Przez chwile stałem i wpatrywałem się w nią. Usiadłem na krześle.
-Więc będziemy tak siedzieć?
Nie odpowiedziała. Wstałem i zacząłem się rozglądać.
-Może...-zaczęła- zjemy kolacje?
Uśmiechnąłem się.
-Dawno nic nie jadłem.-odparłem
Wstała i podeszła do kuchni. Poszedłem za nią. Zaczęła wciągać warzywa. Wziąłem je i zacząłem myć i kroić. W tym czasie Clodie kroiła chleb. Po kilkunastu minutach mieliśmy talerz pełen kanapek. Dziewczyna usiadła i zaczęła jeść.
-Zrobię jeszcze coś do picia.
Wlałem wodę do czajnika, wstawiłem na kuchnię i usiadłem obok niej.
-Kocham kanapki. -powiedziałem i spojrzałem na nią.
-Dobrze wiedzieć.-lekko się uśmiechnęła
Czajnik zaczął piszczeć. Tym razem to Clodie wstała. Zaparzyła herbaty i położyła obok mnie. Wziąłem kubek z parującą herbatą w ręce. Przez chwilę patrzyłem na parę. Przeniosłem wzrok na nią. Patrzyła na okruszki leżące na talerzu.
-Czy mogłabyś coś dla mnie zrobić?
-Hm?
-Czy mogłabyś pokazać mi jak latasz?
Spojrzała na mnie z zakłopotaniem.
-Do tej szkoły chodzi wiele fascynujących istot. Jednak nie zawsze można porozmawiać z prawdziwym aniołem. Zobaczyć jak rozkłada skrzydła i odlatuje.
-Jesteś dziwny, ale dobrze. -wstała i wyszła na zewnątrz
-Dziękuję ci.
Poszedłem za nią. Stanęła kilka metrów ode mnie i rozłożyła skrzydła i poderwała się z ziemi. Jedno z piór wypadło z skrzydeł i upadło na ziemię. Wziąłem je i schowałem do kieszeni.
-Podobno przynosi szczęście.
Przez chwilę zawisła w powietrzu, a po chwili wzbiła się w powietrze. Obserwowałem jak jej skrzydła migoczą w świetle księżyca. Latała tak kilka minut a potem wylądowała obok mnie. Nie wytrzymałem i przytuliłem ją. Zaraz jednak puściłem.
-Przepraszam. Poniosło mnie.
Clodie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz