Siedziałam Sobie spokojnie nad rzeką i obserwowałam zachowanie ryb. Ach, czego oni każą się uczyć. W sumie trochę bałam się patrzeć bezpośrednio w taflę wody, nie znam tych wód, być może czai się tam coś złego. Gdy tak Sobie siedziałam i rozmyślałam nad sensem życia, usłyszałam hałas. Od niechcenia odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego na mnie wilka. Niestety było za późno, a wilk nie wyhamował i wpadł we mnie. Poleciałam i wpadłam do wody. Przeklęłam cicho i czym prędzej się wygramoliłam. Już miałam zacząć tok pełnych pretensji i urażenia słów, jednak wilk był szybszy.
- Alison.. ona.. to coś.. tam.. - wydyszał zmęczony. Spojrzałam się w stronę dziewczyny, która była w oddali. Leżała na ziemi i trzymała się kurczowo za lewą nogę. Coś na niej było.. No cóż.. Czasem trzeba.. Postanowiłam użyć skrzydeł. Szybko i zgrabnie podleciałam. Szybko rzuciłam czar, który poraża z lekka agresora, ten się puścił i.. zniknął. Tak po prostu się rozpłynął.. Spojrzałam na nogę dziewczyny. W miejscu ugryzienia miała ranę z której wolno sączyła się krew. Popatrzyłam na dziewczynę. Była nieprzytomna. Chwilę później dobiegł wilk.
- Muszę ją zabrać do Siebie i opatrzyć, mogę? - Z doświadczenia wiem że opiekuna trzeba pytać o zgodę. W tej sytuacji uznałam go za opiekuna. Zmienił się w człowieka.
- Tak.. Tylko ją uratuj.. Proszę.. - był zdesperowany. Mocno. Skontaktowałam się z Snowdym. Przyleciał chwilę później. Całe szczęście że był w pobliżu.
- To taki mój ambulans. Spokojnie przewiezie dwie osoby, mimo iż to dziecko - dodałam, pokazując mu aby wszedł na niego.
- Ale.. Dam radę, dojdę do was - powiedział.
- Ktoś musi ją trzymać jak będzie leciała. Ja muszę nadzorować aby Snowdy leciał dobrze. Szybko zanim się wykrwawi - pośpieszyłam go. To dało mu pewien zastrzyk adrenaliny. Po chwili już byliśmy w locie. Coraz lepiej szło mi latanie. Snowdy też nieźle Sobie radził jak na roczniaka. Wylądowaliśmy w moim domu. Zgrabnie przeniosłam ją na łóżko i szybko opatrzyłam nogę. Wilk, który był już człowiekiem, siedział przy stole i nerwowo patrzył na wszystko co robię. Podeszłam do niego i stwierdziłam że to jest właściwy moment na przedstawienie się.
- Jestem Clodie Sue Wint. Można mi mówić Clodie lub po prostu Sue. Z dziewczyną jest w porządku, już jutro będzie mogła normalnie sama chodzić. - uspokoiłam go. Chłopak odetchnął z ulgą.
- Jestem Newt. Alison jest dla mnie bardzo ważna, więc dziękuję za zaopiekowanie się nią. Myślę że wpadnie jeszcze na Ciebie... Mogę ją zabrać? Położę ją u niej. Jak będą komplikacje, to oczywiście poinformuję Cię - odparł chłopak.
- Oczywiście. Często nie ma mnie w domu, więc jak coś to pytaj Alison.. Alison tak? Jak coś to pytaj Aliosn jaką pracę domową zadali, dzisiaj uczyłam się zachowania ryb, dlatego siedziałam nad rzeką. Ojj mieliście naprawdę bardzo dużo szczęścia.. - powiedziałam i pomogłam chłopakowi podnieść dziewczynę. Gdy wyszedł, stanęłam przed Snowdym.
- Snowdy, co to do cholery było.. Czeka nas długa noc.. Idę do biblioteki, pomożesz mi szukać informacji - powiedziawszy to wyszłam z domu i ruszyłam w stronę akademii.
Alison?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz