Snowdy leżał u mnie w pokoju. Najprawdopodobniej spał. Ja siedziałam w łazience w ciemności czekając niepewnie na Dereka. Już długo nie było, a tak nagle odszedł.
- Oh, głupia Clodie, przecież on tu nie mieszka, pewnie wrócił do domu - skarciłam się w myślach po czym przyłożyłam powoli głowę do zimnej ściany. Kątem oka spojrzałam na lustro i popatrzyłam na siebie. Zobaczyłam smutne oczy, więc szybko odwróciłam wzrok. Chwyciłam mniejsze lusterko i w tym samym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Przypadkowo upuściłam lusterko przez co szkło się potłukło. Szybko zaczęłam je zbierać przy okazji raniąc się w dłoń. Nie zwróciłam na to uwagi, wrzucając resztki szkła do kosza i energicznie ruszyłam w stronę drzwi. Po drodze założyłam rękawiczki aby nie było widać rany. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się Derek. Nigdy nie wydawał mi się aż tak bardzo wyższy, ale teraz do mnie dotarło że to prawie pół metra różnicy.
- Umm.. Przepraszam że tak długo - odparłam lekko zmieszana.
- W porządku. W zasadzie chciałem sprawdzić czy wszystko jest okej - uśmiechnął się lekko. Spojrzałam na jego ramię i zobaczyłam że jest lekko ranny.
- Jest okej.. Ale pamiętasz jak mówiłam Ci żebyś nigdzie po nocach nie chodził? Spójrz tylko co "nabyłeś" - powiedziałam troszkę rozdrażniona, jednocześnie wyciągając bandaże. Derek wszedł do domu jednocześnie oglądając ramię.
- Tylko że ja nic takiego nie robiłem. Zwykły spacer.. I trochę zwiedzania drzew. Nie przypominam sobie momentu w którym mogłem się tego "nabawić" - Powiedział jakby wcale nie martwiąc się o siebie.
- To nie znaczy że nie masz uważać - dodałam cicho oczyszczając i bandażując ranę. Przez cały czas czułam na sobie jego wzrok. Gdy skończyłam, schowałam wszystkie niepotrzebne już rzeczy. Stanęłam w drzwiach czekając na jakikolwiek znak od mężczyzny.
Derek? ( Wiem że krótkie ale trochę długa przerwa była i trudno się rozkręcić ;) )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz