poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Od Alison c.d. Eric'a

-Jesteś okrutny - oburzyłam się i usiadłam na ziemi
Miałam chwilę aby przyjrzeć się temu miejscu. Przed nami do jeziora podeszło stadko sarenek z jednym jeleniem. Nasłuchiwałam się szumu wodospadu i pobliskiego lasu. Sarny dostrzegły nas i przez moment się nam przyglądały lecz potem znów wróciły do picia wody. Minęła chwila i całe stadko ruszyło w kierunku lasu.
-Okrutny powiadasz? - parsknął Eric
-Tak. - potwierdziłam
-Czyli gorszy być już nie mogę? - dopytywał
-Nie. - odpowiedziałam bez zastanowienia
-Skoro tak uważasz.
Eric podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Powoli szedł w stronę jeziora. Przez moment czułam się jak księżniczka w objęciach księcia. Ale tylko przez moment.
-Eric! Co ty robisz?! - powiedziałam spanikowana
-Hah. - Eric tylko się zaśmiał i szedł w stronę jeziora
-Eric! - zaczęłam się wiercić
-Uważaj bo Cię upuszczę. - stał do pasa w wodzie i mnie zastraszał
-Bardzo śmieszne. Odstaw mnie z powrotem na ziemię. - parsknęłam i nie przestawałam się wiercić
Eric zaczął się wycofywać i już prawie byliśmy na lądzie ale niestety przez to, że tak się szamotałam mężczyzna nie patrzył na to gdzie idzie i stanął na śliskim kamieniu co zakończyło się poślizgiem i upadkiem do wody. Eric z uśmiechem powiedział;
-To twoja wina.
-Mhm. Jasne. - oburzyłam się lecz nie mogłam wytrzymać ze śmiechu i boje z Eric'kiem zaczęliśmy się śmiać
-Spójrz! - Eric wskazał palcem na niebo
Przez błękitne obłoki przeleciały dwa smoki. Jeden był biały a drugi cały czarny. Przypominały mi trochę obraz który był u Eric'a w domu. ,,Mrok i Biel,. Smoki leciały w stronę gór. Były śliczne i ogromne jak cała ta dolina. Piękna i ogromna. Spojrzałam na Eric'a. Patrzył w niebo z lekkim uśmiechem na ustach. Odwrócił się do mnie i spojrzał pytająco. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć koło nas pojawiły się śliczne kwiaty. Ich płatki był prawie, że przeźroczyste i mieniły się na różne kolory. Widziałam takie tylko w książkach. Zaczęłam się rozglądać. Słońce powoli chowało się za góry. Kwiaty oświetlały prawie całe jezioro.
-Ciekawe skąd się tutaj wzięły. - zaciekawiłam się i wstałam z wody. Eric zrobił to samo.
-Nie wiem, ale widziałem już kiedyś podobne. - wyciągnął jednego z wody.
O dziwo miały łodygi. Eric podszedł do mnie i włożył mi jednego we włosy.
-Dziękuję. - szepnęłam
-Chodźmy. Powoli zbliża się noc. - powiedział i wyszedł z jeziora.
-Najpierw muszę wyschnąć. - usiadłam koło drzewa.
-Skoro tak chcesz. - odparł i zaczął iść w stronę lasu
-A ty dokąd? - zapytałam
-Jak chcesz wyschnąć skoro nie ma słońca? - posłał mi ironiczne spojrzenie. - Zaraz wrócę.
-Tylko się pośpiesz. Nie chcę być tu sama jak zrobi się ciemno.
Nie odpowiadając zniknął w lesie. Słońce prawie już zaszło. Smoki zaczęły latać po niebie wracając do swoich jaskiń. Najwięcej naliczyłam ich jedenaście. Zanim się obejrzałam zrobiło się ciemno. Nagle za plecami usłyszałam jakieś szmery.
-Eric? - podniosłam się z ziemi łapiąc pierwszy lepszy patyk
-Pudło. - usłyszałam nieznany mi głos
-Kim jesteś? - zapytałam zdenerwowana
-Spokojnie, nie zrobię Ci krzywdy. - zza drzew wyłonił się ryś - Jestem Ash. Towarzysz Matt'a. Twojego sąsiada w Akademii.
-Ah.. - wypuściłam powietrze z płuc. - Dobrze, że to tylko ty.
-Cieszy mnie to że raduje Cię mój widok. - uśmiechnął się
-Co tutaj robisz? - zapytałam
-Właśnie idę w poszukiwaniu pewnej rośliny. - rozejrzał się. - Oho.. twój koleszka się zbliża. Czas na mnie. Miło było Cię spotkać.
-Mi Ciebie również.
-Do zobaczenia. - powiedział i tak jak szybko się pojawił tak i szybko zniknął
Zobaczyłam, że między drzewami szamota się jakaś osoba.
-Dobrze, że już jesteś.. - odetchnęłam z ulgą - Miałeś być zanim zrobi się ciemno. - rzuciłam w jego kierunku patyk, lecz on nadal się nie odezwał. - Eric?
Zza drzew wyszedł mężczyzna. Już gdzieś go kiedyś widziałam. Tak! To ten sprzedawca koło którego było tyle osób. Mimo wszystko wolałam być ostrożna.
-Witaj panienko. - powiedział, zatrzymał się kilka metrów ode mnie, mogłam przyjrzeć się jego twarzy i nie myliłam się. To był ten handlarz.
-Dobry wieczór.. - odezwałam się sucho
-Nie wiem czy wiesz... ale klejnot który masz na szyi jest bardzo.. bardzo.. cenny. - zbliżał się do mnie wolnym krokiem
-Nie rozumiem..
-Twój naszyjnik. Oddaj mi go! - zdenerwował się i miałam wrażenie że zaraz się na mnie rzuci
-Nie mogę... To prezent od mojego brata. - powiedziałam łapiąc za naszyjnik.
-Zdecyduj się.. bo zaraz przestanę być taki miły i sam go sobie wezmę. - parsknął
-Nie mogę.. - powtórzyłam. - Nie oddam go panu! - podniosłam z ziemi dość spory kij, sprzedawca widząc to zadrwił ze mnie
-Myślisz, że tym mnie powstrzymasz? - mówił śmiejąc się
-Mam taką nadzieję. - powiedziałam
Sprzedawca szedł w moim kierunku. W końcu zrobił pierwszy ruch. Błędny. Potknął się a ja zrobiłam unik. Miał odsłonięty kark. To była dobra okazja i wykorzystałam ją. Uderzyłam go kijem tak, że ten aż pękł. Mężczyzna runął na ziemię.
-Zapomnij, że dostaniesz ten naszyjnik. - powiedziałam do leżącego

Eric?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz