Dołączyłem do Alison.
- Powiem Ci że nieźle gotujesz.
Na twarzy dziewczyny zawidniał uśmiech.
- Potwierdzam!
No po prostu nie mogłem się nie śmiać, patrząc na Akell'a. Ten leżał na kanapie i nie mógł wstać. Poza tym nie miał raczej zamiaru.
- Cieszę się..
Spojrzeliśmy na lekko zawstydzoną Alison. Następnie poczułem na Sobie wzrok Akell'a. Wzruszyłem do niego ramionami. Po skończonym posiłku, udałem się do pokoju. Przejrzałem Swoje ubrania. Będę musiał niedługo udać się na zakupy. Zająłem się regałem z książkami ponownie. Coś o dzikich zwierzętach, rośliny, magia, demony. Gdy wziąłem do ręki tę ostatnią, zapiekła mnie ręka. Nie wierzę że trzymam takie rzeczy w domu. Wstałem i wyjrzałem przez okno. Podejrzanie ciemno. Wyruszyłem z powrotem do Alison.
- Alison, która godzina?
- Nie wiem dokładnie, ale około południa.
- Mhm.
Mówiąc to, dziewczyna nie patrzyła na mnie. Zajmowała się czymś. Ruszyłem tym razem do łazienki. Rozejrzałem się. Czułem że naprawdę coś jest nie tak. Spojrzałem na lustro. Ktoś stał za mną. Odwróciłem się, ale nikogo nie było. Znów spojrzałem w stronę lustra. Nic. Wyraźnie mnie to zaniepokoiło. Mimo to, nie bałem się. Znów ruszyłem szybkim krokiem do Alison.
- Coś złego się dzieje.
Dziewczyna zdumiona spojrzała na mnie.
- Słucham?
- Po prostu..
Nie wiedziałem jak to przekazać. Nagle Akell wszedł do pokoju, najwyraźniej był w bardzo dobrym humorze. Alison zaczęła się również cicho śmiać.
- Nie musisz się tłumaczyć.. Nabrałeś się.
Tym razem Akell wybuchnął śmiechem. Patrzyłem na nich zdumiony.
- Nałożyliśmy przyciemnienie na Twoje okna..
Spojrzałem poirytowany na Alison. Potem zaczął mówić Akell. Jeśli wyduszanie pojedynczych słów można nazwać mówieniem.
- To w łazience.. To.. Kukła..
Teraz oboje wybuchnęli śmiechem.
- Ha ha.
Burknąłem, po czym udałem się do swojego pokoju. Wyciągnąłem notes i ołówek. Zacząłem dopracowywać anatomię smoka. Planowałem zrobić kopię obrazu, który tak spodobał się Alison. Mimo starań, zawsze wychodził mi ten sam smok. Smok z jaskini.. Nawet gdy zaczynałem rysować jakiegoś innego, to i tak efekt był przewidywalny. Podałem się. Przypadkowo złamałem ołówek, przy czym zraniłem Sobie lekko dłoń. Przymknąłem oczy. Poczułem jak krew wolno kapie na szkic. Zacisnąłem pięść. Niekontrolowanie z oczu zaczęły płynąc mi łzy. Również kapały na kartkę.
- Oh Emily.. Ja wiem że Twoja dusza jest zaklęta w tym ogromnym ciele.
Zachrypiałem cicho. Spojrzałem na kartkę. Nie wyglądała strasznie. Wyglądała bardzo realistycznie. Uśmiechnąłem się prawie nie widocznie, po czym oprawiłem go w ramkę. Postawiłem na stoliku nocnym. Położyłem się na łóżku. Położyłem ręce na klatce piersiowej. Mój wzrok utkwił w suficie. Cieszę się że nie jestem w domu sam. Dopiero bym zgorzkniał. Kto wie, może nawet popadłbym w depresję, a przypadkowy eremita znalazłby mnie zwisającego z drzewa? Zaśmiałem się gorzko. To nie w moim stylu. Czasem zastanawiam się czemu staram się sprawiać wrażenie tego złego, niedostępnego. Czemu robię z Siebie ofiarę losu. Może powinienem sprawić Sobie samochód. Albo lepiej nie. Pamiętam jak pewnym razem jakaś kobieta wykorzystała to że byłem pijany i zaprowadziła mnie za rękę do swojego samochodu. Gdy miała mnie tam wepchnąć, a może to ja ją, już nawet sam nie pamiętam, zjawił się jej chłopak. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Znowu przymknąłem oczy. Nagle pukanie do drzwi. Gdy postać weszła, zerknąłem w jej stronę. Alison.
- Eric, nadal jesteś zły?
- Znowu mam być na Ciebie za coś zły? Przecież mówiłem że nie ma powodu.
Dziewczyna nie odezwała się i wyszła. Wiedziałem że opiera się o drzwi, ponieważ głęboko westchnęła. Spojrzałem na dłoń. Nadal bolało, ale nie krwawiło. Tego nie opatrzę. To miła rana. Zamknąłem z powrotem oczy i pomyślałem o Alison. Ciekawe co teraz robi. Może powinienem zawracać jej głowę?
Alison?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz