- Ej mały - powiedziałem ciszej do smoka. Momentalnie znalazł się przy mnie i patrzył ucieszonym wzrokiem. Przekręcił głowę i dał znak że słucha - Zaopiekujesz się nią? - dodałem. Ten zakręcił się wokół własnej osi i usiadł. Chwilę później już chodziłem po lesie. Nie wiadomo czemu, znalazłem się w lesie, który wcale nie był przyjazny. Stwierdziłem iż pasuję tutaj. Usiadłem przy ogromnym drzewie. Zastanawiałem się jak to wszystko się stało. Powróciłem myślami do tego czasu...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*13 lat temu*
- Mily! Przyszedłem! - zawołałem wesoło dziewczynę. Była moją najlepszą przyjaciółką, tyle że ona była wampirem. Przytoczyłem się do niej po tym jak ludzie się dowiedzieli kim jestem. Ona nie wiedziała.
- Oo, byczek! - zawołała również wesoło. Nie lubiłem tego określenia, więc tylko machnąłem ręką.
*7 lat temu*
- Eric, co tak słabo? - zaśmiała się dziewczyna i wyprzedziła mnie. Oczywiście że nie chciałem! A na pewno nie z dziewczyną. Przyspieszyłem. Tyle że musiałem biec sam, bo Akell miał kontuzję, a poza tym nie obciążał bym go. A ona była na wilku.
Oczywiście dotarła pierwsza. Oparłem ręce na kolanach aby odetchnąć.- Ojj, żeś się zmęczył - machnęła ręką.
- Emy, to było 12 km bez przerwy - spojrzałem na nią krzywo.
- A co to dla Ciebie? Jesteś przecież synem...
- Skończ - warknąłem. Nie chciałem tego słuchać. Dobrze wiem jakich mam rodziców.
- Ojj byczek się zdenerwował - zaczęła się droczyć. Usłyszałem ten głos w głowie. Znowu. 'Uderz ją. Daj jej nauczkę' i tak w kółko. W życiu. Po prostu ją zostawię.
- Idę zobaczyć jak trzyma się Akell - rzuciłem i zniknąłem.
*4 lata temu*
- Emily? - spytałem cicho.
- Tak? - odpowiedziała tak samo wesoło jak zawsze.
- Umówisz się ze mną? - uśmiechnąłem się.
- Jasne, lece - zaśmiała się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pozostało jedno wspomnienie. To najgorsze. Powoli zamknąłem oczy i chciałem poczuć to jeszcze raz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*3 lata temu*
Chodziłem z Emily. Już rok. Ten dzień zapamiętałem najbardziej. Najgorzej. Tego dnia zobaczyłem ją z nim... To co się stało...
Chodziłem po lesie. Zmierzałem do umówionego miejsca. Czekałem. Czekałem. Nic. Pomyślałem że pójdę po nią do domu. Zapukałem. Otworzyła mama.
- Dzień dobry, jest Emily? - spytałem ciepło.
- O, hej Eric. Przyszedł po nią jakiś mężczyzna, powiedziała że idą gdzieś razem, czy coś się stało? - spytała zaniepokojona.
- Ah, nie nic. Martwiłem się bo nie dawała znaku życia od wczoraj. Dziękuję bardzo - odwzajemniłem uśmiech i odszedłem. Walnąłem z całej siły w drzewo. Zwichnąłem nadgarstek. Postanowiłem ją odnaleźć. Jak najszybciej. Poszedłem instynktownie na teren opuszczonego portu. Stała tam. Sama.
- Emily! - krzyknąłem. Podniosło głowę i spojrzała w moją stronę. Miała zaklejone usta i płakała. Już miałem podbiegać, gdy zobaczyłem mężczyznę. Spojrzał na mnie. Nie dał żadnego znaku. Żadnego słowa. Nic. Po prostu.. Wbił jej nóż i uciekł. Podbiegłem do niej i szybko 'uwolniłem'.
- Eric.. - powiedziała cicho.
- Emy, co ty tu do cholery.. - zacisnąłem zęby.
- Eric, przepraszam że nie przyszłam. Miał mi pomóc z szukaniem prezentu dla Ciebie.. Wiesz że niedługo Twoje urodziny. Mieliśmy to zrobić szybko i miałam iść do Ciebie.. Nigdy bym Cię nie zdradziła, dobrze o tym wiesz.. - powiedziała resztkami sił.
- Wiem. - wyszeptałem i patrzyłem jak umiera w moich ramionach. Nie było szans na ratunek. Mimo wszystko wezwałem pogotowie. Niestety.. A jej matka.. Osądziła mnie..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Poczułem deszcz. Znów. To samo. Znowu zacisnąłem zęby. Znowu walnąłem w drzewo. Tym razem to drzewo się złamało. Byłem silniejszy, zły, a jednocześnie smutny. Otworzyłem oczy i popatrzyłem w niebo.
- Hej, Emily. Miło że dajesz mi znak, mimo że w takiej postaci - powiedziałem cicho i opadłem przy drzewie bez sił.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz