czwartek, 28 lipca 2016

Od Alison c.d. Clodie Sue

Wyszłam z domu Clodie. Wzięłam głęboki oddech, po czym wypuściłam powietrze z płuc. Ciekawe co teraz robią inni. Nie chciałam jeszcze wracać do Akademii. Podobało mi się tu, w tej krainie gdzie otaczają nas góry. Mimo iż akademia znajduje się na terenie Smoczych Gór to tamto miejsce jest... inne. Mniej górzyste. Ruszyłam w stronę lasu, szłam ścieżką wydeptaną przez zwierzęta. Dostrzegłam niedaleko pośród drzew małą polankę na którą padały promienie słońca przedzierające się przez korony drzew. Gdy byłam na polanie pierwsze co zrobiłam to rozłożyłam ręce i opadłam na miękką trawę. Było przyjemnie. Światło padało tu i ówdzie co nadawało miejscu magicznej atmosfery. Postanowiłam wsłuchać się w otoczenie. Ptaki, szum drzew i chyba o ile się nie mylę niedaleko musiał być jakiś potok albo rzeczka. Wstałam z ziemi i otrzepałam się z trawy. Idąc za szumem wyszłam z lasu. Byłam na jakiejś łące i fakt... była tu rzeczka i nie tylko. Dostrzegłam dwie postacie. Jedna była ubrana na biało a ta druga na czarno. Gdyby nie to, że kilkadziesiąt minut temu poznałam Archanioła może bym tak nie zareagowała ale teraz pierwsze co zrobiłam to wezwałam pomoc.
~Newt! Potrzebuje pomocy.
~Biegnę. - odparł i może minęła nie cała minuta a on już był przy mnie
-Widzisz? - zapytałam - To Clodie
-Tak, i co z nią nie tak?
-No bo.. wydaje mi się, że ten gościu nie jest zbyt przyjazny. - odparłam
-Hm.. - położył się przy mnie i wsłuchiwał się w rozmowę dziewczyny i chłopaka
Zanim zdążył jakkolwiek zareagować, ten ubrany na czarno złapał Clodie i zniknęli.
-Uda Ci się ich znaleźć? - zapytałam zaniepokojona
-Tyle czasu ile spędziłem z Clodie powinno wystarczyć na znalezienie jej.
-Wrócę do jej domku zobaczyć czy może nie zabrał jej tam.
-Dobrze, ja poszukam tutaj w okolicy.
Martwiłam się. Może i nie znam jej długo ale bałam się o jej zdrowie. Egh.. Alison jesteś głupia. Martwisz się o osobę której nie znasz a to ona może okazać się tą złą. Dlaczego taka jesteś? Dlaczego martwisz się o kogo popadnie? Nie powinnaś taka być. Taka długo sobie nie pożyjesz.
-hmff. - westchnęłam
Spojrzałam w niebo. Zaczęło padać. Krople deszczu powoli opadały z nieba na moją twarz. Otworzyłam buzię i starałam się łapać krople na język. Fajna zabawa. Biegałam jak głupia z językiem na wierzchu nie patrząc gdzie idę. Intuicja podpowiadała mi, że nic złego się nie stanie. Ale niestety intuicja się troszkę pomyliła. Niespodziewanie pod nogami skończyła mi się ziemia a ja stoczyłam się z górki obijając się o kamienie i drzewa. Prawie jak kulka śniegu tocząca się z górki tylko, że ja nie miałam śniegu. Leżałam nieruchomo na trawie. Było mi zimno i czułam jak z nogi cienkim strumykiem płynie mi krew. Oparłam się na łokciach które były zdarte i poczułam jak moje ciało przeszywa ból. Na szczęście nic nie złamałam, żadnej kości ani nic. No chyba, że kilka gałęzi podczas spadania. Urwałam kawałek bluzki i owinęłam ranę na nodze. Można powiedzieć, że było lepiej. Wstałam z ziemi i uświadomiłam sobie, że jestem zgubiona. Nie miałam pojęcia gdzie jestem.
~Newt! - gdzie jesteś
Nie odpowiedział. Może był za daleko, żeby mnie usłyszeć.
~Neeewt!
Nadal cisza..
-Pomocy.. - wyszeptałam ze łzami w oczach.
Ruszyłam przed siebie. Nie miałam innego wyjścia. Weszłam do lasu, było ciemno i zaczynało robić się zimno. Słońca już prawie nie było widać. Zaczęłam biec przed siebie, nie wiedziałam co mam zrobić innego. Byłam sama w tym ciemnym lesie. Nie wiadomo co tutaj mogło być i co chciałoby mnie z miłą chęcią zabić. W oddali zobaczyłam mały domek. Szczerze widziałam go po raz pierwszy. Miałam już do niego wbiec gdy usłyszałam krzyk za moimi plecami. Odwróciłam się. Stała tam Clodie. Podbiegłam do niej i przytuliłam ją.
-Dobrze, że nic Ci nie jest. - wyszeptałam

Clodie ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz