poniedziałek, 18 lipca 2016

Od Derek'a c.d. Alison

Niósł ją Newt.  Mi ręce odmówiły posłuszeństwa.  Po kilkunastu minutach dotarliśmy do budynku. W holu stał jakiś chłopak.
-Nie wiesz przypadkiem gdzie tu jest skrzydło szpitalne?- mój głos załamał się na ostatnim wyrazie który brzmiał bardziej jak syk
Chłopak wskazał ma prawo.
-Na końcu korytarza.-jego głos był dziwnie rozbawiony
Pobiegliśmy tam. W chwilę po tym Alison została położona na łóżku a nas wypchnięto na zewnątrz.
Usiadłem na ziemi i schowałem twarz w dłoniach. Poczułem jak łzy napływają mi do oczu a potem spływają po policzkach. Mój świat wisiał na włosku.
-Proszę cię, nie załamuj się. Nie ty.
Podniosłem głowę. Zobaczyłem Nwet'a z zaczerwionymi oczami. Próbował nie płakać ale mu nie wychodziło. Kucnął obok mnie i się przytulił. Nigdy nie pomyślałbym że jego obecność tak podniesie mnie na duchu.
-Dobrze...-miałem zachrypnięty głos
Puścił mnie i pomógł wstać.
Wytarłem twarz.
-Jak to się stało?
Newt przez chwilę zastanawiał się z odpowiedzią.
-To wszystko było jakieś bez sensu. Byliśmy w lesie i nagle ktoś zaczął do nas strzelać. Tak po prostu, bez ostrzeżenia.
-I tyle? Nikogo nie widzieliście?-spojrzałem na Johannę. Pomyślała to samo.
-Nikogo. Najpierw coś poczułem a potem zalał nas deszcz strzał.
~Coś czuję że przyjazd tu nie był dobrym pomysłem.-Johanna popatrzyła w stronę pokoju w którym leżała Alison
~Zauważyłem...
Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Wtedy wyszła do nas pielęgniarka.
-Możecie wejść...bez kota.-spojrzała na Johannę swoimi niebieskimi oczami nienawiści
Weszliśmy.  Podbiegłem do łóżka na którym leżała Alison.
-Siostrzyczko...-pogłaskałem ją po głowie
Dalej była nieprzytomna. Miała bandaż na ramieniu, który był już cały przesiąknięty krwią.
Spojrzałem na Newt'a. Jego oczy...wtedy zdałem sobie sprawę że może ich łączyć coś więcej niż przyjaźń.

Alison??

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz