Rzecz jasna, szukałem ścieżki powrotnej. Nigdy nie wracałem przez las. Przekląłem cicho pod nosem. Oh. Jest. Teraz mogłem z satysfakcją wrócić. Wychodząc z lasu, już miałem wygłaszać przygotowaną wcześniej mowę, ale coś co zobaczyłem sprawiło że znieruchomiałem. Alison stała nad ciałem mężczyzny. Z kijem. Gdy mnie zauważyła, szybko go wypuściła. Stałem tak bez słowa, parę metrów od niej.
- To w samoobronie.
- Alison zabiłaś go.
- Co?
- Złamałaś mu kark.
Wpatrywałem się w nią. Dziewczyna widocznie się zaniepokoiła. W sumie, facet jeszcze żył. Tylko po prostu stracił przytomność. Poza tym według mnie lepiej jest umrzeć niż być skazanym na kalectwo. Zauważyłem jak Alison powoli spuszcza głowę. Podszedłem do mężczyzny i Przyłożyłem rękę do specjalnego miejsca na szyi. Nie minęło 30 sekund, a mężczyzna już nie był z nami obecny.
- Eric?
Spojrzałem na nią pytająco. Nie odezwała się. Jej oczy wyraźnie posmutniały. Podszedłem do niej i złapałem za rękę.
- Rozumiem.
- Ja nie chciałam.
- Wiem. - nie chciałem jej informować o tym że go nie zabiła. Namieszałbym równo.
- Co mu zrobiłeś? - posłała mi pytające spojrzenie.
- To co powinienem. Chodź.
Dziewczyna westchnęła i ruszyła. Szliśmy przez las.
- Jesteś na mnie zły? - popatrzyłem na nią zdziwiony.
- Nie, czemu?
- No za to.. Tam.
- Coś ty, mówiłem że rozumiem. Za to zaczynam się obawiać lekko o moje zdrowie. - zaśmialiśmy się razem. Gdy dotarliśmy do domku, Alison padła zmęczona na łóżko. W tym czasie postanowiłem przeszukać wszystkie szuflady. Do pokoju wszedł Akell.
- Eric, co ty znowu robisz.
- Szukam.
- Nie masz czego. - spojrzałem na niego, gdy ten usiadł.
- Wiem.
Mruknąłem i wróciłem do szukania. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Posłaliśmy Sobie pytające spojrzenie. Wstałem powoli i ruszyłem do drzwi. Zawahałem się, lecz po chwili otworzyłem. Mym oczom ukazała się średniego wzrostu kobieta, o czarnych włosach z niebieskimi końcówkami. Chwilę mi zajęło zanim ją rozpoznałem.
- Astrid!
- Oh, już myślałam że mnie nie rozpoznasz! - spojrzałem w jej roześmiane, zielone oczy, po czym sam się zaśmiałem. Zaprosiłem ją do środka.
- Nieźle się tu urządziłeś staruchu.
- Ha ha ha.
Znowu śmiech. Astrid jest moją przyjaciółką od dawna. Poznaliśmy się jeszcze zanim związałem się z Emily. Niestety utraciliśmy kontakt.
- Jak mnie tu znalazłaś?
- Oh, wypytałam tu i tam. Nawet przypadkowo poznałam Twoją siostrę! - zachichotała. W tym samym momencie Alison wyjrzała ze swojego pokoju. Astrid na szczęście jej nie zauważyła, bo od razu zaczęłyby się pytania. Przyjrzałem jej się ukradkiem. Miała niezbyt zadowoloną minę. Po chwili jednak zniknęła. Dość długo rozmawialiśmy. Astrid jest naprawdę wygadana! Pożegnaliśmy się, po czym obiecała że zajrzy do mnie jeszcze kiedyś. Wróciłem do środka. Postanowiłem zajrzeć do Alison. Zapukałem. Cisza. Więc powoli wszedłem.
- Alison.
Znowu cisza. Dziewczyna leżała na boku z otwartymi oczami. Westchnąłem cicho i gdy już miałem wychodzić, odezwała się.
- Kto to był?
- Stara znajoma.
- Mhm.
- O co chodzi. Alison, co jest.
- Nic.
Popatrzyłem w podłogę. Na koniec dodałem cicho.
- Alison, pamiętaj że zależy mi na Tobie. Jak coś, to będę w pokoju..
Wyszedłem, po czym położyłem się twarzą w pościel.
Alison?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz