Odszedłem. Poczułem się głupio. Po co to zrobiłem? Co ja sobie wyobrażałem? Byłem na siebie zły.
-Argh!-kopnąłem kamień
A jak mnie z nienawidzi? Ci z tego że powiedziała kompletnie co innego. Wtedy usłyszałem jakiś trzask. A zza drzew wyłonił się wilk. Z pyska toczył pianę wściekliźna. Przez głowę przebiegła mnie jakaś naprawdę absurdalna myśl. Że mnie nie zauważył. Że tylko tędy przechodzi i zaraz pójdzie dalej. Jednak po chwili myśli zostały rozwiane. Wilk stanął naprzeciwko mnie. Kulał. Moja deska ratunku. Jeśli kuleje to nie da rady biec szybko. Chwyciłem się tego i zacząłem uciekać. Od razu ruszył za mną. Mimo bolącej łapy dalej był potwornie szybki. Ledwo go wyprzedzałem. Zauważyłem drzewo z nieco niższymi gałęziami. Moja jedyna droga ucieczki. Resztkami sił przyspieszyłem jeszcze bardziej by mieć chwile na wdrapanie się na drzewo. Gdy tylko złapałem się gałęzi z niewiarygodną dla mnie szybkością znalazłem się poza zasięgiem jego szczęk. Usiadłem ledwo żywy. Jednak wilk nie zamierzał odejść. Położył się pod drzewem.
-Świetnie...-powiedziałem na głos
Spojrzał na mnie. Próbował wejść na drzewo. Wszedł już na jeden poziom.
-Chyba sobie kpisz.-powiedziałem i zacząłem szukać wyższych gałęzi. Wszystkie były poza moim zasięgiem. Tymczasem za niedługo będzie na moim poziomie. Spojrzałem w dół. Od ziemi dzieliło mnie z siedem metrów. Nie uda mi się zaskoczyć i zrobić sobie krzywdy. Jedynym wyjściem jakie przyszło mi do głowy było zepchnięcie wilka. Gdy tylko był na moim poziomie usiadłem tak by jedyne co mógł ugryźć to podeszwy moich butów. Usłyszałem jak warczy i kłapie pyskiem. Z całej siły zamachnąłem się w stronę jego głowy. Trafiłem. Wilk spadł na ziemię. Sam zeszłem. Spojrzałem na jego ciało. Nie ruszał się. Pobiegłem w stronę domu Clodie. Po kilkunastu minutach zapukałem do jej drzwi.
Clodie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz