sobota, 6 sierpnia 2016

Od Eric'a c.d. Alison

Siedziałem zdesperowany nie wiedząc co robić. Patrzyłem raz na naszyjnik, raz na Akell'a.
- Ja.. Nie wiem. Poddaje się. Nie pójdę do czarownicy - powiedziałem zdenerwowany. Akell wstał i ruszył w stronę drzwi.
- Nadal nie zrozumiałeś. Musisz się jeszcze wiele nauczyć, chodź - powiedział po czym ruszył.
- Nie matkuj mi tu, dobrze wiem co robię - mruknąłem po czym ruszyłem za nim. Wiedziałem gdzie mnie prowadzi. Wypuściłem ciężko powietrze i przyśpieszyłem. Zeszliśmy głęboko pod ziemię. Futro Akell'a zaczęło lekko świecić na czerwono. Oczy również. Miałem podobną reakcję. Tylko ja miałem tak z oczami i rogami. To znaczyło o demonicznym pochodzeniu. Gdy brałem Akell'a, wiedziałem jaki jest. To najbardziej nakłoniło mnie do zatrzymania go, a nie oddania. Weszliśmy w wąski korytarz. Włożyłem ręce w kieszenie.
- Akell, jesteś pewien? - spytałem ochrypłym głosem. Ten kiwnął łbem. Chwilę później weszliśmy do pomieszczenia, w którym siedziała kobieta. Była Sukkubusem. Tylko nie odnosiła się z tym na co dzień. Ukrywała się pod tą postacią:

Jednak teraz zastałem ją taką:

- Witaj Theo - rzuciłem powitalnie.
- Aww, któż to zawitał w rodzinne progi? - zasyczała uwodzicielsko. No tak. Czego się spodziewałem, przecież dobrze znam tę rasę.
- Widzę że ojciec wystawił Cię na straż. Brawo - powiedziałem po czym minąłem ją. Ważne że miałem to za Sobą.
- Eric. Nie w tą stronę - powiedziała, a gdy odwróciłem się, uśmiechnęła się słodko.
- Oh. - zmieniłem kierunek, a gdy ją mijałem zatrzymałem się. Położyłem jej na blacie amulet.
- Przysługa za przysługę, pamiętasz? - ta uśmiechnęła się cierpko i pochwyciła go szybko. Po tym skierowałem się w dobrym kierunku. Akell tym razem szedł za mną. Gdy wyszedłem z małego korytarza, buchnęło we mnie ciepło. Piekło. Dosłownie.
- Nienawidzę tu przychodzić - burknąłem.
- Słuchaj, ja mam futro - mruknął zwierzak. Spiorunowałem go wzrokiem. Wszędzie można było dostrzec czarty. Ruszyłem ścieżką. Łagodnie prowadziła w dół. Skała. Czy oni nigdy nie zadbają o wystrój? Wszędzie tylko surowe skały. Na końcu ścieżki było rozwidlenie. Intuicyjnie poszedłem w prawo. No i trafiłem. Wszedłem do takiej samej sali jak była w zamku. No tak, gust pozostaje. Odchrząknąłem.
- Oh, znowu ty - powiedział cierpko.
- Tak, tym razem z prośbą. Zlikwiduj to - rzuciłem mu naszyjnik.
- Wiesz że dla mnie to pestka. A o tak zawsze będzie haczyk - Gdy już miał mi przedstawiać propozycję, nagle coś przecięło naszyjnik. Strzała. Zobaczyłem łuczniczkę. Nie była sama. Źle się to skończy.
- No to sprawę mamy załatwioną. Chodź Akell - powiedziałem szybko i ruszyłem.
- Nie tak prędko. Nie możemy opuścić abyś ewentualnie wezwał pomoc. - powiedziała stanowczo po czym paru jej ludzi stanęło przy wyjściu. Olałem to i po prostu ich przesunąłem. Przeszedłem spokojnie, za to Akell'a już nie. Zorientowałem się że po prostu zniknął. Szybko przedarłem się z powrotem. Leżał. Gdy zaczynałem do niego biec, ktoś chwycił mnie mocno za ramię. Wtedy nie wytrzymałem. Uderzyłem. Nagle wszyscy ucichli. Patrzyli na krwawiącego mężczyznę.
- Harry! - krzyknęła dziewczyna podbiegając do niego. Patrzyłem niezbicie na nich. - Jak mogłeś.. - dodała załamana.
- Teraz już wiesz.. Wiesz jakie to uczucie kiedy boisz się stracić kogoś bliskiego.. - powiedziałem cicho po czym podbiegłem do Akell'a. Przyłożyłem mu do pyska specjalnie ziele. Natychmiast się ocknął.
- Ah, czyli tylko 'narkoza' - mruknąłem. Podszedłem do dziewczyny i podałem jej flakonik ze specjalnym płynem oraz zioła. - przyda Ci się. Nie rób nic głupiego - Wyszedłem bez słowa. Co się później działo to się działo. Ja mogłem spokojnie wrócić do domu. Położyłem Akell'a u mnie w pokoju aby odpoczywał. Szczerze się o niego martwię. Jutro zamierzam iść do Alison i o wszystkim opowiedzieć. Ulga. Wyszedłem na dwór i usiadłem spokojnie na kamieniu. Wszystko.. Się udało. Nagle zobaczyłem biegnącą dziewczynę. To.. Alison? Pośpiesznie wstałem. Dziewczyna dosłownie wpadła mi w ramiona.
- Alison.. Co jest? - spytałem wyraźnie zaniepokojony.
- Newt.. On był zły.. Bardzo.. Ja.. - dziewczyna mówiła niewyraźnie jednocześnie płacząc. Spojrzała na mnie zapłakanymi oczami. Coś we mnie pękło.
- Alison, udało się. Naszyjnika nie ma. U mnie.. U mnie będziesz bezpieczna - po tych słowach przytuliłem ją mocno.

Alison? :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz