niedziela, 31 lipca 2016

Od Eric'a c.d. Derek'a

Tak więc ugościłem Dereka w moim domu. Nie minęło długo jak poszedł spać. Opadłem zmęczony na kanapę. Od niechcenia wziąłem książkę co czytał Derek. Była nawet.. Ciekawa. Doszedłem do strony na której było coś o demonach. Skrzywiłem się lekko. Nagle poczułem futro Akell'a na mojej nodze.
- Coś się stało? - spytałem zwierzaka.
- Eriiiiic choooodź - spytał leniwie.
- Gdzie ty chcesz iść o tej porze? Przecież jest już ciemno - powiedziałem zdumiony.
- Ja już wiem gdzie. Chodź, proszę - zrobił słodkie oczy.
- Argh, tylko mam nadzieję że wiesz gdzie iść. Nie powinienem opuszczać domu gdy mam gościa, ale jak już musisz.. - powiedziałem i tylko zerknąłem co u Derek'a. Spał. Wyszedłem z domu i ruszyłem za Akell'em. W końcu zeszliśmy do podziemi.
- Akell, gdzie ty mnie do choolery prowadzisz? - spytałem lekko zirytowany.
- I że ty nie pamiętasz? - powiedział kot. Nagle skręcił. Moim oczom ukazał się ogromny zbiornik wodny. W sensie coś w rodzaju podziemnego źródła. Uśmiechnąłem się.
- Ahh.. Oczywiście że nie zapomniałem - poczochrałem zwierzaka po głowie i już chwilę później byłem w wodzie. Wreszcie bez skrępowania mogłem się wykąpać. Nikt tu nie chodził, a jeśli chodził to na pewno nie w nocy. Nie Bałem się więc że ktoś zobaczy moje rogi. Tyle mi wystarczyło, aby znów poczuć się Sobą. Wyszedłem i usiadłem na najbliższej skale. Akell podszedł do mnie.
- I jak? - spytał zadowolony.
- Dzięki stary. A ty nie wchodzisz? - spytałem.
- Przecież jestem kotem - posłał mi dziwne spojrzenie.
- Ale jesteś dużym kotem, nie jakimś małym domowym pluszakiem - Opadłem śmiejąc się.
- Phi - powiedział obrażony.
- A tak w ogóle to masz może ręcznik? - spytałem znów.
- Pff, po co mi? Wybacz, ale musisz czekać aż wyschniesz - odparł kładąc się na skałach. Zapomniałem dodać że jest tu bardzo ciepło, więc przyjemnie się siedziało.
- Eric? - odezwał się nagle kocur.
- Hmm? - odpowiedziałem.
- A co jeśli ktoś tu nagle wejdzie i Cie zobaczy? - powiedział całkiem spokojnie.
- To będzie problem - uśmiechnąłem się i wskoczyłem z powrotem do wody.

Derek?

sobota, 30 lipca 2016

Od Derek'a c.d. Erica

Zobaczyłem jak zaciska pięści.  Od razu pożałowałem pytania.  Przejechałem ręką po głowie.  Poczułem dwa guzy na skórze. Za niedługo znów będę musiał je spiłować.  Na samą myśl o bólu jaki temu towarzyszył zrobiło mi się zimno.
-Ech.  Chyba przemokłem. Masz jakiś koc?
Chłopak wyraźnie ucieszył się z tego że może odejść.  Zacząłem rozglądać się po pokoju.  Był podobny do tego w którym mieszkałem z Alison.  Niewielki jednak umeblowany tak że w środku wydawał się większy niż w rzeczywistości. Moją uwagę przykuł regał. Powoli wstałem i pokuśtykałem do niego.  Wiele z książek które miał znałem niemal na pamięć.  Wyciągnąłem jedną z nich.  Książka o czarnej magii.  Zacząłem ją kartkować.  Prócz oryginalnych notatek były jeszcze dopiski piórem. Wiele z nich było opinią jednak niektóre z nich kompletnie zmieniały czar.  Zacząłem szukać strony z czarem odwrócenia.  Wtedy usłyszałem głos Erica tuż za moim plecami.
-Wypadałoby zapytać...-podskoczyłem na te słowa i powoli odwróciłem się
Jego twarz miała wyraz którego się spodziewałem.  Był wkurzony i zirytowany.  Musiałem jak najdłużej nie wyprowadzać go z równowagi bo byłem na niego zdany.  Nie umiałem wrócić do domu.  A kostka nadal dość bolała.
-Przepraszam.  Bylem ciekaw co zawierają te księgi.
Trochę się uspokoił.
-Raczej nic co cię interesuje.
Uśmiechnąłem się.
-Wprost przeciwnie.
Po jego twarzy przebiegł cień zainteresowania.
-Czyżbyś bawił się w czarnoksiężnika?
-Taa...jestem złym czarodziejem.
Chłopak lekko się zaśmiał.
-Właściwie to chciałem zapytać czy lubisz kawę.-spojrzał na zewnątrz-nie mogę cię teraz wypuścić. Jeszcze coś by ci się stało.
Zaśmiałem się sztucznie.
-To do mnie podobne...


Eric?

Od Derek'a c.d. Matt'a - Koniec

    Zderzyłem się z nim w korytarzu.  Pojawił się jakby z nikąd.
-Czego chcesz? -ton jego głosu zabił ostatnie resztki chęci pojednania i prób przyjaźni
-Tak wpadłem powiedzieć że Cię nie lubię.
Prychnął (kolejne genialne słowo XD).
-Straszne.  I co teraz?
Uśmiechnąłem się do niego.  Poczułem jak rośnie we mnie nienawiść.
-Przyszedłem powiedzieć że nie powinniśmy się już spotykać.
-Ależ odkrycie.  Żegnaj, Dereku.
Spojrzałem mu w oczy.
-Miło było Cię spotkać. Mam nadzieję że się nie spotkamy.
Przez chwilę mierzył mnie wzrokiem. Potem odszedł. Przez chwilę patrzyłem jak odchodzi.  Gdy zniknął poszedłem w przeciwną stronę.



Wiem.  Krótszego się nie dało.  Ale nie każdy ma talent ;-;

Od Alison c.d. Derek'a

Wraz z Chris'em udaliśmy się do biblioteki. Z początku sam chciał poszukać jakichś informacji lecz po dwóch godzinach spędzonych z nosem w książkach miał już dość.
-Dawno się tak nie zmęczyłem. - powiedział - Jako postać materialna szybciej się męczę. - usłyszałam burczenie w jego brzuchu - I robię się głodny.
-Może chodźmy coś zjeść? - zapytałam - Znaczy... ty coś musisz zjeść bo w końcu zasłabniesz.
-Ty jako duch i tak nie możesz jeść, a o mnie się nie martw. - odparł i wrócił do przeglądania książek
-Ohh.. - westchnęłam, podeszłam do Chris'a i złapałam go za nadgarstek - Wychodzimy stąd.
Wyciągnęłam go z biblioteki i ruszyłam w stronę wyjścia z Akademii.
-Zaczekaj. - uwolnił się od mojego uścisku i zaczął szukać czegoś w kieszeni. - Szlag... - parsknął pod nosem
-Coś się stało? - zapytałam zaciekawiona
-Nie.. nic istotnego. - odparł - Chodźmy dalej. Zaczynam odczuwać głód.
Podczas dalszej drogi Chris tłumaczył mi co mogę robić jako duch.
-W sumie to nie ma to jakichś konkretnych zastosowań. Po prostu jesteś... niewidzialna dla innych. Wiesz.. lewitujące przedmioty, napisy biorące się znikąd, przenikanie przez przedmioty. Lecz jako duch łatwiej jest wejść do czyjejś głowy bądź opętać czyjeś ciało. Ale to niestety może Cię zabić. Straciłem tak kogoś... nie wyszło tak jak miało wyjść i jej dusza utknęła w innym ciele ale nie na długo. Dusza tamtej zaczęła walczyć o swoje ciało i pokonało duszę ważnej dla mnie osoby. Ona po prostu.. zniknęła.
-Rozumiem.. Też straciłam kogoś ważnego. Byli to moi rodzice. Matka została zamordowana a ojciec sprzedał się demonowi.
-Hmm? - zaciekawił się - Jak to sprzedał?
-Z różnych opowieści różne rzeczy można się dowiedzieć, jedni twierdzą że założył się w zakładzie który dla niego od samego początku był przegrany ale inni twierdzą że jakoś może by sobie poradził. Ale w każdym bądź razie przegrał a stawką było jego życie.
-Mhm.. Przykre. - powiedział po chwili zastanowienia - Życie jest do dupy. - zaśmiał się pod nosem
-Gdybyś mi nikogo nie tracili byłoby zbyt pięknie.
Zamilkł. Nie odpowiadał nic. Jednak przełamał się i wybełkotał coś pod nosem, co nie do końca było dla mnie zrozumiałe ale chyba było to;
-Miejmy nadzieję, że twoi bliscy nie stracą Ciebie..
-Co? - zapytałam zdziwiona
-Hmm? - odpowiedział pytaniem na moje pytanie - Nic nie mówiłem - uśmiechnął się... nieszczerze, fałszywie...
Udałam, że nic się nie stało i nasza rozmowa zeszła na inny temat. Mianowicie rozmawialiśmy o najlepszym co może być czyli o jedzeniu.
-Mam ochotę na lody. - poinformował mnie Chris
-Lody?
-Tak.
-Jakie ? - zapytałam z uśmiechem na ustach
-Czekoladowe. - zaśmiał się
Po zwiedzeniu miasta i wstąpieniu do karczmy gdzie Chris mógł zjeść swoje lody, szliśmy główną drogą w stronę Akademii. Chris kupił sobie kilka rzeczy i niósł je w siatce. Światła oświetlające ścieżkę dodawały temu miejscu magicznej atmosfery.
-Świetnie się dziś z Tobą bawiłem. - powiedział
-Ja z Tobą też - uśmiechnęłam się
Oboje zaczęliśmy się śmiać. Nagle on zdjął swoją maskę z głowy i trzymał ją w dłoni.
-Co ty robisz? - przystanęłam i zapytałam go zdziwiona - Przecież maska utrzymuję Cię przy tym świecie.
On tylko rozejrzał się i po chwili powiedział.
-Nie chcę aby ktoś widział jak całuję powietrze. - po czym podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło, następnie szybko znów nałożył maskę na głowę.
Stałam chwilkę w bezruchu gdy on poszedł dalej.
-Coś się stało? - zapytał oglądając się na mnie
Poczułam się... źle. Jakby coś ciągnęło mnie z powrotem w stronę Akademii. Zakręciło mi się w głowie, zamknęłam oczy i przysiadłam na ziemi.
-Co jest? - Chris zaraz był przy mnie
Gdy miałam zamknięte oczy widziałam coś. Nie, nie coś a kogoś. To był... Nick? Tak to był Nick!
-Nick... - wymamrotałam
-Co? Co z nim ? - zaniepokoił się Chris
-Jest tu.. w Akademii...
Poczułam się strasznie słabo. Powieki zaczęły zakrywać moje oczy i w końcu nieprzytomna opadłam na ziemię.
--------po jakimś czasie--------
Leżałam w swoim pokoju. Bolała mnie głowa i... wszystkie inne części ciała. Usłyszałam rozmowę chłopaków. Udawałam, że nadal jestem nieprzytomna.
-Ona nie może tak dłużej zostać. - powiedział Chris rozgniewanym głosem
-Wiem, wiem. - uspokajał go Nick -Tylko, że.. wiesz jak to może się skończyć?
Ze strony Chris'a zapadła cisza.
-Rozumiem.. -powiedział po chwili
-Wiesz, że możesz jej już nie zobaczyć?
-Wiem! - rozgniewany uderzył pięścią w stolik
-Chris! My nawet możemy umrzeć. - Nick zaczął się nerwowo śmiać.
-Nie. Ty nie umrzesz... ale ja mogę. - jego głos stał się spokojniejszy - To będzie dobra decyzja.
-Ty nie możesz umrzeć! Nie chce Cię tracić brachu.. - Nick położył rękę na ramieniu Chris'a
-Inaczej to ona umrze..
-Nie chcesz tego prawda?
-Nie, nie chcę znów tracić osoby którą kocham..
-Wiesz, ze nie zniosę rozstania z Tobą? - głos Nick'a zaczął drżeć.
-Ja nie zniosę widoku załamanych osób po utracie jej.. - słyszałam jak zbliża się do mnie i siada obok na łóżku. - Wiesz coś o tym, też straciłeś bliską dla Ciebie osobę. - mówiąc to wierzchem dłoni przetarł mój policzek
-Chris.. - chłopak opadł na krzesło - Chcesz tego? Chcesz stracić życie dla niej? - zapytał go Nick
-Nie mam innego wyjścia. Po części to moja wina. Gdybym wtedy się jej nie pokazał... - z jego policzka spłynęła łza, która wylądowała na mojej dłoni - Rada wiedziałaby co z nią zrobić i jak bezpiecznie odstawić ją do tego świata..
-Chris... - podszedł do łóżka i siadł obok Chris'a.
-Zróbmy to.. Idź po księgę. Trzeba się pospieszyć.. nie chcę żeby to widziała. - powiedział a kolejna łza kapnęła na moją dłoń.
-Nie ! - krzyknęłam - Nie możecie tego zrobić. Nie chce żeby ktoś przeze mnie tracił życie. - szybko podniosłam się z łóżka.
-Ty.. Słyszałaś? - zapytał zdziwiony Nick
-Tak, wszystko. Prawie... Ale nie zgadzam się na to abyś oddał za mnie życie Chris! Nie zgadzam się! - nawet nie wiem kiedy a strumień łez zaczął lecieć z moich oczu - Nie zgadzam...
-No już spokojnie. - Chris wstał i przytulił mnie - Nie mamy innego wyjścia. - próbował mówić spokojnie ale słyszałam jak jego głos drgał
-A ta Rada? Czy oni nie mogą coś z tym zrobić? - zapytałam
-Nie możemy się z nimi skontaktować. - poinformował mnie Nick
-Dlaczego?
-Uznali nas za zdrajców bo domyślili się, że coś ukrywamy. - powiedział Chris
Nick wstał i podszedł do szafki, wyciągnął z niej szklankę po czym poszedł do łazienki aby nalać do niej wody.
-Pewnie jesteś spragniona. - powiedział podając mi szklankę
-To jakiś żart? Przecież nie mogę jeść ani pić. - parsknęłam
-Jeść nie ale pić tak. - odparł Chris
-Dzięki. - wzięłam łyk wody, potem kolejny aż w końcu szklanka stała się pusta.
-Idź po księgę. - Chris spuścił głowę a Nick wyszedł z pokoju
Chciałam zaprzeczyć ale nie mogłam się odezwać. Po momencie nie mogłam się nawet ruszyć. Jedyne co usłyszałam to ciche słowa wypowiedziane przez Chris'a.
-Przepraszam.
Opadłam znów na łóżko a oczy same mi się zamknęły.
------po kilku minutach------
Leżałam związana na łóżku. Chris i Nick siedzieli na ziemi trzymając się za ręce i wymawiając słowa w dziwnym języku. Zaklęcie. Nie, nie mogą tego zrobić. Nie chcę! Już wolę umrzeć niż patrzeć jak ktoś umiera za mnie. Chris proszę.. Próbowałam się podnieść. Jedyne co mi się udało to jako tako siąść na łóżku. Chris nie przerywając spojrzał na mnie a następnie parsknął na Nick'a.
-Przecież miała tego nie widzieć!
-Zaklęcie wymaga aby był przytomna, przykro mi.
Znów wrócili do wymawiania zaklęcia. Naglę pokój się zatrząsł a ja zaczęłam się lekko unosić nad łóżkiem. Chris podniósł się z ziemi. Rozłożył ręce.
-Nick... ucałuj ode mnie Kim. - widziałam jak jego oczy zapełniają się łzami które po chwili zaczęły spływać po jego policzkach, ze mną było podobnie
-Trzymaj się. - nawet Nick uronił kilka łez
Ręce Chrisa zaczęły świecić na niebiesko a po chwili zaczęły od nich odłamywać się drobniutkie kryształki. Był uśmiechnięty. Dlaczego? Dlaczego chciałeś za mnie oddać życie. Proszę niech ktoś to zatrzyma. Światło z jego dłoni stało się coraz mocniejsze, a jego ciało powoli traciło swoje kolory. Znikał. To koniec. Już nic nie da się zrobić. To moja wina. To przeze mnie. Gdybym była tylko bardziej ostrożna nikt nie musiałby za mnie tracić życia. On stracił je już drugi raz. Stał się duchem a teraz jako duch umiera. I to przez głupią dziewczynę którą jestem ja. Pokój przestał się trząść i zapanował spokój. Nick nadal szeptał pod nosem zaklęcie. Nagle coś się zmieniło. Upadłam na ziemię, a ręce i ciało Chris'a wróciło do normalności. Nick patrzył na księgę ze zdziwieniem. Ona.. zaczęła się rozpadać. Pękła na pół a jej dwie części zajęły się ogniem i po chwili został z nich tylko popiół.
-Co się stało? - Nick nie mógł uwierzyć w to co zobaczył - Ja nic nie zrobiłem..
Ja z Chris'em pozostaliśmy bez słowa. Chris patrzył na pozostałości po księdze i próbował coś z siebie wydusić lecz nagle odezwał się znany mi skądś głos.
-Przestańcie. - odparł - Jesteście głupcami.
-Rada? - zorientował się Chris
-Hahaha.. - po pokoju rozległ się donośny śmiech - Brawo Chris.
-Co wy tutaj robicie? - zapytał Nick - Przecież... uznaliście nas za zdrajców.
-Bo nimi byliście. Ukrywaliście ludzką istotkę przed nami. Ale zapomnijmy o tym. Mała Kim nam o wszystkim opowiedziała. Darujemy wam, możecie wrócić do naszego świata.
-A... a co z nią? - zapytał Chris
Sznur którym byłam związana pękł, tak jak i szmatka którą miała zawiązane usta.
-Ona jest wolna. Bliscy się o nią martwią. Dość długo jesteś nieprzytomna skarbie. - głos zwrócił się do mnie
-Wolna? Ale jak chcecie ją.. - zaczął Nick
-Haha chłopcze chyba nie do końca znasz nasze możliwości. Jesteśmy Radą. Poradzimy sobie z nią. A wy już, już. Zmykać mi stąd. Bo jeszcze się rozmyśle.
Nick spojrzał na Chrisa, potem na mnie.
-Do zobaczenia. - rzucił w moją stronę jakiś śmieszny naszyjnik który zniknął w połowie drogi tak jak i zniknął Nick
Zanim zdążyłam się obejrzeć Chris podbiegł do mnie i przytulił.
-Obiecaj mi, że jeszcze kiedyś się spotkamy. - powiedziałam do niego i objęłam go rękami
-Obiecuję. - powiedział i ścisnął mnie mocniej, jedną ręką złapał maskę i rzucił ją na ziemię.
Przytuliłam go mocniej. Na koniec zdążył pocałować mnie w czoło a potem rozpłynął się w powietrzy wraz ze swoją maską.
-No dobra, teraz czas na Ciebie. Zamknij oczy i policz do 10 na głos.
-Raz... dwa... - zaczęłam
Jasne światło zmusiło mnie do zamknięcia oczu, zaparło mi dech w piersiach. Nie mogłam złapać oddechu. Poczułam jak znów unoszę się nad ziemią. Nie widziałam kompletnie nic a nic.
-------------------
Otworzyłam oczy i wyprostowałam się próbując złapać powietrze. Dyszałam jak pies. Leżałam na szpitalnym łóżku.
-Udało się... - zaczęłam płakać ze szczęścia - Jestem tu..
Odkryłam prześcieradło. Dostrzegłam, że nie było przy mnie nikogo. Za to w drzwiach szpitalnej sali stał Derek z Newt'em.
-Braciszku... - wyszeptałam - Braciszku ! - krzyknęłam biegnąc w stronę Derek'a lecz ten zanim zorientował się co się stało zdążyłam rzucić mu się na szyję.


Derek? < wybacz, że takie długie :) >

Od Eric'a c.d. Derek'a

Stałem gdzieś w lesie, patrząc w górę. Nagle usłyszałem hałas i zobaczyłem że ktoś leży pod moimi nogami. Zobaczyłem również księgę, która otworzyła się na stronie o demonach. Popatrzyłem chwilę na to paskudztwo i szybko zamknąłem nogą. Po chwili osoba która leżała, próbowała się podnieść. Zauważyłem również że to chłopak. Momentalnie podszedłem bliżej i pomogłem mu.
- Arg, przepraszam - powiedział niezadowolony. Podniosłem księgę niechętnie i mu podałem.
- Proszę. Nie radze czytać tego - uśmiechnąłem się złośliwie. Miałem nadzieję że dzięki kapturowi na mojej głowie, nie zobaczy moich uszu i rogów. Ten tylko spojrzał na mnie podejrzanie i już zamierzał odchodzić. Zobaczyłem że lekko kuleje. Znów podszedłem do niego i wziąłem go pod ramię.
-Śpieszy Ci się gdzieś? - spytałem.
-Raczej nie - powiedział obojętnie. Pomogłem mu dojść do mojego domku. Usadziłem go na kanapie i zacząłem szukać opatrunków. Uklęknąłem przed nim i zacząłem działać.
- Eric jestem - powiedziałem raczej z grzeczności.
- Derek - odpowiedział.
- To chyba nie pierwsza Twoja kontuzja. Masz opuchniętą kostkę, ale raczej nic poza tym. Ewentualnie lekko zwichnięta - powiedziałem wstając.
- Zajmujesz się tym na co dzień? Zachowujesz się jak profesjonalista. - mruknął.
- Studiowałem. W połowie roku zerwałem naukę. Poza tym już dość dużo osób opatrzyłem. Na przykład tą.. Jak jej.. Alison! Też miała małą kontuzję. - zauważyłem że Derek zaniepokoił się.
- Alison? Nic jej nie jest? - spytał.
- Jak już mówiłem. Tak z ciekawości, co to za księga?- spytałem.
- Nic takiego. Tylko parę zaklęć - powiedział trochę niechętnie. Teraz zobaczyłem że chłopak ma rozcięty policzek.
- Połóż się - powiedziałem i z powrotem sięgnąłem po opatrunki. Ten wyraźnie zdziwiony położył się. Zabrałem się za jego policzek.
- Naprawdę, wytrzymałbym już to. - powiedział.
- A mi naprawdę łatwiej by było to robić jakbym był dziewczyną - przerzuciłem oczami. Ten cicho się zaśmiał. Gdy już wszystko było skończone, Derek wstał. Zobaczyłem również że jest trochę niższy.
- Dzięki. Takie pytanie, skoro jest tak ciepło, to po co nosisz kaptur? - to pytanie mnie zamurowało. Nie odzywałem się przez chwilę.
- Ten kaptur ukrywa bardzo ważną rzecz - zacisnąłem pięści ze zdenerwowania. Bałem się tego, jak zareaguje gdy dowie się kim jestem.

Derek? (Sorry za taki brak sensu w tym, ale no na wakacjach jestem ;>)

piątek, 29 lipca 2016

Od Derek'a c.d. Alison

Ten chłopak wydawał się dziwny. I ta maska.  Miałem wrażenie że gdzieś ją widziałem.  W jakiejś książce.  Tylko nie mogłem sobie przypomnieć jakiej. Zacząłem odpływać myślami gdy nagle na pościeli Alison wylądował list.  Nim go przeczytałem rozejrzałem się po sali.  Nie było nikogo.  Rozłożyłem kartkę i przeczytałem tekst.  Potem jeszcze raz.  Potem znów.  Nie byłem w stanie uwierzyć.  Przyjrzałem się stylowi pisma.  Identyczny jak Alison.  Małe, okrągłe litery.  Zacząłem kurczowo trzymać kartkę, jakbym bał się że ktoś mi ją zabierze.  Wtedy przez głowę znów przeleciała mi postać tego chłopaka.  Jego maska.  Wtedy mnie olśniło.
-Poczekaj, Śnieżko.
Wybiegłem z sali.  Za drzwiami stał Newt.
-Muszę coś sprawdzić.  Zostaniesz przy niej?-przez jego twarz przebiegł cień podejrzenia
-I tak zbliżała się moja kolej.
Uśmiechnąłem się do niego.
-Co ja bym bez ciebie zrobił?
Nie odpowiedział tylko odwzajemnił uśmiech i wszedł do sali.  Ja leciałem na złamanie karku do swojego pokoju.  Nie było w nim Johanny.  Od razu rzuciłem się na regał z książkami.  Zacząłem nerwowo je przeszukiwać nie odkładając na miejsce tylko rzucając na podłogę.  Nie znalazłem.  Przeszukałem biurko.  Również jej nie było. Wybiegłem z pokoju i skierowałem się w stronę biblioteki.  Gdy tylko wszedłem ruszyłem do działu z legendami.  Dopiero potem dotarło do mnie że nie ma tu żadnej osoby.  Nawet bibliotekarki.  Przez chwilę w mojej głowie była myśl że to podejrzane, jednak jedyne o czym myślałem to książka o magicznych przedmiotach.  Zacząłem od górnej półki.  Znalazłem na ostatniej.  Była to gruba księga z okładką z bydlęcej skóry.  Ledwo ją wyciągnąłem.  Po kilku zwątpieniach w końcu znalazłem. "Zaklęta Maska". Jej właściciel w zależności czy jest duchem czy człowiekiem może widzieć i rozmawiać z ludźmi lub duchami.  Na dole były pokazane zaklęcia jakie muszą być na masce oraz z czego jest zwykle wykonana.  Spróbowałem wyobrazić sobie tamtą maskę.  Wzory na niej pokrywały się z opisem w książce.  Zakryłem twarz dłonią by nie krzyknąć.
-O co w tym chodzi.  Dlaczego ten chłopak mógł ze mną porozmawiać a ty nie?-powiedziałem w myślach
Dopiero potem doczytałem do końca.
,, Maska nie zadziała jeśli jesteś zawieszony między światami tzn.  Jeśli jesteś umierający, nieprzytomny lub opentałeś zwłoki."-ostanie dawało wiele do myślenia
Uspokoiłem się.  Gdyby Alison skorzystała z maski oznaczałoby że nie żyje.  Jednak zawieszenie między światami też nie było dobre.  Nasuwało wiele nowych pytań.  Czy jeśli miałbym maskę mógłbym z nią porozmawiać?  Co jeśli umrze? Co jeśli nigdy się nie obudzi i zostanie w śpiączce na zawsze?  Co zrobię?  Jak sobie poradzę?  Jak poradzi sobie Newt?
-Koniec.  Musisz być silny.-Powiedziałem do siebie
Odłożyłem księgę i wróciłem do szpitala. Obok siedział Newt i trzymał jej dłoń.  Podszedłem i pocałowałem Alison w czoło.
-Na razie nie mogę nic zrobić.  Teraz wszystko jest w twoich rękach.  Wiem że sobie poradzisz.  Wierzę w ciebie...

Alison?

Od Alison c.d. Clodie Sue

Ostatnie co pamiętam to jak Eric niósł mnie do mojego pokoju w Akademii. Wszedł, ale nikogo nie było w środku. Newt pewnie mnie szuka, biedny jeszcze o niczym nie wie. Chociaż kto wie. Może się już dowiedział. Eric rozejrzał się po pokoju i położył mnie na łóżku. Był ranny. Czułam to. Jego oddech był niestabilny. Ze mną było już wszystko w porządku. No.. może nie do końca ale obeszło by się bez tego noszenia. Leżałam przez moment a on stał nade mną trzymając się za ranę. Szybko podniosłam się, co niestety nie było zbyt mądre bo zaczęło kręcić mi się w głowie. Jak gdyby nigdy nic uśmiechnęłam się i podziękowałam Eric'owi.
-Trzeba opatrzyć Twoją ranę. - powiedziałam
-To? - spojrzał na ranę po sztylecie - O to się nie martw. Ja sobie dam radę. Ty musisz odpocząć. - powiedział i skierował się w stronę wyjścia
-Eric.- stał plecami do mnie a jego dłoń spoczywała na klamce od drzwi. -Dziękuję. - wyszeptałam, on stał przez moment w bezruchu, po czym wyszedł bez słowa.
Opadłam zmęczona na łóżko. Zamknęłam oczy, po czym od razu znalazłam się w krainie snu.
-----Rankiem-----
Obudziłam się około godziny piątej. Spojrzałam na plan. Dzisiaj mieliśmy mieć lekcję w terenie. Podziękuję, wolę sama pozwiedzać las...Chociaż po ostatnim wydarzeniu nie wiem czy będę chodzić gdzieś sama. Ale i tak lepsze to niż banda nastolatków ganiająca po lesie magiczne stworzenia.
-Ciekawe czy Clodie idzie na zajęcia... - zastanawiałam się i w końcu stwierdziłam, że też pójdę.
Stanęłam przed szafą i wygrzebałam z niej szkolny mundurek. Z szufladki wyjęłam długie zakolanówki i wszystko położyłam na stoliku. Weszłam pod prysznic aby się trochę odświeżyć i zaraz potem ubrałam się, zapakowałam do torby trochę jedzenia i wodę. Stanęłam na środku pokoju, zastanawiając się czy o czymś nie zapomniałam.
-Ahh no taaak.
Podbiegłam do stolika i wyciągnęłam z szufladki kartkę i ołówek po czym napisałam na niej ,,Idę na zajęcia, nie martw się nic mi nie jest - Alison,,. Teraz byłam gotowa aby wyjść na tą jakże wspaniałą lekcję.
-Coś czuję, że to będzie świetna zabawa. - powiedziałam i zamknęłam za sobą drzwi na kluczyk.
Cała grupa uczniów stała już przed bramą Akademii prowadzącą do lasu. Z daleka dostrzegłam, że na pewno nie ma tam Newt'a ani Derek'a. Z resztą.. Derek i zajęcia to jak dwa różne światy. Widziałam natomiast moich sąsiadów, Tobi'ego i Matt'a oraz ją, Clodie Sue. Cała trójka zaczęła mi machać na co ja odpowiedziałam im takim samym gestem.
-Widzę, że wy się już znacie. - powiedziałam do nich z uśmiechem na twarzy
-Tak z poprzednich zajęć. - odparł Tobi
-Tobi chodź, pójdziemy przodem. - powiedział Matt po czym dodał - Do zobaczenia.
-Jak się czujesz? - zapytała Clodie - powinnaś leżeć i odpoczywać. A ty wybierasz się na zajęcia.. i to w terenie.
-Nie martw się. Wszytko ze mną w porządku. Stwierdziłam, że te zajęcia odciągną moje myśli od tego co zdarzyło się wczoraj.
-No dobrze. Ale jak tylko zauważę, że czujesz się gorzej od razu wracamy i kładziesz się do łóżka.
-Obiecuję, że nie będzie takiej potrzeby. - powiedziałam i zaśmiałam się, potem wraz z Clodie zaczęłyśmy się śmiać przez co dziewczyny stojące obok obsypały nas wrogim spojrzeniem.
W końcu nauczyciele zaczęli rozdawać nam mapki na których były zaznaczone punkty do których mieliśmy się udać aby znaleźć tam rzeczy odpowiadające na pytania spisane na odwrocie mapy. Dorośli kazali nam dobrać się w grupy. Stwierdziłam razem z Clodie, że damy sobie radę we dwie. Będziemy jak trzej muszkieterowie tylko, że nas były dwie ale to taki nieistotny szczegół. Punktów na mapie było około 20 więc musimy się pospieszyć aby wyrobić się z tym w jeden dzień. Każdy z punktów był w innym kolorze i także do tego punktu w tym samym kolorze było przydzielone pytanie. Za wszystkie poprawne odpowiedzi ponoć miała być jakaś nagroda.
-Co jest główną nagrodą? - zapytałam Clodie podczas gdy zmierzałyśmy w stronę pierwszego z punktów
-Nie wiem, nie interesowałam się tym - odparła - Tylko nie mów, że tylko dla tego tu jesteś.
-Nie.. po prostu jestem ciekawa. A bycie tu pomaga zapomnieć mi o kilku rzeczach. Każdy z nas ma wspomnienia o których chciałby zapomnieć. Lecz gdyby zapomnieć o tych rzeczach nie bylibyśmy tymi samymi ludźmi którymi jesteśmy teraz. To właśnie przez te złe i może dobre momenty z kulki lat wstecz jesteśmy tym kim jesteśmy. Niektórzy nadal się zmieniają, a na innych przyjdzie jeszcze pora.

Clodie?

Od Derek'a c.d. Eric'a

Od rana zapowiadało się na deszcz jednak i tak postanowiłem wybrać się na wyprawę.
-Nie potrzebuję twojej pomocy.  Jestem dorosły i dam sobie radę sam.
~Tylko nie wracaj z płaczem. -Johanna usiadła obok i zaczęła bawić się poduszką ~A jak ktoś cię napadnie?
~Umiem się obronić.-fuknąłem na nią
Po kilkunastu minutach wyszedłem z torbą pełną jedzenia.
-Wrócę jutro, albo pojutrze.
~Albo wcale.-Na jej pysku dostrzegłem coś w rodzaju złośliwego uśmieszku
Zignorowałem ją i poszedłem do Alison powiedzieć o mojej wyprawie.
 -Tylko nie zrób sobie krzywdy.-odpowiedziała nie podnosząc oczu znad książki.
-Przecież nie mam pięciu lat...
Spojrzała na mnie krzywo.
-Złamałeś rękę przywracając się o krzak...
-Dobra, może nie jestem najlepszą osobą w unikaniu wypadków, ale i tak idę.-wyszedłem urażony
Zacząłem przygodę od biblioteki. Wypożyczyłem mapę okolic, książkę która wyglądała jak atlas zwierząt a tak naprawdę była zakodowaną księgą zaklęć i bestiariusz. Od razu udałem się do lasu. Po kilku godzinach jedyne co znalazłem  to wiewiórkę i zdechłego kota. Zrobiłem przerwę i zjadłem całe mięso jaki miałem. Otworzyłem bestiariusz i zacząłem go kartkować. Zatrzymałem się na duchach zaklętych w drzewach. Postanowiłem ich poszukać. W takim miejscu jak to spodziewałem się przynajmniej kilku osobników. W między czasie wyciągnąłem księgę. To śmieszne że nikt nie zwrócił na nią uwagi. Mag który ją zaczarował musiał być piekielnie sprytny. Wtedy zaczął padać deszcz.  Zrobiłem z płaszcza coś ala parasol i przykryłem księgę. Kompletnie zapomniałem o świecie i odpłynąłem nie patrząc pod nogi. Po chwili wywaliłem się o konar...prosto pod nogi jakiegoś chłopaka. Co dziwnego księga otworzyła się na stronie o demonach.

Eric?
(Piszę z telefonu więc mogą być błędy ;) )

Od Matt'a c.d. Derek'a

Byłem zły na Derek'a, że przerwał mi i Ash'owi w takim momencie. Zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem i odwróciłem się do Ash'a. On lekko unosił się nad ziemią a koło niego zaczynała pojawiać się różowa mgiełka.
-Matt.. - wyszeptał i spojrzał na mnie
-Nie, nie, nie.. - podbiegłem do niego i objąłem rękami jego twarz - To nie może zaczekać.
-Znajdziemy sposób. - powiedział, przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło po czym mgła zasłoniła go a podmuch wiatru odrzucił mnie pod ścianę.
Gdy spojrzałem w stronę opadającej mgły zobaczyłem, że Ash już nie jest człowiekiem... a znów zmienił się w rysia.
-Szkoda, że nam się nie udało - podszedł do mnie i wtulił się we mnie
Siedzieliśmy tak przez moment aż Ash nie przerwał ciszy.
-Muszę iść pomóc ludziom do miasta.
Kiwnąłem głową.
-Odprowadzę Cię do bramy.
Ash wyszedł z pokoju a ja zaraz za nim. Przez cały czas gdy szliśmy nie odezwałem się ani słowem. Byłem roztargniony. Nie wiedziałem zbytnio co mam teraz ze sobą zrobić. Chciałem wyjechać stąd i nigdy nie wrócić. Może normalna osoba wzięła by to za dziwne ale ja na prawdę tego potrzebowałem. Zależało mi tylko na Ash'u. Gdybym mógł sprzedałbym swoją duszę aby mógł żyć normalnie. On jako jedyny mówił, że nigdy nie złamie mojego serca tak jak robili to inni. Po pewnym czasie przywykłem do tego, że inni łamali mi serce. Podróżuje z Ash'em już od bardzo dawna i to on przeważnie pocieszał mnie gdy miałem jakiś problem bądź gdy było mi źle z czymś na sercu zawsze mogłem liczyć na jego pomoc. Gdy go nie było przy mnie zawsze gdy spoglądałem w niebo myślami powracałem do chwil które spędziłem razem z nim. Podczas gdy Ash jest w ciele człowieka zaczynam czuć moc, dzieje się to w jednym momencie. Będąc blisko z Ash'em nie mogłem skupić się na kimkolwiek innym. Próbowałem to złamać, zakochać się w kimś innym ale zawsze dostawałem tylko puste obietnice których i tak nikt nie dotrzymał. Nigdy nie powiedziałem mu co tak na prawdę do niego czuję. Czasem myślę, że jednak nie znam go tak dobrze. Wydaje się taki obcy a ja natomiast czuję się jakbym był samotny i zwalczał wszystko sam. On mnie zmienił. Nauczył jak walczyć o to czego pragnę. Gdy inni łamali mi serce byłem jeszcze młody i nie do końca potrafiłem pojąć rozłąkę oraz prawdziwą miłość. Gdy było źle przeważnie ja starałem się naprawić całą sytuacje. Nie zawsze to pomagało co skończyło się kilkoma zrujnowanymi związkami.
-Matt? - Ash wyrwał mnie z toku myślenia
-Hm?
-Jesteśmy. - odparł i stanął pod bramą
-W takim razie... Do zobaczenia. - uśmiechnąłem się do niego.
-Do zobaczenia - powiedział i biegiem ruszył w stronę miasta.
I znowu. To dziwne uczucie, że opuszcza mnie osoba na której mi zależy. Zawsze tak miałem gdy się z kim rozstawałem. Nie zostało mi nic innego jak samotny powrót do pokoju i czekanie aż Tobi wróci do pokoju i wysłuchanie jego gadaniny na temat ,,jakiż to on miał dziś wspaniały dzień.,, Jednak nie. Postanowiłem coś zmienić. Wchodząc po schodach na piętro gdzie znajdował się mój pokój zawróciłem. Miałem zejść ale czemu by nie zjechać po poręczy. Usiadłem i dość szybko zjeżdżałem w dół.

Derek?

Od Clodie Sue c.d. Alison

Nie spałam do późna. Ta książka od Alison mnie pochłonęła.. Gdy oderwałam się od niej, Snowdy już głęboko spał. Czyli naprawdę musiało być późno. Chyba powinnam już kłaść się spać. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. Kierowałam się w stronę toalety. Gdy już wyszłam z niej, zatrzymałam się przy pokoju Alison. Może i nie mam super sprawnego słuchu, ale coś mi się nie podobało. Stanowczo nacisnęłam klamkę i wparowałam do pokoju. Alison była na miejscu. Leżała przykryta kołdrą tak, że nie było jej widać. Odetchnęłam z ulgą i po cichu wyszłam. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
~~RANO~~
Zaspana wstałam z łóżka i od razu poszłam sprawdzić co u Erica. Ten jak zwykle siedział na kanapie i czymś się zajmował.
- Dzień dobry - powiedziałam ziewając. Ten spojrzał się na mnie i kiwnął głową.
- Budź przyjaciółkę, śniadanie gotowe - powiedział. Zmierzałam leniwie w stronę pokoju Alison. Otworzyłam drzwi. Alison była w takiej samej pozycji jak wtedy w nocy. Niczego nie podejrzewając, podeszłam i odkryłam kołdrę. Zamiast Alison leżał tam.. wilk. Wilk, jakby czekając na okazję, rzucił się na mnie. Zdezorientowana upadłam pod jego ciężarem. W pokoju momentalnie pojawił się również Eric. Po chwili widziałam jak przygniata wilka i coś mu wstrzykuje. Ten nagle przestał się ruszać.
- Eric! Nie wolno tak! - powiedziałam rzucając się w stronę brata. Wilk leżał martwy.
- Bo? - spytał obojętnie.
- A gdyby to był człowiek-wilk?! - oburzyłam się. Ten popatrzył na mnie zdumiony.
- Clodie, on chciał Cię zabić. Gdyby to był Twój człowiek-wilk, to teraz nie widziałabyś martwego zwierzęcia, a żywego człowieka, który stracił swoją drugą postać na zawsze - powiedział i popatrzył na zwierze.
- Niech Ci będzie.. A co z Alison?! - nagle zdałam Sobie sprawę że dziewczyna zniknęła.
- Zniknęła - powiedział równie obojętnie.
- Chodź, musimy ją znaleźć! - powiedziałam zdenerwowana.
- Idź. Ja zostaje - powiedział i wyszedł z pokoju. Od razu wybiegłam z pokoju i złapałam go za ramię.
- Eric!! Ona jest dla mnie ważna! Póki co jest moją jedyną przyjaciółką, a o przyjaciół trzeba dbać!!! - wywrzeszczałam mu w plecy.
- Clodie, kochana. Ona jest TWOJĄ przyjaciółką. To że w dziwnych okolicznościach zniknęła, to nie moja wina. Mnie to nie interesuje - wycedził i miał zamiar iść do Siebie.
- A gdyby to była Emily?! - warknęłam. Trafiłam w czuły punkt. Zacisnął pięści. Odwrócił się i przycisnął mnie do ściany.
- Ale nie jest - powiedział spokojnie patrząc na mnie z góry.
- Wyobraź Sobie że ona też może mieć osobę która ją szczerze kocha. Pewnego dnia ona nagle znika, a ta osoba bardzo się martwi. Alison ma kochającego brata i wiernego towarzysza. To jest jej świat. Ona ich kocha, oni kochają ją. Nie mam zamiaru siedzieć w domu i czekać na cuda. Ty Sobie siedź i gnij w tym domu dalej, użalając się nad Sobą - powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Po paru metrach zobaczyłam że Snowdy do mnie biegnie.
- Chodź mały, znajdziemy ją - powiedziałam po czym ruszyliśmy. Nie patrzyłam się za Siebie, nie chciałam znać tego człowieka.
~Tym czasem Eric nadal stał w tym samym miejscu. Patrzył w podłogę, zaciskając pięści. Można było na kilometr wyczuć jak kłębiła się w nim złość. Nic nie mówiąc, chwycił za kurtkę i wyszedł. Jego kompan ruszył z nim.~
- Snowdy, czujesz coś? - powiedziałam do smoka z nadzieją.
- Niestety.. - powiedział ze smutkiem. Pozostało nam tylko szukać dalej. Nagle wpadłam w dość głęboki dół. Snowdy zwinnie do mnie skoczył. Gdy miałam już wstawać, ten położył mi na plecach łapę, dając znak że nie warto. Na szczęście w jednej ze ścian był wydrążony 2-3 metrowy tunel. Schowaliśmy się tam i czekaliśmy. Usłyszeliśmy jakieś głosy.
- I jak, macie coś? - spytał mężczyzna o niskim głosie.
- Tak. Dziewczynę, do tego elfkę - usłyszeliśmy drugi głos.
- Świetnie. Przetransportujcie ją do mnie jak zajdzie słońce. Nikt nie może widzieć. Gdzie ona teraz jest?
- Leży nieprzytomna w dobrze ukrytym domku na drzewie, o tam - odpowiedział drugi wskazując gdzieś na korony drzew.
- Czyli umowa stoi - powiedział pierwszy wyciągając do drugiego dłoń. Drugi ją uścisnął. Obaj udali się w kierunku przeciwnym od domku na drzewie.
- Snowdy, słyszałeś? Teraz mamy szansę! - powiedziałam szeptem.
- Uważaj, robi się ciemno - wskazał nosem na słońce.
- Już? Tak długo szukaliśmy? Dawaj, damy radę - powiedziałam i wyszłam z dołu. Pobiegliśmy pod drzewo, które według nas było 'właściwe'. Spojrzeliśmy w górę.
- Patrz, domek! - powiedział Snowdy.
- Ja ją wezmę. Moje skrzydło jest już chyba sprawne - powiedziałam i uniosłam się. Ostrożnie weszłam do domku. Alison leżała bezwładnie na ziemi. Była cała związana. Wzięłam ją ostrożnie i zwinnie wyleciałam. Nagle usłyszeliśmy hałas.
- Hej, co wy robicie? Zostawcie ją! - krzykał jeden z trójki facetów.
- Panowie my z branży. Mieliśmy ją przetransportować o tam - wskazałam palcem w miejsce dokąd udali się wcześniejsi faceci.
- Przepraszam skarbie, ale nie tym razem. Chłopaki, bierzcie ich - facet uśmiechnął się i wskazał na nas. Gdy jeden z nich już prawie dosięgnął mnie i Alison, nagle upadł. To był.. Eric? Wiedziałam że mu przejdzie.. Po chwili każdy leżał.
- Eric! - krzyknęłam uradowana.
- Chodź szybko - powiedział po czym ruszyłam, ruszyłam za nim. Nagle przed nami wyłonił się ten, który miał dostarczyć Alison. Eric już miał go uderzyć, ale ten wbił w niego sztylet. Chłopak złapał się za brzuch, ale nie odpuścił. Powalił mężczyznę i uderzył go w twarz. Gdy tamten się nie ruszał, brat się odezwał:
- Clodie, daj mi ją. Ja ją zaniosę do jej domu, tam będzie bezpieczna - powiedział widząc że dziewczyna się budzi.
- Ale Twoja rana.. - powiedziałam przestraszona.
- Clodie!! Daj mi ją, nie chcesz aby coś jej się stało. Spotkamy się u Ciebie - krzyknął. Podeszłam do niego i mu ją przekazałam.
- Dam radę iść sama - powiedziała cicho Alison.
- Przykro mi, ale nie tym razem - powiedział Eric i czym zniknął. Wzięłam Akell'a i Snowdiego, po czym pofrunęłam do mnie. Mam nadzieję że wszystko z nimi w porządku.. Ale Eric.. Pierwszy raz widziałam jak o kogoś się martwił..

Alison?

Od Alison c.d. Clodie Sue

Clodie powoli zaczęła wyjaśniać swojemu bratu co tu robimy i jak się tu znaleźliśmy. Podczas gdy opowiadała coś w tym domku przykuło moją uwagę. Był stary.. gdzie nie gdzie w ścianach były dziury. Słychać było szmer myszy pod podłogą która miała na sobie warstwę brudu.. Mimo wszystko było tutaj całkiem przytulnie.
-Alison? - usłyszałam głos Eric'a
-Tak?
-Wszystko w porządku? - zapytała Clodie
-Tak, tak.. po prosu.. jestem zmęczona. Mogłabym się położyć? - powiedziałam niepewnie
-Jasne, zaprowadzę Cię do pokoju.
 Eric ruszył korytarzem. Szłam zaraz za nim. Za mną szła Clodie.
-Mógłbyś chociaż tu posprzątać. - parsknęła do niego
-Dopiero co się wprowadziłem i nie miałem czasu posprzątać. - powiedział
Na ścianach wisiały różne obrazy. Jeden z nich szczególnie przykuł moją uwagę. Stanęłam przed nim i delikatnie otarłam go wierzchem dłoni. Był zakurzony i stary. Znajdowało się na nim kilka postaci. Była to chyba rodzina ale nie jestem pewna.
-Okej. Więc tutaj będziesz spać. - powiedział Eric uchylając drzwi pokoju
Podeszłam do niego, po czym kiwnęłam głową i podziękowałam.
-Gdybyś czegoś potrzebowała będę w pokoju obok. - powiedziała Clodie uśmiechając się do mnie.
Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Położyłam się na łóżku. Myślałam o tym co dzisiaj się stało.
-Mogłam umrzeć. - wyszeptałam do pustej przestrzeni
Przez moment zastanawiałam kogo może przedstawiać obraz. Nie wiem dlaczego ale ludzie na obrazie wydawali mi się znajomi. Yhh.. To pewnie przez zmęczenie. Muszę być bardziej ogarnięta, nie tak jak dziś. Zamknęłam oczy. Ciekawe gdzie jest Newt.. Obróciłam się na lewy bok po czym od razu zasnęłam.
------SEN------
Znajdowałam się w zamku. Był stary i opuszczony. W kącie widziałam gromadkę szczurów chowających się przed czymś. Może przede mną? Byłam cała ubrudzona krwią. Za mną były ślady skąd przyszłam. Nie zwracałam na to uwagi i poszłam przed siebie. Mijałam korytarze. Wszędzie byłą krew. Na podłodze, ścianach i suficie. Dostrzegłam, że ten zamek musi być opuszczony od lat. Na ścianach widniały puste obszary po zdjętych obrazach. Wszystkie drzwi na korytarzu był zabarykadowane. Kierowałam się w stronę głównego wyjścia. Byłam już prawie przy samych drzwiach gdy nagle usłyszałam hałas za plecami. Z mroku korytarza wyłaniała się jakaś ogromna postać. Przypominała wilkołaka, lecz zamiast przednich łap miał skrzydła zakończone ostrymi kłami. Gdy mnie dostrzegł od razu rzucił się w moim kierunku. Panicznie podbiegłam do drzwi i wybiegłam na zewnątrz. Na mój pech zamek znajdował się na szczycie góry. Ziemia zawaliła się i drzwi był nad przepaścią. Nie zauważyłam tego wcześniej a teraz zaczęłam spadać plecami w stronę ziemi. Patrzyłam jak potwór wyłania się na światło dnia a po chwili leci w moim kierunku. Ostatnie co pamiętam to uderzenie w ziemie.
------------------
Obudziłam się spanikowana. Mało brakowało a zaczęłabym krzyczeć, Na pierwszy rzut oka wszytko było normalne. Chwilka minęła zanim zorientowałam się, że normalnie nie jest. Siedziałam na ziemi przywiązana do jakiegoś drzewa. Miałam usta zawiązane szmatką, oraz związane ręce i nogi.
-I co teraz z nią chcesz zrobić? - słyszałam głos jakiegoś mężczyzny
-Jeszcze nie wiem. Musimy czekać na polecenie. - odparł drugi
Zza moich pleców wyszło dwóch dorosłych mężczyzn. Bynajmniej na takich wyglądali. Jeden był blondynem a drugi brunetem.Obydwoje spojrzeli na mnie.
-Zobacz, zobacz.. księżniczka się obudziła. - ciemnowłosy podszedł do mnie i przykucnął, po chwili dołączył do niego drugi.
-Szkoda, że znów będzie musiała iść spać. - powiedział blondy i przyłożył jakaś dziwną szmatkę do mojej twarzy, która dziwnie pachniała.
Po tym straciłam przytomność.

Clodie ?

czwartek, 28 lipca 2016

Od Clodie Sue c.d. Alison

Powoli otworzyłam oczy. Usiadłam i poczułam ogromny ból. Złapałam się za skrzydło.
- Boli - stwierdziłam. Zobaczyłam że siedzi przy mnie Snowdy. Pogłaskałam go i zamierzałam się ogarnąć. Dokładnie pamiętam co się wczoraj stało. Tylko gdzie jest Eric? Chyba powinniśmy się lepiej poznać, skoro ma być moim opiekunem. Chociaż nie.. Skoro był pomocnikiem mistrza... To on wie o mnie wszystko. A wątpię aby mówił coś o Sobie. Wstałam i ubrałam się. Nie musiałam jeść śniadania.
- Snowdy, idziesz ze mną? Muszę go znaleźć.. - spojrzałam się na smoka. Ten podbiegł do mnie i stanął - Oh, już spełniasz rolę profesjonalnego towarzysza! Może nawet zaczniesz wreszcie mówić - dodałam i zaśmiałam się.
- Ależ ja potrafię mówić od zawsze. Tylko nie miałem potrzeby się odzywać - powiedział wesoło. Zdziwiłam się, przyznam, ale ucieszyła mnie ta wiadomość. Spojrzałam na zegarek. 16:18.
- Mamy trochę czasu, trochę drogi przed nami.. Tak sądzę - powiedziałam i ruszyłam. Szukaliśmy i szukaliśmy, ale nic. Nie ma go. Zniknął.
- Clodie, poszukamy jutro - powiedział Snowdy.
- Zdecydowanie za długo siedzieliśmy nad rzeką - złapałam się za głowę. Spojrzałam na smoka, który dziwnie się zachowywał.
- Tam - wskazał łbem w głąb lasu.
- Co tam? - spytałam coraz bardziej zdziwiona.
- Tam coś jest. Chodź - powiedział i teraz to ona ruszył pierwszy. Po paru minutach przedzierania się przez busz, zobaczyliśmy dziewczynę. Szybko ją rozpoznałam.
- Alison! Aliisooon!! - zaczęłam krzyczeć. Ta momentalnie się odwróciła. Podbiegła do mnie i przytuliła mnie.
- Dobrze że nic Ci nie jest - wyszeptała. Zdziwiłam się, gdyż przecież nic się nie działo.
- Alison? O co chodzi? - spytałam chcąc dowiedzieć się więcej.
- Ten mężczyzna.. jak Cię zabrał.. - próbowała dalej coś powiedzieć, ale przerwałam jej.
- To mój brat.. Nie ma się co martwić - zapewniłam i opowiedziałam całą historię.
- Więc szukasz brata teraz? Tu jest domek, możemy sprawdzić.. - powiedziała niepewnie. Zobaczyłam że jej zimno. Zdjęłam swoją bluzę i przekazałam jej.
- Z chęcią. Ty nie musisz iść. Masz bluzę, będzie Ci cieplej - uśmiechnęłam się, a ta przyjęła 'dar' z wdzięcznością.
- Ja.. ja też wejdę - powiedziała cicho. Ruszyliśmy w stronę domku. Zapukałam delikatnie do drzwi. Nic. Cisza. Nacisnęłam klamkę. Otwarte.
- Poczekajcie tu na zewnątrz.. Wejdę sama.. Wiesz, nie wiem jak zareaguje ktoś kto tu mieszka - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź, weszłam do domku. Mimo wyglądu z zewnątrz, w środku było całkiem dużo miejsca. Weszłam do największego pokoju. Wszędzie było zgaszone światło. Za to były pozapalane świece. Zobaczyłam postać, która siedziała na kanapie z kieliszkiem. Wzrok miała skierowany wprost przed Siebie - na kominek. Tak! To Eric! Tylko.. Jak weszłam nie zwrócił na mnie uwagi.
- E.. Eric? - powiedziałam cicho?
- Hm? - powiedział obojętnie nadal na mnie nie patrząc.
- Smutno Ci? - Tak.. wiem.. to głupie pytanie.. ale chyba musiałam to powiedzieć. Teraz na mnie spojrzał. Na jego ustach można było zauważyć lekki uśmiech. Wstał i podszedł do mnie bardzo blisko. Przeszły mnie ciarki, gdyż między nami jest 50 cm różnicy.
- Nie, Clodie. Nie jest mi smutno - powiedział niskim tonem. Coś było nie tak.
- Przyjdziesz do mnie jutro? Myślę że mamy parę spraw do wyjaśnienia - powiedziałam pewniej. Nagle zgasła jedna świeczka
- Nie. Nie ma takiej potrzeby. Skoro już mnie odnalazłaś, to zostaniesz tu na noc i Ci wszystko opowiem. Nie puszczę Cię samej - powiedział, po czym odszedł ode mnie i zapalił kolejną świeczkę.
- Tam na zewnątrz.. - nie dał mi dokończyć.
- W takim razie zaproś ich tu. Ich też przenocuję - powiedział jakby czytając mi w myślach.
- Ale.. - znowu nie dokończyłam. W tym momencie stanęła za mną Alison. Za nią przydreptał Snowdy.
- Clodie, martwiliśmy się, wszystko okej? - spytała. Mój brat spojrzał na nich i wsadził ręce w kieszenie, czekając aż wszystko im wyjaśnię.

Alison?

Od Alison c.d. Clodie Sue

Wyszłam z domu Clodie. Wzięłam głęboki oddech, po czym wypuściłam powietrze z płuc. Ciekawe co teraz robią inni. Nie chciałam jeszcze wracać do Akademii. Podobało mi się tu, w tej krainie gdzie otaczają nas góry. Mimo iż akademia znajduje się na terenie Smoczych Gór to tamto miejsce jest... inne. Mniej górzyste. Ruszyłam w stronę lasu, szłam ścieżką wydeptaną przez zwierzęta. Dostrzegłam niedaleko pośród drzew małą polankę na którą padały promienie słońca przedzierające się przez korony drzew. Gdy byłam na polanie pierwsze co zrobiłam to rozłożyłam ręce i opadłam na miękką trawę. Było przyjemnie. Światło padało tu i ówdzie co nadawało miejscu magicznej atmosfery. Postanowiłam wsłuchać się w otoczenie. Ptaki, szum drzew i chyba o ile się nie mylę niedaleko musiał być jakiś potok albo rzeczka. Wstałam z ziemi i otrzepałam się z trawy. Idąc za szumem wyszłam z lasu. Byłam na jakiejś łące i fakt... była tu rzeczka i nie tylko. Dostrzegłam dwie postacie. Jedna była ubrana na biało a ta druga na czarno. Gdyby nie to, że kilkadziesiąt minut temu poznałam Archanioła może bym tak nie zareagowała ale teraz pierwsze co zrobiłam to wezwałam pomoc.
~Newt! Potrzebuje pomocy.
~Biegnę. - odparł i może minęła nie cała minuta a on już był przy mnie
-Widzisz? - zapytałam - To Clodie
-Tak, i co z nią nie tak?
-No bo.. wydaje mi się, że ten gościu nie jest zbyt przyjazny. - odparłam
-Hm.. - położył się przy mnie i wsłuchiwał się w rozmowę dziewczyny i chłopaka
Zanim zdążył jakkolwiek zareagować, ten ubrany na czarno złapał Clodie i zniknęli.
-Uda Ci się ich znaleźć? - zapytałam zaniepokojona
-Tyle czasu ile spędziłem z Clodie powinno wystarczyć na znalezienie jej.
-Wrócę do jej domku zobaczyć czy może nie zabrał jej tam.
-Dobrze, ja poszukam tutaj w okolicy.
Martwiłam się. Może i nie znam jej długo ale bałam się o jej zdrowie. Egh.. Alison jesteś głupia. Martwisz się o osobę której nie znasz a to ona może okazać się tą złą. Dlaczego taka jesteś? Dlaczego martwisz się o kogo popadnie? Nie powinnaś taka być. Taka długo sobie nie pożyjesz.
-hmff. - westchnęłam
Spojrzałam w niebo. Zaczęło padać. Krople deszczu powoli opadały z nieba na moją twarz. Otworzyłam buzię i starałam się łapać krople na język. Fajna zabawa. Biegałam jak głupia z językiem na wierzchu nie patrząc gdzie idę. Intuicja podpowiadała mi, że nic złego się nie stanie. Ale niestety intuicja się troszkę pomyliła. Niespodziewanie pod nogami skończyła mi się ziemia a ja stoczyłam się z górki obijając się o kamienie i drzewa. Prawie jak kulka śniegu tocząca się z górki tylko, że ja nie miałam śniegu. Leżałam nieruchomo na trawie. Było mi zimno i czułam jak z nogi cienkim strumykiem płynie mi krew. Oparłam się na łokciach które były zdarte i poczułam jak moje ciało przeszywa ból. Na szczęście nic nie złamałam, żadnej kości ani nic. No chyba, że kilka gałęzi podczas spadania. Urwałam kawałek bluzki i owinęłam ranę na nodze. Można powiedzieć, że było lepiej. Wstałam z ziemi i uświadomiłam sobie, że jestem zgubiona. Nie miałam pojęcia gdzie jestem.
~Newt! - gdzie jesteś
Nie odpowiedział. Może był za daleko, żeby mnie usłyszeć.
~Neeewt!
Nadal cisza..
-Pomocy.. - wyszeptałam ze łzami w oczach.
Ruszyłam przed siebie. Nie miałam innego wyjścia. Weszłam do lasu, było ciemno i zaczynało robić się zimno. Słońca już prawie nie było widać. Zaczęłam biec przed siebie, nie wiedziałam co mam zrobić innego. Byłam sama w tym ciemnym lesie. Nie wiadomo co tutaj mogło być i co chciałoby mnie z miłą chęcią zabić. W oddali zobaczyłam mały domek. Szczerze widziałam go po raz pierwszy. Miałam już do niego wbiec gdy usłyszałam krzyk za moimi plecami. Odwróciłam się. Stała tam Clodie. Podbiegłam do niej i przytuliłam ją.
-Dobrze, że nic Ci nie jest. - wyszeptałam

Clodie ?

Od Eric'a

Clodie nadal spała. Siedziałem w małej kuchni i nie wiedziałem co robić. Co jakiś czas sprawdzałem czy przypadkiem się nie obudziła. Czuwał przy niej ten jej smok.
- Ej mały - powiedziałem ciszej do smoka. Momentalnie znalazł się przy mnie i patrzył ucieszonym wzrokiem. Przekręcił głowę i dał znak że słucha - Zaopiekujesz się nią? - dodałem. Ten zakręcił się wokół własnej osi i usiadł. Chwilę później już chodziłem po lesie. Nie wiadomo czemu, znalazłem się w lesie, który wcale nie był przyjazny. Stwierdziłem iż pasuję tutaj. Usiadłem przy ogromnym drzewie. Zastanawiałem się jak to wszystko się stało. Powróciłem myślami do tego czasu...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*13 lat temu*
- Mily! Przyszedłem! - zawołałem wesoło dziewczynę. Była moją najlepszą przyjaciółką, tyle że ona była wampirem. Przytoczyłem się do niej po tym jak ludzie się dowiedzieli kim jestem. Ona nie wiedziała.
- Oo, byczek! - zawołała również wesoło. Nie lubiłem tego określenia, więc tylko machnąłem ręką.
*7 lat temu*
- Eric, co tak słabo? - zaśmiała się dziewczyna i wyprzedziła mnie. Oczywiście że nie chciałem! A na pewno nie z dziewczyną. Przyspieszyłem. Tyle że musiałem biec sam, bo Akell miał kontuzję, a poza tym nie obciążał bym go. A ona była na wilku.
Oczywiście dotarła pierwsza. Oparłem ręce na kolanach aby odetchnąć.
- Ojj, żeś się zmęczył - machnęła ręką.
- Emy, to było 12 km bez przerwy - spojrzałem na nią krzywo.
- A co to dla Ciebie? Jesteś przecież synem...
- Skończ - warknąłem. Nie chciałem tego słuchać. Dobrze wiem jakich mam rodziców.
- Ojj byczek się zdenerwował - zaczęła się droczyć. Usłyszałem ten głos w głowie. Znowu. 'Uderz ją. Daj jej nauczkę' i tak w kółko. W życiu. Po prostu ją zostawię.
- Idę zobaczyć jak trzyma się Akell - rzuciłem i zniknąłem.
*4 lata temu*
- Emily? - spytałem cicho.
- Tak? - odpowiedziała tak samo wesoło jak zawsze.
- Umówisz się ze mną? - uśmiechnąłem się.
- Jasne, lece - zaśmiała się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pozostało jedno wspomnienie. To najgorsze. Powoli zamknąłem oczy i chciałem poczuć to jeszcze raz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*3 lata temu*
Chodziłem z Emily. Już rok. Ten dzień zapamiętałem najbardziej. Najgorzej. Tego dnia zobaczyłem ją z nim... To co się stało...
Chodziłem po lesie. Zmierzałem do umówionego miejsca. Czekałem. Czekałem. Nic. Pomyślałem że pójdę po nią do domu. Zapukałem. Otworzyła mama.
- Dzień dobry, jest Emily? - spytałem ciepło.
- O, hej Eric. Przyszedł po nią jakiś mężczyzna, powiedziała że idą gdzieś razem, czy coś się stało? - spytała zaniepokojona.
- Ah, nie nic. Martwiłem się bo nie dawała znaku życia od wczoraj. Dziękuję bardzo - odwzajemniłem uśmiech i odszedłem. Walnąłem z całej siły w drzewo. Zwichnąłem nadgarstek. Postanowiłem ją odnaleźć. Jak najszybciej. Poszedłem instynktownie na teren opuszczonego portu. Stała tam. Sama.
- Emily! - krzyknąłem. Podniosło głowę i spojrzała w moją stronę. Miała zaklejone usta i płakała. Już miałem podbiegać, gdy zobaczyłem mężczyznę. Spojrzał na mnie. Nie dał żadnego znaku. Żadnego słowa. Nic. Po prostu.. Wbił jej nóż i uciekł. Podbiegłem do niej i szybko 'uwolniłem'.
- Eric.. - powiedziała cicho.
- Emy, co ty tu do cholery.. - zacisnąłem zęby.
- Eric, przepraszam że nie przyszłam. Miał mi pomóc z szukaniem prezentu dla Ciebie.. Wiesz że niedługo Twoje urodziny. Mieliśmy to zrobić szybko i miałam iść do Ciebie.. Nigdy bym Cię nie zdradziła, dobrze o tym wiesz.. - powiedziała resztkami sił.
- Wiem. - wyszeptałem i patrzyłem jak umiera w moich ramionach. Nie było szans na ratunek. Mimo wszystko wezwałem pogotowie. Niestety.. A jej matka.. Osądziła mnie..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Poczułem deszcz. Znów. To samo. Znowu zacisnąłem zęby. Znowu walnąłem w drzewo. Tym razem to drzewo się złamało. Byłem silniejszy, zły, a jednocześnie smutny. Otworzyłem oczy i popatrzyłem w niebo.
- Hej, Emily. Miło że dajesz mi znak, mimo że w takiej postaci - powiedziałem cicho i opadłem przy drzewie bez sił.

Ktoś?

środa, 27 lipca 2016

Od Derek'a c.d. Matt'a

Odkaszlnąłem.
-Przyszedłem przeprosić.-powiedziałem ze skruchą
W drzwiach stanął Matt. Oboje - on i Ash mieli miny jakby chcieli mnie zabić.
-Przyjmuję przeprosiny.-powiedział po czym zatrzasnął mi drzwi przed nosem
Chciałem coś powiedzieć jednak nic mi nie przyszło do głowy. Przez chwilę stałem pod drzwiami nie wiedząc co ze sobą zrobić. W końcu powłóczyłem nogami do swojego pokoju. Gdy otworzyłem drzwi rzuciłem się obok Johanny.
-Dostałem kosza...- usłyszałem śmiech w myślach
-To nie jest śmieszne.  Ja tu cierpię!-fuknąłem
~Nikt nigdy nie dał ci kosza?
~Pff. Oczywiście. Tylko tym razem jakoś boli bardziej.
Spojrzała na mnie.  Wydało mi się to absurdalne ale chciałem zobaczyć jej prawdziwe oczy.  Oczy dziewczyny z którą nic mnie nie łączyło.  Chciałem móc trzymać ją w ramionach.  Poczuć ciepło jej skóry. Pocałować. Powiedzieć...powiedzieć że ją kocham.  Kocham za to że nadal ze mną wytrzymuje.  Że mnie chroni.  Opiekuje się.
Jednak nie powiedziałem nic. Odwróciłem jedynie wzrok. Poczułem jakie to głupie.  Jak przewidywalne.  Zakochałem się w niej.  I nie mogłem jej tego powiedzieć.  Wyśmiałaby mnie.  Nie mógł bym później spojrzeć jej w oczy.
~Wiem co poprawi ci humor.-zeszła z łóżka
-Zaskocz mnie.-starałem powiedzieć się to obojętnie
~Wstawaj.  Bierz księgę.  Pobawimy się w magię.
Zaczęła przeszukiwać moje rzeczy.  Po chwili miała to czego szukała.  Ledwie trzymała w pysku opasłą księgę
~Może w tej książce jest przepis na pyszną truciznę dla twojego przyjaciela?
Spojrzałem na nią.  Nawet gdy zdradziłem ją w tak perfidny sposób dalej próbowała mi pomóc.
~Jesteś nienormalna.-uśmiechnąłem się słabo
~Jestem dziewczyną zmienioną w kota.  Daleko mi do normalności.
Teraz uśmiechnąłem się szeroko. Wziąłem od niej księgę. Ona wzięła torbę z resztkami naszego jedzenia. Wyszliśmy. Po kilkunastu minutach byliśmy głęboko w lesie.
~Od czego zaczynamy?
~Może... (przywrócimy ci twoje ciało) pobawimy się w nekromantów?
~To nie biała magia.
~Wiem.  Dzisiaj chcę być zły.-uśmiechnąłem się do niej
Zacząłem wymawiać pierwsze zaklęcia.
   Po kilku godzinach miałem dość.
-Idziemy przejść się do Matta?

Matt?

(Gdzie moje 5 snikersów?!)

Od Clodie Sue c.d. Alison

Siedziałam z nosem w książce. Nigdzie nie ma nic na temat tego dziwnego stworzenia. Poczułam zimny pysk Snowdiego na ręce. Zerknęłam na niego i uśmiechnęłam się.
- Tak, wiem, powinnam uczyć się o tych rybach.. Ale no wiesz że to ode mnie silniejsze! - powiedziałam wesoło. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Momentalnie wstałam i gdy prawie byłam przy drzwiach, Snowdy przecisnął mi się między nogami, przez co przewróciłam się.
- Argh.. musisz tak zawsze? - powiedziałam łapiąc się za głowę. Sowdy popatrzył na mnie udając że nie wie o czym mówię. Podniosłam się i szybko podeszłam do drzwi. Stanęła przede mną.. ta dziewczyna. Chwila jak ona miała.. Alison!
- Oh.. Alison, tak? Proszę wejdź - uśmiechnęłam się i zaprosiłam ją do środka. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i weszła.
- Nie przedstawiłyśmy się Sobie do końca.. Nazywam się Alison Lahey. Chciałam Ci podziękować za opatrzenie mnie - powiedziała i wręczyła mi kwiaty oraz książkę. Bardzo ucieszyłam się z prezentu.
- Dziękuję bardzo! To naprawdę nic takiego, miewałam gorsze przypadki.. Jesteś elfem tak? Pierwszy raz w życiu spotykam elfa.. - zaczęłam się zachwycać. Niestety Snowdy znów wkroczył do akcji. Podbiegł do Alison i zaczął zachowywać się jak uhahany pies.
- Haha, tak. Ja też pierwszy raz w życiu widzę archanioła. A to jest smok prawda? - powiedziała śmiejąc się.
- Tak.. Nazywa się Snowdy - powiedziałam zażenowana. Nagle poczułam jakiś sygnał - Wybacz, muszę wyjść. Z chęcią bym Cię ugościła, ale to naprawdę ważne- powiedziałam szybko.
- Ja też za długo być nie mogłam. Wiesz, Newt i te sprawy - uśmiechnęła się. Pożegnałam ją i podziękowałam za gościnę. Czym prędzej pobiegłam w stronę lasu.
- Uhh, po co biec - powiedziałam sama do Siebie i odbiłam się od ziemi. Chwilę później szybowałam w powietrzu. Coś leciało wprost na mnie. Chwilę się przyjrzałam i zobaczyłam że to.. ptaki. Nie zdążyłam zmienić kierunku i parę mnie potrąciło. Spadłam na drzewa, które trochę zamortyzowały mój upadek. Okropnie bolało mnie skrzydło. Musiałam dotrzeć na miejsce. Już niedaleko. Wybiegłam na polanę. Tu coś powinno być. Zaczęło padać.
- Mistrzu! - krzyknęłam, wciąż trzymając się za skrzydło. Nagle coś również wyszło na polanę.
- Oh, jesteś wreszcie - powiedział wysoki mężczyzna. Miał...rogi.
- Kim jesteś.. i gdzie jest mistrz - burknęłam.
- Mistrz.. W sensie ten smok? Nie żyje - powiedział obojętnie. Po tych słowach się przestraszyłam. Jak to.. że mistrz.. nie, to nie prawda.
- Kim jesteś - tym razem warknęłam.
- Zastępcą mistrza. Twoim bratem. - teraz to już przegiął. To nie prawda.
- Łżesz. Mistrz żyje, a ty robisz Sobie żarty. Nie jesteś moim bratem i na pewno nas nic nie łączy. Nawet nie wyglądasz jak ja - powiedziałam ze łzami w oczach. Chłopak się uśmiechnął.
- Słuchaj Clodie, wiem że trudno Ci to przyjąć do wiadomości, ale to prawda. Nie znasz Swoich rodziców, prawda? Pochodzisz ze związku anioła i diabła. Myślisz że czemu jesteś archaniołem? Archanioły to upadłe anioły. Jesteś córką diabła. Ja synem. Jesteśmy rodziną - powiedział wkładając ręce w kieszenie. Stałam tak na środku polany. W deszczu. Nie było widać że płaczę. Za dużo informacji na raz.
- Snowdy.. Snowdy gdzie jesteś - wyszeptałam. Nie mogłam się poruszać. Strasznie bolało mnie skrzydło. Mężczyzna stał, najwidoczniej czekając na moją reakcję.
- No trudno, skoro nic nie powiesz, to chociaż Ci się przedstawię. Jestem Eric i mam 23 lata. Nie będę z Tobą mieszkał, ale będę kręcił się w okolicy. Czasem na Siebie wpadniemy. To na razie... Clodie. - powiedział, spojrzał na mnie i zniknął. Zostawił mnie. Samą. Z prawdopodobnie zwichniętym skrzydłem. W deszczu.
- Pomocy.. - wyszeptałam płacząc.
- Ah aniołeczku, musisz się dużo nauczyć - znowu go usłyszałam. Podszedł do mnie i mnie zabrał.

Alison?

Od Alison c.d. Clodie Sue

Obudziłam się w swoim pokoju w akademii. Byłam spanikowana. Szybkim ruchem ściągnęłam kołdrę z moich nóg. O dziwno nie czułam już żadnego bólu a noga wyglądała tak jak zawsze. Wstałam i poszłam do łazienki aby wziąć prysznic. Usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko wytarłam się ręcznikiem i ubrałam. Otworzyłam drzwi.
-Hę..? - zdziwiłam się
Nikogo nie było. Wyszłam na korytarz aby się upewnić ale nikogo nie widziałam. Stałam tak przez moment gdy zobaczyłam zbliżającego się Newt'a.
-Hej ! - pomachałam mu
-Powinnaś odpoczywać. - powiedział
-Przecież nic mi nie jest - uśmiechnęłam się
-Wiem, zadziwiająco szybko pozbyła się twojej rany. - mruknął
-Kto? - zaciekawiłam się
-Ona. Ta ,,dziewczyna ze skrzydłami,,. Nazywa się Clodie Sue. Uratowała Cię.
-Oh.. - spojrzałam w ziemię - Muszę się jej jakoś odwdzięczyć.
-Nie wydaje mi się to konieczne.
-A mi tak, idę do ogrodu. Zerwę kilka roślin. Może w mieście kupię jej jakąś książkę... albo dam jej jakąś moją? Co ty na to?
-Rób co uważasz za słuszne. Byłem właśnie bibliotece, ona jest Archaniołem.
-Nigdy wcześniej nie spotkałam Archanioła. - lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy
-Mam iść z Tobą czy dasz sobie radę sama? - zapytał Newt
-Pójdę sama. - odparłam i ruszyłam do wyjścia z akademii
Od razu skierowałam się do ogrodu. Musiałam trochę pochodzić po krzakach aby znaleźć coś odpowiedniego, wręcz idealnego co według mnie pasowało do Archanioła. W końcu je znalazłam. Zrobiłam z nich bukiet.
-Teraz jeszcze może jakaś książka... - zastanawiałam się co może się spodobać Archaniołowi
~Newt. Gdzie jesteś? - powiedziałam do niego w myślach
~Za Tobą - powiedział a ja szybko się odwróciłam
-Potrzebuje abyś mnie zawiózł do miasteczka.
-I tak miałem w planie to zrobić.
Po szybkich zakupach wybrałam z wszystkich kupionych książek najlepszą i wraz z Newt'em wygrałam się do domku Clodie Sue.
-Na pewno chcesz iść sama? - zapytał Newt zmieniając się w wilka
-Tak. - odparłam
-Pamiętaj.. jak coś to będę w pobliżu.
Podeszłam do drzwi. W ręku miałam koszyczek z bukietem oraz książką. Delikatnie zapukałam do drzwi.

Clodie Sue?

Od Alison c.d. Derek'a

-Heej ! - krzyknęłam
Nic.
-Tu jestem ! - krzyczałam dalej
Nie słyszeli mnie. Nie mogłam nic zrobić. Byłam czymś w rodzaju ducha. Nie mogli mnie usłyszeć, ani zobaczyć. Byłam zakłopotana. Nie wiedziałam co mam zrobić. Opadłam na ziemię i oparłam się o ścianę. Zakryłam twarz rękoma. Z oczu zaczęły płynąć mi łzy. Podniosłam głowę i patrzyłam na nich bezradnie. Wszystkie bliskie mi osoby były przy moim szpitalnym łóżku. Derek, Newt i Johanna. Kochałam ich. Chce do nich wrócić. Chcę znów ich przytulić.
Minęło pół dnia. Zmieniali się na wszelki wypadek gdybym miała się obudzić. Najpierw była Johanna, potem Derek i na koniec Newt. W tej postaci nie odczuwałam głodu ani nic z tych rzeczy. Byłam tylko lekko spragniona ale nie mogłam niczego dotknąć. Wszystkie przedmioty które próbowałam wziąć do ręki, przenikały prze nią. Próbowałam przejść przez ścianę ale najwidoczniej to tak nie działa. Zyskałam tylko guza na czole i nic więcej.
-Pssst. Widzę, że się świetnie bawisz. - usłyszałam znajomy głos i spojrzałam w stronę drzwi wejściowych
Oparty o futrynę drzwi stał Chris.
-Co ty tutaj robisz? - zapytałam
-Chcę Ci pomóc do nich wrócić. - szepnął i kiwnął głową abym do niego podeszła.
Dostrzegłam, że ma maskę. Chyba lisa ale nie jestem pewna. Wstałam z ziemi i wolnym lecz coraz szybszym krokiem ruszyłam do niego. Gdy byłam już przy nim uderzyłam go pięścią w brzuch. Z oczu zaczęły płynąć mi łzy. Chris złapał się w miejsce gdzie go uderzyłam a potem spojrzał na mnie.
-Niezły cios, ale musimy stąd iść zanim mnie usłyszą - uśmiechnął się spod maski która opadła mu na twarz, podniósł ją do góry i z ukosa patrzył na mnie.
-Kto Cię usłyszy? - zapytałam
Chris spokojnie obszedł mnie i ruszył w kierunku moich bliskich.
-Co się jej stało ? - zapytał, a ja stałam i patrzyłam na niego z daleka
-Została postrzelona i straciła dużo krwi. - odparł Derek.
-Mhm.. - Chris kiwnął głową - Życzę jej zdrowia. - powiedział i odszedł od nich
Gdy był koło mnie zapytałam jak to zrobił lecz on kazał mi kontynuować to co mówiłam wcześniej.
-To lustro... przecież ono miało mi pomóc.
-W normalnych okolicznościach by pomogło. - odwrócił się i ruszył korytarzem przed siebie, poszłam za nim
-Nie rozumiem... jak to normalnych okolicznościach? - dopytywałam
-No... jakby Ci to wyjaśnić. Ludzie tacy jak ty muszą albo mieć powody dla których przenieśli się do naszego świata albo po prostu umarli. Ty jesteś czymś pomiędzy. Lustro tylko pogorszyło sprawę. Gdy przez nie przeszłaś, pękło. Ja i Nick sprawdziliśmy to zaraz po tym jak rada dała sobie spokój z szukaniem Ciebie. Gdybyś miała potrzebę wejść do naszego świata, po tym jak straciłaś przytomność tutaj to sprawa byłaby prosta i lustro bez problemu by Cię przepuściło. Ale niestety, że byłaś umierająca lustro chciało Cię zatrzymać.
-Więc.... co teraz ? - zapytałam
-Ta maska którą mam trzyma mnie przy tym świecie. I jak sama widziałaś, mogę normalnie rozmawiać z ludźmi tutaj.
-Więc o to chodziło Nick'owi gdy mówił o sprowadzeniu mnie tam.
-Tak, od czasu do czasu dla towarzystwa sprowadzałem sobie tam kogo popadnie.
Kiwnęłam głową.
-Ale co ze mną? Jak mam tu wrócić? - zapytałam
-Jeszcze nie wiem. Musimy zaczekać na znak od Nick'a. Ale w tym czasie pokaże Ci pewne rzeczy które możesz zrobić. - odwrócił się do mnie - Próbowałaś przejść przez ścianę?
-Taak.. - potarłam się ręką po czole - Nie wyszło. Za to dorobiłam się siniaka na czole i bólu głowy. - uśmiechnęłam się
-Bo źle do tego podeszłaś. Byłaś smutna. Jeżeli chcesz przejść przez ścianę lub złapać jakiś przedmiot musisz tego chcieć.
-A nie mogę dostać takiej maski jak ty i byłoby po problemie? - zapytałam
-Nie, nie, nie.. Twoje ciało leży tam na szpitalnej sali a twoja dusza musi zostać niewidzialna dla żywych.
-A czy ty.. mnie widzisz?
-Tak, ponieważ jestem duchem, widzę też inne duchy które są na tym świecie. Także wiem kto używa magi aby dostać się do tego świata.
-Czegoś w stylu twojej maski?
-Tak.
-Mhhmm. - mruknęłam
-Masz - wyjął z kieszeni ołówek i kartkę - Spróbuj coś napisać
Próbowałam wziąć je do ręki lecz przeleciały przez moje dłonie i opadły na ziemię.
-Teraz je podnieś. Ale pamiętaj, musisz chcieć.
Schyliłam się. W głowie panowała tylko jedna myśl. ,,Chcę,, ,,Chcę,, ,,Chcę,, Poczułam w moich dłoniach ołówek oraz kartkę papieru.
-Brawo, udało Ci się - odparł Chris
-Co mam z tym zrobić? - wstałam z ziemi
-Napisz wiadomość do swoich bliskich. - uśmiechnął się. - To na razie jedyny sposób na kontakt z nimi.
Podeszłam do stolika który stał niedaleko nas  i na kartce papieru napisałam. ;
,,Jestem tu - Alison,,
-Teraz możesz im ją zanieść. - powiedział Chris i objął mnie za ramie, wolnym krokiem ruszyliśmy do szpitalnego łóżka przy którym nadal siedział Derek, Newt i Johanna.
-Idź sama. - odparł
-Mam lepszy plan.
Z kartki papieru zaczęłam robić mały samolocik i gdy był gotowy rzuciłam nim w stronę przyjaciół. Leciał idealnie i trafił prosto na moje ciało.
-Gotowe?
-Tak - odparłam

Derek?

Od Clodie Sue c.d. Alison

Siedziałam Sobie spokojnie nad rzeką i obserwowałam zachowanie ryb. Ach, czego oni każą się uczyć. W sumie trochę bałam się patrzeć bezpośrednio w taflę wody, nie znam tych wód, być może czai się tam coś złego. Gdy tak Sobie siedziałam i rozmyślałam nad sensem życia, usłyszałam hałas. Od niechcenia odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego na mnie wilka. Niestety było za późno, a wilk nie wyhamował i wpadł we mnie. Poleciałam i wpadłam do wody. Przeklęłam cicho i czym prędzej się wygramoliłam. Już miałam zacząć tok pełnych pretensji i urażenia słów, jednak wilk był szybszy.
- Alison.. ona.. to coś.. tam.. - wydyszał zmęczony. Spojrzałam się w stronę dziewczyny, która była w oddali. Leżała na ziemi i trzymała się kurczowo za lewą nogę. Coś na niej było.. No cóż.. Czasem trzeba.. Postanowiłam użyć skrzydeł. Szybko i zgrabnie podleciałam. Szybko rzuciłam czar, który poraża z lekka agresora, ten się puścił i.. zniknął. Tak po prostu się rozpłynął.. Spojrzałam na nogę dziewczyny. W miejscu ugryzienia miała ranę z której wolno sączyła się krew. Popatrzyłam na dziewczynę. Była nieprzytomna. Chwilę później dobiegł wilk.
- Muszę ją zabrać do Siebie i opatrzyć, mogę? - Z doświadczenia wiem że opiekuna trzeba pytać o zgodę. W tej sytuacji uznałam go za opiekuna. Zmienił się w człowieka.
- Tak.. Tylko ją uratuj.. Proszę.. - był zdesperowany. Mocno. Skontaktowałam się z Snowdym. Przyleciał chwilę później. Całe szczęście że był w pobliżu.
- To taki mój ambulans. Spokojnie przewiezie dwie osoby, mimo iż to dziecko - dodałam, pokazując mu aby wszedł na niego.
- Ale.. Dam radę, dojdę do was - powiedział.
- Ktoś musi ją trzymać jak będzie leciała. Ja muszę nadzorować aby Snowdy leciał dobrze. Szybko zanim się wykrwawi - pośpieszyłam go. To dało mu pewien zastrzyk adrenaliny. Po chwili już byliśmy w locie. Coraz lepiej szło mi latanie. Snowdy też nieźle Sobie radził jak na roczniaka. Wylądowaliśmy w moim domu. Zgrabnie przeniosłam ją na łóżko i szybko opatrzyłam nogę. Wilk, który był już człowiekiem, siedział przy stole i nerwowo patrzył na wszystko co robię. Podeszłam do niego i stwierdziłam że to jest właściwy moment na przedstawienie się.
- Jestem Clodie Sue Wint. Można mi mówić Clodie lub po prostu Sue. Z dziewczyną jest w porządku, już jutro będzie mogła normalnie sama chodzić. - uspokoiłam go. Chłopak odetchnął z ulgą.
- Jestem Newt. Alison jest dla mnie bardzo ważna, więc dziękuję za zaopiekowanie się nią. Myślę że wpadnie jeszcze na Ciebie... Mogę ją zabrać? Położę ją u niej. Jak będą komplikacje, to oczywiście poinformuję Cię - odparł chłopak.
- Oczywiście. Często nie ma mnie w domu, więc jak coś to pytaj Alison.. Alison tak? Jak coś to pytaj Aliosn jaką pracę domową zadali, dzisiaj uczyłam się zachowania ryb, dlatego siedziałam nad rzeką. Ojj mieliście naprawdę bardzo dużo szczęścia.. - powiedziałam i pomogłam chłopakowi podnieść dziewczynę. Gdy wyszedł, stanęłam przed Snowdym.
- Snowdy, co to do cholery było.. Czeka nas długa noc.. Idę do biblioteki, pomożesz mi szukać informacji - powiedziawszy to wyszłam z domu i ruszyłam w stronę akademii.

Alison?

wtorek, 26 lipca 2016

Od Alison c.d. Clodie Sue

Wędrowałam w okolicach Akademii. Rok szkolny teoretycznie niedawno się zaczął ale praktycznie nie mieliśmy jeszcze żadnych zajęć. Był to dobry czas aby wędrować po okolicy i zwiedzać tutejsze budynki. Sama do końca jeszcze nie zbyt wiedziałam co gdzie się znajduje. Zanim znalazłam szpital minęły dwie godziny. Postanowiłam wyjść za ogrodzenie. Przy bramie czekał na mnie mój przyjaciel Newt.
-Chyba się troszkę spóźniłaś. - parsknął
-Wybacz. Szukałam szpitala. - odparłam
-Hm.. - spojrzał na mnie zaciekawiony - Po co był Ci szpital ?
-Po to. - wyjęłam ze skórzanej torby małą fiolkę. - To na wszelki wypadek gdyby komuś się coś stało.
-No dobrze. To gdzie chcesz dziś iść?
-Nie wiem, prowadź ty. - uśmiechnęłam się do niego.
Newt odwzajemnił uśmiech i przyklęknął na jedno kolano. Zmieniał się w wilka. Pojawiła się chmura która zasłoniła Newt'a lecz po chwili opadła odsłaniając potężną postać wilka.
~Wsiadaj .
~Jasne. - wsiadałam na jego grzbiet i mocno złapałam się jego futra.
~Dzisiaj będziemy podziwiać widoki.
~Smocze Góry zgaduje. - zaśmiałam się
~Tak, w sumie to już  nich jesteśmy tylko, że ta część jest zamieszkała przez ludzi. A my pójdziemy na tą bardziej dziką stronę.
Kiwnęłam głową.
~Ruszajmy.
Droga była długa. Musieliśmy kilka razy przystanąć aby Newt odpoczął.
-Może pójdę pieszo? - zapytałam
-Nie, zmęczysz się bardziej niż ja przez całą tą drogę.
Nie słuchając go ruszyłam przed siebie, wspinając się na kamienie. Na szczyt wzgórza na którym byliśmy prowadziła kamienista ścieżka. Była dość stroma. Obróciłam się. Byliśmy już na prawdę
wysoko.
-Teraz na lewo. - spojrzałam na Newt'a który zmienił się w człowieka.
-Dobrze. - powiedział i zaczął iść za mną
Po kilku minutach spaceru usłyszałam szum a następnie dostrzegłam wodospad. Wspinałam się zaraz koło niego. Kamienie było lekko śliskie ale nie przeszkadzało mi to w dalszej wspinaczce. W końcu byłam na szczycie.
-Neewt.. - wybełkotałam go wchodząc na górę - Tu jest pięknie.
W oddali zobaczyłam postać siedzącą przy rzeczce. Nie był to zwykły człowiek, ani elf.
-Alison czy ona ma skrzydła?
-Tak. - odparłam
Zaczęłam biec w kierunku postaci. Z każdym metrem którym zbliżałam się do postaci miałam pewność, że jest to kobieta i ma skrzydła. Zmęczyłam się i musiałam przystanąć. Zakręciło mi się w głowie. Opierałam się rękami o kolana. Teraz dostrzegłam że do mojej nogi przykleiło się coś dziwnego. I to coś żyło. Dopiero teraz poczułam ból w owej nodze. Upadłam na ziemię. Zaczęłam kręcić się i krzyczeć z bólu.
-Neeewt! Zabierz to!
To coś rosło i rosło z każdą sekundą. Newt chciał to odczepić ale nie mógł.
-Nie.. mogę. - szarpał za dziwną maź która nie dawała za wygraną
Z każdym szarpnięciem Newt'a coraz bardziej bolała mnie noga.
-Newt ! Przestań - w oczach pojawiły mi się łzy które szybko spłynęły po moim poliku - Prosze... przestań.
-Zaczekaj tu. biegnę po pomoc. - odparł i zmienił się w wilka, biegł do niej, do tej dziewczyny ze skrzydłami.


Clodie ?

piątek, 22 lipca 2016

Od Clodie Sue

Obudził mnie podmuch zimnego wiatru. Gdy otworzyłam oczy i usiadłam, zobczyłam że mistrz wiezie mnie na swym grzbiecie. Poranek był chłodnawy. Dopiero po czasie zrozumiałam że nie jestem w moim kraju.
- Mistrzu? Gdzie mnie wieziesz? - spytałam cicho. Nic nie odpowiedział. Nawet nie spojrzał w moją stronę. Pomyślałam że stanowię dla niego pewne obciążenie, więc zeskoczyłam z grzbietu i zaczęłam biec razem z nim. Obok zjawił się Varux, czyli pomocnik mistrza. Ten nadzorował abym nie została w tyle. Chociaż, mam skrzydła, prawda? Tak szczerze, to nie umiem z nich zbyt dobrze korzystać... Po jakimś czasie zmęczyłam się i wskoczyłam z powrotem na mistrza. Biegnąc, nie miałam czasu aby rozejrzeć się dookoła. Biegliśmy właśnie długą polaną. Trawa była wysoka, chyba z półtora metra. Zielona barwa mieszała się bardzo lekko z niebieską barwą. Dawało to niesamowity efekt. Przed nami były wysokie góry. Przed wejściem do lasu, mistrz się zatrzymał. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale no cóż.
- Sue, tu Cię zostawiam. Nie mogę wejść do Smoczych Gór. Będziesz musiała resztę drogi przejść sama. Myślę że nauczyłem Cię dość wielu rzeczy i wytrwasz, ale spokojnie! Spotkamy się na miejscu. - stałam w ciszy słuchając tego wszystkiego. Rozumiałam mistrza. Nie mogłam się również jemu sprzeciwić.
- Oczywiście mistrzu. - odpowiedziałam, a on zniknął. Zostałam tylko ja. Sama. Spojrzałam w stronę gór. Wkroczyłam do lasu. Był bardzo krótki, gdyż był wprowadzeniem do gór. Gdy wyszłam z lasu, zobaczyłam dłuuugą drogę. A po bokach skały, które były "podnóżem" gór. Z każdym przebytym kilometrem, ścieżka była ułożona coraz wyżej. Zaczął padać deszcz, a ja nie miałam żadnego nakrycia, więc po prostu weszłam do pierwszej lepszej jaskini. Gdy miałam usiąść, w oddali zobaczyłam smoka. Przestraszyłam się trochę, więc schowałam się na samym końcu jaskini. Zobaczyłam smocze jaja, co zaniepokoiło mnie jeszcze bardziej. Schowałam się za skałą i czekałam. W jaskini zrobiło się zimno i zawiał wiatr. Wleciał smok. Od razu wyczuł coś "dodatkowego". Nie minęło długo zanim mnie odnalazł. Zakryłam się skrzydłami, ale nic się nie działo. Wyjrzałam lekko i zobaczyłam że smok mi się przygląda. Złapał mnie delikatnie za bluzkę i wyciągnął zza kamienia. Ulżyło mi, gdyż był to smok lodu, a smoki lodu i archanioły to odwieczni przyjaciele. Mistrz również jest smokiem lodu. Tylko jest obdarzony dodatkowymi mocami. Wyciągnęłam do smoka (a raczej smoczycy) rękę, aby pokazać że nie stanowię zagrożenia.
- Co Cię tu sprowadza? - spytała smoczyca po czasie.
- Wybieram się za góry... Nie wiem gdzie dokładnie, mistrz mi nie powiedział. Póki co, prowadzi mnie amulet. - odpowiedziałam pewniej.
- Rozumiem.. Pewnie wysłał Cię do Akademii, która jest położona w smoczych górach. - mruknęła i popatrzyła na jaja. Pokiwałam głową i podeszłam do jaj. Smoczyca popatrzyła na mnie i usiadła. Wyjęłam flakonik i spuściłam po jednej kropki na każde jajo. Każda kropla pokryła całe jajo, po czym wchłonęła się w nie. Jaja powoli zaczęły pękać, a z nich zaczęły wychodzić małe smoki.
- Co zrobiłaś? - spytała smoczyca.
- Pobłogosławiłam Twoje dzieci i sprawiłam że będą silniejsze. Trudno przeżyć w takich górach, no nie? - uśmiechnęłam się. Smoczyca podeszła do najmniejszego i najsłabszego smoka, po czym podała mi go.
- Proszę, zaopiekuj się nim. To prezent. W tych warunkach długo nie pożyje - powiedziała, po czym ukłoniła się i zaczęła karmić resztę. Wyciągnęłam coś do jedzenia i rzuciłam maluchowi. Ten szybko to zjadł. Uśmiechnęłam się i wzięłam go na ręce. Pożegnałam się ze smoczycą i ruszyłam dalej w drogę. Po kolejnych godzinach, wreszcie zobaczyłam Akademię i mistrza. Pokazał mi mój dom, który był umieszczony pod górami. Zostawiłam tam rzeczy i nakarmiłam Snowdiego (tak nazwałam smoka). Czas wkręcić się w życie między innymi! Ruszyłam do Akademii, a co będzie to się okaże.


<Ktoś coś? ;p>

czwartek, 21 lipca 2016

Od Matt'a c.d. Derek'a

Wyszedłem z pokoju Derek'a i zdenerwowany skierowałem się do swojego pokoju.
~Mam nadzieję, że będzie tam Ash.. - pomyślałem
Gdy szedłem korytarzem mijałem kilka osób które dziwnie na mnie spoglądały. Zwłaszcza kobiety.. Wtedy zorientowałem się, że idę bez żadnej koszulki. Przyśpieszyłem kroku i już prawie byłem pod drzwiami swojego pokoju gdy nagle usłyszałem znajome głosy za moimi plecami. Obróciłem się. Za mną szli Ash z Tobim. Pobiegłem w ich kierunku.
-Cześć Matt. - powiedział Ash a chwilę później rzuciłem mu się na szyje
-Dobrze znowu Cię widzieć. - szepnąłem mu do ucha
-Ciebie też - przytulił mnie
Staliśmy tak przez chwilkę gdy nagle z pokoju obok którego staliśmy wyszedł jakiś mężczyzna. Spojrzał na nas i poszedł w swoją stronę.
-Matt... gdzie Twoja koszulka? - zapytał jeden z chłopaków
-Zgubiłem..
Weszliśmy do naszego pokoju. W końcu mogłem się ubrać. Potem zaczęliśmy rozmawiać i świetnie się bawiliśmy. Lubiłem spędzać z nimi czas. Zwłaszcza, że mieliśmy go mało ponieważ mikstura którą wypił Ash niedługo przestanie działać. Do pokoju ktoś zapukał. Podszedłem do drzwi i je lekko uchyliłem zobaczyć kto raczył nas odwiedzić. Po drugiej stronie drzwi stała dziewczyna mniej więcej w naszym wieku.
-Cześć, jest może Tobi? -zapytała
-Tak, jasne. Może chcesz wejsc? -otworzyłem jej drzwi
-Nie, wystarczy, że zawołasz Tobi'ego. -odparła
-Okej - odwróciłem się w stronę pokoju - Tobi ktoś do Ciebie - powiedziałem a on on razu wstał i podszedł do nas
-Cześć Liso, masz to o co prosiłem?
-Tak, jest na miejscu. Możemy iść.
-Matt teraz pokój jest twój -powiedział do mnie i wyszedł.
Obróciłem się i spojrzałem na Ash'a. On uśmeichnął się do mnie a ja odwzajemniłem uśmiech.
-Idę się wykąpać - powiedział Ash i odszedł od stolika
-Dobrze. - odparłem
Podszedłem do okna i patrzyłem na wszystko co dzieje się dookoła. Jakaś dziewczynka biegała i łapała motyle a chłopiec siedział niedaleko niej i patrzył się na nią. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Po chwili odszedłem ponieważ słońce mocno raziło. Zrobiło mi się gorąco. Zdjąłem koszulkę i spodnie.
-Przyniesiesz mi ręcznik? - zawołał Ash z łazięki
-Jasne - odpowiedziałem i wyciągnąłem ręcznik z szafki - Wchodzę ! - odparłem wchodząc do łazienki
Na środku łazienki stał Ash, przeglądał się w lustrze. Był nagi. I muszę przyznać, że mimo iż większość życia spędził w ciele rysia to i tak był umięsniony.
-Nie wpadłeś na pomysł żeby się ubrać? - zapytałem
-Nie - uśmiechnął się - Chyba się nie wstydzisz ? - odwrócił się w moją stronę
-Nie no co ty.. Na co dzień mam nagich mężczyzn w łazience. - parsknąłem
Ash spojrzał na mnie i ruszył w moim kierunku. Przycisnął mnie do ściany i jedną ręką zastawił mi wyjście. Drugą rękę położył na moim policzku. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy. W końcu Ahs przybliżył swoje usta do moich i cicho wyszeptał.
-Długo na to czekałem -uśmiechnął się
Spojrzałem na niego a on znów sie zaśmiał i zaczął mnie całować. Było przyjemnie. Nie chciałem tego kończyć. Chciałem tak zostać. Z nim. Rozległo sie pukanie do drzwi.
-Ogghh. Co z nowu?. - zapytał zdenerwowany Ash, odsunął sie ode mnie i owinął się ręcznikiem na wysokości pasa.
-Pójdziesz zobaczyć kto to czy mam iść? - znów zapytał
-Idź - odparłem i wyszedłem zaraz za nim
Ash był zdenerwowany, że ktoś przerwał nam naszą chwilę którą mieliśmy dla siebie. Otworzył drzwi.
-Czego?
Po drugiej stronie drzwi stał Derek.

Derek?

poniedziałek, 18 lipca 2016

Od Derek'a c.d. Matt'a

Gdy tylko wyszedł chciałem go zawołać, jednak sobie odpuściłem. niech ochłonie. Poszedłem do łazienki. W lustrze ujrzałem że mam zadrapania na szyi i plecach.
-Jak?!-zapytałem sam siebie
Przemyłem twarz zimną wodą. Dopiero teraz poczułem kaca. Po chwili pojawił się też kac moralny. Czemu to zrobiłem? Trzeba było go zanieść do pokoju. Gdzie ma pokój? Nie ważne. Ważniejsze było to dlaczego położyłem się  obok. Powinienem spać na podłodze. Co by sobie pomyślała Johanna? Dopiero teraz do mnie dotarło że jej nie ma. Gdzie jest? Co robiła przez całą noc? A jeśli jej się coś stało? Potrząsnąłem głową. To Johanna. Nie znam drugiego równie sprytnego stworzenia. Pewnie spała na jakimś drzewie i wyobrażała sobie jak odgryza mi głowę. Może to dziwne jednak wydało mi się to śmieszne. Nasze więzi nigdy nie były zbyt mocne, jednak po ostatnich wydarzeniach zdałem sobie sprawę że nie wyobrażam sobie bez niej życia. Ubrałem się i wyszedłem.
~Johanna? Wiem że mnie słyszysz.
Nie odpowiedziała. Pobiegłem w stronę lasu.
~Johanna. Przepraszam, wiem że nie wypada umawiać się z chłopcami. Ale to nie była randka(chyba?).
Wszedłem głębiej w las.
~Proszę, odezwij się.
Zszedłem z ścieżki.
~Johanna?
Poczułem się tak jakby ktoś mnie obserwował. Rozejrzałem się dookoła. Wydawało mi się że jeden z cieni się poruszył.
-Johanna?-szepnąłem
Wtedy na mnie ruszyła. nie miałem szans na ucieczkę. Dotarło do mnie że zagoniła mnie w ślepy zaułek. Sprytnie...
Wreszcie mnie dopadła. Dosłownie wbiła w ziemię. Od razu zabrakło mi tchu w płucach. poczułem potworny ból. Wtedy Jej pysk znalazł się dosłownie centymetr ode mnie.
~Masz się go pozbyć.
Odskoczyła ode mnie i siadła dalej.
-Czyżbyś była o niego zazdrosna?
Prychnęła i spojrzała mi w oczy.
~To nie z nim związałeś się do końca życia...
-Może chcę? Może go lubię? Może coś mnie z nim łączy?
~Ze mną też cię wiele łączy. Więcej niż sobie wyobrażasz...
~Czyżbym o czymś nie wiedział?
Odwróciła wzrok.
~Może.
Wiedziałem że nic już niej nie wyciągnę.
~Wracamy?
Nie odpowiedziała tylko zaczęła wracać na ścieżkę.
Gdy tylko weszliśmy do pokoju położyła się na łóżku. Podszedłem i ją przytuliłem.
-Przepraszam.
~Ech. Niech będzie. A teraz idź do tego chłopaka bo skoro już zaprosiłeś go do łóżka to wypada sie z nim przespać.
Spojrzałem na nią zdumiony. Pocałowałem w nos.
-Znasz mnie lepiej, niż ja sam siebie.
Wychodząc spojrzałem na nią.
Co ukrywasz?
Zamknąłem drzwi i poszedłem w stronę pokoju Alison by dowiedzieć się gdzie mieszka Matt.

Matt?

Od Derek'a c.d. Alison

Niósł ją Newt.  Mi ręce odmówiły posłuszeństwa.  Po kilkunastu minutach dotarliśmy do budynku. W holu stał jakiś chłopak.
-Nie wiesz przypadkiem gdzie tu jest skrzydło szpitalne?- mój głos załamał się na ostatnim wyrazie który brzmiał bardziej jak syk
Chłopak wskazał ma prawo.
-Na końcu korytarza.-jego głos był dziwnie rozbawiony
Pobiegliśmy tam. W chwilę po tym Alison została położona na łóżku a nas wypchnięto na zewnątrz.
Usiadłem na ziemi i schowałem twarz w dłoniach. Poczułem jak łzy napływają mi do oczu a potem spływają po policzkach. Mój świat wisiał na włosku.
-Proszę cię, nie załamuj się. Nie ty.
Podniosłem głowę. Zobaczyłem Nwet'a z zaczerwionymi oczami. Próbował nie płakać ale mu nie wychodziło. Kucnął obok mnie i się przytulił. Nigdy nie pomyślałbym że jego obecność tak podniesie mnie na duchu.
-Dobrze...-miałem zachrypnięty głos
Puścił mnie i pomógł wstać.
Wytarłem twarz.
-Jak to się stało?
Newt przez chwilę zastanawiał się z odpowiedzią.
-To wszystko było jakieś bez sensu. Byliśmy w lesie i nagle ktoś zaczął do nas strzelać. Tak po prostu, bez ostrzeżenia.
-I tyle? Nikogo nie widzieliście?-spojrzałem na Johannę. Pomyślała to samo.
-Nikogo. Najpierw coś poczułem a potem zalał nas deszcz strzał.
~Coś czuję że przyjazd tu nie był dobrym pomysłem.-Johanna popatrzyła w stronę pokoju w którym leżała Alison
~Zauważyłem...
Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Wtedy wyszła do nas pielęgniarka.
-Możecie wejść...bez kota.-spojrzała na Johannę swoimi niebieskimi oczami nienawiści
Weszliśmy.  Podbiegłem do łóżka na którym leżała Alison.
-Siostrzyczko...-pogłaskałem ją po głowie
Dalej była nieprzytomna. Miała bandaż na ramieniu, który był już cały przesiąknięty krwią.
Spojrzałem na Newt'a. Jego oczy...wtedy zdałem sobie sprawę że może ich łączyć coś więcej niż przyjaźń.

Alison??

piątek, 15 lipca 2016

Od Matt'a c.d. Derek'a

Obudziłem się w czyimś łóżku. Strasznie bolała mnie głowa.. Eh..Patrzyłem w sufit i próbowałem sobie przypomnieć co się wczoraj wydarzyło lecz pamiętam tylko jak byłem w karczmie z Derek'iem..Mimo iż byłem przykryty kocem zrobiło mi się zimno.. Może dlatego, że byłem.. nagi?Obróciłem się w lewą stronę. Obok mnie leżał Derek. Zacząłem się lekko rumienić. Na szczęście mężczyzna spał. Dobrze, że chociaż on był ubrany. Wstałem i owinąłem się kocem na wysokości pasa. Po pokoju rozrzucone były ubrania. Niestety znalazłem tylko swoje spodnie. Zabrałem je i wszedłem do łazienki. Odkręciłem wodę pod prysznicem. Była chłodna. Idealnie. Wskoczyłem pod strumień wody i płukałem swoje ciało. Odkryłem, że na plecach mam kilka zadrapań.
-Ciekawe skąd się to wzięło... - zastanawiałem się
Po prysznicu wytarłem się ręcznikiem i ubrałem w spodnie. Wyszedłem z łazienki. Derek siedział na łóżku i patrzył się na mnie z uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry, księżniczko. - powiedział
-Dobry. - odparłem
-Jak się czujesz? - zapytał
-Dobrze. -przez chwilę zastanawiałem się czy pytać go o to wczorajszy dzień ale sobie odpuściłem- Widziałeś gdzieś moją koszulkę ?
-Dobre pytanie. - zaśmiał się - Rzuciłeś ją wczoraj w tłum dziewczyn które zebrały się koło naszego stolika.
-Tłum dziewczyn?.. - zapytałem nie dowierzając
-W tamtej karczmie rzadko kiedy można popatrzeć na pół nagiego, młodego mężczyznę tańczącego na stole. - uśmiechnął się do mnie
-Jezus.. - lekko się zarumieniłem - wiedziałem, że to będzie zły pomysł - mruknąłem pod nosem.
-Oh nie przesadzaj. Nie było tak źle. - podszedł do mnie i klepnął mnie w ramie
-Co działo się potem? - zapytałem
-Nie wiem, pamiętam tylko jak obudziłem się gdzieś w lesie i zaniosłem Cię tu.
Zaśmiałem się.
-A dlaczego jak się obudziłem to byłem nagi?
-Pytaj sam siebie. Ja Cię nie rozebrałem.
Spojrzałem w ziemie i poczułem jak moje poliki nabierają rumieńców. Z głową w dół chciałem opuścić ten pokój i zapomnieć o całej tej sprawie.
-Gdzie się wybierasz księżniczko? - zapytał mnie rozbawiony Derek
-Nie twoja sprawa. - parsknąłem
-Nie bój się. Nic nie widziałem. - spojrzał na mnie i po chwili zaczął się śmiać pod nosem
Bez słowa wyszedłem z pokoju.

Derek?

czwartek, 14 lipca 2016

Od Derek'a c.d. Matt'a

    Gdy tylko weszliśmy chwyciłem Matt'a. Znów próbował się wyrwać.
-Chodź, bo się zgubisz.-uśmiechnąłem się do niego. 
Spojrzał na mnie.  Nie krył się z zdziwieniem i podejrzliwością.  Puściłem jego rękę i ruszyłem w stronę wolnego stolika. Szedł za mną w bezpiecznej odległości. Usiadł naprzeciw mnie.  
-To, opowiedz mi coś o sobie.-spojrzałem na niego
Zdziwienie przebiegło po jego twarzy. 
-Może to ty powinieneś powiedzieć coś o sobie. Jak już mnie tu przeprowadziłeś...-rozejrzał się po pomieszczeniu.  
Zaśmiałem się. 
-Ok.  Więc...jestem Derek.  Mam ledwo 20 lat a już zacząłem siwieć. -przejechałem ręką po włosach- mam siostrę- Alison. 
-Znam ją. 
Spojrzałem na niego podejrzliwie.  
-Podoba ci się. 
-Nie, skądże! 
-Co w niej jest nie tak? 
-Nie...nie o to mi chodziło. Ja po prostu...
-Och nie tłumacz się. -Uśmiechnąłem się do niego
Zarumienił się.  
-Idę po coś do picia. Chcesz coś? 
-Wodę. 
-Wezmę ci piwo korzenne.  Atmosfera będzie trochę luźniejsza. 
-Ja nie piję. 
-To zaczniesz.-wstałem i po chwili wróciłem z dwoma kuflami. 
-Pij. 
Powoli wypił łyk.  

~Kilka godzin później~


Obudziłem się obok niego w lesie.  Nie miałem butów i kamizelki.  On koszulki
Szturchnąłem go.  Jedyne co powiedział to że mu zimno.  Ściągnąłem koszulę i zmusiłem do założenia.  Przestał dygotać.  Jednak dalej spał.  
-Nie rób mi tego.  
Ledwo trzymając się na nogach podniosłem go. Przez kilka minut mierzyłem się z jego ciężarem.  W końcu odzyskałem równowagę i ruszyłem w stronę akademi.  A przynajmniej tak uważałem.  Po godzinie odnalazłem drogę.  Matt w końcu zaczął odzyskiwać przytomność.  Doszedłem do mojego pokoju. Była już tam Johanna.  Spojrzała na nas i wyszła.  Co mnie zdziwiło bo zwykle robiła awantury.  Położyłem go na łóżku.
-Gorąco...-powiedział i zaczął się rozbierać. Poszedłem do łazienki by się napić.  Gdy wróciłem leżał nagi. 
-Ubierz się. 
-Nie-warknął przez sen. 
Przez chwilę zastanawiałem się jak absurdalna była ta sytuacja.  Jednak odpuściłem i położyłem się obok. 

Matt? 

środa, 13 lipca 2016

Od Matt'a c.d. Derek'a

-Jasne... - spojrzałem podejrzanie na mężczyznę, niestety zauważył to i przez moment patrzeliśmy sobie w oczy ale odwróciłem wzrok
-No co? - uśmiechnął się do mnie
-Nie, nic. - odparłem - Więc? Jaki masz numer pokoju?
-Ohh.. daj spokój z tym odprowadzaniem. Chodźmy się zabawić. - zaśmiał się i złapał mnie za nadgarstek
Szliśmy w stronę miasta. W sumie to nie rozumiem dlaczego mam iść z nim. Mam nadzieję, że to on zafunduje tą zabawę bo niestety nie mam przy sobie nic czym mógłbym zapłacić. Byliśmy już nie daleko. Bardzo lubiłem chodzić tą leśną ścieżką. W oddali dostrzegłem kilka budynków i mur miasta.  Zaczęła boleć mnie ręka. Zorientowałem się, że Derek cały czas trzyma mnie za nadgarstek tak jakby bał się, że mu ucieknę.
-Dlaczego to ja mam iść z Tobą a nie jakiś twój przyjaciel? - wyszarpałem rękę z jego uścisku
-A dlaczego nie? Nie chce się zabawić? - zapytał
Spojrzałem w stronę lasu za naszymi plecami. Pomyślałem o Ash'ie. Mieliśmy ważną rzecz w planach... Dlatego musiał się przemienić. A teraz? Teraz włóczę się po lesie z jakimś nieznajomym typem i w sumie to nie wiem czy mam iść z nim dalej czy zacząć uciekać.
-No chodź młody. Będzie fajnie. - uśmiechnął się i znowu próbował złapać mnie za nadgarstek lecz tym razem byłem szybszy i odchyliłem rękę do tyłu.
-Dzięki... pójdę sam. - odparłem
-Niech Ci będzie - założył ręce za głowę i ruszył przodem
-Mogę wiedzieć gdzie idziemy? - zapytałem zaciekawiony
-Do jakiejś karczmy gdzie dają dobry alkohol. - zatrzymał się na chwilę - pijesz prawda?
-Nie. - rzekłem i zobaczyłem, że na jego twarzy ukazał się szyderczy uśmiech
Kilka minut maszerowaliśmy przez miasto aż w końcu weszliśmy do drewnianego zajazdu. Miał strasznie dziwną nazwę zawieszoną na płotku obok okna. Przystanąłem przed nim i próbowałem go rozszyfrować.
-Nie doczytasz się. - poinformował mnie Derek
-Hm? Dlaczego? - zapytałem
-To czarodziejskie pismo. Tak jak i to miejsce. Gdy tam wejdziesz wszystko będzie wydawać Ci się dziwne. Przy wejściu podają specjalne napoje które temu zaradzą. Dzięki niemu będziesz mógł także odczytać ten napis. - spojrzał na mnie - Idziesz?
-Tak. - odparłem i przekroczyliśmy próg karczmy

Derek?

poniedziałek, 11 lipca 2016

Od Alison c.d. Derek'a

Nie pamiętam wszystkiego dokładnie. Od momentu gdy złapał mnie Derek mam luki we wspomnieniach. Biegli w stronę akademii. Chyba niósł mnie Newt ale nie jestem pewna. Byłam strasznie słaba. Obraz stawał się coraz ciemniejszy aż w końcu znikł na dobre.

~~~

Znajdowałam się w.. szczerze nie mam pojęcia co to było za miejsce. Byłam tam sama. Stałam gdzieś w środku czarnego pustkowia. Ruszyłam przed siebie. Nagle usłyszała cichy śmiech za moimi plecami. Momentalnie się odwróciłam.
-Jest tu ktoś? -zapytałam
W odpowiedzi usłyszałam znów ten okropny śmiech. Na oko obstawiam, że była to młoda dziewczynka. 
-Hej. Pokaż się! -krzyknęłam 
Nagle uderzyła mnie fala wiatru. Zamknęłam oczy i zastawiłam twarz rękoma, gdy przestało spojrzałam dokoła siebie. Znów usłyszałam śmiech ale tym razem był bardziej wyraźny niż wcześniej.
-Kim jesteś? - stanęłam w miejscu i zaczęłam się rozglądać
Niespodziewanie przede mną pojawił się jakiś chłopak. Znalazł się tam znikąd. Prawie upadłam na ziemię ale chłopiec zdążył złapać mnie za rękę. 
-Przepraszam, że tak naglę się przed Tobą pojawiłem ale nie powinno Cię tu być.
-A możesz wyjaśnić mi najpierw co to za miejsce? -zapytałam zaciekawiona
-Coś jak świat duchów. Jesteśmy odizolowani od innych wymiarów i nie możemy się stąd ruszyć... No chyba że ma się na to sposoby. Ale mniejsza o to. Musisz iść. Natychmiast! Duchy się denerwują kiedy jakiś ktoś taki jak ty tu sobie ot tak wkracza. W ogóle.. jak ty się tu znalazłaś? 
-Dobre pytanie.. nie mam pojęcia. 
-Hm.. - chłopak obrócił się na pięcie i spojrzał w pustą przestrzeń przed sobą. - Kim! - zawołał po chwili namysłu 
W szybkim czasie przed chłopakiem pojawiła się mała dziewczynka. 
-Mamy mały problem. Ta tutaj.. -wskazał na mnie ręką
-Alison -przedstawiłam się
-Alison.. - ciągnął dalej - Nie wie skąd tu jest.. a co gorsza nie wyczuwam u niej aury ducha więc zakładam, że żyje. 
-Będą źli, będą źli. - powtarzała spokojnym głosem, głosem który już skądś znam.
-Hej. Kim tak? To ty się śmiałaś cały czas kiedy tu byłam prawda? -zapytałam
-Tak, tak, to Kim, to Kim. - powiedziała 
-Kim, musimy ją zaprowadzić do Nick'a. On będzie wiedział.
-Będzie wiedział, będzie wiedział.
-Alison. - spojrzał na mnie
-Tak? 
-Jestem Chris. Ta mała to Kim. 
Kiwnęłam głową. 
-Powiedz mi co widzisz? - zapytał
-Nic, pustkę. 
-Zamknij oczy i podaj mi rękę. - wyciągnął rękę w moją stronę
Zamknęłam oczy i chwyciłam go za rękę. 
-Zaczekaj chwiiilkeee.. jeeszczzee. Dobra. Możesz otworzyć - powiedział i tak zrobiłam
Nagle cała pustka w której byliśmy zmieniła się w piękną łąkę. Nad nami było niebo i puszyste chmurki. Za nami był las który wyglądał znajomo. 
-Jak to zrobiłeś? - zapytałam
-To dlatego, że gdy trzymasz mnie za rękę masz kontakt z tym światem. Gdy mnie puścisz masz kilka minut i w końcu znowu wszytko zniknie. Tak już jest gdy osoba która nie zginęła dostaje się do naszego świata. Nie widzi nic oprócz pustki. 
-Łaał.. -westchnęłam
-Teraz chodźmy. Na szczęście do Nick'a nie daleko. 
Ruszyliśmy przed siebie. Chris opowiadał mi trochę o sobie i o tym jak tu się znalazł. Muszę przyznać, że był w miarę ładny.
-Widzisz tamtą chatke? -wskazał palcem na jakiś domek - Tam mieszka Nick. On pomoże nam odesłać Cię z powrotem do żywych. 
Weszliśmy do chatki. Przy stole siedział chłopak zakładam, że mniej więcej w moim wieku. 
-Nick! Potrzebujemy pomocy. - stanęliśmy na środku niewielkiej chatki, patrząc na to co było w środku zakładam, że gość znał się na magii. 
-Hęęę?.. - obrócił się na krześle w naszą stronę, spojrzał na mnie. - Chris.. mówiłem Ci coś o sprowadzaniu żywych do naszego świata.. Rozumiem gdybyś był w lesie albo coś ale nie w okolicach miasta. 
-Tak, tak wiem. Tylko, że tym razem to ona sama się tu znalazła a nie ma pojęcia jak. 
-Oo. Robi się ciekawie. Mów dalej. 
-Więc.. Alison stała po środku pustki. Zauważyłem ją od razu ale nie chciałem podchodzić. - spojrzał na mnie - Kim biegała i śmiała się z niej. W końcu postanowiłem się jej przyjrzeć, stanąłem przed nią ale nie wyczułem od niej żadnej aury, wtedy już wiedziałem, że jest od żywych ale nie wiedziałem co tu robi więc postanowiłem się jej ukazać.
-Podejdź. - powiedział do mnie. - No rusz się, nie mamy dużo czasu. Oni szybko się połapią.
-Oni? Czyli kto? - zapytałam
-Rada. 
-Daj mi rękę złotko. - Nick złapał mnie za rękę i szybko zrobił lekkie nacięcie nożem. 
Z ręki zaczęła lecieć mi krew, Nick nadstawił jakiś pojemniczek do którego spływała moja krew. Następnie owinął mi rękę szmatką a do pojemnika dorzucał jakieś prochy i bóg wie co. Potem wlał do wszytko do dużego naczynia i mieszał przez moment, gdy było gotowe nabrał do małej miseczki i to wypił. Jego oczy w momencie stały się białe, Nick zaczął szeptać coś pod nosem. Trwało to chwilę gdy nagle wrócił do swojej formy. 
-Jest źle, baardzo, baardzo źle. - spojrzał na nas i w chwili gdy skończył mówić, rozległo się głośne pukanie do drzwi.
-Nick ! Otwieraj, wiemy co tam chowasz. - rozległy się głosy za ścianą
-Alison, wyjdź tymi drzwiami - wskazał na niewielkie drzwi zastawione jakimś materiałem. - zaraz za nimi jest budynek w którym znajduje się lustro. Musisz go dotknąć. Musisz! To jedyne wyjście. 
-Nick czy ty mówisz o TYM lustrze ?! - zapytał zszokowany Chris
-Tak, TYM lustrze.
-Zwariowałeś... Nick ty zwariowałeś.
-To jedyny sposób żeby wróciła. 
-Nick otwieraj!! - krzyczeli Ci za drzwiami
-Nick ale ona..
-Tak wiem.
Nagle drzwi zostały wyważone. Do środka dostali się członkowie rady. Zaczęłam uciekać. Wbiegłam do budynku o którym mówił Nick i zatrzasnęłam za sobą drzwi. W środku budynku nie było prawie nic.. no prawie. Sterta jakichś magicznych dziadostw leżała tutaj bezczynnie. Szłam przed siebie mijając różne pomniki aż w końcu dostrzegłam lustro. O dziwo nie było zakurzone. Chciałam przejechać po nim palcem gdy przypomniała mi się rozmowa chłopców.. Czy coś może mi się stać gdy go dotknę? Według Nick'a to jedyne wyjście abym mogła wrócić. No cóż.. Przyłożyłam rękę do lustra i nagle moja dłoń przeszła na drugą stronę szkła. To coś mnie wsysało. Dłoń, ręką i reszta mojego ciała znajdowała się po drugiej stronie. Byłam w jakimś tunelu na końcu którego świeciło światło. Szłam w tamtą stronę zasłaniając rękoma oślepiające promienie. Nagle straciłam przytomność..
Obudziłam się w znajomym miejscu. Leżałam na podłodze w jednej z sal w szpitalu akademii. Podniosłam się z ziemi. Na krześle siedział Newt i był oparty o łóżko na którym ktoś leżał. Najwidoczniej spał bo mnie nie usłyszał. Powoli odkryłam prześcieradło którym był ktoś przykryty. 
Zamurowało mnie.. Osobą która leżała na łóżku byłam ja...


Derek?