Obudziłam się w pokoju do którego zaniósł mnie Eric. Leżałam w jego koszulce. Pachniała nim i jego perfumami, w dodatku sięgała mi prawie do połowy ud. Byłam zmęczona. Bolały mnie ręce i wszystkie mięśnie. To przez to iż dawno nie pływałam i teraz są tego skutki. Przeciągnęłam się na łóżku i zaraz po tym wstałam. Rozejrzałam się po pokoju. Było tu całkiem ładnie. I w miarę czysto w porównaniu do innych pokoi. Chociaż nie ma na co narzekać. Domek był ładny. Na jednej ze ścian wisiał obraz. Podeszłam do niego i zaczęłam mu się przyglądać. Była przedstawiona na nim jakaś wojna między... Właśnie. Między kim albo raczej.. między czym? Duże postacie miały nad sobą czarną aurę a te drugie, mniejsze ludziki były... całe ubrane na biało i błyskało od nich jasne światło. Odeszłam o krok od obrazu. W lewym rogu dostrzegłam podpis autora oraz napis głosząc że jest to ,,Mrok i Biel,,. Przejechałam wierzchem dłoni po tkaninie. Na środku obrazu zauważyłam małą dziewczynkę, siedziała trzymając się za kolana. W jednej ręce trzymała pluszowego misia. Przypominała mi kogoś. Ale nie byłam w stanie powiedzieć kogo. Może mnie w dzieciństwie? Może jakąś inną dziewczynkę widzianą na ulicy?
-Znalazłem go na bazarze. Jakiś starzec wcisnął mi go razem z zestawem talerzy. - usłyszałam głos Eric'a
Obejrzałam się. Stał w futrynie drzwi. Widać było po nim, że nie śpi już od dłuższego czasu.
-Długo tutaj stoisz? - zapytałam zaciekawiona
-Nie, przyszedłem tylko sprawdzić czy nadal śpisz. - przerwał - Podoba Ci się?
-Jest piękny. - uśmiechnęłam się
-Nie rozumiem co w nim jest pięknego. Wojna, śmierć innych.. ale mimo wszystko go wziąłem. - podszedł i razem patrzyliśmy się na obraz
-To dlaczego go tu powiesiłeś, skoro mówisz, że nie jest piękny? - zapytała
-Bo było tu strasznie pusto. A miałem do wyboru to albo jakiegoś gościa na polu.
-Mhmm. - spojrzałam na niego - Dobrze wybrałeś.
-Hah, cieszę się, że nie tylko mi przypadł do gustu.
-Kim ona jest? - wskazałam palcem na małą dziewczynkę siedzącą pomiędzy dwoma drużynami
-Osobą oddzielającą ,,dobro,, od ,,zła,, czymś w rodzaju muru.- poinformował mnie
-Przypomina mi kogoś.
-Kogo? - zapytał zaciekawiony
-Właśnie nie wiem. - odparłam
Eric odwrócił się i zaczął powoli wychodzić z pokoju. Ruszyłam zaraz za nim.
-Co powiesz na jakieś śniadanie? - zaproponował odwracając się do mnie
-Z chęcią. - odparłam z uśmiechem na twarzy
-Może być pieczony królik? No chyba, że zechcesz coś innego jakieś warzywa albo coś.. - odsunął krzesełko przy stole i gestem ręki pokazał abym usiadła.
-Może być królik, dawno nie jadłam mięsa. - siadłam na wyznaczonym miejscu
Eric nakrył do stołu i zaczęliśmy jeść.
-Mmm. Pycha! - powiedziałam. Byłam zdziwiona, że jedzenie jest takie pyszne.
-Dziękuję. - odparł Eric
-Sam to przygotowywałeś ? - zapytałam wkładając kolejny kęs mięsa do buzi
-Tak.. - powiedział i spojrzał w bok
Odruchowo zrobiłam to co Eric. Dostrzegłam na kanapie w pokoju dużego kota. Szybko wstałam i po woli podeszłam do zwierzęcia. Spał. Była to śnieżna pantera. Widziałam tylko takie kilka razy.
-Jaki słodki. - zachwyciłam się na widok zwierzęcia - Zrobi mi coś jakbym chciała go pogłaskać?
-Nie. - Eric się zaśmiał. - Ma na imię Akell.
-Skąd się znacie? - zapytałam zaciekawiona
-Znalazłem go gdy był mały. Leżał sam w śniegu. Nigdzie nie widziałem jego rodziny więc wziąłem go i od tamtego czasu mi towarzyszy.
-Gdybyś go zostawił mógłby zginąć..
Przejechałam dłonią po futrze kota. Było mięciutkie. Prawie jak u owieczki. Spojrzałam na stolik za kanapą. Znieruchomiałam. Na stoliku leżał.. naszyjnik. Ten sam przez którego prawie zginęłam. Zaczęłam się stopniowo wycofywać.
-C... co to coś tutaj robi? - zapytałam
-Jeszcze nie wiem. Nie potrafię tego rozgryźć. - poinformował mnie Eric
-Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że on tutaj się pojawił?
-Nie chciałem Cię martwić. - powiedział
-Musimy go zanieść do jakiejś czarownicy albo.. albo... - zaczęłam się jąkać, zawsze tak jest kiedy nie wiem co mam zrobić.
-Heej... spokojnie. - Eric podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona - Powinnaś wrócić do Akademii a ja się zajmę tym naszyjnikiem. - powiedział.
-Chcę Ci pomóc.. - szepnęłam
-Nie chcę aby stała Ci się krzywda. - odparł i podszedł do stolika łapiąc naszyjnik - Pozbędę się tego na dobre.
-Alee... - zaczęłam
-Wróć do Akademii. Pewnie się o Ciebie martwią.
Zrobiłam jak mówił. Wróciłam do Adakemii. W pokoju czekał na mnie Newt.
-Gdzie byłaś tyle czasu?! - zaczął na mnie krzyczeć
-Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
-Jestem twoim towarzyszem. Powinnaś mi powiedzieć! - miałam wrażenie że słyszy nas cała Akademia, z oczu powoli zaczęły płynąć mi łzy - Dlaczego mi nie powiedziałaś?!
Zakryłam twarz ręka, nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa. Byłam przerażona jego zachowaniem, on...nigdy... na mnie nie krzyczał. Zaczęłam coraz bardziej płakać.
-Alison! Odpowiedz!
Wybiegłam z pokoju. Nie mogłam słuchać jego krzyku. Biegnąc przez korytarz widziałam jak ludzie na mnie spoglądali. Wybiegłam z Akademii, potem przez bramę do lasu. Zbliżał się wieczór a ja siedziałam i płakałam w lesie. Wstałam i otarłam łzy. Zaczęłam iść w kierunku domku Eric'a.
Eric?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz