piątek, 29 lipca 2016

Od Alison c.d. Clodie Sue

Clodie powoli zaczęła wyjaśniać swojemu bratu co tu robimy i jak się tu znaleźliśmy. Podczas gdy opowiadała coś w tym domku przykuło moją uwagę. Był stary.. gdzie nie gdzie w ścianach były dziury. Słychać było szmer myszy pod podłogą która miała na sobie warstwę brudu.. Mimo wszystko było tutaj całkiem przytulnie.
-Alison? - usłyszałam głos Eric'a
-Tak?
-Wszystko w porządku? - zapytała Clodie
-Tak, tak.. po prosu.. jestem zmęczona. Mogłabym się położyć? - powiedziałam niepewnie
-Jasne, zaprowadzę Cię do pokoju.
 Eric ruszył korytarzem. Szłam zaraz za nim. Za mną szła Clodie.
-Mógłbyś chociaż tu posprzątać. - parsknęła do niego
-Dopiero co się wprowadziłem i nie miałem czasu posprzątać. - powiedział
Na ścianach wisiały różne obrazy. Jeden z nich szczególnie przykuł moją uwagę. Stanęłam przed nim i delikatnie otarłam go wierzchem dłoni. Był zakurzony i stary. Znajdowało się na nim kilka postaci. Była to chyba rodzina ale nie jestem pewna.
-Okej. Więc tutaj będziesz spać. - powiedział Eric uchylając drzwi pokoju
Podeszłam do niego, po czym kiwnęłam głową i podziękowałam.
-Gdybyś czegoś potrzebowała będę w pokoju obok. - powiedziała Clodie uśmiechając się do mnie.
Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Położyłam się na łóżku. Myślałam o tym co dzisiaj się stało.
-Mogłam umrzeć. - wyszeptałam do pustej przestrzeni
Przez moment zastanawiałam kogo może przedstawiać obraz. Nie wiem dlaczego ale ludzie na obrazie wydawali mi się znajomi. Yhh.. To pewnie przez zmęczenie. Muszę być bardziej ogarnięta, nie tak jak dziś. Zamknęłam oczy. Ciekawe gdzie jest Newt.. Obróciłam się na lewy bok po czym od razu zasnęłam.
------SEN------
Znajdowałam się w zamku. Był stary i opuszczony. W kącie widziałam gromadkę szczurów chowających się przed czymś. Może przede mną? Byłam cała ubrudzona krwią. Za mną były ślady skąd przyszłam. Nie zwracałam na to uwagi i poszłam przed siebie. Mijałam korytarze. Wszędzie byłą krew. Na podłodze, ścianach i suficie. Dostrzegłam, że ten zamek musi być opuszczony od lat. Na ścianach widniały puste obszary po zdjętych obrazach. Wszystkie drzwi na korytarzu był zabarykadowane. Kierowałam się w stronę głównego wyjścia. Byłam już prawie przy samych drzwiach gdy nagle usłyszałam hałas za plecami. Z mroku korytarza wyłaniała się jakaś ogromna postać. Przypominała wilkołaka, lecz zamiast przednich łap miał skrzydła zakończone ostrymi kłami. Gdy mnie dostrzegł od razu rzucił się w moim kierunku. Panicznie podbiegłam do drzwi i wybiegłam na zewnątrz. Na mój pech zamek znajdował się na szczycie góry. Ziemia zawaliła się i drzwi był nad przepaścią. Nie zauważyłam tego wcześniej a teraz zaczęłam spadać plecami w stronę ziemi. Patrzyłam jak potwór wyłania się na światło dnia a po chwili leci w moim kierunku. Ostatnie co pamiętam to uderzenie w ziemie.
------------------
Obudziłam się spanikowana. Mało brakowało a zaczęłabym krzyczeć, Na pierwszy rzut oka wszytko było normalne. Chwilka minęła zanim zorientowałam się, że normalnie nie jest. Siedziałam na ziemi przywiązana do jakiegoś drzewa. Miałam usta zawiązane szmatką, oraz związane ręce i nogi.
-I co teraz z nią chcesz zrobić? - słyszałam głos jakiegoś mężczyzny
-Jeszcze nie wiem. Musimy czekać na polecenie. - odparł drugi
Zza moich pleców wyszło dwóch dorosłych mężczyzn. Bynajmniej na takich wyglądali. Jeden był blondynem a drugi brunetem.Obydwoje spojrzeli na mnie.
-Zobacz, zobacz.. księżniczka się obudziła. - ciemnowłosy podszedł do mnie i przykucnął, po chwili dołączył do niego drugi.
-Szkoda, że znów będzie musiała iść spać. - powiedział blondy i przyłożył jakaś dziwną szmatkę do mojej twarzy, która dziwnie pachniała.
Po tym straciłam przytomność.

Clodie ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz