Nic.
-Tu jestem ! - krzyczałam dalej
Nie słyszeli mnie. Nie mogłam nic zrobić. Byłam czymś w rodzaju ducha. Nie mogli mnie usłyszeć, ani zobaczyć. Byłam zakłopotana. Nie wiedziałam co mam zrobić. Opadłam na ziemię i oparłam się o ścianę. Zakryłam twarz rękoma. Z oczu zaczęły płynąć mi łzy. Podniosłam głowę i patrzyłam na nich bezradnie. Wszystkie bliskie mi osoby były przy moim szpitalnym łóżku. Derek, Newt i Johanna. Kochałam ich. Chce do nich wrócić. Chcę znów ich przytulić.
Minęło pół dnia. Zmieniali się na wszelki wypadek gdybym miała się obudzić. Najpierw była Johanna, potem Derek i na koniec Newt. W tej postaci nie odczuwałam głodu ani nic z tych rzeczy. Byłam tylko lekko spragniona ale nie mogłam niczego dotknąć. Wszystkie przedmioty które próbowałam wziąć do ręki, przenikały prze nią. Próbowałam przejść przez ścianę ale najwidoczniej to tak nie działa. Zyskałam tylko guza na czole i nic więcej.
-Pssst. Widzę, że się świetnie bawisz. - usłyszałam znajomy głos i spojrzałam w stronę drzwi wejściowych
Oparty o futrynę drzwi stał Chris.
-Co ty tutaj robisz? - zapytałam
-Chcę Ci pomóc do nich wrócić. - szepnął i kiwnął głową abym do niego podeszła.
Dostrzegłam, że ma maskę. Chyba lisa ale nie jestem pewna. Wstałam z ziemi i wolnym lecz coraz szybszym krokiem ruszyłam do niego. Gdy byłam już przy nim uderzyłam go pięścią w brzuch. Z oczu zaczęły płynąć mi łzy. Chris złapał się w miejsce gdzie go uderzyłam a potem spojrzał na mnie.-Niezły cios, ale musimy stąd iść zanim mnie usłyszą - uśmiechnął się spod maski która opadła mu na twarz, podniósł ją do góry i z ukosa patrzył na mnie.
-Kto Cię usłyszy? - zapytałam
Chris spokojnie obszedł mnie i ruszył w kierunku moich bliskich.
-Co się jej stało ? - zapytał, a ja stałam i patrzyłam na niego z daleka
-Została postrzelona i straciła dużo krwi. - odparł Derek.
-Mhm.. - Chris kiwnął głową - Życzę jej zdrowia. - powiedział i odszedł od nich
Gdy był koło mnie zapytałam jak to zrobił lecz on kazał mi kontynuować to co mówiłam wcześniej.
-To lustro... przecież ono miało mi pomóc.
-W normalnych okolicznościach by pomogło. - odwrócił się i ruszył korytarzem przed siebie, poszłam za nim
-Nie rozumiem... jak to normalnych okolicznościach? - dopytywałam
-No... jakby Ci to wyjaśnić. Ludzie tacy jak ty muszą albo mieć powody dla których przenieśli się do naszego świata albo po prostu umarli. Ty jesteś czymś pomiędzy. Lustro tylko pogorszyło sprawę. Gdy przez nie przeszłaś, pękło. Ja i Nick sprawdziliśmy to zaraz po tym jak rada dała sobie spokój z szukaniem Ciebie. Gdybyś miała potrzebę wejść do naszego świata, po tym jak straciłaś przytomność tutaj to sprawa byłaby prosta i lustro bez problemu by Cię przepuściło. Ale niestety, że byłaś umierająca lustro chciało Cię zatrzymać.
-Więc.... co teraz ? - zapytałam
-Ta maska którą mam trzyma mnie przy tym świecie. I jak sama widziałaś, mogę normalnie rozmawiać z ludźmi tutaj.
-Więc o to chodziło Nick'owi gdy mówił o sprowadzeniu mnie tam.
-Tak, od czasu do czasu dla towarzystwa sprowadzałem sobie tam kogo popadnie.
Kiwnęłam głową.
-Ale co ze mną? Jak mam tu wrócić? - zapytałam
-Jeszcze nie wiem. Musimy zaczekać na znak od Nick'a. Ale w tym czasie pokaże Ci pewne rzeczy które możesz zrobić. - odwrócił się do mnie - Próbowałaś przejść przez ścianę?
-Taak.. - potarłam się ręką po czole - Nie wyszło. Za to dorobiłam się siniaka na czole i bólu głowy. - uśmiechnęłam się
-Bo źle do tego podeszłaś. Byłaś smutna. Jeżeli chcesz przejść przez ścianę lub złapać jakiś przedmiot musisz tego chcieć.
-A nie mogę dostać takiej maski jak ty i byłoby po problemie? - zapytałam
-Nie, nie, nie.. Twoje ciało leży tam na szpitalnej sali a twoja dusza musi zostać niewidzialna dla żywych.
-A czy ty.. mnie widzisz?
-Tak, ponieważ jestem duchem, widzę też inne duchy które są na tym świecie. Także wiem kto używa magi aby dostać się do tego świata.
-Czegoś w stylu twojej maski?
-Tak.
-Mhhmm. - mruknęłam
-Masz - wyjął z kieszeni ołówek i kartkę - Spróbuj coś napisać
Próbowałam wziąć je do ręki lecz przeleciały przez moje dłonie i opadły na ziemię.
-Teraz je podnieś. Ale pamiętaj, musisz chcieć.
Schyliłam się. W głowie panowała tylko jedna myśl. ,,Chcę,, ,,Chcę,, ,,Chcę,, Poczułam w moich dłoniach ołówek oraz kartkę papieru.
-Brawo, udało Ci się - odparł Chris
-Co mam z tym zrobić? - wstałam z ziemi
-Napisz wiadomość do swoich bliskich. - uśmiechnął się. - To na razie jedyny sposób na kontakt z nimi.
Podeszłam do stolika który stał niedaleko nas i na kartce papieru napisałam. ;
,,Jestem tu - Alison,,
-Teraz możesz im ją zanieść. - powiedział Chris i objął mnie za ramie, wolnym krokiem ruszyliśmy do szpitalnego łóżka przy którym nadal siedział Derek, Newt i Johanna.
-Idź sama. - odparł
-Mam lepszy plan.
Z kartki papieru zaczęłam robić mały samolocik i gdy był gotowy rzuciłam nim w stronę przyjaciół. Leciał idealnie i trafił prosto na moje ciało.
-Gotowe?
-Tak - odparłam
Derek?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz