piątek, 30 czerwca 2017

Od Matt'a c.d. Derek'a

Matt.. co ty do cholery wyprawiasz..
-Chodzi o to, że... - wyrwałem się z jego objęć, odchodząc na krok i ocierając łzy z oczu - Nie ważne.. - starałem się udawać twardziela
-Gdyby była to jakaś drobnostka, nie płakałbyś jak dziecko - Derek podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu
Spojrzałem na niego. W jego oczy. Widziałem w nich ciepło i troskę. Blask w jego oku przez moment zamącił w mojej głowie i przez moment wydawało mi się, że w ich odpiciu widzę rysia.
Ash..
Przepraszam..
-Po prostu.. brakuje mi kogoś... - odparłem opuszczając głowę - Kogoś komu dawno złożyłem pewną obietnicę
-Czy to ten twój przyjaciel, który był z Tobą w pokoju? - zapytał z ciekawości
-Tak.. To Ash.. - uśmiechnąłem się lekko gdy wypowiadałem jego imię
Derek spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Chodź - klepnął mnie delikatnie w plecy - Zbieramy się do Akademii
-Zaczekaj.. - do głowy wpadł mi pewien pomysł - Mam lepszy plan niż powrót do Akademii
-Ohoho.. Księżniczko. Aż jestem ciekaw co wymyśliłeś - lekko się uśmiechnął i poszedł za mną
Wpadłem na pomysł aby zabrać Derek'a w pewno miejsce gdzie zawsze przychodzę aby się odprężyć i pomyśleć w samotności. Czasem towarzyszy mi Ash, ale to w nie licznych przypadkach. Lecz aby tam iść musieliśmy zaczekać do wieczora. Teraz w południe, pójście tam nie miałoby sensu więc musiałem coś wymyślić na szybko aby nie wracać do Akademii. Wtedy do głowy przyszedł mi kolejny pomysł. Oczywiście był mniej genialny i delikatnie niebezpieczny ale można było się ,,zabawić,,.
-Powiedz mi.. Ile razy walczyłeś z jakiś demono-szatańsko-mistyczno podobnym stworzeniem? - zapytałem
-Off... - Derek westchnął i po krótkiej chwili namysłu odparł - Zdarzało mi się to wiele razy.. nie pamiętam ile dokładnie. A dlaczego pytasz mnie akurat o takie rzeczy? - spojrzał na mnie zdumiony
-Niedaleko miejsca do którego chciałem Cię zabrać jest inne miejsce, które odwiedzimy najpierw.
-Ale jaki to ma związek z moimi potyczkami ze stworzeniami? - zapytał
-Zobaczysz gdy dotrzemy na miejsce. - odparłem i przyśpieszonym krokiem odszedłem do niego na parę metrów lecz ten szybko mnie dogonił.
~~~~~
Staliśmy przed ogromnym dębem.  Jego szerokość mierzyła dobre 50 metrów a o wysokości nie wspomnę. Drzewo było potężne, ale nie tylko z zewnątrz. Drzewo w środku skrywało pewien sekret, o którym wiedzą tylko nieliczni.. Czyli około 10000 ludzi. Podszedłem do drzewa i delikatnie przyłożyłem dłoń do kory. Wyczułem delikatne wstrząsy.
-Zaczęło się - szepnąłem pod nosem
Zwinąłem dłoń w pięść i delikatnie stuknąłem w miejsce przed sobą.
Raz...
Dwa..
Trzy..
Ponownie przyłożyłem rozłożoną dłoń do kory drzewa i czekałem. Po chwili od drugiej strony w ramach odpowiedzi ktoś odstukał rytmicznie trzy razy po czym zwróciłem się do Derek'a.
-Musisz zamknąć oczy i uklęknąć. - powiedziałem od niego
-Co.. - zdziwił się - Ale po co?
-Zaufaj mi - podszedłem do niego i objąłem jego twarz dłońmi - Proszę
Derek przekręcił oczami po czym je zamknął i ciężko opadł na kolana. Po chwili zrobiłem to samo i gdy byliśmy gotowi, wygwizdałem pewną melodie. Gdy skończyłem poczułem drganie pod nogami. Otworzyły się drzwi dębu. Wyszło z nich kilku ludzi. Słyszałem ich kroki. Pewien z nich się odezwał - walka czy obserwacja
Przez moment zawahałem się przed odpowiedzią. Derek mnie wyprzedził i szybko odparł ;
-Walka - wyczułem w jego głosie niepewność
Dla potwierdzenia kiwnąłem głową a ludzie stojący obok nas zbliżyli się i poczułem ukucie na szyj i jakiś płyn, który szybko rozniósł się po moim ciele. Upadłem na ziemie i straciłem przytomność.

Derek? Jestem ciekawa co wymyślisz ^^

Ps. Ja nie ide do licbazy
Ps 2. Walić ten zeszyt
Ps 3. Piszesz lepiej niż Kaja ♥

sobota, 24 czerwca 2017

Od Derek'a c.d. Matt'a

Ruszyłem szybko, myśląc tylko o tym żeby Matt nie zauważył jak psychicznie jestem wykończony. Przez większość czasu było mi na rękę że idzie z tyłu jednak zaczęło robić się to podejrzane. Odwróciłem się. Szedł z opuszczoną głową.
-Co jest? Nie cieszysz się?
-Nie...po prostu ta droga jest taka długa że mam już dość.-uśmiechnął się słabo
Położyłem mu rękę na ramieniu.
-To co tam przeżyjesz jest warte tej drogi. Te wszystkie kobiety! I to mięso...najlepsze w okolicy. Zobaczysz. Zabawisz się.
-Tsa...-odparł
Zignorowałem to i chwyciłem jego dłoń.
-Jeśli będziesz tak spowalniał to nigdy tam nie dotrzemy.-pociągnąłem go i zacząłem biec
Gdy w końcu zaczęliśmy jeść, humor Matt'a trochę się poprawił.
-To jest rzeczywiście przepyszne!
-A nie mówiłem?-zaśmiałem się i wziąłem kolejny kawałek do ust
Wtedy podeszła do nas zgrabna brunetka. Najpierw spojrzała na niego potem na mnie.
-Witaj piękny nieznajomy-mówiła do mnie-pewnie długo jesteś w podróży... Przydałby ci się odpoczynek.-przejechała ręką po mojej twarzy
Spojrzałem w stronę chłopaka. Patrzył gniewnie na kobietę.
-O co chodzi księżniczko?
Teraz jego gniew przeszedł na mnie.
-O nic!-wstał i wybiegł z baru
Odsunąłem kobietę i wybiegłem za nim. Dogoniłem go dopiero po kilkuset metrach. Chwyciłem go za rękę ale się wyrwał. Nie miałem zamiaru odpuszczać. Wyprzedziłem go i zastawiłem drogę.
-O co ci chodzi?! Czemu tak wybiegłeś?
-Może mam dość?!
-Czego?
Nie odpowiedział. Chwyciłem go za ramiona. Próbował się wyrwać. Zaczął bić pięściami w moją klatkę piersiową. Przytuliłem go. Uderzył mnie kilka razy w bliznę. Okazało się że boli jak zwykła rana. Powstrzymałem krzyk i przytuliłem go mocniej. W końcu zmęczył się i przestał. Poczułem jak płacze.
-Już dobrze. Możesz mi powiedzieć o co chodzi.


Matt?

Ps. Ciebie nie przyjmą nawet z tymi dwoma :C
Ps 2. Miałyśmy skończyć różowy zeszyt do końca szkoły XD
Ps 3. Obiecuję że nauczę się pisać lepiej niż Kaja :I

Od Matt'a c.d. Derek'a

Derek oparł się o grube drzewo i przymrużył oczy. Przez moment patrzyłem się na niego i do głowy wpadł mi pewien pomysł. Obróciłem się w poszukiwaniu charakterystycznego znaku.
-W tamtą stronę jest miasteczko prawda? - zapytałem po chwili
-Tak, a dlaczego pytasz? Znowu chcesz iść się napić? - odpowiedział z uśmiechem na twarzy, nawet nie otwierając oczu, spojrzałem na niego lekko zirytowany
-Skąd możesz wiedzieć, w jakim kierunku pokazuje? - zapytałem 
-Intuicja młody. - odparł 
-Stary się odezwał.. - parsknąłem - Z tego co wiem od Alison to jesteś tylko o rok ode mnie starszy - Derek powoli zaczął wstawać i podchodzić do mnie - To nie upoważnia Cię do tego żebyś mógł mówić do mnie ,,młody,, - Derek stał przede mną, bardzo blisko, nasze klatki o mało co nie stykały się podczas oddechów, mężczyzna patrzył na mnie z góry, spojrzałem mu w oczy - Więc.... zostańmy przy określeniu ,,księżniczko,, - odparłem nie odrywając wzroku od silnych rysów jego twarzy
Derek spojrzał na mnie zdumiony, po czym na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech a w oczach nadal pozostał ten sam blask. Pochylił się lekko, aż jego twarzy zrównała się z moją. Poczułem ciarki na plecach. Po raz pierwszy mogłem tak dokładnie przyjrzeć się każdemu szczegółowi na jego twarzy, a oczy z bliska wyglądały jeszcze piękniej. Były takie.. że człowiek miał ochotę zanurzyć się w nich na zawsze. Piękne.. zielone.. oczy.. zbliżały się coraz bliżej.
Jenyy... Matt.. jeszcze nikt nie działał na Ciebie w ten sposób, że.. traciłeś zmysły.. - pomyślałem
-Dobrze księżniczko - po momencie wyszeptał mi do ucha a jego głos rozchodził się echem w mojej głowie, która w chwili obecnej była zajęta tylko nim..
Derek obszedł mnie i ruszył w kierunku, którym pokazywałem wcześniej.
-Już nie jestem śpiący, ale za to cholernie głodny. Chodźmy coś zjeść. - powiedział, nie oglądając się na mnie, a ja po momencie doszedłem do siebie i ruszyłem za nim
-Na co masz ochotę? - zapytałem po chwili marszu
-Nie wiem jeszcze, jakąś pieczeń? Steka? - zaczął wymieniać
-W sumie to zjadłbym steka - odparłem
-No to już wiemy gdzie iść - klasnął w dłonie
-Gdzie? - zaciekawiłem się
-Jest takie miejsce, gdzie łączą dwie najlepsze rzeczy na świecie
Dla mnie ty jesteś najlepszy.. - przemknęło mi przez głowę
-Łączą pyszne, pyszne.. steki i kobiety - powiedział oblizując się
Kobiety.. ta.. fenomenalnie..
-Niech będzie - przytaknąłem


Derek?
PS. Do licbazy i tak Cię nie przyjmą za sprawą biletu :3 

piątek, 23 czerwca 2017

Od Derek'a c.d. Matt'a

Obudziły mnie promienie słońca przebijające się przez moje powieki. Próbowałem się obrócić jednak niewiele to dało. Usiadłem i się rozejrzałem. Na moich nogach leżała koszula. Podniosłem ją i założyłem.
-Gdzie są moje spodnie?-zacząłem się rozglądać
Wspomnienia poprzedniego wieczoru zaczęły do mnie wracać.
-Matt!-krzyknąłem zachrypnięty. Dopiero teraz poczułem suchość w gardle.
Wstałem i zacząłem nasłuchiwać. Po chwili usłyszałem dźwięk wodospadu. Ruszyłem w tym kierunku licząc na wodę, Matt'a i moje spodnie. Gdy dotarłem do wody zauważyłem że pod taflą wody znajduje się wejście. Wziąłem kilka łyków wody i ruszyłem w stronę wejścia. Wnętrze jaskini było ogromne. Rozglądając się zauważyłem jak Matt zalany krwią próbuje uciec jakiemuś potworowi
 Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu czegoś czym można zabić bestie. Jedyne co udało mi się znaleźć to kilka stalagmitów. Były na tyle cienkie że wystarczyło kilka ruchów aby je złamać. Podbiegłem do potwora i walnąłem go w głowę. Podszedłem do Matt'a. Wokół było dużo krwi. Spojrzałem na jego pierś. Miał tam głęboką ranę.
-Co ci strzeliło do głowy? Nigdy nie zadawaj się z syrenami.
Spojrzał na mnie zmęczony. Chciałem go podnieść gdy nagle syrena ugryzła mnie w łydkę. Krzyknąłem i upadłem. Zaczęła się na mnie wspinać. Uśmiechnęła się szkaradnie i spojrzała mi w oczy.
-Umiem czytać w myślach. Znam wszystkie twoje sekrety, Derek.
Nagle jej uśmiech minął a twarz wypełnił grymas przerażenia.
-Ty...twoja dusza jest czarna jak mrok. Ty jesteś tym który sprzedał duszę demonowi!
-Co za bzdury. Tylko wchłonąłem jego duszę.-chwyciłem w końcu stalagmit i wbiłem go w brzuch syreny. Jej ciemna, czerwona krew prysnęła na moją koszulę. Zrzuciłem ją z siebie i przycisnąłem do ziemi.
-Głupcze. To mnie nie zabije.-zaśmiała się.
-Wiem o tym.
Przez jej twarz przebiegło zdziwienie.
-Po co demonowi jak ty, moje życie?
Wbiłem skałę głębiej. Zawyła z bólu.
-Gdzie jest źródło?
-O co ci chodzi?
-Dobrze wiesz o co mi chodzi. Gadaj, gdzie jest źródło nieśmiertelności?
Zaśmiała się wypluwając krew.
-Torturuj mnie ile chcesz. Prędzej umrę niż ci powiem.
Wyciągnąłem stalagmit i podniosłem syrenę. Przeniosłem ją na inny, grubszy i siłą wbiłem jej w plecy.
-Mów!-czułem jak tracę nad sobą kontrolę
Spojrzała na mnie i zaśmiała się.
-Twoja miłość umrze a ty nic nie będziesz w stanie z tym zrobić.
Nie wytrzymałem. Z całej siły pchnąłem ją na skałę przebijając na wylot. Syrena zaczęła zalewać się krwią.
-Spokojnie, nie umrzesz. Zadbam o to.-uśmiechnąłem się. Poczułem jak z moich oczu płyną łzy. Łzy z krwi.
Syrena widząc to przestraszyła się.
-Nie ukryjesz swej natury, demonie. Spłoniesz w piekle razem ze mną.
Spojrzałem na Matt'a. Był na tyle daleko że nie mógłby mnie zobaczyć. Wiedziałem że muszę zaryzykować. Chwyciłem twarz syreny i spojrzałem jej głęboko w oczy. Zacząłem przeglądać jej wspomnienia. Wszystkie momenty. Widziałem jak była mała i bawiła się z innymi syrenami. Potem jakiegoś mężczyznę który ją tu przynosi i porzuca. Czułem sam jej każde uczucie. Jej ból. Widziałem jak pożera ludzi. I wtedy zobaczyłem jak zraniona wchodzi do wody. Znalazłem to czego szukałem. Puściłem ją. Jej oczy stały się czarne. Nie było już w niej życia. Poczułem jak na mojej klatce piersiowej powstaje blizna o wielkości kilku centymetrów i łączy się z trzema innymi tworząc półokrąg. To była cena za duszę, chodź nie rozumiałem na czym polega. Podbiegłem do Matt'a. Był blady i z trudem oddychał.
-Przeżyjesz. Obiecuję ci to.-podniosłem go i zaniosłem do małego jeziorka. Wszedłem z nim i położyłem go. Jego rana powoli się zabliźniała. Gdy w końcu została blizna wyszedłem i położyłem go obok. Gdy odszedłem poczułem ból w nodze w którą ugryzła mnie syrena. Moja rana się nie zabliźniła. Cały czas krwawiła. Potargałem rękaw koszuli i zrobiłem bandaż. Zabrałem się za usuwanie ciała syreny. Wyniosłem go na zewnątrz i porzuciłem w krzakach. Za kilka godzin drapieżniki nie powinny nic zostawić. Wróciłem do Matt'a. Obudził się ale nie do końca wiedział co się dzieje.
-Co się stało?
Opowiedziałem mu w skrócie historię pomijając momenty z pochłonięciem duszy i mrokiem w moim środku.
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Właściwie co tu robiłeś?
-Znalazłem tu perłę a potem syrena kazała mi odpowiedzieć na pytanie a ja nie wiedziałem odpowiedzi i potem próbowała wyrwać mi serce.
-Cóż. Masz nauczkę. A teraz odpoczywaj. Przeżyłeś tylko dlatego że było tu magiczne źródło. A ono nie usuwa zmęczenia. Idę spać.
Wiedziałem że gdy tylko zamknę oczy dusza syreny będzie próbowała przejąć kontrolę. Ale nie uda się jej. Nie udało się silniejszym.

Matt?

Ps. Czy przypadkiem nie masz mojego telefonu i biletu do licbazy?

środa, 21 czerwca 2017

Od Matt'a c.d. Derek'a

Delikatne promienie porannego światła dobiegły do moich polików, wędrując wyżej ku zamkniętym oczom. Obudziłem się i już od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Czułem świeży, poranny zapach lasu i rosy. Śpiew ptaków i cichy szelest koron drzew. Leżałem na plecach.. na czyiś nogach. Delikatnie podnosząc się zobaczyłem, że to Derek leży opok mnie.
-Brawo Matt.. pewnie znowu odwaliłeś jakiś szajs po pijaku.. i znowu on musiał na to patrzeć.. - powiedziałem sam do siebie
Derek leżał w samych spodniach, bez koszulki, ponieważ miałem ją ja. Zdjąłem ją, od razu czując powiew delikatnego wiatru. Wstałem, nie budząc Derek'a. Jego koszulką przykryłem nagie ciało chłopaka przez chwilę przypatrując się mu i jego ciału, mięśniom i.. bliznom. Zaciekawiłem się od czego je ma, ale przecież nie obudzę go i nie będę o to wypytywać.
Rozejrzałem się dokoła. Zamknąłem oczy i zdałem się na zmysł słuchu. Szum drzew, ptaki i.. wodospad? Poszedłem w kierunku dochodzącego dźwięku i moje zmysły mnie nie zmyliły. Jezioro z wodospadem. Półnagi, bez koszulki, przeszedłem wzdłuż jeziora docierając do wodospadu.
-Ha! Matt, brawo. Jesteś odkrywcą. - pogratulowałem sam sobie
Za wodospadem była ukryta jaskinia. Przebiegła mi przez głowę myśl, że może powinienem powiedzieć o tym Derek'owi.. ale on spał.. Nie będę mu przeszkadzać. Nic mi się nie stanie.
Wsunąłem się za ścianę wody spadającej z góry i znalazłem się w ciemnym, wąskim przejściu. Od razu na samym końcu, dostrzegłem jakieś światło. Nie zwlekając ruszyłem tam biegiem. Nagle oślepiło mnie światło. Zasłoniłem twarz rękami, lekko mrużąc oczy, starając się dostrzec coś w blasku. Po chwili moje oczy przyzwyczaiły się do jasności i zamurowało mnie.. stałem przyglądając się temu miejscu, żałując, że jednak nie zabrałem ze sobą Derek'a.
Miejsce wyglądało ślicznie, niebieskie światło oświetlało całą jaskinie, nadając jej magicznego wyglądu. Na środku była skałka. Ale na niej też coś było.. Jakby.. Półmisek na podeście, na którym leżała ślicznie świecąca perła. Szybko przemknąłem przez wodę i znalazłem się na skałce. Poczułem nagle dziwne ukłucie na nodze. Spojrzałem na nią, leciała z niej krew. Tak jakbym przed chwilą się czymś zadrapał. Ignorując to podszedłem do perły. Derek ucieszy się z takiego prezentu. Szybkim ruchem podniosłem perłę ciesząc się ze zdobyczy. 
-No to teraz mogę wracać. - szepnąłem pod nosem, chowając perłę do tylnej kieszeni spodenek
Odwróciłem się i znów to miejsce mnie zaskoczyło. Na skałce opierała się syrena, resztę swojego ogona miała pod wodą, i wystawała jej tylko ta człowiecza część. 
-Nie ładnie to tak, zabierać coś, co nie należy do Ciebie - powiedziała, uśmiechając się fałszywie
Kiedyś już miałem do czynienia z syrenami. Fałszywe szmaty. Niby takie drobne, niepozorne, a jednak w ich sercach skrywa się mrok i zależy im tylko aby kogoś uwieść a potem zjeść gdy nikt nie będzie patrzeć. 
-Wybacz kochana, mogę Ci ją zwrócić - powiedziałem spokojnie, nie chcąc z nią zadzierać
-Możesz ją zatrzymać ale pod jednym warunkiem... - uśmiechnęła się a w jej oku dostrzegłem błysk 
-Niby jakim? - zapytałem zaciekawiony propozycją
-Zadam Ci pytanie, a ty mi na nie odpowiesz. Jeżeli odpowiesz szczerzę, puszczę Cię wolno i będziesz mógł zatrzymać perłę. - odparła
-A jeżeli skłamię? - zaśmiałem się
-Wtedy perła zostanie ze mną... - przerwała - I ty także. - zanurzyła się, przepłynęła skałkę naokoło, i znów znalazła się w tym samym miejscu - Pamiętaj, że niektóre syreny mają dar
-Jaki? Wykrywacie kiedy ktoś kłamie? - palnąłem pierwszą lepszą myśl
-Tak. - odparła stanowczo 
-Dobrze, jestem gotowy. - powiedziałem - Zadaj mi to pytanie i miejmy to z głowy
Nagle w wodzie pokazała się podobizna śpiącego Derek'a. 
-Jak to.. - zająknąłem się
-Mamy też inne dary. - na jej twarzy znów pokazał się ten sam, szyderczy uśmiech, i po chwili podobizna Derek'a zniknęła a na jego miejsce pojawił się Ash.. jako człowiek - Teraz się skup.. Wyobraź sobie, że im obu, w tym samym czasie, dzieje się krzywda. Jedynym ratunkiem jest ciężko dostępne lekarstwo. Niestety.. starczy tylko dla jednego. Pytanie brzmi ; Kogo wybierasz? - Syrena spojrzała się na mnie wyczekując odpowiedzi 
Stałem tam w bezruchu nie wiedząc co odpowiedzieć. Nie chciałem tutaj zostawać.. wiedziałem, że prędzej czy później skończy się tym, że ona mnie zje. Ale.. co ja miałem powiedzieć? Nie chciałem aby żadnemu z nich nie stała się krzywda.. 
-Nie wiem.. - wyszeptałem pod nosem
-Decyduj. Chyba że chcesz skończyć jako mój obiad - zaśmiała się z mojej nieporadności 
Derek. Ash. Derek. Ash. Derek. Ash.. Ja..
-Ja nie wiem.. - padłem na kolana, poczułem się słabo
-Kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz. - syrena wynurzyła się pełznąc do mnie - Więc to twoja odpowiedz? Poświęcisz się aby nikt się nie dowiedział? - zaśmiała się - Mam dar, że wyczułam dwie osoby, ważne dla Ciebie w twojej pamięci i ukazałam Ci ich obraz, wyczuwam, że kłamiesz, ale nie wiem dlaczego. Chociaż.. nie obchodzi mnie to. Grunt, że będę miała co jeść. - powiedziała tykając mnie palcem w nosek 
-Nie mogę powiedzieć.. sam tego nie wiem.. - odparłem 
-Musisz poczuć to tu - przyłożyła dłoń do mojego serca, nagle ukazały się jej długie szpony - Słyszysz? Bije.
-Słysze. - wyszeptałem 
-Zaraz przestanie. - zaśmiała się i próbowała wbić szpony w moją klatkę piersiową aby wydrzeć moje serce, lecz zdążyłem odsunąć się na tyle, że skończyło się głębokim zadrapaniem
-Nie pozwolę Ci.. - parsknąłem 
-Umowa to umowa, zgodziłeś się. - odchrypnęła i nagle zaczęła się zmieniać w najgorszą zmorę jaką widziałem - ODDAJ MI SWOJE SERCE - krzyknęła, rzucając się w moim kierunku 

Derek? 

Od Derek'a c.d. Matt'a

-Tobie zdecydowanie wystarczy.
-Ale...-Matt chciał oprzeć się o mnie jednak jego ręka nie trafiła w moje ramię a on stracił równowagę i runął na ziemie.
-Heh. Problem sam się rozwiązał.
Zamówiłem jeszcze jedno piwo. Gdy kończyłem pić, Matt zaczął się budzić. Spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
-No, możemy już iść.-próbowałem wstać lecz moje nogi odmówiły posłuszeństwa i upadłem obok Matt'a. -To nie będzie takie łatwe jak myślałem Matt.
Chłopak znów leżał nieprzytomny.
-Nie rób mi tego.-szturchnąłem go- Proszę
Matt nie reagował. Powoli kucnąłem i przerzuciłem go przez ramię. Wstałem i chwiejąc się wyszedłem z karczmy. Po kilkunastu minutach poczułem jak jego ciało drży a pn próbuje coś powiedzieć.
-Szo ci?-próbowałem powiedzieć
-Z...zimno.
Oparłem go o drzewo. Dopiero teraz zauważyłem że ma bluzkę z krótkim rękawem i spodenki. Zaczął drżeć jeszcze bardziej.
-No nie.
Ściągnąłem koszulę i spodnie. Rozebrałem go. Miał dobrze zarysowane mięśnie klatki piersiowej których nie było widać pod koszulką. A raczej nie zwróciłem wcześniej na to uwagi. Wpatrywałem się w niego jak oczarowany. Przestałem gdy znów zaczął mamrotać że mu zimno. Naciągnąłem na niego moją koszulę. W pewnym momencie moja twarz znalazła się bardzo blisko jego. Przez mój umysł przeleciał dziwny  pomysł.
-Niee...nie mogę...-wyszeptałem
Wtedy on otworzył oczy i spojrzał na mnie. Zatkało mnie.
-Czo ty...
-Ja..-próbowałem się wytłumaczyć
-Ja ciebie też...
Po tych słowach Matt znów odleciał zostawiając mnie ze zdumieniem i nie wypowiedzianymi słowami. Ubrałem go w milczeniu. Gdy skończyłem położyłem się obok. Po kilku minutach poczułem jak zsuwa się na mnie i kładzie na mojej klatce piersiowej. Przytuliłem go. Zaczął coś mówić ale byłem tak zmęczony i pijany że to zignorowałem. Jedyne co teraz się liczyło to fakt że leżałem prawie nagi a on ogrzewał mnie swoim ciałem. Po chwili już spałem.

Matt?

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Od Matt'a do Derek'a - Nowy Początek

~Co ty robisz głupku.. - pomyślałem
W tej chwili chciałem tylko jedno. Odejść jak najdalej. Może sam, może z kim, może z Ash'em. Tak.. z nim. Z nim byłoby wspaniale. Znaleźlibyśmy sposób aby na stałe mógł być w ciele człowieka a nie.. tego rysia. Bylibyśmy sami. Tylko ja i on. Chciałbym tego. 
Odwróciłem się. W oddali dostrzegłem posturę Derek'a. Przez moment przemknęły mi wspomnienia jakie z nim miałem i na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech a oczy delikatnie zaszkliły. No nic, czasem trzeba się pogodzić z tym, że nie wszystko w życiu jest takie cudowne jak wydaje się być na początku. Co ja sobie myślałem.. Przecież.. On i tak.. by mnie nie chciał. Jakby na to zareagował Ash?! Kocham go.. Ale Derek. On jest inny. Coś ukrywa. Dlatego stara się być taki poważny, co też pasuje do jego idealnie zbudowanego ciała. Może by tak..Nie.. to głupi pomysł aby iść go przeprosić.. Za pewne by mnie wyśmiał i obraził. 
Nie wiedząc co ze sobą zrobić ruszyłem do miasta z nadzieją, że może gdzieś tam spotkam Ash'a i będziemy mogli razem wrócić do Akademii. Chociaż mógłbym iść też do karczmy. Napić się i wybić z głowy wszystkie złe rzeczy. Tak, to wyśmienity pomysł. Zwłaszcza po tym jak skończyła się moja ostatnia przygoda po wejściu do karczmy, wylądowałem w czyimś łóżku. W sumie nie było aż tak źle. 
Idąc przez las miałem wrażenie, że ktoś idzie za mną. Odwróciłem się. Wszędzie poznam to potężne ciało. 
-Już beze mnie nie wytrzymujesz? - zapytałem, przyglądając się mu
-Nie schlebiaj sobie. - parsknął przechodząc obok mnie
Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem. 
-Idę się napić, to mój plan na wieczór. - dodał 
-Więc będziesz musiał znieść również moją obecność w karczmie - powiedziałem podążając za nim
-Księżniczka idzie pić? Niemożliwe. - parsknął 
-No widzisz, a jednak. - założyłem ręce za głowe
-Tylko mam nadzieję, że nie będę musiał Cię niańczyć jak ostatnio i pilnować gdzie będziesz się szwędać. - spojrzał z ukosa na mnie
-Nikt Cię o to nie prosi. - spoważniałem 
~~ Kilka godzin później ~~ 
-DEEEREEEK - oparłem się o niego, próbując złapać kufel z piwem
Siedzieliśmy przy barze. Obsługiwała nas bardzo miła kelnerka. 
-Aj dzieciaku.. nie pij więcej. - powiedział 
-Co... Czemu.. - odstawiłem delikatnie kufel - Ale ja kce sie jeszczze napic. - spojrzałem na niego smutnym wzrokiem 
-Wystarczy Ci na dziś - zaśmiał się 
-NIE ! - krzyknąłem uderzając pięścią w blat - Kce jeszczee pifaa


Derek? xd

Od Alison c.d. Derek'a

Derek i Newt zachowywali się dziwnie. Wyszli z pokoju przerywając mi opowiadanie. Chciałam wyjść z nimi ale podejrzewam, że chcieli pogadać na osobności. Nagle obok mnie zaczął unosić się biały i lekko różowy dym. Zakaszlałam kilka razy po czym odwróciłam się od dymu. Podeszłam do okna i odtworzyłam je aby przewietrzyć pokój.
-Oh.. Przepraszam. - usłyszałam znajomy głos za moimi plecami - Nie chciałem narobić takiej zadymy.
Odwróciłam się. W kłębku dymu dostrzegłam znaną mi postać. Był to Chris! Nie mogłam uwierzyć, że znów mogę go zobaczyć.
-Chris! - rzuciłam się w jego kierunku.
-No tak, ja. - złapał mnie i zrobił kilka obrotów, po czym postawił mnie na ziemi. - Przecież obiecałem, że będę Cię odwiedzać.
-No tak ale myślałam, że zajmie Ci to więcej czasu niż.. jeden dzień? - zaśmiałam się
-Oh no wiem. Ale co mogę na to poradzić? Stęskniłem się. - pogłaskał mnie po głowie.
-Rozumiem. - uśmiechnęłam się - Chcesz coś do picia.
-Woda wystarczy. - usiadł na łóżku - Co zdążyłaś zrobić zanim znów się pojawiłem? - zapytał
-Opowiedziałam historię bratu i przyjacielowi. Gdzieś wyszli ale powinni niedługo wrócić.
-Oo.. To ja nie będę wam przeszkadzać. Napiję się i będę zmykać. Przyjdę.. może jutro? - spojrzał na mnie pytająco
-Przychodź kiedy chcesz. - powiedziałam podając mu szklankę z wodą. - U mnie zawsze będziesz mile widziany.
-Mhm. Czyli nawet mogę wpaść kiedy będziesz brała prysznic? - zaśmiał się
-Co? Nie! Nawet się nie waż. - oburzyłam się
-Hah. - zaśmiał się - Możesz o to być spokojna. - spojrzał na mnie z uśmiechem
Nagle do pokoju wparował Newt, był lekko czerwony na polikach a jego oczy lśniły jakby przed chwilą leciały z nich łzy.
-Newt.. - spojrzałam na niego lekko zszokowana
-Wybacz, próbowałem go zatrzymać - dodał zdyszany Derek, stojący za plecami Newt'a
-Więc to jest twój brat i przyjaciel? - zapytał Chris
-Tak - Newt wyprzedził mnie z odpowiedzią - Jestem Newt, ty to pewnie Chris.. - chłopak wysunął rękę w geście powitania
Chris wstał podając dłoń Newt'owi. Spojrzał na mnie po czym podszedł do Derek'a.
-Derek. - ten odparł krótko przedstawiając się
-Nie będę wam przeszkadzać. Odwiedzę Cię kiedy indziej malutka - pogłaskał mnie po głowie i tak jak szybko się pojawił, tak też szybko zniknął. Spojrzałam na Newt'a i na Derek'a.
-Co Ci się stało? - zapytałam, ocierając poliki Newt'owi
-Nic.. nic ważnego.. - odwrócił spojrzenie na Derek'a - Tylko rozmawialiśmy.
-Derek? Możesz mi powiedzieć o czym? - stanęłam z przeplecionymi przez siebie rękami udając poważną minę
-Nie powinienem.. - spojrzał ukosem na drugiego chłopaka, a mój wzrok powędrował za jego, potem znów wpatrywałam się w oczy brata
-O co chodzi.. ?

Derek?

sobota, 17 czerwca 2017

Od Derek'a c.d. Clodie Sue

-Cóż...-tak trudno było mi to mówić-znamy się już trochę, prawda?
Cały czas uciekałem wzrokiem jednak w końcu odważyłem się na nią spojrzeć. Patrzyła na mnie pytająco.
-To prawda. 
-Zależy mi na tobie i chcę żebyś mi ufała. A do tego trzeba kogoś znać od innej strony. Od jego najgorszej strony. Ukrywam okropną tajemnice. Nie potrafię już z nią żyć. Jest jak jad który toczy moje żyły i zabija mnie od środka. Muszę ją w końcu komuś wyjawić by się uwolnić. Chcę żebyś to była ty.
-Czemu ja? Nie możesz powiedzieć tego Alison albo Johannie?
Nie mogę. To dotyczy ich i gdyby poznały prawdę pewnie by mnie nie zrozumiały. 
Sue poprawiła się na kanapie. Spuściłem wzrok. Poczułem jej rękę na ramieniu.
-Możesz mi powiedzieć. Na pewno to zrozumiem.
Podniosłem wzrok. Jej uśmiech dodawał mi otuchy. Spojrzałem jej w oczy.
-Czy mi ufasz?
Przez chwilę zawahała się.
-Tak.
Przeczesałem ręką włosy.
-Czy wiesz że ja i Alison zostaliśmy sierotami gdy ona miała 14,a ja 17 lat? Naszego ojca podobno zabił demon a matkę kilka dni wcześniej jakiś włóczęga.
-Słyszałam jakieś historie ale nie wierzyłam w nie. Czekałam aż ty mi to powiesz. Nie wiedziałam że te plotki to prawda. Przykro mi.
-Nie musi ci być przykro. To naprawdę plotka. Sam ją wymyśliłem. Powiedziałem tak Alison bo. Nie chciałem by znała prawdę o tym co tak naprawdę stało się z rodzicami.
Clodie spojrzała na mnie pytająco.
-Co tak naprawdę stało się z waszymi rodzicami?
-Tak naprawdę  od dawna nimi nie byli. To były ich ciała. Ale nie było ich dusz. Zamiast nich były dwa demony.
-Co? Skąd to wiesz?
-Bo zabiłem ich oboje.
Dziewczyna spojrzała na mnie przerażona. Odsunęła się ode mnie.
-Wiem jak to brzmi. Ale zaczynając od początku. Od zawsze interesowała mnie magia. A im lepiej ją znałem tym bardziej chciałem poznać jej zakazaną część. Po pewnym czasie poznałem zaklęcie pozwalające cofać się w czasie ale nie pozwalało na ingerencje w minione wydarzenia. Postanowiłem zniknąć na kilka dni. Pod pretekstem odwiedzenia przyjaciela i pomocy w przeprowadzce wyszedłem bez podejrzeń. Wtedy często znikałem na kilka dni lub tygodni więc nikogo to nie zdziwiło. Na odchodne usłyszałem tylko że mam się pilnować bo nikt nie będzie mnie szukał. Podróżowałem kilka dni nim znalazłem opuszczoną chatę w głębi lasu. Poznałem kilka zaklęć pozwalających ukryć się przed różnymi stworzeniami. Gdy skończyłem zacząłem wypowiadać zaklęcie by cofnąć się o kilkanaście lat. Potem straciłem przytomność. Obudziłem się w moim domu. Zobaczyłem moich rodziców niosących na rękach małą dziewczynkę. Miała może rok. Wiedziałem że to Alison. Mnie nie było w pobliżu. Wtedy zobaczyłem coś co zmroziło mi krew. Jak moich rodziców otacza grupa jakiś ludzi. Jeden z nich podszedł do moich rodziców i powiedział że to czas zapłaty. Rodzice przez chwilę próbowali się kłócić jednak mężczyzna pozostał niewzruszony. Chwycił ich za ręce. Rodzice zaczęli błagać. Mężczyzna wziął Alison na ręce a oni upadli martwi. Obok ich ciał pojawiły się błękitne obłoki które zostały wessane w głąb ziemi. Do ciał podszedł mężczyzna a potem kobieta. Położyli ręce na zwłokach a po chwili obudzili się w ciałach moich rodziców. Podeszli do mężczyzny z dzieckiem i powiedzieli że odezwą się za tydzień. Mężczyzna podał im moją siostrę i powiedział że będzie piękną marionetką. Wtedy nagle się obudziłem. Byłem tak zszokowany że nie mogłem się podnieść z ziemi. Przez kilka dni po tym opracowywałem plan działania. Musiałem dalej udawać że nic nie wiem. Znów użyłem zaklęcia. Pozwalało na zmianę postrzegania. Potem musiałem nauczyć się jak zabijać te demony. Wróciłem do domu po dwóch tygodniach. Demony nic nie podejrzewały. Teraz wiedziałem że muszę dbać o Alison. Bardziej niż kiedykolwiek. Najpierw zabiłem demona który udawał moją matkę. Nie potrafiłem wtedy jeszcze ich torturować i wydobywać z nich informacji. Zabiłem ją z chęci zemsty. Potem przybiegłem do domu cały w krwi z płaczem że jakiś szaleniec zabił mamę. Demon który udawał mojego ojca uwierzył mi. Kiedy się uspokoiłem doszkalałem się. Poznawałem techniki tortur. Po trzech latach byłem już na tyle potężny że po prostu podszedłem i zapytałem dlaczego podszywają się pod moich rodziców. Na początku udawał że nie rozumie. Jednak gdy zobaczył sztylet zrozumiał że nie żartuje. Rzucił się na mnie jednak nie miał szans. Z łatwością przejąłem nad nim kontrolę i go unieruchomiłem i zmusiłem do mówienia. Dowiedziałem się że Alison jest wyjątkowa. Jest czystą duszą. Kimś kto mógłby pokonać piekło. Dlatego uczyli ją posługiwać się bronią. Miała bronić się przed dobrem. Wtedy jej dusza stałaby się skażona a ona zła. Byłaby panią piekła. Tyle mi wystarczyło. Odesłałem go. Wróciłem do domu. Moja siostra powiedziała że ojciec wybiegł z domu nie wiadomo po co. Pocieszyłem ją i powiedziałem że na pewno wróci. Cóż, nie wrócił. A my musieliśmy iść bo nie mieliśmy za co żyć. Co dziwne demon przyszedł po mnie bardzo późno. Widziałem że nie odpuści. Znałem zaklęcie które odepchnęłoby wszystkie złe istoty na dobre 20 lat jednak to oznaczałby utratę cząstki siebie. Swojego człowieczeństwa. Wtedy pojawiła się Johanna. Do dziś nie rozumiem czemu tak łatwo oddała siebie. Jednak nie powiedziałem jej prawdy. Myśli że nie znałem zaklęć. Nie chcę żeby znała prawdę. Tym bardziej żeby poznała ją Alison. To...sprawiłoby że pewnie by się załamała. A do tego nie mogę pozwolić. Nie po tym co już zrobiłem.
Przestałem mówić. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę że płaczę.

Sue?

Od Clodie Sue c.d. Derek'a

Słowa docierały do mnie powoli. Powoli, jedno po drugim, aż utworzyło się zdanie. "Czy mogę u Ciebie spać". Ocknęłam się i szybko odpowiedziałam.
- Pewnie! Zawsze jesteś tu mile widziany - uśmiechnęłam się przy tym lekko. Postanowiłam więc wstawić wodę i zrobić kolację. Derek wstał, oznajmiając tym że chce się dołączyć. Stanowczo zaprzeczyłam, argumentując to jego skaleczoną ręką.
- Jakby nie patrzeć, to też jesteś skaleczona. I to na dłoni. Ja przynajmniej mam je sprawne - rzucił kąśliwie i szybko wyjął mi nóż z ręki. Zaczął kroić chleb, a ja opuściłam i poszłam sprawdzić co u Snowdy'ego. Szłam przez ciemny korytarz mojego małego domku. Teraz wszystko wydawało mi się nieco straszniejsze. Weszłam do mojej sypialni zapalając lampkę nocną. Snowdy leżał rozwalony na moim łóżku. Podeszłam do niego i lekko szturchnęłam. Ten szybko otworzył oczy i podniósł z trudem głowę.
- Wstawaj śpiochu. Czas na kolację - zachichotałam cicho. Smok głęboko westchnął.
- Szczerze to zamierzałem zaraz wstać. Mamy dziś spotkanie ze smokami innego gatunku. Chyba nie zdążę zjeść, ale mam nadzieję że nie masz nic przeciwko temu.. - te słowa mnie zamurowały. Snowdy wcześniej nic nie wspominał o tym spotkaniu.
- Pewnie! Tylko uważaj na siebie. Może też nawet lepiej że Cię nie będzie.. - podrapałam się po głowie i pomyślałam o tym co Derek wcześniej mówił. "Chciałbym z Tobą porozmawiać". Niby zwykłe słowa a jednak po części nie mogę się tego doczekać. Pożegnałam się z towarzyszem, który opuścił dom oknem, po czym wróciłam do Derek'a. Wszystko było gotowe.
- Trochę długo Cię nie było. Już miałem sprawdzać czy żyjesz - zaśmiał się mężczyzna.
- A bo wiesz, trzeba było zrobić to, tamto.. - odpowiedziałam wesoło. Spojrzałam na wszystko co przygotował i odebrało mi mowę.
- Coś nie tak? - spytał po dłuższej chwili ciszy.
- Sam to wszystko zrobiłeś? Wow... Robi wrażenie - wpatrywałam się w "magiczne" jedzenie przygotowane przez Derek'a, jak zahipnotyzowana.
- W sumie to tak.. wiesz, lata praktyki - posłał mi lekki uśmiech, który wprawił mnie w wyjątkowo dobry nastrój. Po zjedzonej kolacji i posprzątaniu usiedliśmy oboje na kanapie. Wpatrywałam się dłuższy czas w podłogę, lecz w pewnym momencie odważyłam się spytać.
- Derek, o czym chciałeś ze mną porozmawiać? - mówiąc to, wpatrywałam się prosto w jego oczy.

Derek?

czwartek, 15 czerwca 2017

Od Derek'a c.d. Clodie Sue

 Gdy opatrywała moje ramię cały czas ją obserwowałem. Chyba w końcu zaczynało do mnie docierać że zależy mi na niej. Bardzo.
Kiedy skończyła opatrywać moje ramię, zabrała bandaże i je schowała. Po chwili stanęła w drzwiach. Widziałem, że zbliża się coś poważnego. Chciałem coś powiedzieć gdy nagle zauważyłem jak lekko krzywi się próbując oprzeć się ręką o ścianę.
-Co ci się stało?-podszedłem do niej
-Skaleczyłam się.
-Więc po co założyłaś rękawiczki?
-Bo nie chciałam żeby było to widoczne.
-Ale jest.
Chwyciłem jej nadgarstek i delikatnie ściągnąłem rękawiczke. Jej cała dłoń była we krwi.
-Trzeba to przemyć i zabandażować.-puściłem ją i podszedłem do zlewu.
Sue pochyliła dłoń nad kranem, a ja odkręciłem kurek z wodą. Gdy ona usiadła podszedłem po bandaże a potem usiadłem obok i zacząłem owijać jej rękę.
-Czemu nie powiedziałaś od razu?
-To nic wielkiego. Nie przesadzaj.
Zdenerwowałem się.
-Chcę się o ciebie troszczyć. Czemu mi to utrudniasz?!
Spojrzała na mnie smutno. W jej oczach pojawiły się łzy. Zrobiło mi się głupio.
-Wybacz mi że nie jestem dobry w byciu opiekuńczym.
-Wybaczam.
Podniosłem twarz na nią. Była uśmiechnięta a oczy mniej smutne. Postanowiłem zaryzykować.
-Czy mógłbym dziś u ciebie spać? Chciałbym z tobą porozmawiać a mam wrażenie że trochę to potrwa.

Sue??

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Od Clodie Sue c.d. Derek'a

Snowdy leżał u mnie w pokoju. Najprawdopodobniej spał. Ja siedziałam w łazience w ciemności czekając niepewnie na Dereka. Już długo nie było, a tak nagle odszedł.
- Oh, głupia Clodie, przecież on tu nie mieszka, pewnie wrócił do domu - skarciłam się w myślach po czym przyłożyłam powoli głowę do zimnej ściany. Kątem oka spojrzałam na lustro i popatrzyłam na siebie. Zobaczyłam smutne oczy, więc szybko odwróciłam wzrok. Chwyciłam mniejsze lusterko i w tym samym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Przypadkowo upuściłam lusterko przez co szkło się potłukło. Szybko zaczęłam je zbierać przy okazji raniąc się w dłoń. Nie zwróciłam na to uwagi, wrzucając resztki szkła do kosza i energicznie ruszyłam w stronę drzwi. Po drodze założyłam rękawiczki aby nie było widać rany. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się Derek. Nigdy nie wydawał mi się aż tak bardzo wyższy, ale teraz do mnie dotarło że to prawie pół metra różnicy.
- Umm.. Przepraszam że tak długo - odparłam lekko zmieszana.
- W porządku. W zasadzie chciałem sprawdzić czy wszystko jest okej - uśmiechnął się lekko. Spojrzałam na jego ramię i zobaczyłam że jest lekko ranny.
- Jest okej.. Ale pamiętasz jak mówiłam Ci żebyś nigdzie po nocach nie chodził? Spójrz tylko co "nabyłeś" - powiedziałam troszkę rozdrażniona, jednocześnie wyciągając bandaże. Derek wszedł do domu jednocześnie oglądając ramię.
- Tylko że ja nic takiego nie robiłem. Zwykły spacer.. I trochę zwiedzania drzew. Nie przypominam sobie momentu w którym mogłem się tego "nabawić" - Powiedział jakby wcale nie martwiąc się o siebie.
- To nie znaczy że nie masz uważać - dodałam cicho oczyszczając i bandażując ranę. Przez cały czas czułam na sobie jego wzrok. Gdy skończyłam, schowałam wszystkie niepotrzebne już rzeczy. Stanęłam w drzwiach czekając na jakikolwiek znak od mężczyzny.

Derek? ( Wiem że krótkie ale trochę długa przerwa była i trudno się rozkręcić ;) )

Powrót!!

Witajcie zagubione duszyczki! Ogłaszam oficjalny powrót do pisania opowiadań na blogu, którego właśnie przeglądasz. Za przerwę jak najbardziej przepraszam ale no cóż... czasem już tak się dzieje. Od teraz opowiadania znów będę się pojawiać regularnie (bynajmniej tak myślę). Zostaje mi zachęcić was do zostania z nami, a niebawem pojawią się pierwsze opowiadania!
Do zobaczenia! 
Adminka ♥ 

niedziela, 14 sierpnia 2016

Od Derek'a c.d. Clodie Sue

     Odszedłem.  Poczułem się głupio.  Po co to zrobiłem?  Co ja sobie wyobrażałem?  Byłem na siebie zły.
-Argh!-kopnąłem kamień
A jak mnie z nienawidzi? Ci z tego że powiedziała kompletnie co innego.  Wtedy usłyszałem jakiś trzask. A zza drzew wyłonił się wilk.  Z pyska toczył pianę wściekliźna. Przez głowę przebiegła mnie jakaś naprawdę absurdalna myśl.  Że mnie nie zauważył.  Że tylko tędy przechodzi i zaraz pójdzie dalej.  Jednak po chwili myśli zostały rozwiane.  Wilk stanął naprzeciwko mnie.  Kulał.  Moja deska ratunku.  Jeśli kuleje to nie da rady biec szybko.  Chwyciłem się tego i zacząłem uciekać. Od razu ruszył za mną.  Mimo bolącej łapy dalej był potwornie szybki.  Ledwo go wyprzedzałem.  Zauważyłem drzewo z nieco niższymi gałęziami.  Moja jedyna droga ucieczki.  Resztkami sił przyspieszyłem jeszcze bardziej by mieć chwile na wdrapanie się na drzewo.  Gdy tylko złapałem się gałęzi z niewiarygodną dla mnie szybkością znalazłem się poza zasięgiem jego szczęk.  Usiadłem ledwo żywy.  Jednak wilk nie zamierzał odejść.  Położył się pod drzewem.
-Świetnie...-powiedziałem na głos
Spojrzał na mnie.  Próbował wejść na drzewo.  Wszedł już na jeden poziom.
-Chyba sobie kpisz.-powiedziałem i zacząłem szukać wyższych gałęzi.  Wszystkie były poza moim zasięgiem.  Tymczasem za niedługo będzie na moim poziomie.  Spojrzałem w dół.  Od ziemi dzieliło mnie z siedem metrów.  Nie uda mi się zaskoczyć i zrobić sobie krzywdy.  Jedynym wyjściem jakie przyszło mi do głowy było zepchnięcie wilka.  Gdy tylko był na moim poziomie usiadłem tak by jedyne co mógł ugryźć to podeszwy moich butów.  Usłyszałem jak warczy i kłapie pyskiem.  Z całej siły zamachnąłem się w stronę jego głowy.  Trafiłem.  Wilk spadł na ziemię.  Sam zeszłem.  Spojrzałem na jego ciało.  Nie ruszał się.  Pobiegłem w stronę domu Clodie.  Po kilkunastu minutach zapukałem do jej drzwi.

Clodie?

piątek, 12 sierpnia 2016

Od Clodie Sue c.d. Derek'a

Stałam przez chwilę w ciszy. To było.. Dziwne dla mnie. Po chwili się odezwałam.
- Nie.. Nie ma problemu.. Nikt inny mnie nie przytulał.. - wbiłam wzrok w ziemię. Poczułam na Sobie wzrok Derek'a. Zaskoczony. Chwilę później podniosłam wzrok. Uśmiechał się ciepło.
- Rozumiem. - powiedział po czym ruszył gdzieś. Strasznie chciałam go zatrzymać i spytać dokąd idzie. Jednak zanim zebrałam się w Sobie, zniknął. Spojrzałam zrezygnowana w dal. Przeniosłam wzrok na niebo. Dużo gwiazd. Jak już latałam, to czemu by nie spróbować jeszcze raz? Wzbiłam się delikatnie. Może by tak wziąć Snowdiego? Zawołałam go, a ten chwilę później był przy mnie. Dopiero teraz zdałam Sobie sprawę jak on szybko rośnie. Teraz sięgał mi do połowy uda. Wiem że jestem niska i może tylko dla mnie jest duży, ale niedługo nie będzie mógł się poruszać po moim domu! Chwilę później lataliśmy razem. Zaczęłam myśleć o przeprowadzce lub rozbudową domku, przez co zamyśliłam się. Snowdy zniknął mi z oczu. Instynktownie go zawołałam. Nagle coś wleciało prosto we mnie, przez co wpadłam w gałęzie. Czym prędzej z nich wyszłam, trzepiąc się. Moją uwagę zwrócił chichrający się Snowdy.
- Zemszczę się.. - pomyślałam. - Snowdy, chodź! - powiedziałam, po czym pobiegłam nad rzekę. Oczywiście od razu zachwyciłam się całym widokiem, ale to nie ważne. Pobiegłam w stronę wody i oczywiście chwilę później zwinnie odbijałam się od tafli. Lata nauki. Snowdy niczego się nie spodziewając wbiegł prosto do jeziora. Patrzyłam na niego z satysfakcją i dumą. Wróciłam na ląd i obserwowałam jak smok wychodzi, a raczej człapie, cały mokry.
- To teraz jesteśmy kwita. - poklepałam go delikatnie. W odpowiedzi pokręcił głową. Podszedł do mnie i dosłownie wepchnął mnie do wody. Zimna. Czym prędzej z niej wyszłam. Zimnoo. Wzdrygnęłam się i spojrzałam z pogardą na smoka. Wróciliśmy do domku. Oczywiście prędko ogrzałam się. Snowdy włączył muzykę i zaczął, jeśli można to tak nazwać, tańczyć. Doprowadził mnie tym, dosłownie, do łez. Komiczne.
- Normalnie mógłbyś startować w konkursie tanecznym przeciwko Ericowi. Ten to dopiero wywija. - zaśmiałam się ponownie. Wyjrzałam przez okno. Ciekawe gdzie jest Derek.. Miał się nie szlajać po nocach.
- Clodie, coś się stało? Wydajesz się trochę zagubiona. - zmartwił się nagle smok.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu.. Zamyśliłam się. - posłałam mu lekki uśmiech, po czym wróciłam pamięcią do tego jak Derek mnie przytulił. Czyżby pokazał mi coś co mi się spodobało?

Derek?

czwartek, 11 sierpnia 2016

Od Alison c.d. Eric'a

-Ja Ciebie też.. - wydukałam. - Nawet nie wiesz jak bardzo.. - dodałam w myślach i ziewnęłam
-Jesteś śpiąca? - zapytał Eric z troską
-Tak.. a to dziwne bo niedawno wstałam.. a spałam dość długo. - odparłam, znów ziewając.
-Zrobić Ci coś do picia? - zaproponował - Może Cię to ożywi i odechce Ci się spać. - Eric podszedł do kuchni i po chwili wrócił z szklanką jakiegoś soku - Proszę, napij się.
-Dziękuję. - wzięłam łyk, oparłam się o kanapę. - Jeżeli wam to nie przeszkadza.. pójdę wziąć prysznic. - powiedziałam wstając
Spojrzałam na Eric'a. Lekko zakręciło mi się w głowie i zakołysało ciałem. Prawie upadłam, lecz Eric zdążył mnie złapać.
-Powinnaś się położyć. - powiedział patrząc na mnie
-Eric.. - podniosłam się na nogi. - Dam sobie radę. - uśmiechnęłam się do niego.
Chwiejnym krokiem weszłam pod prysznic. Zaczęłam obmywać moje ciało. Gdy dotknęłam ręką pleców poczułam dziwne uczucie. Obróciłam się w stronę lustra. Zobaczyłam dziwne niebieskie plamy na moich plecach. Próbowałam je zmyć ale nie dałam rady. Patrząc na nie robiłam się coraz bardziej senna. Wyszłam spod prysznica. Owinęłam się ręcznikiem po czym udałam się do Eric'a.
-Eric. - zawołałam go.
Weszłam do jego pokoju. Był tam. Spojrzał na mnie pytająco.
-Co się stało?
-Spójrz.
Odwróciłam się tyłem i odsłoniłam plecy. Słyszałam jak Eric podchodzi bliżej mnie.
-Co to..
-Nie wiem, ale chyba to powooo. - ziewnęłam - powoduje moją senność.
Eric dotknął miejsca gdzie znajdowały się plamy. Następnie podbiegł do szafki z książkami i kolejno zaczął zrzucać ja na ziemię. W końcu wziął jedną po czym zaczął przewracać jej kartki.
-Chyba wiem co to jest.. - powiedział. - Ale niestety nie mam potrzebnych rzeczy żeby to coś wyleczyć.
-Mogę zobaczyć? - poprosiłam
-Jasne. - podał mi książkę
Zaczęłam czytać o tych plamach i o składnikach aby to wyleczyć.
-Znam osobę która mi z tym pomoże. - spojrzałam na niego
-Tylko nie mów mi, że jest to jakaś czarownica. - zaśmiał się, po czym spojrzał na mnie. - Alison..
-Eric.. Pozwól mi iść. - patrzyłam mu w oczy - Proszę.
-Dobrze, ale pójdę z Tobą. - powiedział
Kiwnęłam głową na zgodę. Wyszłam z jego pokoju i weszłam do siebie aby się ubrać. Gdy byłam gotowa czekałam na Eric'a w salonie razem z Akell'em.
-Nie lubię czarownic. - parsknął kot
-Dlaczego? - zaciekawiłam się
-Często bywają oszustkami.
-Akell. Ta do której idę razem z Eric'iem to moja znajoma. Nie skrzywdzi mnie. - pogłaskałam go po głowie
-Mam nadzieję. - uśmiechnął się
Zrobiłam się senna. Uszczypnęłam się. Pomogło. Eric patrzył się na mnie.
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł..
-Jest.. Narysowałam mapę. Na wszelki wypadek gdybym zasnęła podczas drogi. - uśmiechnęłam się

Eric?

Od Eric'a c.d. Alison

Nagle poczułem większy ciężar. Spojrzałem zaskoczony na Alison. Opadła. Nie reagowała. Zrozumiałem że coś jest nie tak.
- Alison. Alison! - zacząłem nią lekko potrząsać.
- Eric, przestań. To jej lepiej nie zrobi. Połóż ją gdzieś. - powiedział Akell spokojnym głosem. Popatrzyłem jeszcze raz na dziewczynę. Posmutniałem lekko i położyłem ją na kanapie. Wpatrywałem się przez chwilę w uśpioną twarz.
- Ric. Idź się przejść. - powiedział opiekuńczo kot.
- Nie mam siły. - mruknąłem bezradnie. Ten tylko spojrzał na mnie spokojnym wzrokiem.
- Przypilnuję jej. - dodał po chwili.
- Wyganiasz mnie. - stwierdziłem, po czym ruszyłem do pokoju. Położyłem się na łóżku i chwilę później spałem.

~~~

Obudziłem się w.. Jakimś pokoju. Nie wyglądał na pokój w stylu który jest charakterystyczny dla naszych czasów. Wstałem powoli i rozejrzałem się. Pokój był prawie pusty. Stało tylko łóżko i lustro. Spojrzałem w stronę lustra. Zobaczyłem odbijające się drzwi. Po chwili doszedłem do wniosku że widać je tylko w lustrze i że muszę Sobie jakoś poradzić. Zajęło mi to jakiś czas, zanim udało mi się je otworzyć. Byłem pewien że gdy wyjrzę, będę miał widok na korytarz. Zdziwiłem się jednak gdy zamiast korytarza, ukazał się nowy pokój. Znowu łóżko i lustro. W koncie siedziała postać. Chwilę mi zajęło zanim odgadłem kto to.
- Alison! - zawołałem cicho. Dziewczyna gwałtownie się odwróciła po czym wstała. Ruszyła do mnie i instynktownie przytuliła. Bała się.
- Gdzie my jesteśmy? - spytała cicho.
- Nie mam do chølery pojęcia. Pamiętam tylko że straciłaś przytomność. Położyłem Cię na kanapie, a ja sam Udałem się do pokoju. Chyba zasnąłem, ale czemu jestem tutaj to nie mam pojęcia. - wyjaśniłem jej. Mam nadzieję że trochę zrozumiała.
- Jak z tąd wyjść? - po tych słowach spojrzałem na nią.
- Oh uwierz, sam chciałbym wiedzieć. Chodź, znajdziemy wyjście. - mruknąłem po czym złapałem ją za rękę. Nagle znaleźliśmy się na dachu. Nie mam pojęcia jak. Znaczy, najprawdopodobniej to tymi schodami, które znaleźliśmy parę chwil wcześniej. Spojrzałem w dal. Nic znajomego. Spojrzałem w dół. Rynek pełen ludzi.
- O co tu chodzi.. - wymamrotałem. Dziewczyna spuściła głowę. Chwilę później siedziała.
- Alison, nie możemy zatrzymywać się w takiej sytuacji. - powiedziałem z bólem w sercu. Ta tylmo pokręciła głową. Momentalnie wziąłem ją na plecy. Tak będzie jej po prostu łatwiej. Zszedłem na dół. Nikt nie zwracał na mnie uwagi.
- Eric, chodźmy może wyjdziemy z tego miasta. - zwróciło moją uwagę że dziewczyna ciągle mówi jakby była ospała. Nie podobało mi się to. Jednak zrobiłem jak chciała. Wychodząc z miasta, zauważyłem że nas wypuścili bez problemu, a nawet nie zwrócili na nas uwagi, za to większości nie wypuszczano. Dziwne. Zamyśliłem się. Nagle wyrwał mnie z tego wszystkiego krzyk Alison. Pamiętam tylko tyle jak gdzieś spadaliśmy.

~~~

Obudziłem się z przyspieszonym oddechem. Momentalnie wstałem i popędziłem do Akell'a. Alison przebudziła się. Z ulgą Opadłem na ziemię. Dziewczyna spojrzała się na mnie.
- Nigdy więcej nie rozpraszaj się gdy idziesz. - zaśmiała się cicho. Popatrzyłem na nią lekko zdumiony, lecz szczęśliwy. Zamknąłem oczy ze zmęczenia. Gdy ponownie je otworzyłem, Alison siedziała przy mnie, a Akell zniknął.
- Eric, wszystko w porządku?
- Nie.
Dziewczyna zamarła. Uśmiechnąłem się lekko. Ta odwzajemniała.
- Wiesz co? - odezwałem się znów.
- Tak?
- Bardzo Cię lubię Alison.
Oboje się zaśmialiśmy.

Alison?

środa, 10 sierpnia 2016

Od Derek'a c.d. Clodie Sue

        Przez chwile stałem i wpatrywałem się w nią.  Usiadłem na krześle.
-Więc będziemy tak siedzieć?
Nie odpowiedziała. Wstałem i zacząłem się rozglądać.
-Może...-zaczęła- zjemy kolacje?
Uśmiechnąłem się.
-Dawno nic nie jadłem.-odparłem
Wstała i podeszła do kuchni.  Poszedłem za nią.  Zaczęła wciągać warzywa.  Wziąłem je i zacząłem myć i kroić. W tym czasie Clodie kroiła chleb. Po kilkunastu minutach mieliśmy talerz pełen kanapek. Dziewczyna usiadła i zaczęła jeść.
-Zrobię jeszcze coś do picia.
Wlałem wodę do czajnika, wstawiłem na kuchnię i usiadłem obok niej.
-Kocham kanapki. -powiedziałem i spojrzałem na nią.
-Dobrze wiedzieć.-lekko się uśmiechnęła
Czajnik zaczął piszczeć.  Tym razem to Clodie wstała.  Zaparzyła herbaty i położyła obok mnie. Wziąłem kubek z parującą herbatą w ręce.  Przez chwilę patrzyłem na parę.  Przeniosłem wzrok na nią.  Patrzyła na okruszki leżące na talerzu.
-Czy mogłabyś coś dla mnie zrobić?
-Hm?
-Czy mogłabyś pokazać mi jak latasz?
Spojrzała na mnie z zakłopotaniem.
-Do tej szkoły chodzi wiele fascynujących istot. Jednak nie zawsze można porozmawiać z prawdziwym aniołem.  Zobaczyć jak rozkłada skrzydła i odlatuje.
-Jesteś dziwny, ale dobrze. -wstała i wyszła na zewnątrz
-Dziękuję ci.
Poszedłem za nią.  Stanęła kilka metrów ode mnie i rozłożyła skrzydła i poderwała się z ziemi. Jedno z piór wypadło z skrzydeł i upadło na ziemię.  Wziąłem je i schowałem do kieszeni.
-Podobno przynosi szczęście.
Przez chwilę zawisła w powietrzu,  a po chwili wzbiła się w powietrze.  Obserwowałem jak jej skrzydła migoczą w świetle księżyca.  Latała tak kilka minut a potem wylądowała obok mnie. Nie wytrzymałem i przytuliłem ją.  Zaraz jednak puściłem.
-Przepraszam. Poniosło mnie.

Clodie?

Od Alison c.d. Eric'a

Siedziałam przez moment pod drzwiami. Myślałam o tym co mogę zrobić aby jakoś pomóc Eric'owi. Miałam wrażenie, że jest na mnie cały czas zły. Nie wiem za co mógłby być zły.. Może przez to, że zabiłam tamtego mężczyznę? Może przez coś innego? Rozmyślałam aż w końcu podszedł do mnie Akell i otarł się o mnie siadając obok.
-Co masz zamiar teraz robić? - zapytał
-Jeszcze nie wiem, pewnie pójdę na spacer. - poinformowałam go podnosząc się z ziemi
-Mogę Ci potowarzyszyć?
-Akell. Wybacz ale wolałabym iść sama. - poinformowałam go wychodząc z domku
-Za ile wrócisz? - zapytał
-Postaram wrócić zanim zrobi się ciemno. - zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam przed siebie.
Postanowiłam sprawdzić pewną jaskinię do której już kiedyś chciałam zajrzeć. Dokładnie pamiętałam gdzie ona się znajduje. Droga była prosta. Nawet było można dojść tam ścieżką wydeptana przez leśne zwierzątka. Dookoła rosły grube drzewa. Z niektórych gałęzi zwisały jakieś dziwne rośliny. Dostrzegłam wejście do jaskini. Już miałam tam wchodzić gdy za plecami usłyszałam czyjś głos.
-Stój - krzyknął ktoś
-Hę.. Kim jesteś? - zapytałam, obracając się na pięcie
-Kim? Kim jestem? - głos się zaśmiał - Powinnaś zapytać ,,Czym jestem,, - zza drzew wyłoniła się postać
Odsunęłam się o krok do tyłu. Światło księżyca oświetlało postać.
-Nie obawiaj się mnie. - powiedział - Nie zrobię Ci krzywdy. Ja jestem tylko strażnikiem tego co spoczywa w tej jaskini.
-C..co tam spoczywa? - zapytałam lekko przerażona
-Do tej jaskini jest tylko jedno wejście i wyjście. Znajdują się właśnie tutaj. Każdy kto tam wejdzie musi wrócić tą samą drogą. Niestety tym, którzy TO znajdują nie często zdarza się wracać. Jeżeli ciekawi Cię co tam jest, to dobrze. Opowiem Ci pewną historię. - spojrzał na mnie - Podejdź tutaj. - wskazał miejsce obok niego w którym nagle pojawił się pniaczek z drzewa. - Gdy będziesz tak stać w końcu rozbolą Cię nogi. - odparł i sam wyczarował sobie taki pniaczek
Podeszłam i usiadłam. Zaczęłam słuchać jego opowieści.
-Więc.. zaczynając od początku. Ta jaskinia kiedyś była główną jaskinią wielkiego stada wilków. Wszyscy żyli w harmonii i spokoju. Dobrze się ze sobą dogadywali i pomagali sobie na wzajem. Pewnego razu na watahę napadło obce stado i wymordowało prawie wszystkie wilki. Został tylko sam alfa zdany na łaskę boga. Był ciężko ranny. Zginął w męczarniach, lecz zanim to się stało ukrył cenny kryształ gdzieś w tej jaskini a następnie resztką sił wyczarował mnie abym nigdy nikomu nie pozwolił znaleźć tego co było dla niego cenne. Niekiedy w jaskini pojawia się jego duch który pożera zabłąkane dusze. Jeżeli chcesz tam wejść naprawdę musisz uważać.
-Więc.. TYM czymś jest ten kryształ? - zapytałam
-Tak. Już kilka osób go znalazło ale musiałem dotrzymać obietnicy i nie pozwoliłem im wyjść z kryształem na światło dzienne.
-Rozumiem. - wstałam - Dziękuję. - powiedziałam kierując się w stronę jaskini. - Mam nadzieję, że niczego nie znajdę - uśmiechnęłam się w stronę gdzie siedział lecz już go tam nie było, dostrzegłam tylko czerwone światełko znikające pośród drzew.
Weszłam do jaskini. W sumie nie było tu zbyt strasznie. Przestrzeń była ogromna. Dostrzegłam światło. Zaczęłam iść w jego kierunku. Pnącza i liany zasłoniły drogę. Odgarnęłam je ręką i moim oczom ukazała się piękna jaskinia. Rosły tu drzewa i różne inne rośliny. To była chyba ta główna jaskinia tych wilków. Muszę przyznać, że mieli dobry gust. Gdybym była wilkiem też bym chciała tutaj zostać. W wodzie pływały świecące się na niebiesko rybki. Niektóre kwiaty i grzybki również błyszczały w takim kolorze. Chciałam iść dalej gdy za plecami usłyszałam szmer. Obejrzałam się ale nic nie widziałam. Wróciłam do dalszej wędrówki. Trochę się zmęczyłam i usiadłam pod drzewem.
-Ciekawe co robi Eric.. - szepnęłam
Dostrzegłam przed sobą dziwną, ciemną chmurę. Podniosłam się i oparłam się o drzewo. Ciemna smuga zaczęła przeistaczać się w coś na wzór.. wilka? Nie możliwe. To nie może być ten duch. Przecież on pojawia się rzadko. Dlaczego to ja musiałam na niego trafić? Zjawa na prawdę zmieniła się w wilka. Nagle w miejscu gdzie chyba była głowa pojawiły się czerwone ślepia. Patrzyły się prosto na mnie.
-Dlaczego? - zapytałam sama siebie
-Czego tu szukasz? - zapytał wilk
-Chciałam.. po prostu tutaj zajrzeć. Nie chcę twojego kryształu. - na te słowa wilk lekko się zdziwił
-Skąd wiesz o moim skarbie? - zapytał
-Od strażnika, który strzeże tej jaskini. - powiedziałam
-Mhm.. Czyli jesteś czysta. - parsknął i położył się na ziemi
-Czysta?
-Czyli, że na prawdę weszłaś tu tylko po to aby zobaczyć co tu jest mimo iż wiedziałaś o krysztale. - powiedział
-Jeżeli on jest twój nie chcę go Tobie zabierać. - odparłam
-Cieszy mnie to. - na jego pysku pojawił się uśmiech - Nie to, że brakuje mi towarzystwa ale wydaje mi się, że powinnaś zmykać. Robi się ciemno. Możesz się zgubić. Ten las.. - spojrzał w górę. - Lubi czasem robić wodę z mózgu. Możesz znać ścieżkę na pamięć a tu nagle się okazuje, że trafiasz w kompletnie inne miejsce. - spojrzał na mnie - Jeżeli chcesz mogę doprowadzić Cię do domu. Co prawda nie mogę wyjść z jaskini ale za to mogę poprosić świetliki aby oświetliły Ci drogę.
-To bardzo miłe z twojej strony. - uśmiechnęłam się do niego - Dziękuję, za gościnę.
Wilk kiwnął głową i zaczął znikać, a ja udałam się do wyjścia. Tak jak mówił. Świetliki oświetliły mi drogę do domu. Było już ciemno. Już było dawno po zachodzie słońca. Pewnie się o mnie martwią. Eric będzie zły, że nic mu nie powiedziałam. Zaczęłam biec. Świetliki zaczęły coraz mocniej świecić. Ciekawe co to znaczy. Może dlatego, że zbliżałam się do celu? Mam nadzieję, że tak było. W oddali dostrzegłam światło. To był domek. Świetliki zniknęły gdy stałam kilka metrów od domku. Otworzyłam drzwi. Na środku pokoju stał Eric. Gdy mnie zobaczył podbiegł w moją stronę i wziął mnie na ręce.
-Eric.. - wyszeptałam
-Martwiłem się o Ciebie. - powiedział przytulając mnie
-Nie musiałeś.. - przerwałam - Dziękuję. - objęłam go rękami
-Alison? - odstawił mnie na ziemię i spojrzał mi w oczy.
-Tak?
-Ja.. - złapał mnie za ręce.
Nagle wszystko zniknęło. Opadłam na ziemię. Okropny pisk zagłuszał wszystko wokół. Zakryłam uszy i zacisnęłam powieki. Położyłam się i podkurczyłam nogi. Nagle pisk ucichł. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w kompletnie innym miejscu.
-Gdzie ja.. - zaczęłam się rozglądać - Jestem...

Eric?

wtorek, 9 sierpnia 2016

Od Eric'a c.d. Alison

Dołączyłem do Alison.
- Powiem Ci że nieźle gotujesz.
Na twarzy dziewczyny zawidniał uśmiech.
- Potwierdzam!
No po prostu nie mogłem się nie śmiać, patrząc na Akell'a. Ten leżał na kanapie i nie mógł wstać. Poza tym nie miał raczej zamiaru.
- Cieszę się..
Spojrzeliśmy na lekko zawstydzoną Alison. Następnie poczułem na Sobie wzrok Akell'a. Wzruszyłem do niego ramionami. Po skończonym posiłku, udałem się do pokoju. Przejrzałem Swoje ubrania. Będę musiał niedługo udać się na zakupy. Zająłem się regałem z książkami ponownie. Coś o dzikich zwierzętach, rośliny, magia, demony. Gdy wziąłem do ręki tę ostatnią, zapiekła mnie ręka. Nie wierzę że trzymam takie rzeczy w domu. Wstałem i wyjrzałem przez okno. Podejrzanie ciemno. Wyruszyłem z powrotem do Alison.
- Alison, która godzina?
- Nie wiem dokładnie, ale około południa.
- Mhm.
Mówiąc to, dziewczyna nie patrzyła na mnie. Zajmowała się czymś. Ruszyłem tym razem do łazienki. Rozejrzałem się. Czułem że naprawdę coś jest nie tak. Spojrzałem na lustro. Ktoś stał za mną. Odwróciłem się, ale nikogo nie było. Znów spojrzałem w stronę lustra. Nic. Wyraźnie mnie to zaniepokoiło. Mimo to, nie bałem się. Znów ruszyłem szybkim krokiem do Alison.
- Coś złego się dzieje.
Dziewczyna zdumiona spojrzała na mnie.
- Słucham?
- Po prostu..
Nie wiedziałem jak to przekazać. Nagle Akell wszedł do pokoju, najwyraźniej był w bardzo dobrym humorze. Alison zaczęła się również cicho śmiać.
- Nie musisz się tłumaczyć.. Nabrałeś się.
Tym razem Akell wybuchnął śmiechem. Patrzyłem na nich zdumiony.
- Nałożyliśmy przyciemnienie na Twoje okna..
Spojrzałem poirytowany na Alison. Potem zaczął mówić Akell. Jeśli wyduszanie pojedynczych słów można nazwać mówieniem.
- To w łazience.. To.. Kukła..
Teraz oboje wybuchnęli śmiechem.
- Ha ha.
Burknąłem, po czym udałem się do swojego pokoju. Wyciągnąłem notes i ołówek. Zacząłem dopracowywać anatomię smoka. Planowałem zrobić kopię obrazu, który tak spodobał się Alison. Mimo starań, zawsze wychodził mi ten sam smok. Smok z jaskini.. Nawet gdy zaczynałem rysować jakiegoś innego, to i tak efekt był przewidywalny. Podałem się. Przypadkowo złamałem ołówek, przy czym zraniłem Sobie lekko dłoń. Przymknąłem oczy. Poczułem jak krew wolno kapie na szkic. Zacisnąłem pięść. Niekontrolowanie z oczu zaczęły płynąc mi łzy. Również kapały na kartkę.
- Oh Emily.. Ja wiem że Twoja dusza jest zaklęta w tym ogromnym ciele.
Zachrypiałem cicho. Spojrzałem na kartkę. Nie wyglądała strasznie. Wyglądała bardzo realistycznie. Uśmiechnąłem się prawie nie widocznie, po czym oprawiłem go w ramkę. Postawiłem na stoliku nocnym. Położyłem się na łóżku. Położyłem ręce na klatce piersiowej. Mój wzrok utkwił w suficie. Cieszę się że nie jestem w domu sam. Dopiero bym zgorzkniał. Kto wie, może nawet popadłbym w depresję, a przypadkowy eremita znalazłby mnie zwisającego z drzewa? Zaśmiałem się gorzko. To nie w moim stylu. Czasem zastanawiam się czemu staram się sprawiać wrażenie tego złego, niedostępnego. Czemu robię z Siebie ofiarę losu. Może powinienem sprawić Sobie samochód. Albo lepiej nie. Pamiętam jak pewnym razem jakaś kobieta wykorzystała to że byłem pijany i zaprowadziła mnie za rękę do swojego samochodu. Gdy miała mnie tam wepchnąć, a może to ja ją, już nawet sam nie pamiętam, zjawił się jej chłopak. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Znowu przymknąłem oczy. Nagle pukanie do drzwi. Gdy postać weszła, zerknąłem w jej stronę. Alison.
- Eric, nadal jesteś zły?
- Znowu mam być na Ciebie za coś zły? Przecież mówiłem że nie ma powodu.
Dziewczyna nie odezwała się i wyszła. Wiedziałem że opiera się o drzwi, ponieważ głęboko westchnęła. Spojrzałem na dłoń. Nadal bolało, ale nie krwawiło. Tego nie opatrzę. To miła rana. Zamknąłem z powrotem oczy i pomyślałem o Alison. Ciekawe co teraz robi. Może powinienem zawracać jej głowę?

Alison?