To w samoobronie.
- Alison zabiłaś go.
- Co?
- Złamałaś mu kark.
Wpatrywałem się w nią. Dziewczyna widocznie się zaniepokoiła. W sumie, facet jeszcze żył. Tylko po prostu stracił przytomność. Poza tym według mnie lepiej jest umrzeć niż być skazanym na kalectwo. Zauważyłem jak Alison powoli spuszcza głowę. Podszedłem do mężczyzny i Przyłożyłem rękę do specjalnego miejsca na szyi. Nie minęło 30 sekund, a mężczyzna już nie był z nami obecny.
- Eric?
Spojrzałem na nią pytająco. Nie odezwała się. Jej oczy wyraźnie posmutniały. Podszedłem do niej i złapałem za rękę.
- Rozumiem.
- Ja nie chciałam.
- Wiem. - nie chciałem jej informować o tym że go nie zabiła. Namieszałbym równo.
- Co mu zrobiłeś? - posłała mi pytające spojrzenie.
- To co powinienem. Chodź.
Dziewczyna westchnęła i ruszyła. Szliśmy przez las.
- Jesteś na mnie zły? - popatrzyłem na nią zdziwiony.
- Nie, czemu?
- No za to.. Tam.
- Coś ty, mówiłem że rozumiem. Za to zaczynam się obawiać lekko o moje zdrowie. - zaśmialiśmy się razem. Gdy dotarliśmy do domku, Alison padła zmęczona na łóżko. W tym czasie postanowiłem przeszukać wszystkie szuflady. Do pokoju wszedł Akell.
- Eric, co ty znowu robisz.
- Szukam.
- Nie masz czego. - spojrzałem na niego, gdy ten usiadł.
- Wiem.
Mruknąłem i wróciłem do szukania. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Posłaliśmy Sobie pytające spojrzenie. Wstałem powoli i ruszyłem do drzwi. Zawahałem się, lecz po chwili otworzyłem. Mym oczom ukazała się średniego wzrostu kobieta, o czarnych włosach z niebieskimi końcówkami. Chwilę mi zajęło zanim ją rozpoznałem.
- Astrid!
- Oh, już myślałam że mnie nie rozpoznasz! - spojrzałem w jej roześmiane, zielone oczy, po czym sam się zaśmiałem. Zaprosiłem ją do środka.
- Nieźle się tu urządziłeś staruchu.
- Ha ha ha.
Znowu śmiech. Astrid jest moją przyjaciółką od dawna. Poznaliśmy się jeszcze zanim związałem się z Emily. Niestety utraciliśmy kontakt.
- Jak mnie tu znalazłaś?
- Oh, wypytałam tu i tam. Nawet przypadkowo poznałam Twoją siostrę! - zachichotała. W tym samym momencie Alison wyjrzała ze swojego pokoju. Astrid na szczęście jej nie zauważyła, bo od razu zaczęłyby się pytania. Przyjrzałem jej się ukradkiem. Miała niezbyt zadowoloną minę. Po chwili jednak zniknęła. Dość długo rozmawialiśmy. Astrid jest naprawdę wygadana! Pożegnaliśmy się, po czym obiecała że zajrzy do mnie jeszcze kiedyś. Wróciłem do środka. Postanowiłem zajrzeć do Alison. Zapukałem. Cisza. Więc powoli wszedłem.
- Alison.
Znowu cisza. Dziewczyna leżała na boku z otwartymi oczami. Westchnąłem cicho i gdy już miałem wychodzić, odezwała się.
- Kto to był?
- Stara znajoma.
- Mhm.
- O co chodzi. Alison, co jest.
- Nic.
Popatrzyłem w podłogę. Na koniec dodałem cicho.
- Alison, pamiętaj że zależy mi na Tobie. Jak coś, to będę w pokoju..
Wyszedłem, po czym położyłem się twarzą w pościel.

Alison?

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Od Alison c.d. Clodie Sue

-Z chęcią. - odparłam z uśmiechem
-To dobrze. - ucieszyła się Clodie
-Tylko.. jeśli pozwolisz. Pójdę na chwilę do pokoju. Idziesz ze mną? - zapytałam
-Może być ciekawie. Jeszcze nie byłam w pokojach w Akademii. - powiedziała
Wróciłyśmy na moment do Akademii. Szybko wbiegłyśmy po schodach i dostałyśmy się do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi. Nie były zamknięte, a nikogo nie było w środku.
-Ła.. ale śliczne. - zachwyciła się Clodie
-Mogłyby być odrobinę większe. - podeszłam do szafy otwierając ją od razu dostrzegłam, że czegoś brakuje. - Łuk.. - wyszeptałam
-Coś się stało? - zaciekawiła się dziewczyna
-Tak.. mój łuk.. ktoś go ukradł. - trzasnęłam drzwiami od szafy
-Może była tu komisja i zauważyli go.. a broń jest nielegalna na terenie szkoły.
-Nie.. komisja nie może grzebać w prywatnych rzeczach uczniów. - powiedziałam
-Jak myślisz.. kto to mógł być?
-Nie wiem, nie mam pomysłu.
-Może to twój brat? Chciał pożyczyć albo coś.. - zaczęła podejrzewać Clodie
-Wątpie w to. Mam nadzieję, że go znajdę. To był mój ulubiony łuk. - zasmuciłam się
-Nie martw się, znajdzie się na pewno. - zapewniała mnie dziewczyna
--
Zmierzałyśmy w kierunku domku Clodie.
-Clodie?
-Tak?
-Co Cię sprowadza do Akademii? - zapytałam
-Mistrz mnie tu wysłał. - odparła
-Rozumiem. - przerwałam - Masz jakiś pomysł co będziemy robić u Ciebie?


Clodie? (wybacz, że krótkie)

Od Derek'a c.d. Alison

Przez chwilę zastanawiałem się nad wyborem między powiedzeniem o dziwnej przygodzie czy kłamstwem.  Wybrałem to drugie.
-Martwi mnie fakt że prawie umarłaś. Kto mógł do ciebie strzelać? Dlaczego?
Spojrzałem jej prosto w oczy.  Bałem się że nie uwierzy.  Jednak to była zdecydowanie ważniejsza kwestia niż jakaś historia bibliotekarki.
-Też mnie to trapi.  Kto chciał mnie zabić?
Położyłem jej dłoń na ramieniu.
-Wrócimy do tego.  Teraz lepiej opowiadaj o swoich przygodach.
Uśmiechnęła się i zaczęło opowiadać.  Gdy zaczęła opowiadać o Chrisie spojrzałem w stronę Newt'a.  Dosłownie gotował się z wściekłości.
-Newt. -szepnąłem tak cicho by nie usłyszała Alison - Musimy porozmawiać. Teraz.
Nie spojrzał nawet na mnie.
-Muszę coś załatwić.
Też wstałem.
-Ja też. Przepraszam że w takim momencie ci przerywam.  Do kończymy to potem.
Najpierw wyszedł on, potem ja.  Wyprzedziłem go.
-Do mojego pokoju.
Po chwili byliśmy już w pokoju.
-Co ty wyprawiasz? -od razu zaatakowałem
-O co ci chodzi?!
-Myślisz że nie widzę twojej zazdrości?
Zacisnął pięści.
-Nie wiem o co chodzi.
-Czemu wszystko komplikujesz?  Czemu po prostu jej nie powiesz?
-Ty nic nie rozumiesz.  Ona mnie nie kocha.  A ja nie wyobrażam sobie życia bez niej.  Myślisz że jestem w stanie tego słuchać.  Mam ochotę zabić tego gościa. Tego całego Chrisa. Jak on mógł.  Jak mógł ją pocałować i coś obiecać.
-Pocałować?- to mnie zainteresowało
-Tak! To ja powinienem to zrobić.  Ja...ja ją tak mocno kocham...-zobaczyłem łzy w jego oczach
Nie wiedziałem co powiedzieć.  Staliśmy ba przeciwko siebie w milczeniu.
-Musisz powiedzieć co do niej czujesz.  Inaczej ktoś cię uprzedzi.
Nie odpowiedział. Wyszedł i ruszył w stronę pokoju Alison. Zacząłem go gonić.

Alison?

Od Alison c.d. Eric'a

-Jesteś okrutny - oburzyłam się i usiadłam na ziemi
Miałam chwilę aby przyjrzeć się temu miejscu. Przed nami do jeziora podeszło stadko sarenek z jednym jeleniem. Nasłuchiwałam się szumu wodospadu i pobliskiego lasu. Sarny dostrzegły nas i przez moment się nam przyglądały lecz potem znów wróciły do picia wody. Minęła chwila i całe stadko ruszyło w kierunku lasu.
-Okrutny powiadasz? - parsknął Eric
-Tak. - potwierdziłam
-Czyli gorszy być już nie mogę? - dopytywał
-Nie. - odpowiedziałam bez zastanowienia
-Skoro tak uważasz.
Eric podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Powoli szedł w stronę jeziora. Przez moment czułam się jak księżniczka w objęciach księcia. Ale tylko przez moment.
-Eric! Co ty robisz?! - powiedziałam spanikowana
-Hah. - Eric tylko się zaśmiał i szedł w stronę jeziora
-Eric! - zaczęłam się wiercić
-Uważaj bo Cię upuszczę. - stał do pasa w wodzie i mnie zastraszał
-Bardzo śmieszne. Odstaw mnie z powrotem na ziemię. - parsknęłam i nie przestawałam się wiercić
Eric zaczął się wycofywać i już prawie byliśmy na lądzie ale niestety przez to, że tak się szamotałam mężczyzna nie patrzył na to gdzie idzie i stanął na śliskim kamieniu co zakończyło się poślizgiem i upadkiem do wody. Eric z uśmiechem powiedział;
-To twoja wina.
-Mhm. Jasne. - oburzyłam się lecz nie mogłam wytrzymać ze śmiechu i boje z Eric'kiem zaczęliśmy się śmiać
-Spójrz! - Eric wskazał palcem na niebo
Przez błękitne obłoki przeleciały dwa smoki. Jeden był biały a drugi cały czarny. Przypominały mi trochę obraz który był u Eric'a w domu. ,,Mrok i Biel,. Smoki leciały w stronę gór. Były śliczne i ogromne jak cała ta dolina. Piękna i ogromna. Spojrzałam na Eric'a. Patrzył w niebo z lekkim uśmiechem na ustach. Odwrócił się do mnie i spojrzał pytająco. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć koło nas pojawiły się śliczne kwiaty. Ich płatki był prawie, że przeźroczyste i mieniły się na różne kolory. Widziałam takie tylko w książkach. Zaczęłam się rozglądać. Słońce powoli chowało się za góry. Kwiaty oświetlały prawie całe jezioro.
-Ciekawe skąd się tutaj wzięły. - zaciekawiłam się i wstałam z wody. Eric zrobił to samo.
-Nie wiem, ale widziałem już kiedyś podobne. - wyciągnął jednego z wody.
O dziwo miały łodygi. Eric podszedł do mnie i włożył mi jednego we włosy.
-Dziękuję. - szepnęłam
-Chodźmy. Powoli zbliża się noc. - powiedział i wyszedł z jeziora.
-Najpierw muszę wyschnąć. - usiadłam koło drzewa.
-Skoro tak chcesz. - odparł i zaczął iść w stronę lasu
-A ty dokąd? - zapytałam
-Jak chcesz wyschnąć skoro nie ma słońca? - posłał mi ironiczne spojrzenie. - Zaraz wrócę.
-Tylko się pośpiesz. Nie chcę być tu sama jak zrobi się ciemno.
Nie odpowiadając zniknął w lesie. Słońce prawie już zaszło. Smoki zaczęły latać po niebie wracając do swoich jaskiń. Najwięcej naliczyłam ich jedenaście. Zanim się obejrzałam zrobiło się ciemno. Nagle za plecami usłyszałam jakieś szmery.
-Eric? - podniosłam się z ziemi łapiąc pierwszy lepszy patyk
-Pudło. - usłyszałam nieznany mi głos
-Kim jesteś? - zapytałam zdenerwowana
-Spokojnie, nie zrobię Ci krzywdy. - zza drzew wyłonił się ryś - Jestem Ash. Towarzysz Matt'a. Twojego sąsiada w Akademii.
-Ah.. - wypuściłam powietrze z płuc. - Dobrze, że to tylko ty.
-Cieszy mnie to że raduje Cię mój widok. - uśmiechnął się
-Co tutaj robisz? - zapytałam
-Właśnie idę w poszukiwaniu pewnej rośliny. - rozejrzał się. - Oho.. twój koleszka się zbliża. Czas na mnie. Miło było Cię spotkać.
-Mi Ciebie również.
-Do zobaczenia. - powiedział i tak jak szybko się pojawił tak i szybko zniknął
Zobaczyłam, że między drzewami szamota się jakaś osoba.
-Dobrze, że już jesteś.. - odetchnęłam z ulgą - Miałeś być zanim zrobi się ciemno. - rzuciłam w jego kierunku patyk, lecz on nadal się nie odezwał. - Eric?
Zza drzew wyszedł mężczyzna. Już gdzieś go kiedyś widziałam. Tak! To ten sprzedawca koło którego było tyle osób. Mimo wszystko wolałam być ostrożna.
-Witaj panienko. - powiedział, zatrzymał się kilka metrów ode mnie, mogłam przyjrzeć się jego twarzy i nie myliłam się. To był ten handlarz.
-Dobry wieczór.. - odezwałam się sucho
-Nie wiem czy wiesz... ale klejnot który masz na szyi jest bardzo.. bardzo.. cenny. - zbliżał się do mnie wolnym krokiem
-Nie rozumiem..
-Twój naszyjnik. Oddaj mi go! - zdenerwował się i miałam wrażenie że zaraz się na mnie rzuci
-Nie mogę... To prezent od mojego brata. - powiedziałam łapiąc za naszyjnik.
-Zdecyduj się.. bo zaraz przestanę być taki miły i sam go sobie wezmę. - parsknął
-Nie mogę.. - powtórzyłam. - Nie oddam go panu! - podniosłam z ziemi dość spory kij, sprzedawca widząc to zadrwił ze mnie
-Myślisz, że tym mnie powstrzymasz? - mówił śmiejąc się
-Mam taką nadzieję. - powiedziałam
Sprzedawca szedł w moim kierunku. W końcu zrobił pierwszy ruch. Błędny. Potknął się a ja zrobiłam unik. Miał odsłonięty kark. To była dobra okazja i wykorzystałam ją. Uderzyłam go kijem tak, że ten aż pękł. Mężczyzna runął na ziemię.
-Zapomnij, że dostaniesz ten naszyjnik. - powiedziałam do leżącego

Eric?

niedziela, 7 sierpnia 2016

Od Clodie Sue c.d. Derek'a

Moja twarz miała kamienny wyraz. Nadal się zastanawiałam nad jednym. Ale to nie ważne. Derek zauważył że coś mnie trapi.
- Clodie, wszystko okej? - spytał przyglądając mi się.
- Masz miękkie włosy - stwierdziłam, po czym szeroko się uśmiechnęłam. Chłopaka to wyraźnie zaniepokoiło. Zaczęłam się śmiać. Chwilę później zorientowałam się że jesteśmy nad jeziorem.
- Właśnie przez Ciebie zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nie mam futra na głowie.. - powiedział po czasie i również zaczął się śmiać. Usiadłam na trawie i czekałam. Ziewnęłam zmęczona.
- Czemu to robisz? - spytał niespodziewanie. Spojrzałam na niego pytająco.
- Że co?
- Że chodzisz po nocach w poszukiwaniu specjalnych kwiatów. - powiedział podnosząc głowę.
- Jak już mówiłam. W celach czysto eksperymentalnych, jak i ze względu na referat. Nagle pojawił się pierwszy kwiat. Dosłownie rzuciłam się na ziemię, po czym wyjęłam notatnik i zaczęłam pisać. Chwilę później pojawiły się dwa kolejne.
- Wkładasz w to dużo pracy.. - powiedział zerkając mi w notatnik.
- Mam nadzieję że kiedyś uda mi się jakoś porzucić te skrzydła.. Dlatego tyle się uczę.. - powiedziałam po czym notowałam dalej.
- Żartujesz.. - zdumiał się.
- Serio. Uwierz że w niektórych sytuacjach są okropne. Trudno mi się siedzi.. Nie mogę również leżeć zbytnio na plecach. Chociaż jak znajdę dobrą pozycję, to jest lepiej niż na najwygodniejszych poduszkach.. - po tych ostatnich słowach wyobraziłam Sobie moje ciepłe łóżko.
- Jak widzisz, są również dobre strony. - uśmiechnął się, opierając się o pobliską brzozę. Zanotowałam jeszcze parę rzeczy i mogłam wreszcie uznać pracę za skończoną.
- Mam dość na dzisiaj.. - ziewnęłam ponownie i spojrzałam na Dereka.
- Idź spać, dobrze Ci to zrobi - mruknął.
- Tak zrobię. A ty co zamierzasz zrobić? - spojrzałam na niego ciekawskim wzrokiem.
- Ja? Pochodzę Sobie tu i tam.. - powiedział wlepiając wzrok w wodę.
- O nie, podróżnik Ci się włączył. Chodź - podeszłam do niego, po czym instynktownie złapałam za rękę. Ciepła. Zaprowadziłam go do mojego domku, rzecz jasna.
- Nie będziesz się krzątał nigdzie po lesie, jest ciemno, a jak jest ciemno, to dzieją się źle rzeczy - zaczęłam go matkować.
- Clodie. Jesteś świadoma tego co mówisz? - zaśmiał się. Od razu się spłoszyłam. Usiadłam na kanapie i podkuliłam nogi.
- Tak, tak - odburknęłam. Po chwili dodałam jednak - tylko ja nie chcę abyś szedł. Tak mnie wychowano. Abym dbała o każdego..
Derek na początku nie odpowiedział.
- Czyli prosisz mnie abym nigdzie w nocy nie chodził? - powiedział wreszcie. Przytaknęłam.
- W takim razie co mam robić? - dodał.
- Siedzieć. O tutaj. Jak chcesz iść spać, to masz nawet pokój.. - powiedziałam ostrożnie. Ten spojrzał na mnie rozbawiony. To mnie nieco przybiło. Mimo wszystko siedziałam niezbicie czekając na odpowiedź.

Derek?

Od Eric'a c.d. Alison

Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Z czystej ciekawości.
Włożyłem ręce w kieszenie. Naturalny odruch zdenerwowania.
- Eric?
- Tak?
- Denerwujesz się. - jej słowa zabrzmiały jakoś tak obco.. Nigdy nie słyszałem jej z takim głosem. Już miałem odpowiedzieć, ale nagle rozległ się donośny ryk. Głośniejszy niż zwykle. Skręciłem w ślepy zaułek.
- Tu będziemy bezpieczni. Możesz spokojnie obserwować. - mówiąc to wskazałem głową szparę w skałach. Dziewczyna lekko złapała się za usta gdy zobaczyła to:
- Piękny.. - wyszeptała.
Oparłem się o ścianę i lekko przymknąłem oczy.
- Idzie tu.
- Co? - dało się zauważyć że dziewczyna zamarła.
- To co usłyszałaś.
Dziewczyna w pośpiechu ponownie zajrzała przez szparę. Nie było go. Złapała mnie kurczowo za rękę i pociągnęła.
- No chodź! - wstała, po czym ruszyła szybko. Przy wyjściu zatrzymałem się.
- Nie mogę.
- Eric.
- Tak.
- Rusz się .
Pokazałem dziewczynie że nie mogę przejść. Tak jak ten smok.
- Nie mogę przejść. Przez to jaki jestem. - te słowa wyraźnie ją zszokowały. Zadrżała.
- Ale..
- Alison, żartuję. Tylko mi tu nie płacz.
Zaśmiałem się, po czym zwinnie doszedłem do niej. Dziewczyna naburmuszyła się i odeszła dalej.
- To. Nie. Było. Śmieszne. - powiedziała to w sposób z wyraźnym przekazem. Zmartwiła się. A ja miałem z tego powodu dziwną satysfakcję. Chwilę gadania i znowu się śmiała.
- Jest jeszcze coś co powinnaś zobaczyć.
Złapałem ją za rękę i poprowadziłem. Poczułem jej ciepło. Dziwne, przecież to ja zwykle jestem cieplejszy. Zatrzymałem się i puściłem ją. Złapałem się za ręce. Zimne. O co tu chodzi.. Dziewczyna patrzyła wyczekująco. Wiem że to nie na miejscu, ale po prostu dałem jej znak głową że idziemy dalej. Znów włożyłem ręce w kieszenie. Głęboko wypuściłem powietrze. Ciężko. Ciężko mi było.. Tylko z jakiego powodu? Przecież nic mnie nie obciążało.. W ostatnim momencie zorientowałem się że poszliśmy za daleko. Gwałtownie się zatrzymałem. Poczułem tylko jak Alison wpada mi na plecy.
- Ała.. - powiedziała łapiąc się za nos i karcąc mnie wzrokiem. Złapałem się obiema rękami za twarz. Co ja dziś wyprawiam.. Całe szczęście że Alison nie wychwyciła że coś jest nie tak.
- Przepraszam.. Jeszcze parędziesiąt metrów i jesteśmy.
I tak się stało. Chwilę później znaleźliśmy się w dolinie pod Smoczymi Górami.
- Lubię tu czasem przychodzić. Postanowiłem przyprowadzić i Ciebie.
Wpatrywałem się w krajobraz. Czemu. Czemu tu przychodzę, skoro aż tak się różnię? Aż mi się przypominały słowa pewnego wilka.
---
Śmierć. któż to pojmie? Gdzieś w oddali na pewno ktoś ginie. Zdarza się każdemu. Śmierć. Powszechne określenie. Każdego to spotyka. Nikt jej nie chce. Więc czemu? Stanąłem. Stałem kiedyś na skarpie. Wiatr wiał mi w futro. Miałem swoje lata. Teraz mam więcej. Więc czy i mnie to czeka? Na pewno. Jak szybko? To się okaże. Uśmiechnąłem się wtedy sam do Siebie.
- Póki co nie dopadniesz mnie. Nie dopadniesz mnie. Tu czeka mnie nowe życie. - pamiętam jak to wyszeptałem i zawróciłem. Należałem wtedy do watahy zaledwie dwa, może trzy dni. Spokojnie tam było. Śmierć na nikogo tam nie czekała. A kwiaty? Kwiaty rozkwitają nadal. Wtedy też. Kwiaty. Kwiaty zmieniają wszystko. Kwiaty zmieniają sposób patrzenia na świat. Kwiaty. Takie małe, takie bezbronne i dobre, więc czemu i je czeka śmierć? Śmierć. Ileż można rozmyślać nad tym samym. Długo. Przechodząc widziałem wesołe wilki. Szczęśliwe wilki. Nadal mnie to cieszy. To miłe. Można czerpać przyjemność z patrzenia. Idąc tak, nikt na mnie nie patrzył. Nie patrzył. Ach.. kwiaty patrzą. Kwiaty widzą wszystko. Jednak ciągle trapiło mnie coś.. Przyjaciel. Ha, miałem, nawet niejednego. Kiedyś. Towarzystwo kwiatów.. Moi przyjaciele. Kiedyś, teraz, może i kiedyś. Ach, ile razy mówili mi 'znajdź przyjaciela', 'załóż rodzinę'. Nie da się. Czasem.. ktoś nie potrafi. Ja. Ja nie potrafię. Jak rozmawiam, to sam ze Sobą. Kiedyś spotkałem przyjaciela. Był mały. Wychowałem go. I ruszył w świat. Ah.. Śmierć. Kwiaty. Przyjaciele. Na pewno na to natrafisz. Czasem wcześniej, czasem później. Ale natrafisz. Czasem z przymusu, czasem sam się na to pchasz. Czasem po prostu przychodzi. Dochodzi czas. Czas to już głębsza kwestia. Chyba nie mam na nią siły. Czasem czas można przyśpieszyć. Znam imię każdego wilka z watahy. Więc czemu nie zagadam? Jestem niewidzialny. Nikt nie patrzy. Nie umiem. Dużo tego. Kiedyś się uda. Póki co, zostają kwiaty. Kwiaty. Pomyślałem wtedy i położyłem się na łące. Obserwowałem. Czas. Wystarczy czekać.
---
Wtedy może nie rozumiałem jego słów. Mądry wilk. Kto by się spodziewał. Nagle zobaczyłem że Alison przygląda mi się.
- Eric, nie odpowiedziałeś mi.
Patrzyłem pytająco. Po chwili zrozumiałem. Jednak wolałem się upewnić.
- Słucham?
- Dlaczego się wtedy zdenerwowałeś?
Stałem chwilę w ciszy.
- Powiem Ci Alison że masz ładne oczy.
- Nie owijaj w bawełnę
Uh. Do czego ona zmierza?
- Nie muszę - uśmiechnąłem się tajemniczo po czym zamknąłem oczy.

Alison?

Od Derek'a c.d. Clodie Sue

    Przez chwilę szedłem za nią zachwycając się jej skrzydłami.  Przyśpieszyłem i maszerowałem obok niej.
-Więc...-zacząłem przerywając ciszę-jak to jest być aniołem?
Przez chwilę nie odpowiadała.
-Chyba tak samo jak człowiekiem tylko masz skrzydła i więcej obowiązków.
-Coś nie dla mnie.-zaśmiałem się
Spojrzała na mnie i również zaczęła się śmiać. Przejechałem po włosach.  Rogi za chwilę będą już znacznie widoczne.  Muszę szybko je spiłować.
Clodie spojrzała na mnie.
-Ukrywasz coś?
To pytanie mnie zaskoczyło.  Nie wiedziałem czy wypada mówić.
-Wiesz że Alison i ja nie jesteśmy czystej krwi elfami?
-Może to śmieszne ale ostatnio jest wiele spekulacji o was.
-Hm?
-Wiesz.  Kilka osób wierzy że jesteście rodzeństwem z jakiejś legendy.-(legendy o szlachcicach-przwleciało mi przez głowę)-pół elfach, pół centaurach.
-Cóż,  ja i Alison jesteśmy tymi hybrydami jednak nie wierzę żeby legenda była o nas.
Przez chwilę mi się przyglądała.
-Nigdy nie pomyślałabym że masz w sobie krew elfów.
Zaśmiałem się.
-Bo moim dominującym genami były geny centaura.  A elfia krew sprawiła że nie jestem w połowie jeleniem. Mogę co najwyżej zmienić się w niego.  Chyba.
-Czy centaury to nie przypadkiem pół ludzie,  pół konie?
-Zwykle są tak przedstawiani ale centaur to określenie na wszystkie gatunki i podgatunki hybryd ludzi i  parzystokopytnych.
-Dzięki za wykład...
Przez chwilę czułem się jakby ktoś wylał mi na głowę wiadro zimnej wody. Spuściłem wzrok i patrzyłem na ścieżkę.
-Nie chciałam cię urazić.-spojrzałem na nią. Jej twarz była dla mnie zagadką.
-Po prostu nie lubię nieścisłości.
Szliśmy milczeniu.  Nie wiedziałem co powiedzieć.  Nie tak sobie wyobrażałem. Wtedy Clodie zaczęła.
-Ale chyba masz coś z centaura?
Uśmiechnąłem się.
-Tak.  Na głowie rosną mi rogi.  Niestety nie przepadam za nimi i je piłuje.
Przez chwilę patrzyła na moje włosy.  Podniosła dłoń, ale się zawahała.  Schyliłem się żeby mogła je łatwo obejrzeć.  Przeczesała palcami włosy.  Zatrzymała się na wypustkach.
-Wiem, muszę je pociąć.
Zabrała dłoń.   Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Ruszyłem pierwszy.
-Dobrze nam idzie szukanie.-powiedziałem gdy już szła obok.


Clodie?

Od Alison c.d. Eric'a

Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Trzymałam go za rękę i stałam bezczynnie.
-A ty? - zapytałam
Nie odpowiedział.
-Zakochałam się.. kochałam go ale.. znudziłam mu się i chciał mnie wymienić na inną. Od tamtej pory postanowiłam bardziej uważać na to w kim się zakochuje. - spuściłam głowę w dół i przez moment staliśmy w ciszy
-Chodź. Pokaże Ci coś. - tym razem to on złapał mnie za rękę i zaczął iść przodem
Zaczęliśmy iść w głąb lasu. Nie byłam jeszcze tutaj.
-Eric?
-Tak?
-Gdzie my idziemy? - zapytałam zaciekawiona
-Zobaczysz. - powiedział z uśmiechem na ustach
-Mam się bać? - zaśmiałam się
-Niekoniecznie. - odparł
Stanęliśmy przed wielką skałą pokrytą bluszczem. Eric podszedł do kamiennej ściany i przeciągnął rośliny na jedną stronę odsłaniając wejście do jaskini.
-Panie przodem. - powiedział wskazując ręką wejście do jaskini
Przez moment się zawahałam. Stanęłam obok Eric'a.
-A może razem? - wysunęłam dłoń w jego kierunku
-Może być razem. - powiedział łapiąc mnie za rękę.
Szliśmy korytarzem w jaskini. Z każdym krokiem robiło się chłodniej. Nad nami ciągle ruszały się jakieś robaczki.
-Pokazać Ci sztuczkę? - zapytał Eric
-Z chęcią. - odparłam z uśmiechem na ustach
Eric podszedł do ściany i uderzył pięścią w skałę. Nagle wszystkie robaczki zaczęły świecić oświetlając nam ciemny korytarz. Wyglądało to prześlicznie. Robaczki emitowały niebieskie światło nadając pięknego wyglądu całej jaskini. Niektóre z nich siedziały na ścianie a inne przemieszczały się latając.
-Ślicznie. - zakręciłam się na pięcie, odwróciłam się do Eric'a. Uśmiechał się.
-To dopiero początek. - ominął mnie i ruszył przodem
-Początek? Jest tu więcej takich rzeczy? - zapytałam zaciekawiona
-Hah, no oczywiście. - rzekł i odwrócił się do mnie - Idziesz czy nadal będziesz patrzeć na te robaki?
-Idę! - podbiegłam do niego
Szliśmy spokojnym krokiem. Nagle po lewej stronie w ścianie dostrzegłam wgłębienie. Było zakryte bluszczem.
-Eric.. co tam jest? - zapytałam
-Nic. Chodźmy dalej. - powiedział i ruszył przed siebie
-Eric..
Nagle w jaskini rozległ się okropny dźwięk. Jakby ryk bądź straszny jęk jakiegoś ogromnego utworzenia.
-Eric powiedz, że też to słyszałeś.
-Tak, i nie jestem z tego zadowolony. Teraz wiesz dlaczego nie chce tam iść. - wytłumaczył mi
-A czy tam jest bezpiecznie? - zapytałam wskazując drogę przed nami
-Tak, tamto miejsce jest chronione przez zaklęcie.
-To dobrze...  - ulżyło mi - Ty wiesz co tam jest prawda?
-Czy to ważne?
-Tak, będę czuła się bardziej bezpieczna wiedząc co tam jest.
-Ehh.. no dobrze. Chciałem tego uniknąć ale widzę, że jesteś ciekawska. - powiedział z uśmiechem i podszedł do wgłębienia w ścianie. - My możemy tam wchodzić i wychodzić normalnie, ale on jest tam uwięziony. Chcesz zobaczyć czym on jest?
-Mhm - kiwnęłam głową - Chcę.
-No dobrze. - powiedział i odsłonił bluszcz
Dostrzegłam, że przejście było zasłonięte wielkim głazem na którym był narysowany dziwny znak. Eric wyszeptał coś i kamień przesunął się odsłaniając przejście. Znów dobiegł do nas donośny ryk.
-Jesteś pewna? - zapytał
-Tak. Lubię takie niespodzianki.
Eric wszedł pierwszy. Ja szłam zaraz za nim. Można powiedzieć, że chowałam się za nim jak za tarczą. Minęło kilka minut zanim przyzwyczaiłam się do ciemności panujących w tej jaskini.
-Może chcesz wrócić? - zaproponował Eric
-Nie, chce zobaczyć co tutaj jest. - odparłam
-No wiesz.. chowając się za mną wiele nie zobaczysz.
Chwilkę myślałam nad tym co odpowiedzieć ale postanowiłam go o coś zapytać.
-Eric. Dlaczego wcześniej pytałeś o to czy byłam zakochana? - zapytałam

Eric?

Od Clodie Sue c.d. Derek'a

Spojrzałam zaskoczona w dół. Na początku nie byłam w stanie się odezwać, jednak po chwili zrozumiałam o co chodzi.
- Tak jasne! - powiedziałam prędko, po czym chłopak dosiadł się. Przymknęłam lekko oczy. Poczułam na Sobie wzrok chłopaka.
- Myślę że nie zostaliśmy Sobie oficjalnie przedstawieni - odchrząknął. - Jestem Derek.
- Clodie - powiedziałam patrząc w górę. -  Widziałeś kiedyś luminestencyjne kwiaty? - spytałam z ciekawości.
- Hmm.. Chyba.. Tak. Była taka bardzo gwiezdna noc. Dosłownie przypadkiem je zauważyłem. Oczy mi się zaświeciły. Spuściłam głowę i zaczęłam machać nogami.
- Myślisz że dzisiaj je zobaczę? Próbuję tak od dwóch tygodni.. Przygotowuję referat i no.. - Derek również przymknął oczy.
- Jak te chmury tutaj przyjdą, to Wątpię. stwierdził.
- Może kiedy indziej - westchnęłam i zwinnie zeskoczyłam. Chłopak poszedł w moje ślady.
- Na jutro zapowiadają ładną pogodę - zaczął. - możesz wtedy spróbować.
- A tam, po co jutro, po prostu znajdę lepsze miejsce - powiedziałam wesoło, po czym ruszyłam. Derek się nie ruszał.
- Idziesz? - uniosłam się lekko nad ziemię i usiadłam w powietrzu. Skinął głową, po czym ruszył. Z powrotem stanęłam na ziemi i zastanawiałam się nad dobrym miejscem.
- Masz jakiś pomysł? - spojrzałam na niego z wyczekiwaniem.

Derek? (Tak wiem że krótkie..)

Od Clodie Sue c.d. Alison

Słuchałam w ciszy tego co mówi Alison. Gdy skończyła, szłyśmy chwilę. Nagle moim oczom ukazał się pierwszy punkt.
- Patrz, jest kartka! - powiedziałam wskazując błękitny papierek. Pytanie nie było dość trudne. Za to miałyśmy problem ze znalezieniem 2 punktu. Po prostu kartki nie było.
- Pierwszy raz tak niechętnie biorę udział w zajęciach - westchnęłam. Po czasie znalazłyśmy drugą kartkę. Tym razem żółtą. Wszystko poszło gładko aż do 16 pytania.
- Nie wierze. Pytanie o rybach - jęknęła Alison. Zerknęłam na szarą kartkę. "Wymień 3 sposoby rozmnażania najbardziej jadowitej ryby".
- Jeju... Akurat ten rozdział napoczęłam w nocy - zdenerwowałam się.
- Zawalimy to? - spytała kompanka.
- Coś ty. Będziemy strzelać. - powiedziałam po czym zaczęłyśmy ustalać. W taki sposób dotrwałyśmy do ostatniego pytania. Było najłatwiejsze ze wszystkich. Ku naszemu zdziwieniu, skonczyłyśmy jako drugie. A grup było siedem. Gdy wszyscy skończyli, zebraliśmy się wszyscy.
- Podamy wynik dziś wieczorem. Zaczniemy o 19 na dziedzińcu. Do zobaczenia - powiedziała nauczycielka, dając znak że można iść.
- Ciekawe.. Idziesz gdzieś? - spytałam Alison.
- Na przykład? - powiedziała zaciekawiona.
- Nie wiem, może jakiś pub czy coś, zgłodniałam trochę. - zaproponowałam.
- Uhh.. Nie mam przy Sobie gotówki. - powiedziała zakłopotana.
- Nie ma problemu! Ceny są niskie, a tak się składa że mam trochę pieniędzy - uśmiechnęłam się sprytnie, po czym zaciągnęłam Alison. W sumie nie było tam nic ciekawego. Zamówiłam jak zwykle specjalny napój, który starczał mi również jako posiłek. Alison mimo wszystko nic nie zamówiła. Szłyśmy tak w ciszy.
- Alison? - spytałam patrząc na nią.
- Tak? - również na mnie spojrzała.
- Masz może ochotę wpaść do mnie?

Alison? ( Tak wiem, bez sensu i krótkie ;w; )

sobota, 6 sierpnia 2016

Od Derek'a c.d. Clodie Sue

    -Wreszcie wolne!-powiedziałem niosąc zakupy Alison-Dwa dni nic nie robienia. 
-Przecież ty i tak śpisz na wykładach. 
Spojrzałem na nią urażony. 
-Bo to są tematy które znam na pamięć. 
Spojrzała na mnie z ukosa.
-Taa...jasne. 
Nie odpowiedziałem. Szliśmy tak w ciszy gdy nagle spotkaliśmy(a raczej Alison spotkała) Clodie i jej brata. Przez chwilę ja i on mierzyliśmy się wzrokiem.  Odpuściłem.  Ten gość mnie przerażał.  Moją uwagę przykuła ona-dosłowny anioł.  Próbowałem na nią zerkać jednak mi się nie udało i po chwili bezwstydnie się na nią gapiłem.  Zauważyła to i lekko się uśmiechnęła.  Odwróciłem wzrok zażenowany. Gdy odeszli od razu spytałem. 
-Kim jest ta dziewczyna? 
Alison spojrzała na mnie i się zaśmiała. 
-Nowa miłość? 
-Chiciałabyś. 
Po kilku minutach wiadomości o Clodie,  wiedziałem że muszę ją poznać bliżej. 
-Gdzie mieszka? 
Spojrzała na mnie jak na wariata. 
-Będziesz ją na chodził? 
-Żebyś wiedziała. 
Wieczorem, gdy wreszcie miałem czas postanowiłem się do niej wybrać.  
-Błagam, żebym nie spotkał jej brata.-powiedziałem do siebie
Po godzinie błądzenia w końcu ją znalazłem.  Siedziała na dachu.  Stanąłem w polu widzenia.
-Może to dziwna propozycja ale czy mógłbym się przyłączyć? 

Clodie? 

Od Derek'a c.d. Eric'a

    Nawet nie wiem kiedy usnąłem.  Nawet nie znam tego chłopaka a śpię w jego domu!  Jednak przemiłe uczucie nieświadomości było teraz jedynym czego pragnę.  Już po chwili z domu w lesie przeniosłem się do jaskini w górach.
-Wiesz że musisz że muszę to zrobić. Dla ciebie.
-Ale dlaczego? Przecież to nie ma sensu.  Co to pomoże?!-próbowałem ją przekonać
-Widzisz,  ty masz kogoś kto nie ciebie czeka.  Kogoś kto cię potrzebuje.  Ja nie mam już nikogo.  Zostałam sama.  Nikt na mnie nie czeka.  Nikt nie będzie mnie szukać.  Obiecałeś demonowi duszę.  Nie pozwolę na to.  Musi zadowolić się moim ciałem. Jeśli nie.  Trudno.  Mojej duszy nie może wziąć-odwróciła się w moją stronę ja już nie mam duszy którą mógłby zabrać.
-Johanna!  Nie!
Zacząłem biec w jej stronę.  Jednak ona już stała na środku pentagramu.  Wtedy fala powietrza odrzuciła mnie do przodu.  Nagle jej ciało zaczęło emitować tak wielki blask że musiałem zasłonić oczy by nie oślepnąć. Blask objął cały pentagram.  Usłyszałem głos.  Najbardziej przerażający głos na świecie.  Głos prastarego demona. Zasloniłem uszy jednak nic to nie dało.  Głos był w mojej głowie.  Wokół mnie. Choć mówił w języku którego nie znałem, rozumiałem każde słowo.
-Jak śmiesz śmiertelniku!  Nawet nie zdajesz sobie sprawy z kim masz do czynienia!  Już nigdy nie zaznasz spokoju!
-Myślisz się demonie. -głos Johanny był równie głośny co demona-Zadarłeś z niewłaściwym śmiertelnikami.  Zostałeś przechytrzony.  Możesz pożreć moje ciało, ale nie duszę.
Straciłem przytomność.  Gdy się obudziłem obok mnie siedział wielki kot.  Od razu zrozumiałem kim jest.
~Jak to możliwe?!
~Nie wnikaj w sprawy które nie dotyczą ludzi.

Obudziłem się cały mokry.  Chwilę trwało zanim dotarło do mnie gdzie jestem.  Bylem sam.  Wstałem i wziąłem swoje rzeczy.  Nie będę nadużywał gościnności mojego gospodarza.  Ubrałem się i wyszedłem.

Eric?

Od Eric'a c.d. Alison

Spojrzałem zaskoczony na dziewczynę. Znów stała sama, miałem wrażenie że czegoś się obawia.
- Alison, czy ty sie boisz burzy? - zapytałem zabawnym głosem. Dziewczyna prychnęła i już miała się wycofywać. Szybko wstałem i złapałem ją za rękę.
- Tak - powiedziała cicho. Popatrzyłem na nią nadal nieco rozbawiony, jednak mimo wszystko pozwoliłem jej spać przy mnie. Gdy już oboje leżeliśmy, Alison wtuliła mi się w plecy. Tak zasnęliśmy.
Obudziła mnie.. Alison. Usiadła na łóżku po czym ziewnęła. Naprawdę nie wiem czym mnie obudziła, ale była pierwszym obiektem który zobaczyłem.
- Dzień dobry - powiedziała uradowana.
- Dzień dobry - odpowiedziałem przymykając oczy. Dziewczyna wstała i wyszła z pokoju. Obstawiam że poszła do kuchni, bo usłyszałem Akell'a. Ja w tym czasie ubrałem się i umyłem. Gdy dołączyłem do nich, Alison była gotowa do drogi.
- Już uciekasz? - powiedziałem do niej zabawnie.
- Taak, idę do miasteczka po jakieś rzeczy. Powinnam niedługo być - powiedziała i wyszła. W tym czasie zjadłem śniadanie.
- Eric? Ty śpisz? - usłyszałem głos Akell'a.
- Nie, a wyglądam tak? Chyba nie wyspałem się.. - mruknąłem niezadowolony. Ten spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Eric...? - powiedział tym samym tonem.
- Ejj, co ty za podejrzenia snujesz? - zaśmiałem się i pochochrałem go. Poinformowałem go że wychodzę i że jeśli Alison wróci to ma się nią zaopiekować. Ruszyłem do Clodie, przecież dawno jej nie odwiedzałem. Jak zwykle zapukałem.
- Oo, Eric! Zapraszam - powiedziała uradowana.
- Co tam u Ciebie? - spytałem.
- Ah, wszystko w porządku. Niedługo mam zajęcia, więc nie będę mogła Cie przyjąć na długo. Nie wiesz może co z Alison? Martwie się o nią.. - spojrzałem na Clodie która krzątała się po domu.
- Nic jej nie jest. Po prostu robi Sobie małą przerwę od nauki - uspokoiłem ją.
- Eric, nie rób nic głupiego - spojrzała równie podejrzanie jak Akell.
- Ja nie wiem, każdy mnie o coś podejrzewa - mruknąłem.
- Idę na zajęcia, mógłbyś zająć się chwilę Snowdym? Dzisiaj zostaje w domu. - powiedziała po czym wyszła. Chwilę pobawiłem się z nim i pogadałem. Chwilę później zasnął. Wyszedłem cicho z domu i udałem się do mnie. Alison już czekała. Siedziała z Akell'em i wyraźnie go rozpieszczała.
- Te, bo mi z niego kotka zrobisz - zaśmiałem się.
- Spadaj, to przyjemne. Ją przynajmniej obchodzi samopoczucie innych. Zlałem go wzrokiem.
- Idziemy? Chcę to załatwić szybko.. - powiedziała cicho dziewczyna. Skinąłem głową, po czym znowu wyszedłem. Tym razem Akell został w domu. Przez całą drogę opowiadała mi co kupiła. Pierwszy raz poświęcałem komuś tyle uwagi.
- Ah kobiety, ile wy kupować możecie.. - oczywiście sięgnąłem pamięcią do wspólnych zakupów z Emily.
- Eric? - poczułem jak Alison ciągnie mnie za rękaw.
- Hm? - powiedziałem zapatrzony w dal. Dziewczyna już miała o coś pytać, ale nagle zmieniła temat.
- Patrz, już jesteśmy - uśmiechnęła się. Na całe szczęście nikogo nie było w domu. Szybko i sprawnie wzięła parę rzeczy, po czym wróciła do mnie.
- Alison.. O co chciałaś spytać? - powiedziałem cicho.
- Jaka ona była.. Ta Emily? - spytala ostrożnie.
- Emily.. Urocza i inteligentna, czasem zadziorna, a jednak uparta.. - uśmiechnąłem się pod nosem.
- Brakuje Ci jej? - pytała dalej, nieco śmielej.
- Trochę. Mimo wszystko.. Uzupełniasz mi trochę jej obecność.. - to ostatnie powiedziałem tak cicho, że nie wiem czy nawet to usłyszała. Nie odezwała się już. Ruszyliśmy przed Siebie, miałem nawet wrażenie że dziewczyna mnie gdzieś prowadzi. Nagle stanąłem. Następnie usiadłem pod średnim skalniakiem.
- Coś się stało..? - mówiąc to podeszła i usiadła naprzeciwko mnie.
- Wiesz Alison.. Trapi mnie jedna rzecz.. Akell ciągle mnie o to męczy.. - zacząłem. Dziewczyna patrzyła z uwagą.
- Ja.. Alison, zakochałaś się kiedyś? - teraz to ja patrzyłem na nią z uwagą. Zauważyłem błysk w jej oku, lecz nagle potem spuściła głowę. Nie odezwała się. Odpuszczę jej.. Nie powinienem pytać.. Ale nie byłem w stanie się odezwać. Czułem że zrobiłem źle. Chyba.
- Rozumiem. Przepraszam.. - powiedziałem i wstałem. Poczułem jak Alison łapie mnie za rękę. Patrzyłem na nią wyczekująco.

Alison?

Od Alison c.d. Eric'a

Staliśmy wtuleni w siebie przez pewien czas. Dotarło do mnie, że przez pewien czas muszę zostać z dala od Newt'a. Kilka opuszczonych zajęć w Akademii jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Najwyżej będę uczyć się razem z Clodie. Na razie nie chcę wracać do tamtego miejsca. Nawet po te głupie ubrania. Kupię coś nowego w miasteczku. Ale.. Newt.. on nigdy się tak nie zachowywał, nawet gdy znikałam na kilka dni nic nie mówiąc to zawsze potem witał mnie z otwartymi rękoma a dziś? Dziś był nie do zniesienia. Gdyby był tam Derek.. Właśnie. Co z nim? Jak mu powiem, że kilka dni nie będzie mnie w Akademii? Może wyślę lisy? Tak to będzie chyba dobre rozwiązanie.
-Wejdźmy do środka. - Eric powiedział spokojnym głosem
Usiedliśmy na kanapie. Eric podał mi ciepłe zioła na uspokojenie i zaczął opowiadać co się stało po moim wyjściu.
-Więc go nie ma? - zapytałam dla pewności
-Nie, został zniszczony. - rzekł
-Chociaż Tobie minął dobrze dzień. - powiedziałam drżącym głosem, Eric to zauważył i objął mnie ramieniem
-Będzie dobrze. Polepszy mu się. Zobaczysz. - powiedział ściszając głos
-Boję się tam wracać. - odparłam ze spokojem
-Jeżeli chcesz mogę wrócić z Tobą, jeżeli potrzebujesz coś zabrać z pokoju.
-Y.ym. - pokręciłam głową - Nie wydaje mi się, że jest coś co mogłabym stamtąd zabrać.
-To dobrze. - na twarzy Eric'a zagościł uśmiech. - Jutro możemy iść do miasta abyś mogła sobie coś kupić.
-Dziękuję, ale mogę iść sama. - odparłam
-Skoro tak chcesz. - powiedział i podniósł się - Gdybyś chciała skorzystać z łazienki to jest na końcu korytarza i drzwi na prawo.
-Z chęcią z niej skorzystam. - odparłam - A ty gdzie się wybierasz? - zapytałam
-Jestem zmęczony, jeżeli Ci to nie przeszkadza to położę się wcześniej.
-Jasne, idź. - powiedziałam i również wstałam, patrzyłam jak Eric kieruję się do swojej sypialni - Eric. - podeszłam do niego i przytuliłam go od tyłu - Dziękuję
-Nie masz za co dziękować. - powiedział łapiąc mnie za dłonie, chwilę później rozłączył je i puścił, potem zniknął w cieniu swego pokoju
-Dziękuję, że jesteś.. - szepnęłam i ruszyłam do łazienki
Wzięłam prysznic, założyłam bieliznę i weszłam do pokoju w którym spałam poprzednio. Włosy opadały mi luźno na plecy. Stanęłam przed oknem. Spojrzałam na swoje odbicie. Szyję. Wyglądała.. lepiej. Ale nadal była zaczerwieniona.
-Zostanie blizna. - powiedziałam sama do siebie.
Patrząc przez okno dostrzegłam jak jasne światło przecina niebo a zaraz po tym głośny grzmot. Pierwsze co zrobiłam to wskoczyłam pod kołdrę. Bałam się burzy ale lubiłam podziwiać pioruny. Jedno sprzeczne z drugim. No cóż. Położyłam się i zakryłam głowę poduszką. Na marne. Nadal słyszałam każdy dźwięk burzy. Wyszłam z pokoju. Z każdym uderzeniem pioruna w domku robiło się przez sekundę jasno a następnie znów przepełniała go ciemność. Stanęłam przed drzwiami do pokoju Eric'a. Przez moment zawahałam się ale jednak gdy uderzył kolejny piorun zapukałam i delikatnie otworzyłam drzwi. W pokoju było ciemno. Widziałam tylko siedzącą postać na łóżku.
-Eric?
-Słucham? - usłyszałam jego głos i dostrzegłam jak obraca się w moją stronę
-Mogę spać z Tobą? - zapytałam nieśmiało

Eric?

Od Eric'a c.d. Alison

Siedziałem zdesperowany nie wiedząc co robić. Patrzyłem raz na naszyjnik, raz na Akell'a.
- Ja.. Nie wiem. Poddaje się. Nie pójdę do czarownicy - powiedziałem zdenerwowany. Akell wstał i ruszył w stronę drzwi.
- Nadal nie zrozumiałeś. Musisz się jeszcze wiele nauczyć, chodź - powiedział po czym ruszył.
- Nie matkuj mi tu, dobrze wiem co robię - mruknąłem po czym ruszyłem za nim. Wiedziałem gdzie mnie prowadzi. Wypuściłem ciężko powietrze i przyśpieszyłem. Zeszliśmy głęboko pod ziemię. Futro Akell'a zaczęło lekko świecić na czerwono. Oczy również. Miałem podobną reakcję. Tylko ja miałem tak z oczami i rogami. To znaczyło o demonicznym pochodzeniu. Gdy brałem Akell'a, wiedziałem jaki jest. To najbardziej nakłoniło mnie do zatrzymania go, a nie oddania. Weszliśmy w wąski korytarz. Włożyłem ręce w kieszenie.
- Akell, jesteś pewien? - spytałem ochrypłym głosem. Ten kiwnął łbem. Chwilę później weszliśmy do pomieszczenia, w którym siedziała kobieta. Była Sukkubusem. Tylko nie odnosiła się z tym na co dzień. Ukrywała się pod tą postacią:

Jednak teraz zastałem ją taką:

- Witaj Theo - rzuciłem powitalnie.
- Aww, któż to zawitał w rodzinne progi? - zasyczała uwodzicielsko. No tak. Czego się spodziewałem, przecież dobrze znam tę rasę.
- Widzę że ojciec wystawił Cię na straż. Brawo - powiedziałem po czym minąłem ją. Ważne że miałem to za Sobą.
- Eric. Nie w tą stronę - powiedziała, a gdy odwróciłem się, uśmiechnęła się słodko.
- Oh. - zmieniłem kierunek, a gdy ją mijałem zatrzymałem się. Położyłem jej na blacie amulet.
- Przysługa za przysługę, pamiętasz? - ta uśmiechnęła się cierpko i pochwyciła go szybko. Po tym skierowałem się w dobrym kierunku. Akell tym razem szedł za mną. Gdy wyszedłem z małego korytarza, buchnęło we mnie ciepło. Piekło. Dosłownie.
- Nienawidzę tu przychodzić - burknąłem.
- Słuchaj, ja mam futro - mruknął zwierzak. Spiorunowałem go wzrokiem. Wszędzie można było dostrzec czarty. Ruszyłem ścieżką. Łagodnie prowadziła w dół. Skała. Czy oni nigdy nie zadbają o wystrój? Wszędzie tylko surowe skały. Na końcu ścieżki było rozwidlenie. Intuicyjnie poszedłem w prawo. No i trafiłem. Wszedłem do takiej samej sali jak była w zamku. No tak, gust pozostaje. Odchrząknąłem.
- Oh, znowu ty - powiedział cierpko.
- Tak, tym razem z prośbą. Zlikwiduj to - rzuciłem mu naszyjnik.
- Wiesz że dla mnie to pestka. A o tak zawsze będzie haczyk - Gdy już miał mi przedstawiać propozycję, nagle coś przecięło naszyjnik. Strzała. Zobaczyłem łuczniczkę. Nie była sama. Źle się to skończy.
- No to sprawę mamy załatwioną. Chodź Akell - powiedziałem szybko i ruszyłem.
- Nie tak prędko. Nie możemy opuścić abyś ewentualnie wezwał pomoc. - powiedziała stanowczo po czym paru jej ludzi stanęło przy wyjściu. Olałem to i po prostu ich przesunąłem. Przeszedłem spokojnie, za to Akell'a już nie. Zorientowałem się że po prostu zniknął. Szybko przedarłem się z powrotem. Leżał. Gdy zaczynałem do niego biec, ktoś chwycił mnie mocno za ramię. Wtedy nie wytrzymałem. Uderzyłem. Nagle wszyscy ucichli. Patrzyli na krwawiącego mężczyznę.
- Harry! - krzyknęła dziewczyna podbiegając do niego. Patrzyłem niezbicie na nich. - Jak mogłeś.. - dodała załamana.
- Teraz już wiesz.. Wiesz jakie to uczucie kiedy boisz się stracić kogoś bliskiego.. - powiedziałem cicho po czym podbiegłem do Akell'a. Przyłożyłem mu do pyska specjalnie ziele. Natychmiast się ocknął.
- Ah, czyli tylko 'narkoza' - mruknąłem. Podszedłem do dziewczyny i podałem jej flakonik ze specjalnym płynem oraz zioła. - przyda Ci się. Nie rób nic głupiego - Wyszedłem bez słowa. Co się później działo to się działo. Ja mogłem spokojnie wrócić do domu. Położyłem Akell'a u mnie w pokoju aby odpoczywał. Szczerze się o niego martwię. Jutro zamierzam iść do Alison i o wszystkim opowiedzieć. Ulga. Wyszedłem na dwór i usiadłem spokojnie na kamieniu. Wszystko.. Się udało. Nagle zobaczyłem biegnącą dziewczynę. To.. Alison? Pośpiesznie wstałem. Dziewczyna dosłownie wpadła mi w ramiona.
- Alison.. Co jest? - spytałem wyraźnie zaniepokojony.
- Newt.. On był zły.. Bardzo.. Ja.. - dziewczyna mówiła niewyraźnie jednocześnie płacząc. Spojrzała na mnie zapłakanymi oczami. Coś we mnie pękło.
- Alison, udało się. Naszyjnika nie ma. U mnie.. U mnie będziesz bezpieczna - po tych słowach przytuliłem ją mocno.

Alison? :3

Od Alison c.d. Eric'a

Obudziłam się w pokoju do którego zaniósł mnie Eric. Leżałam w jego koszulce. Pachniała nim i jego perfumami, w dodatku sięgała mi prawie do połowy ud. Byłam zmęczona. Bolały mnie ręce i wszystkie mięśnie. To przez to iż dawno nie pływałam i teraz są tego skutki. Przeciągnęłam się na łóżku i zaraz po tym wstałam. Rozejrzałam się po pokoju. Było tu całkiem ładnie. I w miarę czysto w porównaniu do innych pokoi. Chociaż nie ma na co narzekać. Domek był ładny. Na jednej ze ścian wisiał obraz. Podeszłam do niego i zaczęłam mu się przyglądać. Była przedstawiona na nim jakaś wojna między... Właśnie. Między kim albo raczej.. między czym? Duże postacie miały nad sobą czarną aurę a te drugie, mniejsze ludziki były... całe ubrane na biało i błyskało od nich jasne światło. Odeszłam o krok od obrazu. W lewym rogu dostrzegłam podpis autora oraz napis głosząc że jest to ,,Mrok i Biel,,. Przejechałam wierzchem dłoni po tkaninie. Na środku obrazu zauważyłam małą dziewczynkę, siedziała trzymając się za kolana. W jednej ręce trzymała pluszowego misia. Przypominała mi kogoś. Ale nie byłam w stanie powiedzieć kogo. Może mnie w dzieciństwie? Może jakąś inną dziewczynkę widzianą na ulicy?
-Znalazłem go na bazarze. Jakiś starzec wcisnął mi go razem z zestawem talerzy. - usłyszałam głos Eric'a
Obejrzałam się. Stał w futrynie drzwi. Widać było po nim, że nie śpi już od dłuższego czasu.
-Długo tutaj stoisz? - zapytałam zaciekawiona
-Nie, przyszedłem tylko sprawdzić czy nadal śpisz. - przerwał - Podoba Ci się?
-Jest piękny. - uśmiechnęłam się
-Nie rozumiem co w nim jest pięknego. Wojna, śmierć innych.. ale mimo wszystko go wziąłem. - podszedł i razem patrzyliśmy się na obraz
-To dlaczego go tu powiesiłeś, skoro mówisz, że nie jest piękny? - zapytała
-Bo było tu strasznie pusto. A miałem do wyboru to albo jakiegoś gościa na polu.
-Mhmm. - spojrzałam na niego - Dobrze wybrałeś.
-Hah, cieszę się, że nie tylko mi przypadł do gustu.
-Kim ona jest? - wskazałam palcem na małą dziewczynkę siedzącą pomiędzy dwoma drużynami
-Osobą oddzielającą ,,dobro,, od ,,zła,, czymś w rodzaju muru.- poinformował mnie
-Przypomina mi kogoś.
-Kogo? - zapytał zaciekawiony
-Właśnie nie wiem. - odparłam
Eric odwrócił się i zaczął powoli wychodzić z pokoju. Ruszyłam zaraz za nim.
-Co powiesz na jakieś śniadanie? - zaproponował odwracając się do mnie
-Z chęcią. - odparłam z uśmiechem na twarzy
-Może być pieczony królik? No chyba, że zechcesz coś innego jakieś warzywa albo coś..  - odsunął krzesełko przy stole i gestem ręki pokazał abym usiadła.
-Może być królik, dawno nie jadłam mięsa. - siadłam na wyznaczonym miejscu
Eric nakrył do stołu i zaczęliśmy jeść.
-Mmm. Pycha! - powiedziałam. Byłam zdziwiona, że jedzenie jest takie pyszne.
-Dziękuję. - odparł Eric
-Sam to przygotowywałeś ? - zapytałam wkładając kolejny kęs mięsa do buzi
-Tak.. - powiedział i spojrzał w bok
Odruchowo zrobiłam to co Eric. Dostrzegłam na kanapie w pokoju dużego kota. Szybko wstałam i po woli podeszłam do zwierzęcia. Spał. Była to śnieżna pantera. Widziałam tylko takie kilka razy.
-Jaki słodki. - zachwyciłam się na widok zwierzęcia - Zrobi mi coś jakbym chciała go pogłaskać?
-Nie. - Eric się zaśmiał. - Ma na imię Akell.
-Skąd się znacie? - zapytałam zaciekawiona
-Znalazłem go gdy był mały. Leżał sam w śniegu. Nigdzie nie widziałem jego rodziny więc wziąłem go i od tamtego czasu mi towarzyszy.
-Gdybyś go zostawił mógłby zginąć..
Przejechałam dłonią po futrze kota. Było mięciutkie. Prawie jak u owieczki. Spojrzałam na stolik za kanapą. Znieruchomiałam. Na stoliku leżał.. naszyjnik. Ten sam przez którego prawie zginęłam. Zaczęłam się stopniowo wycofywać.
-C... co to coś tutaj robi? - zapytałam
-Jeszcze nie wiem. Nie potrafię tego rozgryźć. - poinformował mnie Eric
-Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że on tutaj się pojawił?
-Nie chciałem Cię martwić. - powiedział
-Musimy go zanieść do jakiejś czarownicy albo.. albo... - zaczęłam się jąkać, zawsze tak jest kiedy nie wiem co mam zrobić.
-Heej... spokojnie. - Eric podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona - Powinnaś wrócić do Akademii a ja się zajmę tym naszyjnikiem. - powiedział.
-Chcę Ci pomóc.. - szepnęłam
-Nie chcę aby stała Ci się krzywda. - odparł i podszedł do stolika łapiąc naszyjnik - Pozbędę się tego na dobre.
-Alee... - zaczęłam
-Wróć do Akademii. Pewnie się o Ciebie martwią.
Zrobiłam jak mówił. Wróciłam do Adakemii. W pokoju czekał na mnie Newt.
-Gdzie byłaś tyle czasu?! - zaczął na mnie krzyczeć
-Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
-Jestem twoim towarzyszem. Powinnaś mi powiedzieć! - miałam wrażenie że słyszy nas cała Akademia, z oczu powoli zaczęły płynąć mi łzy - Dlaczego mi nie powiedziałaś?!
Zakryłam twarz ręka, nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa. Byłam przerażona jego zachowaniem, on...nigdy... na mnie nie krzyczał. Zaczęłam coraz bardziej płakać.
-Alison! Odpowiedz!
Wybiegłam z pokoju. Nie mogłam słuchać jego krzyku. Biegnąc przez korytarz widziałam jak ludzie na mnie spoglądali. Wybiegłam z Akademii, potem przez bramę do lasu. Zbliżał się wieczór a ja siedziałam i płakałam w lesie. Wstałam i otarłam łzy. Zaczęłam iść w kierunku domku Eric'a.

Eric?

Od Eric'a c.d. Alison

Spiorunowałem dziewczynę wzrokiem. No cóż, dziewczyny nie zrozumiesz. Usiadłem pod drzewem i spojrzałem w niebo. Wyjątkowo dużo gwiazd. Przymknąłem oczy i wczułem się w otoczenie.
- Eric? Nie wchodzisz? - usłyszałem głos Alison.
- Nie dziś - powiedziałem leniwie. Nagle zaczął padać deszcz. Jednak to nie przeszkodziło dziewczynie w dalszym kąpaniu się. Nagle zobaczyła że się jej przyglądam.
- Coś się stało? - spytała uradowana.
- Jesteś jak dziecko - zaśmiałem się.
- Ha ha - powiedziała sztucznie.
- Naprawdę nie przeszkadza Ci deszcz? - powiedziałem patrząc na nią.
- Nie. A to źle - zachichotała.
- Masz ubrania mokre - stwierdziłem. Dziewczyna najwyraźniej to zlała i pływała dalej. Jednak wreszcie jej się znudziło. Spojrzałem na nią znów. Stała tak mokra i samotna. Nagle poczułem kłucie w klatce piersiowej. To znak od Emily.
- Emily.. Zrozum.. - wyszeptałem.
- Masz może ręcznik? - spytała z nadzieją Alison. Szybko zdjąłem bluzkę i podałem jej. - Przyda Ci się - zaśmiałem się.
- Boli.. - znowu złapała się za szyję.
- Nie podoba mi się ta rana.. - Stwierdziłem podchodząc do niej. Wziąłem ją na ręce i zacząłem wracać.
- Eric.. Dam radę sama! - powiedziała szybko.
- Taa, nie marudź - olałem jej prośby. Gdy dotarłem do domu, Alison już spała. Położyłem ją do łóżka.
- Ma Twoją koszulkę - powiedział do mnie Akell.
- A to szczegół - powiedziałem do kota siadając na kanapie.
- Masz okropne perfumy - fuknął.
- Dzięki, nie pomagasz.. - rzuciłem w niego poduszką.
- Mwah. Żartowałem - zaśmiał się i wskoczył obok mnie.
- Ah, musimy zrobić coś z jej raną na szyi - mówiąc to zacząłem przeglądać różne książki.
- Martwisz się o nią - bardziej stwierdził niż powiedział kot.
- No pewnie. Co w tym dziwnego? - rzuciłem nie zwracając na niego uwagi.
- Eric halo. Ty nie rozumiesz? - wytrącił mi z ręki książkę i usiadł na kolanach.
- Akell, ciężki jesteś - zacząłem narzekać po czym zrzuciłem go na podłogę. Kot najwyraźniej się obraził, bo poszedł do innego pokoju. Wróciłem do czytania. Nic, nic. Nic nie mogę znaleźć. Tym razem z własnej woli rzuciłem książką. Czemu nie mogę nic znaleźć...
- Akell - powiedziałem cicho. Kot momentalnie znalazł się przy mnie.
- Tak? - powiedział z satysfakcją.
- Co miałeś na myśli wcześniej? Nie mam siły już.. - powiedziałem cicho po czym opadłem całkiem na kanapę.
- Jesteś po prostu zmęczony. Może jak odpoczniesz to zrozumiesz.. Idź się połóż do łóżka - zaproponował. Mimo wszystko odmówiłem. Spojrzałem na stolik.. Naszyjnik.. Tam był! Szybko podszedłem i wziąłem go. Nic się nie stało. Popatrzyłem pytająco na Akell'a.
- Ja Ci nie pomogę.. Powinieneś iść spać - rzucił, po czym odszedł. Spojrzałem jeszcze raz na naszyjnik. Akell ma rację. Odłożę go gdzieś i rano się tym zajmę. Wyszedłem przed dom. Noc była jasna. Zobaczyłem w oddali jakiś promyk, który powoli zmieniał się w postać. Nie całą, coś w stylu ducha.
- Emily.. - powiedziałem cicho.
- Eric.. Ja rozumiem - usłyszałem równie cichy głos. Poczułem jak coś targa mi włosy.
- Tęsknię, wiesz? Chciałbym od czasu do czasu popadać chociaż.. - powiedziałem zdesperowany.
- Ja wiem.. Ale to ostatni raz.. Opiekuj się Alison. Dobrze wybrałeś.. - to było ostatnie co od niej usłyszałem. Zniknęła.
- Alison ma jeszcze Newt'a.. Choolera.. Zapomniałem.. - wróciłem do domu i spojrzałem na stertę książek. Pokręciłem głową i udałem się do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku i zastanawiałem się nad wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Teraz pozostało zmierzyć się z naszyjnikiem i Alison będzie mogła wreszcie nie przejmować się mną.. Ale czy ja chce?

Alison?

piątek, 5 sierpnia 2016

Od Alison c.d. Eric'a

~Przyjaciółkę?
Przez głowę przebiegły mi jego słowa. Puściłam jego ręce i pierwsza weszłam do domku. Nie patrząc na Eric'a podeszłam do okna i spojrzałam w swoje odbicie. Ujrzałam iż mam czerwony ślad po naszyjniku oraz zdartą skórę. Dotknęłam dłonią rany. W miejscu gdzie trzymałam rękę skóra zaczęła mnie piec. Szybko oderwałam dłoń i syknęłam z bólu. Oparłam się rękoma o parapet i spóściłam głowę w dół. Usłyszałam, że Eric wszedł do domku i stanął za mną.
-Aliosn.. - rzekł cicho do mnie
Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Był przygnębiony. Po jego wyrazie twarzy mogłam stwierdzić, że coś się stało. Dostrzegłam też coś, co Eric starał się ukrywać przez cały czas. Mianowicie chodzi o jego rogi.
-Dlaczego je chowasz? - zapytałam zaciekawiona
-Nie chcę aby ludzie wytykali mnie palcami. - odparł cichym tonem
-Jesteś kim jesteś. - powiedziałam i zbliżyłam się do niego - Nasz świat nie jest normalny, powinniśmy być dumni z tego kim jesteśmy. Nie zważywszy na rasę, na to czy jesteś elfem, czy skrzatem, czy aniołem, czy..
-Demonem. - dokończył Eric
-Czy to ważne? - odparłam i stanęłam przed Eric'kiem - Liczy się to co mamy w środku. - dotknęłam jego klatki piersiowej a dokładniej miejsca gdzie znajdowało się serce - Z zewnątrz możemy wyglądać jak najgorsza zmora ale jeśli czujemy jesteśmy piękni. - czułam bicie jego serca, uderzało w tym samym tempie.
Eric złapał mnie za dłoń. Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy.
-Ale jeśli jesteś najgorszą zmorą dla ludzi nie liczy się to co czujesz, a jak wyglądasz. Dlatego zawsze chowam swoje rogi.
Patrzyłam przez moment na niego lecz po chwili odeszłam.
-Trzeba Cię opatrzyć. - podeszłam do szafek i zaczęłam je po kolei przeszukiwać - Gdzie masz bandaże? - zapytałam
-W szufladce po lewej. - siadł na kanapie
Wyjęłam bandaż i przy okazji coś aby oczyścić ranę z brudu który zdążył się w niej znaleźć. Podeszłam do siedzącego Erica i powiedziałam;
-Musisz się położyć, inaczej tego nie będę mogła zrobić.
Eric zrobił jak mówiłam. Położył się a ja na kawałek ściereczki nalałam spirytus i przyłożyłam do rany. Potem zaszyłam ją i owinęłam wszystko bandażem.
-Powinieneś odpoczywać. - odparłam z troską w głosie
-Dam sobie radę. - spojrzał na mnie - A jak twoja szyja?
Odruchowo przyłożyłam dłoń do szyi i zaraz tego pożałowałam.
-Piecze. - powiedziałam przymykając jedno oko
-To nie dobrze. - rzekł i podniósł się z kanapy, podszedł do szafki i wyciągnął z niej chustę - Niewiele ale może chociaż trochę pomoże - powiedział i podał mi chustę którą owinęłam sobie szyję
-Dziękuję - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. - Co powiesz na spacer? - zapytałam
-Może być. - Eric podszedł i otworzył mi drzwi - Prowadź.
Wiedziałam gdzie chcę iść. Jezioro. Pragnęłam  go od kilku dni. Wskoczyć do zimnej wody. A zwłaszcza o takiej porze jak teraz. Księżyc i gwieździste niebo. Piękna pogoda na kąpiel. Eric szedł kawałek za mną a ja wesoło w podskokach przemierzałam las. Z daleka już dostrzegłam to miejsce. Blask księżyca odbijał się od tafli wody.
-Jezioro? - zapytał zaciekawiony
-Tak, jezioro.
Zaczęłam ściągać buty. Potem spodnie i mój kochany sweterek. Stałam tyłem do Eric'a. Przez moment przebiegła mi myśl aby rozebrać się do naga. Przecież i tak jesteśmy przyjaciółmi więc nie ma co się ukrywać. Zdjęłam majtki i rozpięłam biustonosz. Bez słowa do Eric'a wskoczyłam do wody.


Eric? xd

Od Eric'a c.d. Alison

Szedłem z Alison w ciszy. Tak kontrolne spojrzałem w jej stronę. Leżała na ziemi. Co znowu? Podbiegłem do niej i przewaliłem na plecy. Naszyjnik. Szybko scyzoryk i ciach. Ten nagle zniknął. Spojrzałem na dziewczynę.
- Alison? - powiedziałem nerwowo. Dziewczyna nie odpowiedziała. Zrobiło się chłodniej, więc bez zastanowienia zdjąłem bluzę i odkryłem ją. Następnie Podniosłem i zaniosłem do domku. W progu przywitał mnie Akell. Położyłem ją na kanapie. Nadal była nieprzytomna. Posłałem jej łóżko i położyłem tam. Gdy miałem już usiąść spokojnie, usłyszałem głos. Na zewnątrz. Ktoś wołał. Wyszedłem ostrożnie. Teraz był to tylko szept. Jednak coraz słabiej go słyszałem.
- Eric, nie idź. Zostań tu - powiedział zaniepokojony Akell.
- Wybacz, czasem trzeba. Zostań i pilnuj Alison - po tych słowach Udałem się w miejsce, gdzie było najwyraźniej wszystko słychać. Stanąłem przed ruinami zamku. Coś.. Coś mnie tam ciągnęło. Ja.. Ja musze. Wyszedłem ostrożnie do budynku. Było ciemno. Choolera.. Nie miałem w razie czego nic, czym mógłbym zakryć głowę. Opadłem rękę o ścianę. Była zimna.. I mokra. Zakręciło mi się w głowie.
- Dasz radę Eric - powiedziałem do Siebie i ruszyłem szybszym krokiem. Nagle moim oczom ukazała się wielka sala. Po bokach płonęły wielkie pochodnie. Po środku stał stół. Długi. Mimo wszystko był pusty. Bez żadnego nakrycia. Stały przy nim dwa krzesła. Na przeciwko Siebie. Podszedłem powoli.
-Eric - usłyszałem. Odwrociłem się szybko.
- Emily! - podbiegłem do niej szybko. Lecz nagle się rozpłynęła.
- Eric - usłyszałem znów. Tym razem męski głos. Odwrociłem się. Zobaczyłem postać. Mężczyznę.
- Kim Jesteś - warknąłem. Mężczyzna się zaśmiał.
- Zapomniałeś już.. Synu? - uśmiechnął się. Spojrzałem na niego podejrzanie.
- Ah.. To tylko ty.. Po co mnie tu przyciągnąłeś - spojrzałem niezadowolony.
- Oh, widzę że rogi wyglądają już jak u prawdziwego, dojrzałego demona - na te słowa się skrzywiłem - a co do wezwania.. Jak już widziałeś, Emily jest ze mną. Mam propozycję - skrzywiłem się ponownie, lecz jednak zaryzykowałem.
- Mów, byle szybko - rzuciłem niezadowolony.
- Mogę przywrócić Emily - w moich oczach pojawił się pewien blask.
- Mów dalej - powiedziałem z lekkim zainteresowaniem.
- Jednak jest jeden haczyk - dodał.
- Jak zawsze. Mów szybciej - odwrociłem się od niego i zacząłem chodzić nerwowo.
- Układ jest taki.. Emily za Alison - odwrociłem się szybko.
- Co?! Nie możesz mi dawać takiego wyboru! - uderzyłem pięścią w stół.
- Wybieraj, albo obie umrą - uśmiechnął się wrednie.
- Jak ty.. Jak możesz.. - Opadłem bez sił. Nagle koło mężczyzny ukazała się Emily i Alison.
- Zasady są takie. Jeśli wybierzesz Emily, ta nic nie będzie pamiętać, za to Alison będzie nadal świadoma, tyle że nie w ludzkim świecie. I tak na odwrót - patrzyłem na niego resztkami sił. Jak to.. Mam wybierać.. Nie umiem..
- Alison.. Alison musi żyć. Tak - powiedziałem i wyszedłem. Zacząłem biec do domku. Otworzyłem szybko drzwi i jak najszybciej sprawdziłem pokój Alison. Spała. Ulżyło mi. Wyszedłem na dwór.
- Wybacz Emily.. Ja wiem że ty byłaś już martwa.. Ja.. Nie mogłem - oparłem się z trudem o drzewo.
- Eric..? - spojrzałem w stronę domku. Alison. Alison stała w drzwiach. Wyszła parę kroków z domku, a ja do niej podbiegłem.
- Alison, wszystko w porządku? - spytałem z trudem.
- Tak, coś się stało? - nie odezwałem się. Dziewczyna złapała mnie lekko z rękę i pociągnęła do domku. Zatrzymałem się przed wejściem.
- Nie mogę tam wejść - powiedziałem cicho.
- Eric? Czemu? - była coraz bardziej zaniepokojona.
- Ja.. Na dworze jest ciemno, więc nic nie widzisz, za to w domku.. - mówiłem coraz ciężej.
- Eric, muszę Cię opatrzeć. Ja.. Ja zrozumiem - powiedziała tym razem łapiąc mnie za obie ręce i próbując zaciągnąć do domku.
- Wiesz Alison.. Cieszę się że mam taką przyjaciółkę.. - powiedziałem i wszedłem za nią do domku.

Alison? :3

środa, 3 sierpnia 2016

Od Clodie Sue

Obudziłam się lesie. Co ja tu..? Leżałam częściowo na Snowdym. Powoli wstałam i przeciągnęłam się. Spojrzałam na smoka.
- Snowdy - szepnęłam. Smok spojrzał na mnie leniwie. Jego wzrok był pytający.
- Co my tu robimy? - powiedziałam rozglądając się.
- Szukaliśmy jakichś grzybów.. Powiedziałaś że jesteś zmęczona i usiadłaś przy drzewie. Gdy miałem Cię zbierać do drogi to już spałaś.. Więc odpuściłem i położyłem się obok - ziewnął. Przez chwilę patrzyłam na niego i po chwili się zaśmiałam.
- Jest piątek, szybko się wyrobie i pójdę na zajęcia a potem... - w tym momencie urwałam. Właśnie, co potem?
- Czego chcesz szukać? - powiedział znudzony.
- Niczego. Robimy wolne na cały weekend! - powiedziałam dumna i ruszyłam do domku. Smok spojrzał na mnie zdumiony.
- Będzie szybciej jak polecimy - stwierdził zadowolony. Widać że już nie mógł się doczekać 'wolnego'. Biedak, zamęczałam go trochę w sumie.. Gdy weszłam do domu, spojrzałam na zegarek. Za godzinę wykład. Ubrałam się, zjadłam, wzięłam potrzebne książki i wyszłam. Razem ze Snowdym. W akademii nie zabraniali przychodzenia z pupilami. Poza tym, Snowdiemu przyda się troche edukacji od profesjonalistów. Po skończonym wykładzie, mieliśmy wreszcie wolne. Wyjątkowo w piątek dali nam trochę luzu.
- Snowdy, idziesz ze mną na miasto? - spytałam. Przecież to nie żadna praca, nie?
- Może wieźmiemy Erica? On taki samotny - zachichotał.
- Czemu nie? - zaśmiałam się. Już pół godziny później byliśmy w 'komplecie'. Oczywiście Eric wziął Akell'a. Kupiliśmy trochę jedzenia, oczywiście nie obyło się też od paru książek. Gdy mieliśmy na oku kolejną księgarnię, ktoś nas zawołał. To Alison! Pomachałam jej. Podeszła do nas. Nie była sama. Ona była z Newtem i Derekiem.
- Hej Clodie, widzę że nie tylko ja ciągnie brata po mieście - zaśmiała się.
- A tam, powiem Ci że Eric wyjątkowo nie marudzi - zaśmiałam się również.
- Idę dzisiaj na imprezę. Idę na taką na mieście po raz pierwszy.. Idziesz ze mną? Będzie jeszcze pare znajomych - zaproponowała mi. Impreza? Ja?
- Ojj, powiem Ci że moje skrzydła odmawiają czasem posłuszeństwa.. Poza tym dzisiaj odpoczywamy ze Snowdym od pracy, więc chyba wolę spędzić czas w domu, ale dziękuje za propozycję - powiedziałam uradowana.
- Rozumiem.. A ty Eric? - powiedziała z nadzieją. Chłopaka wyraźnie zaskoczyło to pytanie.
- Że ja? Wątpię aby to był dobry pomysł. Może kiedy indziej - zaśmiał się i poczochrał Alison po włosach. Jeszcze chwilę pogadaliśmy we czwórkę. Nagle poczułam że ktoś mnie ciągnie. Spojrzałam i zobaczyłam jak Snowdy mnie ciągnie.
- Co jest mały? - spytałam smoka.
- Tam tam - powiedział zafascynowany. Spojrzałam na sklep który pokazywał. Przysmaki dla zwierząt.
- Przepraszam was bardzo, ale ktoś ma chyba dużą potrzebe wyluzować się - zaśmiałam się, po czym rozstaliśmy sie. Kupiłam całą siatkę smaczków.
- Na co Ci tego tyle - zaśmiał się Eric.
- Robię ze Snowdym weekend odpoczynku, no wiesz, czasem trzeba. Ty też byś Akellowi coś kupił czasem - powiedziałam wesoło.
- Ależ uwiesz, gdybym żarł wszystko co ten facet mi daje, to bym był beczką nie panterą - prychnął. Rozstaliśmy się przy lesie. Szliśmy wolnym krokiem. Popołudnie było ciepłe.
- Dziękuje Clodie - usłyszałam głos. Spojrzałam na smoka i uśmiechnęłam się.
- Zastanawiam się czy nie wprowadzić tak na stałe te wolne weekendy. Będzie o wiele lepiej.. - powiedziałam cicho. Następnie ziewnęłam. Po czasie doszliśmy do domku. Usiedliśmy w pokoju i zaczęliśmy nasz 'free time'. Tego mi brakowało. 'Wakacji' w domu. Mimo wszystko to był męczący dzień, więc Snowdy szybko padł. Wyszłam na dach i siedziałam patrząc w dal. Robiło się ciemno, jednak niebo pozostawało nie ujawnione. Postanowiłam iż poczekam aż pokażą się gwiazdy. Ponoć kwitną wtedy księżycowe luminestencyjne kwiaty, które mają różne kolory. Zawsze chciałam je zobaczyć!

Ktoś? :3

Od Alison c.d. Eric'a

-Trzeba Cię opatrzyć.. - spojrzałam na jego ranę - I pozbyć się tego...
Zbliżyłam się do niego i wyciągnęłam kolec z jego brzucha. Lekko jęknął a na jego twarzy pokazał się drobny grymas. Odrzuciłam kolec na bok.
-Tym zajmę się już sam. - powiedział łapiąc się za ranę
-Nawet o tym nie myśl. Nie puszczę Cię samego z taką raną. - odparłam i przemierzyłam go wzrokiem - Musimy to czymś owinąć... - zrobiłam obrót na pięcie po czym dodałam - Zdejmij koszulkę.
-C..coo? - wydusił z siebie
-No raz, dwa. I tak z taką dziurą do niczego Ci się nie przyda.
Chłopak patrzył w ziemie. Zaciągnął kaptur na głowę. Przez ułamek sekundy mogłam dostrzec na jego głowie coś innego.. o ile się nie mylę były to rogi. Wywołało to uśmiech na mojej bladej twarzy.
-Mówiłem, że poradzę sobie z tym sam. - parsknął - Chodź, za mną. Pokaże Ci wyjście.
-Ale.. twoja rana... - szepnęłam pod nosem
-Dam sobie radę.. - powtórzył
-No dobrze. - zgodziłam się mimo iż wiedziałam, że on cierpiał.
Omijając zwłoki potwora poszliśmy w kierunku, w którym szłam z małym ludzikiem. A co do niego.. siedział spokojnie na miom ramieniu. Gdy Eric szedł w ciszy, mój mały towarzysz opowiadał mi historie z jego życia. Byłam o dwa kroki za wysokim mężczyzną. Teraz gdy miałam chwilę aby mu się przyjrzeć dostrzegłam, że chyba jest wyższy od mojego, kochanego brata Derek'a.. i wyglądał na lepiej zbudowanego. Czułam się przy nim ja mała dziewczynka zgubiona w lesie.. w sumie to tak było. Eric mi pomógł, muszę mu się jakoś odwdzięczyć. Tylko jak.. skoro on nie chce moje pomocy? Trudno. Alison walcz. Uda Ci się. Pomożesz mu. Nagle Eric zatrzymał się a ja jak głupia wpadłam prosto na niego.
-Przepraszam. - powiedziałam
-Nic nie szkodzi. - odparł
Zaczęłam się rozglądać. Wydawało mi się, że nie minęło nawet pięć minut a my już byliśmy poza lasem, na ścieżce prowadzącej w stronę akademii i miasta. Usłyszałam cichy szept do mojego ucha. Był to ludzik.
-Ma mnie już pora. - powiedział i zagwizdał, a na ten dźwięk zjawił się czerwony motylek. - Dziękuję za podróż. - uśmiechnął się i odleciał
-Dziękuję... - tym razem to ja podziękowałam Eric'owi.
-Nie ma za co. - spojrzał na mnie, a ja na jego ranę.
-Skoro już tu jesteśmy... - zaczęłam - Pozwól mi Cię opatrzyć. - powiedziałam stanowczo
-Nie odpuścisz, prawda? - zapytał z lekkim uśmiechem na ustach
Kiwnęłam głową.
-Nie. - uśmiechnęłam się do niego
-Niech Ci będzie uparta dziewczynko. - odparł i ruszył przed siebie
-Gdzie idziemy? - zapytałam zaciekawiona
-Do mnie. - przerwał - Nie będę wędrował po terenie akademii.
Szybko dogozczerze mówiąc to nie wyglądał jakby rana w brzuchu mu jakoś specjalnie przeszkadzała. Była bo była, nie to nie. Przez moment.. dość długi moment zastanawiałam się jak przerwać tą niezręczną ciszę panującą między naszą dwójką. Postanowiłam więc zapytać o coś co zastanawiało mnie od samego początku. Mianowicie chodzi mi o jego kaptur. Wcześniej na to nie zwracałam uwagi ale teraz zauważyłam ze odkąd założył na głowę kaptur, nie ściągnął go choćby na moment. Może i bym go o to zapytała gdyby nie fakt, że zaczęła okropnie pieczeć mnie skóra. Z początku na szyi, potem przeniosło się to również na barki. Skóra wokół naszyjnika od motyli zrobiła się strasznie czerwona i zaczęła powstawać opuchlizna, jakby po ugryzieniu jakiegoś owada. Próbowałam zdjąć podarunek lecz ten okropnie wgryzł się w skórę, że nie mogłam go wydrapać. Eric nic nie zauważył, ponieważ szedł pierwszy.  Chciałam go zawołać ale coraz trudniej nabierało mi sie tlen. Dusiłam się. Opadłam na kolana i palcami próbowałam ściągnąć naszyjnik ale nie potrafiłam. Chciał mnie udusić.


Eric?