sobota, 6 sierpnia 2016

Od Eric'a c.d. Alison

Spiorunowałem dziewczynę wzrokiem. No cóż, dziewczyny nie zrozumiesz. Usiadłem pod drzewem i spojrzałem w niebo. Wyjątkowo dużo gwiazd. Przymknąłem oczy i wczułem się w otoczenie.
- Eric? Nie wchodzisz? - usłyszałem głos Alison.
- Nie dziś - powiedziałem leniwie. Nagle zaczął padać deszcz. Jednak to nie przeszkodziło dziewczynie w dalszym kąpaniu się. Nagle zobaczyła że się jej przyglądam.
- Coś się stało? - spytała uradowana.
- Jesteś jak dziecko - zaśmiałem się.
- Ha ha - powiedziała sztucznie.
- Naprawdę nie przeszkadza Ci deszcz? - powiedziałem patrząc na nią.
- Nie. A to źle - zachichotała.
- Masz ubrania mokre - stwierdziłem. Dziewczyna najwyraźniej to zlała i pływała dalej. Jednak wreszcie jej się znudziło. Spojrzałem na nią znów. Stała tak mokra i samotna. Nagle poczułem kłucie w klatce piersiowej. To znak od Emily.
- Emily.. Zrozum.. - wyszeptałem.
- Masz może ręcznik? - spytała z nadzieją Alison. Szybko zdjąłem bluzkę i podałem jej. - Przyda Ci się - zaśmiałem się.
- Boli.. - znowu złapała się za szyję.
- Nie podoba mi się ta rana.. - Stwierdziłem podchodząc do niej. Wziąłem ją na ręce i zacząłem wracać.
- Eric.. Dam radę sama! - powiedziała szybko.
- Taa, nie marudź - olałem jej prośby. Gdy dotarłem do domu, Alison już spała. Położyłem ją do łóżka.
- Ma Twoją koszulkę - powiedział do mnie Akell.
- A to szczegół - powiedziałem do kota siadając na kanapie.
- Masz okropne perfumy - fuknął.
- Dzięki, nie pomagasz.. - rzuciłem w niego poduszką.
- Mwah. Żartowałem - zaśmiał się i wskoczył obok mnie.
- Ah, musimy zrobić coś z jej raną na szyi - mówiąc to zacząłem przeglądać różne książki.
- Martwisz się o nią - bardziej stwierdził niż powiedział kot.
- No pewnie. Co w tym dziwnego? - rzuciłem nie zwracając na niego uwagi.
- Eric halo. Ty nie rozumiesz? - wytrącił mi z ręki książkę i usiadł na kolanach.
- Akell, ciężki jesteś - zacząłem narzekać po czym zrzuciłem go na podłogę. Kot najwyraźniej się obraził, bo poszedł do innego pokoju. Wróciłem do czytania. Nic, nic. Nic nie mogę znaleźć. Tym razem z własnej woli rzuciłem książką. Czemu nie mogę nic znaleźć...
- Akell - powiedziałem cicho. Kot momentalnie znalazł się przy mnie.
- Tak? - powiedział z satysfakcją.
- Co miałeś na myśli wcześniej? Nie mam siły już.. - powiedziałem cicho po czym opadłem całkiem na kanapę.
- Jesteś po prostu zmęczony. Może jak odpoczniesz to zrozumiesz.. Idź się połóż do łóżka - zaproponował. Mimo wszystko odmówiłem. Spojrzałem na stolik.. Naszyjnik.. Tam był! Szybko podszedłem i wziąłem go. Nic się nie stało. Popatrzyłem pytająco na Akell'a.
- Ja Ci nie pomogę.. Powinieneś iść spać - rzucił, po czym odszedł. Spojrzałem jeszcze raz na naszyjnik. Akell ma rację. Odłożę go gdzieś i rano się tym zajmę. Wyszedłem przed dom. Noc była jasna. Zobaczyłem w oddali jakiś promyk, który powoli zmieniał się w postać. Nie całą, coś w stylu ducha.
- Emily.. - powiedziałem cicho.
- Eric.. Ja rozumiem - usłyszałem równie cichy głos. Poczułem jak coś targa mi włosy.
- Tęsknię, wiesz? Chciałbym od czasu do czasu popadać chociaż.. - powiedziałem zdesperowany.
- Ja wiem.. Ale to ostatni raz.. Opiekuj się Alison. Dobrze wybrałeś.. - to było ostatnie co od niej usłyszałem. Zniknęła.
- Alison ma jeszcze Newt'a.. Choolera.. Zapomniałem.. - wróciłem do domu i spojrzałem na stertę książek. Pokręciłem głową i udałem się do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku i zastanawiałem się nad wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Teraz pozostało zmierzyć się z naszyjnikiem i Alison będzie mogła wreszcie nie przejmować się mną.. Ale czy ja chce?

Alison?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz