środa, 10 sierpnia 2016

Od Derek'a c.d. Clodie Sue

        Przez chwile stałem i wpatrywałem się w nią.  Usiadłem na krześle.
-Więc będziemy tak siedzieć?
Nie odpowiedziała. Wstałem i zacząłem się rozglądać.
-Może...-zaczęła- zjemy kolacje?
Uśmiechnąłem się.
-Dawno nic nie jadłem.-odparłem
Wstała i podeszła do kuchni.  Poszedłem za nią.  Zaczęła wciągać warzywa.  Wziąłem je i zacząłem myć i kroić. W tym czasie Clodie kroiła chleb. Po kilkunastu minutach mieliśmy talerz pełen kanapek. Dziewczyna usiadła i zaczęła jeść.
-Zrobię jeszcze coś do picia.
Wlałem wodę do czajnika, wstawiłem na kuchnię i usiadłem obok niej.
-Kocham kanapki. -powiedziałem i spojrzałem na nią.
-Dobrze wiedzieć.-lekko się uśmiechnęła
Czajnik zaczął piszczeć.  Tym razem to Clodie wstała.  Zaparzyła herbaty i położyła obok mnie. Wziąłem kubek z parującą herbatą w ręce.  Przez chwilę patrzyłem na parę.  Przeniosłem wzrok na nią.  Patrzyła na okruszki leżące na talerzu.
-Czy mogłabyś coś dla mnie zrobić?
-Hm?
-Czy mogłabyś pokazać mi jak latasz?
Spojrzała na mnie z zakłopotaniem.
-Do tej szkoły chodzi wiele fascynujących istot. Jednak nie zawsze można porozmawiać z prawdziwym aniołem.  Zobaczyć jak rozkłada skrzydła i odlatuje.
-Jesteś dziwny, ale dobrze. -wstała i wyszła na zewnątrz
-Dziękuję ci.
Poszedłem za nią.  Stanęła kilka metrów ode mnie i rozłożyła skrzydła i poderwała się z ziemi. Jedno z piór wypadło z skrzydeł i upadło na ziemię.  Wziąłem je i schowałem do kieszeni.
-Podobno przynosi szczęście.
Przez chwilę zawisła w powietrzu,  a po chwili wzbiła się w powietrze.  Obserwowałem jak jej skrzydła migoczą w świetle księżyca.  Latała tak kilka minut a potem wylądowała obok mnie. Nie wytrzymałem i przytuliłem ją.  Zaraz jednak puściłem.
-Przepraszam. Poniosło mnie.

Clodie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz