Siedziałam z nosem w książce. Nigdzie nie ma nic na temat tego dziwnego stworzenia. Poczułam zimny pysk Snowdiego na ręce. Zerknęłam na niego i uśmiechnęłam się.
- Tak, wiem, powinnam uczyć się o tych rybach.. Ale no wiesz że to ode mnie silniejsze! - powiedziałam wesoło. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Momentalnie wstałam i gdy prawie byłam przy drzwiach, Snowdy przecisnął mi się między nogami, przez co przewróciłam się.
- Argh.. musisz tak zawsze? - powiedziałam łapiąc się za głowę. Sowdy popatrzył na mnie udając że nie wie o czym mówię. Podniosłam się i szybko podeszłam do drzwi. Stanęła przede mną.. ta dziewczyna. Chwila jak ona miała.. Alison!
- Oh.. Alison, tak? Proszę wejdź - uśmiechnęłam się i zaprosiłam ją do środka. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i weszła.
- Nie przedstawiłyśmy się Sobie do końca.. Nazywam się Alison Lahey. Chciałam Ci podziękować za opatrzenie mnie - powiedziała i wręczyła mi kwiaty oraz książkę. Bardzo ucieszyłam się z prezentu.
- Dziękuję bardzo! To naprawdę nic takiego, miewałam gorsze przypadki.. Jesteś elfem tak? Pierwszy raz w życiu spotykam elfa.. - zaczęłam się zachwycać. Niestety Snowdy znów wkroczył do akcji. Podbiegł do Alison i zaczął zachowywać się jak uhahany pies.
- Haha, tak. Ja też pierwszy raz w życiu widzę archanioła. A to jest smok prawda? - powiedziała śmiejąc się.
- Tak.. Nazywa się Snowdy - powiedziałam zażenowana. Nagle poczułam jakiś sygnał - Wybacz, muszę wyjść. Z chęcią bym Cię ugościła, ale to naprawdę ważne- powiedziałam szybko.
- Ja też za długo być nie mogłam. Wiesz, Newt i te sprawy - uśmiechnęła się. Pożegnałam ją i podziękowałam za gościnę. Czym prędzej pobiegłam w stronę lasu.
- Uhh, po co biec - powiedziałam sama do Siebie i odbiłam się od ziemi. Chwilę później szybowałam w powietrzu. Coś leciało wprost na mnie. Chwilę się przyjrzałam i zobaczyłam że to.. ptaki. Nie zdążyłam zmienić kierunku i parę mnie potrąciło. Spadłam na drzewa, które trochę zamortyzowały mój upadek. Okropnie bolało mnie skrzydło. Musiałam dotrzeć na miejsce. Już niedaleko. Wybiegłam na polanę. Tu coś powinno być. Zaczęło padać.
- Mistrzu! - krzyknęłam, wciąż trzymając się za skrzydło. Nagle coś również wyszło na polanę.
- Oh, jesteś wreszcie - powiedział wysoki mężczyzna. Miał...rogi.
- Kim jesteś.. i gdzie jest mistrz - burknęłam.
- Mistrz.. W sensie ten smok? Nie żyje - powiedział obojętnie. Po tych słowach się przestraszyłam. Jak to.. że mistrz.. nie, to nie prawda.
- Kim jesteś - tym razem warknęłam.
- Zastępcą mistrza. Twoim bratem. - teraz to już przegiął. To nie prawda.
- Łżesz. Mistrz żyje, a ty robisz Sobie żarty. Nie jesteś moim bratem i na pewno nas nic nie łączy. Nawet nie wyglądasz jak ja - powiedziałam ze łzami w oczach. Chłopak się uśmiechnął.
- Słuchaj Clodie, wiem że trudno Ci to przyjąć do wiadomości, ale to prawda. Nie znasz Swoich rodziców, prawda? Pochodzisz ze związku anioła i diabła. Myślisz że czemu jesteś archaniołem? Archanioły to upadłe anioły. Jesteś córką diabła. Ja synem. Jesteśmy rodziną - powiedział wkładając ręce w kieszenie. Stałam tak na środku polany. W deszczu. Nie było widać że płaczę. Za dużo informacji na raz.
- Snowdy.. Snowdy gdzie jesteś - wyszeptałam. Nie mogłam się poruszać. Strasznie bolało mnie skrzydło. Mężczyzna stał, najwidoczniej czekając na moją reakcję.
- No trudno, skoro nic nie powiesz, to chociaż Ci się przedstawię. Jestem Eric i mam 23 lata. Nie będę z Tobą mieszkał, ale będę kręcił się w okolicy. Czasem na Siebie wpadniemy. To na razie... Clodie. - powiedział, spojrzał na mnie i zniknął. Zostawił mnie. Samą. Z prawdopodobnie zwichniętym skrzydłem. W deszczu.
- Pomocy.. - wyszeptałam płacząc.
- Ah aniołeczku, musisz się dużo nauczyć - znowu go usłyszałam. Podszedł do mnie i mnie zabrał.
Alison?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz