Powoli otworzyłam oczy. Usiadłam i poczułam ogromny ból. Złapałam się za skrzydło.
- Boli - stwierdziłam. Zobaczyłam że siedzi przy mnie Snowdy. Pogłaskałam go i zamierzałam się ogarnąć. Dokładnie pamiętam co się wczoraj stało. Tylko gdzie jest Eric? Chyba powinniśmy się lepiej poznać, skoro ma być moim opiekunem. Chociaż nie.. Skoro był pomocnikiem mistrza... To on wie o mnie wszystko. A wątpię aby mówił coś o Sobie. Wstałam i ubrałam się. Nie musiałam jeść śniadania.
- Snowdy, idziesz ze mną? Muszę go znaleźć.. - spojrzałam się na smoka. Ten podbiegł do mnie i stanął - Oh, już spełniasz rolę profesjonalnego towarzysza! Może nawet zaczniesz wreszcie mówić - dodałam i zaśmiałam się.
- Ależ ja potrafię mówić od zawsze. Tylko nie miałem potrzeby się odzywać - powiedział wesoło. Zdziwiłam się, przyznam, ale ucieszyła mnie ta wiadomość. Spojrzałam na zegarek. 16:18.
- Mamy trochę czasu, trochę drogi przed nami.. Tak sądzę - powiedziałam i ruszyłam. Szukaliśmy i szukaliśmy, ale nic. Nie ma go. Zniknął.
- Clodie, poszukamy jutro - powiedział Snowdy.
- Zdecydowanie za długo siedzieliśmy nad rzeką - złapałam się za głowę. Spojrzałam na smoka, który dziwnie się zachowywał.
- Tam - wskazał łbem w głąb lasu.
- Co tam? - spytałam coraz bardziej zdziwiona.
- Tam coś jest. Chodź - powiedział i teraz to ona ruszył pierwszy. Po paru minutach przedzierania się przez busz, zobaczyliśmy dziewczynę. Szybko ją rozpoznałam.
- Alison! Aliisooon!! - zaczęłam krzyczeć. Ta momentalnie się odwróciła. Podbiegła do mnie i przytuliła mnie.
- Dobrze że nic Ci nie jest - wyszeptała. Zdziwiłam się, gdyż przecież nic się nie działo.
- Alison? O co chodzi? - spytałam chcąc dowiedzieć się więcej.
- Ten mężczyzna.. jak Cię zabrał.. - próbowała dalej coś powiedzieć, ale przerwałam jej.
- To mój brat.. Nie ma się co martwić - zapewniłam i opowiedziałam całą historię.
- Więc szukasz brata teraz? Tu jest domek, możemy sprawdzić.. - powiedziała niepewnie. Zobaczyłam że jej zimno. Zdjęłam swoją bluzę i przekazałam jej.
- Z chęcią. Ty nie musisz iść. Masz bluzę, będzie Ci cieplej - uśmiechnęłam się, a ta przyjęła 'dar' z wdzięcznością.
- Ja.. ja też wejdę - powiedziała cicho. Ruszyliśmy w stronę domku. Zapukałam delikatnie do drzwi. Nic. Cisza. Nacisnęłam klamkę. Otwarte.
- Poczekajcie tu na zewnątrz.. Wejdę sama.. Wiesz, nie wiem jak zareaguje ktoś kto tu mieszka - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź, weszłam do domku. Mimo wyglądu z zewnątrz, w środku było całkiem dużo miejsca. Weszłam do największego pokoju. Wszędzie było zgaszone światło. Za to były pozapalane świece. Zobaczyłam postać, która siedziała na kanapie z kieliszkiem. Wzrok miała skierowany wprost przed Siebie - na kominek. Tak! To Eric! Tylko.. Jak weszłam nie zwrócił na mnie uwagi.
- E.. Eric? - powiedziałam cicho?
- Hm? - powiedział obojętnie nadal na mnie nie patrząc.
- Smutno Ci? - Tak.. wiem.. to głupie pytanie.. ale chyba musiałam to powiedzieć. Teraz na mnie spojrzał. Na jego ustach można było zauważyć lekki uśmiech. Wstał i podszedł do mnie bardzo blisko. Przeszły mnie ciarki, gdyż między nami jest 50 cm różnicy.
- Nie, Clodie. Nie jest mi smutno - powiedział niskim tonem. Coś było nie tak.
- Przyjdziesz do mnie jutro? Myślę że mamy parę spraw do wyjaśnienia - powiedziałam pewniej. Nagle zgasła jedna świeczka
- Nie. Nie ma takiej potrzeby. Skoro już mnie odnalazłaś, to zostaniesz tu na noc i Ci wszystko opowiem. Nie puszczę Cię samej - powiedział, po czym odszedł ode mnie i zapalił kolejną świeczkę.
- Tam na zewnątrz.. - nie dał mi dokończyć.
- W takim razie zaproś ich tu. Ich też przenocuję - powiedział jakby czytając mi w myślach.
- Ale.. - znowu nie dokończyłam. W tym momencie stanęła za mną Alison. Za nią przydreptał Snowdy.
- Clodie, martwiliśmy się, wszystko okej? - spytała. Mój brat spojrzał na nich i wsadził ręce w kieszenie, czekając aż wszystko im wyjaśnię.
Alison?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz