niedziela, 7 sierpnia 2016

Od Eric'a c.d. Alison

Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Z czystej ciekawości.
Włożyłem ręce w kieszenie. Naturalny odruch zdenerwowania.
- Eric?
- Tak?
- Denerwujesz się. - jej słowa zabrzmiały jakoś tak obco.. Nigdy nie słyszałem jej z takim głosem. Już miałem odpowiedzieć, ale nagle rozległ się donośny ryk. Głośniejszy niż zwykle. Skręciłem w ślepy zaułek.
- Tu będziemy bezpieczni. Możesz spokojnie obserwować. - mówiąc to wskazałem głową szparę w skałach. Dziewczyna lekko złapała się za usta gdy zobaczyła to:
- Piękny.. - wyszeptała.
Oparłem się o ścianę i lekko przymknąłem oczy.
- Idzie tu.
- Co? - dało się zauważyć że dziewczyna zamarła.
- To co usłyszałaś.
Dziewczyna w pośpiechu ponownie zajrzała przez szparę. Nie było go. Złapała mnie kurczowo za rękę i pociągnęła.
- No chodź! - wstała, po czym ruszyła szybko. Przy wyjściu zatrzymałem się.
- Nie mogę.
- Eric.
- Tak.
- Rusz się .
Pokazałem dziewczynie że nie mogę przejść. Tak jak ten smok.
- Nie mogę przejść. Przez to jaki jestem. - te słowa wyraźnie ją zszokowały. Zadrżała.
- Ale..
- Alison, żartuję. Tylko mi tu nie płacz.
Zaśmiałem się, po czym zwinnie doszedłem do niej. Dziewczyna naburmuszyła się i odeszła dalej.
- To. Nie. Było. Śmieszne. - powiedziała to w sposób z wyraźnym przekazem. Zmartwiła się. A ja miałem z tego powodu dziwną satysfakcję. Chwilę gadania i znowu się śmiała.
- Jest jeszcze coś co powinnaś zobaczyć.
Złapałem ją za rękę i poprowadziłem. Poczułem jej ciepło. Dziwne, przecież to ja zwykle jestem cieplejszy. Zatrzymałem się i puściłem ją. Złapałem się za ręce. Zimne. O co tu chodzi.. Dziewczyna patrzyła wyczekująco. Wiem że to nie na miejscu, ale po prostu dałem jej znak głową że idziemy dalej. Znów włożyłem ręce w kieszenie. Głęboko wypuściłem powietrze. Ciężko. Ciężko mi było.. Tylko z jakiego powodu? Przecież nic mnie nie obciążało.. W ostatnim momencie zorientowałem się że poszliśmy za daleko. Gwałtownie się zatrzymałem. Poczułem tylko jak Alison wpada mi na plecy.
- Ała.. - powiedziała łapiąc się za nos i karcąc mnie wzrokiem. Złapałem się obiema rękami za twarz. Co ja dziś wyprawiam.. Całe szczęście że Alison nie wychwyciła że coś jest nie tak.
- Przepraszam.. Jeszcze parędziesiąt metrów i jesteśmy.
I tak się stało. Chwilę później znaleźliśmy się w dolinie pod Smoczymi Górami.
- Lubię tu czasem przychodzić. Postanowiłem przyprowadzić i Ciebie.
Wpatrywałem się w krajobraz. Czemu. Czemu tu przychodzę, skoro aż tak się różnię? Aż mi się przypominały słowa pewnego wilka.
---
Śmierć. któż to pojmie? Gdzieś w oddali na pewno ktoś ginie. Zdarza się każdemu. Śmierć. Powszechne określenie. Każdego to spotyka. Nikt jej nie chce. Więc czemu? Stanąłem. Stałem kiedyś na skarpie. Wiatr wiał mi w futro. Miałem swoje lata. Teraz mam więcej. Więc czy i mnie to czeka? Na pewno. Jak szybko? To się okaże. Uśmiechnąłem się wtedy sam do Siebie.
- Póki co nie dopadniesz mnie. Nie dopadniesz mnie. Tu czeka mnie nowe życie. - pamiętam jak to wyszeptałem i zawróciłem. Należałem wtedy do watahy zaledwie dwa, może trzy dni. Spokojnie tam było. Śmierć na nikogo tam nie czekała. A kwiaty? Kwiaty rozkwitają nadal. Wtedy też. Kwiaty. Kwiaty zmieniają wszystko. Kwiaty zmieniają sposób patrzenia na świat. Kwiaty. Takie małe, takie bezbronne i dobre, więc czemu i je czeka śmierć? Śmierć. Ileż można rozmyślać nad tym samym. Długo. Przechodząc widziałem wesołe wilki. Szczęśliwe wilki. Nadal mnie to cieszy. To miłe. Można czerpać przyjemność z patrzenia. Idąc tak, nikt na mnie nie patrzył. Nie patrzył. Ach.. kwiaty patrzą. Kwiaty widzą wszystko. Jednak ciągle trapiło mnie coś.. Przyjaciel. Ha, miałem, nawet niejednego. Kiedyś. Towarzystwo kwiatów.. Moi przyjaciele. Kiedyś, teraz, może i kiedyś. Ach, ile razy mówili mi 'znajdź przyjaciela', 'załóż rodzinę'. Nie da się. Czasem.. ktoś nie potrafi. Ja. Ja nie potrafię. Jak rozmawiam, to sam ze Sobą. Kiedyś spotkałem przyjaciela. Był mały. Wychowałem go. I ruszył w świat. Ah.. Śmierć. Kwiaty. Przyjaciele. Na pewno na to natrafisz. Czasem wcześniej, czasem później. Ale natrafisz. Czasem z przymusu, czasem sam się na to pchasz. Czasem po prostu przychodzi. Dochodzi czas. Czas to już głębsza kwestia. Chyba nie mam na nią siły. Czasem czas można przyśpieszyć. Znam imię każdego wilka z watahy. Więc czemu nie zagadam? Jestem niewidzialny. Nikt nie patrzy. Nie umiem. Dużo tego. Kiedyś się uda. Póki co, zostają kwiaty. Kwiaty. Pomyślałem wtedy i położyłem się na łące. Obserwowałem. Czas. Wystarczy czekać.
---
Wtedy może nie rozumiałem jego słów. Mądry wilk. Kto by się spodziewał. Nagle zobaczyłem że Alison przygląda mi się.
- Eric, nie odpowiedziałeś mi.
Patrzyłem pytająco. Po chwili zrozumiałem. Jednak wolałem się upewnić.
- Słucham?
- Dlaczego się wtedy zdenerwowałeś?
Stałem chwilę w ciszy.
- Powiem Ci Alison że masz ładne oczy.
- Nie owijaj w bawełnę
Uh. Do czego ona zmierza?
- Nie muszę - uśmiechnąłem się tajemniczo po czym zamknąłem oczy.

Alison?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz