środa, 10 sierpnia 2016

Od Alison c.d. Eric'a

Siedziałam przez moment pod drzwiami. Myślałam o tym co mogę zrobić aby jakoś pomóc Eric'owi. Miałam wrażenie, że jest na mnie cały czas zły. Nie wiem za co mógłby być zły.. Może przez to, że zabiłam tamtego mężczyznę? Może przez coś innego? Rozmyślałam aż w końcu podszedł do mnie Akell i otarł się o mnie siadając obok.
-Co masz zamiar teraz robić? - zapytał
-Jeszcze nie wiem, pewnie pójdę na spacer. - poinformowałam go podnosząc się z ziemi
-Mogę Ci potowarzyszyć?
-Akell. Wybacz ale wolałabym iść sama. - poinformowałam go wychodząc z domku
-Za ile wrócisz? - zapytał
-Postaram wrócić zanim zrobi się ciemno. - zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam przed siebie.
Postanowiłam sprawdzić pewną jaskinię do której już kiedyś chciałam zajrzeć. Dokładnie pamiętałam gdzie ona się znajduje. Droga była prosta. Nawet było można dojść tam ścieżką wydeptana przez leśne zwierzątka. Dookoła rosły grube drzewa. Z niektórych gałęzi zwisały jakieś dziwne rośliny. Dostrzegłam wejście do jaskini. Już miałam tam wchodzić gdy za plecami usłyszałam czyjś głos.
-Stój - krzyknął ktoś
-Hę.. Kim jesteś? - zapytałam, obracając się na pięcie
-Kim? Kim jestem? - głos się zaśmiał - Powinnaś zapytać ,,Czym jestem,, - zza drzew wyłoniła się postać
Odsunęłam się o krok do tyłu. Światło księżyca oświetlało postać.
-Nie obawiaj się mnie. - powiedział - Nie zrobię Ci krzywdy. Ja jestem tylko strażnikiem tego co spoczywa w tej jaskini.
-C..co tam spoczywa? - zapytałam lekko przerażona
-Do tej jaskini jest tylko jedno wejście i wyjście. Znajdują się właśnie tutaj. Każdy kto tam wejdzie musi wrócić tą samą drogą. Niestety tym, którzy TO znajdują nie często zdarza się wracać. Jeżeli ciekawi Cię co tam jest, to dobrze. Opowiem Ci pewną historię. - spojrzał na mnie - Podejdź tutaj. - wskazał miejsce obok niego w którym nagle pojawił się pniaczek z drzewa. - Gdy będziesz tak stać w końcu rozbolą Cię nogi. - odparł i sam wyczarował sobie taki pniaczek
Podeszłam i usiadłam. Zaczęłam słuchać jego opowieści.
-Więc.. zaczynając od początku. Ta jaskinia kiedyś była główną jaskinią wielkiego stada wilków. Wszyscy żyli w harmonii i spokoju. Dobrze się ze sobą dogadywali i pomagali sobie na wzajem. Pewnego razu na watahę napadło obce stado i wymordowało prawie wszystkie wilki. Został tylko sam alfa zdany na łaskę boga. Był ciężko ranny. Zginął w męczarniach, lecz zanim to się stało ukrył cenny kryształ gdzieś w tej jaskini a następnie resztką sił wyczarował mnie abym nigdy nikomu nie pozwolił znaleźć tego co było dla niego cenne. Niekiedy w jaskini pojawia się jego duch który pożera zabłąkane dusze. Jeżeli chcesz tam wejść naprawdę musisz uważać.
-Więc.. TYM czymś jest ten kryształ? - zapytałam
-Tak. Już kilka osób go znalazło ale musiałem dotrzymać obietnicy i nie pozwoliłem im wyjść z kryształem na światło dzienne.
-Rozumiem. - wstałam - Dziękuję. - powiedziałam kierując się w stronę jaskini. - Mam nadzieję, że niczego nie znajdę - uśmiechnęłam się w stronę gdzie siedział lecz już go tam nie było, dostrzegłam tylko czerwone światełko znikające pośród drzew.
Weszłam do jaskini. W sumie nie było tu zbyt strasznie. Przestrzeń była ogromna. Dostrzegłam światło. Zaczęłam iść w jego kierunku. Pnącza i liany zasłoniły drogę. Odgarnęłam je ręką i moim oczom ukazała się piękna jaskinia. Rosły tu drzewa i różne inne rośliny. To była chyba ta główna jaskinia tych wilków. Muszę przyznać, że mieli dobry gust. Gdybym była wilkiem też bym chciała tutaj zostać. W wodzie pływały świecące się na niebiesko rybki. Niektóre kwiaty i grzybki również błyszczały w takim kolorze. Chciałam iść dalej gdy za plecami usłyszałam szmer. Obejrzałam się ale nic nie widziałam. Wróciłam do dalszej wędrówki. Trochę się zmęczyłam i usiadłam pod drzewem.
-Ciekawe co robi Eric.. - szepnęłam
Dostrzegłam przed sobą dziwną, ciemną chmurę. Podniosłam się i oparłam się o drzewo. Ciemna smuga zaczęła przeistaczać się w coś na wzór.. wilka? Nie możliwe. To nie może być ten duch. Przecież on pojawia się rzadko. Dlaczego to ja musiałam na niego trafić? Zjawa na prawdę zmieniła się w wilka. Nagle w miejscu gdzie chyba była głowa pojawiły się czerwone ślepia. Patrzyły się prosto na mnie.
-Dlaczego? - zapytałam sama siebie
-Czego tu szukasz? - zapytał wilk
-Chciałam.. po prostu tutaj zajrzeć. Nie chcę twojego kryształu. - na te słowa wilk lekko się zdziwił
-Skąd wiesz o moim skarbie? - zapytał
-Od strażnika, który strzeże tej jaskini. - powiedziałam
-Mhm.. Czyli jesteś czysta. - parsknął i położył się na ziemi
-Czysta?
-Czyli, że na prawdę weszłaś tu tylko po to aby zobaczyć co tu jest mimo iż wiedziałaś o krysztale. - powiedział
-Jeżeli on jest twój nie chcę go Tobie zabierać. - odparłam
-Cieszy mnie to. - na jego pysku pojawił się uśmiech - Nie to, że brakuje mi towarzystwa ale wydaje mi się, że powinnaś zmykać. Robi się ciemno. Możesz się zgubić. Ten las.. - spojrzał w górę. - Lubi czasem robić wodę z mózgu. Możesz znać ścieżkę na pamięć a tu nagle się okazuje, że trafiasz w kompletnie inne miejsce. - spojrzał na mnie - Jeżeli chcesz mogę doprowadzić Cię do domu. Co prawda nie mogę wyjść z jaskini ale za to mogę poprosić świetliki aby oświetliły Ci drogę.
-To bardzo miłe z twojej strony. - uśmiechnęłam się do niego - Dziękuję, za gościnę.
Wilk kiwnął głową i zaczął znikać, a ja udałam się do wyjścia. Tak jak mówił. Świetliki oświetliły mi drogę do domu. Było już ciemno. Już było dawno po zachodzie słońca. Pewnie się o mnie martwią. Eric będzie zły, że nic mu nie powiedziałam. Zaczęłam biec. Świetliki zaczęły coraz mocniej świecić. Ciekawe co to znaczy. Może dlatego, że zbliżałam się do celu? Mam nadzieję, że tak było. W oddali dostrzegłam światło. To był domek. Świetliki zniknęły gdy stałam kilka metrów od domku. Otworzyłam drzwi. Na środku pokoju stał Eric. Gdy mnie zobaczył podbiegł w moją stronę i wziął mnie na ręce.
-Eric.. - wyszeptałam
-Martwiłem się o Ciebie. - powiedział przytulając mnie
-Nie musiałeś.. - przerwałam - Dziękuję. - objęłam go rękami
-Alison? - odstawił mnie na ziemię i spojrzał mi w oczy.
-Tak?
-Ja.. - złapał mnie za ręce.
Nagle wszystko zniknęło. Opadłam na ziemię. Okropny pisk zagłuszał wszystko wokół. Zakryłam uszy i zacisnęłam powieki. Położyłam się i podkurczyłam nogi. Nagle pisk ucichł. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w kompletnie innym miejscu.
-Gdzie ja.. - zaczęłam się rozglądać - Jestem...

Eric?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz