Nie spałam do późna. Ta książka od Alison mnie pochłonęła.. Gdy oderwałam się od niej, Snowdy już głęboko spał. Czyli naprawdę musiało być późno. Chyba powinnam już kłaść się spać. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. Kierowałam się w stronę toalety. Gdy już wyszłam z niej, zatrzymałam się przy pokoju Alison. Może i nie mam super sprawnego słuchu, ale coś mi się nie podobało. Stanowczo nacisnęłam klamkę i wparowałam do pokoju. Alison była na miejscu. Leżała przykryta kołdrą tak, że nie było jej widać. Odetchnęłam z ulgą i po cichu wyszłam. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
~~RANO~~
Zaspana wstałam z łóżka i od razu poszłam sprawdzić co u Erica. Ten jak zwykle siedział na kanapie i czymś się zajmował.
- Dzień dobry - powiedziałam ziewając. Ten spojrzał się na mnie i kiwnął głową.
- Budź przyjaciółkę, śniadanie gotowe - powiedział. Zmierzałam leniwie w stronę pokoju Alison. Otworzyłam drzwi. Alison była w takiej samej pozycji jak wtedy w nocy. Niczego nie podejrzewając, podeszłam i odkryłam kołdrę. Zamiast Alison leżał tam.. wilk. Wilk, jakby czekając na okazję, rzucił się na mnie. Zdezorientowana upadłam pod jego ciężarem. W pokoju momentalnie pojawił się również Eric. Po chwili widziałam jak przygniata wilka i coś mu wstrzykuje. Ten nagle przestał się ruszać.
- Eric! Nie wolno tak! - powiedziałam rzucając się w stronę brata. Wilk leżał martwy.
- Bo? - spytał obojętnie.
- A gdyby to był człowiek-wilk?! - oburzyłam się. Ten popatrzył na mnie zdumiony.
- Clodie, on chciał Cię zabić. Gdyby to był Twój człowiek-wilk, to teraz nie widziałabyś martwego zwierzęcia, a żywego człowieka, który stracił swoją drugą postać na zawsze - powiedział i popatrzył na zwierze.
- Niech Ci będzie.. A co z Alison?! - nagle zdałam Sobie sprawę że dziewczyna zniknęła.
- Zniknęła - powiedział równie obojętnie.
- Chodź, musimy ją znaleźć! - powiedziałam zdenerwowana.
- Idź. Ja zostaje - powiedział i wyszedł z pokoju. Od razu wybiegłam z pokoju i złapałam go za ramię.
- Eric!! Ona jest dla mnie ważna! Póki co jest moją jedyną przyjaciółką, a o przyjaciół trzeba dbać!!! - wywrzeszczałam mu w plecy.
- Clodie, kochana. Ona jest TWOJĄ przyjaciółką. To że w dziwnych okolicznościach zniknęła, to nie moja wina. Mnie to nie interesuje - wycedził i miał zamiar iść do Siebie.
- A gdyby to była Emily?! - warknęłam. Trafiłam w czuły punkt. Zacisnął pięści. Odwrócił się i przycisnął mnie do ściany.
- Ale nie jest - powiedział spokojnie patrząc na mnie z góry.
- Wyobraź Sobie że ona też może mieć osobę która ją szczerze kocha. Pewnego dnia ona nagle znika, a ta osoba bardzo się martwi. Alison ma kochającego brata i wiernego towarzysza. To jest jej świat. Ona ich kocha, oni kochają ją. Nie mam zamiaru siedzieć w domu i czekać na cuda. Ty Sobie siedź i gnij w tym domu dalej, użalając się nad Sobą - powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Po paru metrach zobaczyłam że Snowdy do mnie biegnie.
- Chodź mały, znajdziemy ją - powiedziałam po czym ruszyliśmy. Nie patrzyłam się za Siebie, nie chciałam znać tego człowieka.
~Tym czasem Eric nadal stał w tym samym miejscu. Patrzył w podłogę, zaciskając pięści. Można było na kilometr wyczuć jak kłębiła się w nim złość. Nic nie mówiąc, chwycił za kurtkę i wyszedł. Jego kompan ruszył z nim.~
- Snowdy, czujesz coś? - powiedziałam do smoka z nadzieją.
- Niestety.. - powiedział ze smutkiem. Pozostało nam tylko szukać dalej. Nagle wpadłam w dość głęboki dół. Snowdy zwinnie do mnie skoczył. Gdy miałam już wstawać, ten położył mi na plecach łapę, dając znak że nie warto. Na szczęście w jednej ze ścian był wydrążony 2-3 metrowy tunel. Schowaliśmy się tam i czekaliśmy. Usłyszeliśmy jakieś głosy.
- I jak, macie coś? - spytał mężczyzna o niskim głosie.
- Tak. Dziewczynę, do tego elfkę - usłyszeliśmy drugi głos.
- Świetnie. Przetransportujcie ją do mnie jak zajdzie słońce. Nikt nie może widzieć. Gdzie ona teraz jest?
- Leży nieprzytomna w dobrze ukrytym domku na drzewie, o tam - odpowiedział drugi wskazując gdzieś na korony drzew.
- Czyli umowa stoi - powiedział pierwszy wyciągając do drugiego dłoń. Drugi ją uścisnął. Obaj udali się w kierunku przeciwnym od domku na drzewie.
- Snowdy, słyszałeś? Teraz mamy szansę! - powiedziałam szeptem.
- Uważaj, robi się ciemno - wskazał nosem na słońce.
- Już? Tak długo szukaliśmy? Dawaj, damy radę - powiedziałam i wyszłam z dołu. Pobiegliśmy pod drzewo, które według nas było 'właściwe'. Spojrzeliśmy w górę.
- Patrz, domek! - powiedział Snowdy.
- Ja ją wezmę. Moje skrzydło jest już chyba sprawne - powiedziałam i uniosłam się. Ostrożnie weszłam do domku. Alison leżała bezwładnie na ziemi. Była cała związana. Wzięłam ją ostrożnie i zwinnie wyleciałam. Nagle usłyszeliśmy hałas.
- Hej, co wy robicie? Zostawcie ją! - krzykał jeden z trójki facetów.
- Panowie my z branży. Mieliśmy ją przetransportować o tam - wskazałam palcem w miejsce dokąd udali się wcześniejsi faceci.
- Przepraszam skarbie, ale nie tym razem. Chłopaki, bierzcie ich - facet uśmiechnął się i wskazał na nas. Gdy jeden z nich już prawie dosięgnął mnie i Alison, nagle upadł. To był.. Eric? Wiedziałam że mu przejdzie.. Po chwili każdy leżał.
- Eric! - krzyknęłam uradowana.
- Chodź szybko - powiedział po czym ruszyłam, ruszyłam za nim. Nagle przed nami wyłonił się ten, który miał dostarczyć Alison. Eric już miał go uderzyć, ale ten wbił w niego sztylet. Chłopak złapał się za brzuch, ale nie odpuścił. Powalił mężczyznę i uderzył go w twarz. Gdy tamten się nie ruszał, brat się odezwał:
- Clodie, daj mi ją. Ja ją zaniosę do jej domu, tam będzie bezpieczna - powiedział widząc że dziewczyna się budzi.
- Ale Twoja rana.. - powiedziałam przestraszona.
- Clodie!! Daj mi ją, nie chcesz aby coś jej się stało. Spotkamy się u Ciebie - krzyknął. Podeszłam do niego i mu ją przekazałam.
- Dam radę iść sama - powiedziała cicho Alison.
- Przykro mi, ale nie tym razem - powiedział Eric i czym zniknął. Wzięłam Akell'a i Snowdiego, po czym pofrunęłam do mnie. Mam nadzieję że wszystko z nimi w porządku.. Ale Eric.. Pierwszy raz widziałam jak o kogoś się martwił..
Alison?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz