Odszedłem. Poczułem się głupio. Po co to zrobiłem? Co ja sobie wyobrażałem? Byłem na siebie zły.
-Argh!-kopnąłem kamień
A jak mnie z nienawidzi? Ci z tego że powiedziała kompletnie co innego. Wtedy usłyszałem jakiś trzask. A zza drzew wyłonił się wilk. Z pyska toczył pianę wściekliźna. Przez głowę przebiegła mnie jakaś naprawdę absurdalna myśl. Że mnie nie zauważył. Że tylko tędy przechodzi i zaraz pójdzie dalej. Jednak po chwili myśli zostały rozwiane. Wilk stanął naprzeciwko mnie. Kulał. Moja deska ratunku. Jeśli kuleje to nie da rady biec szybko. Chwyciłem się tego i zacząłem uciekać. Od razu ruszył za mną. Mimo bolącej łapy dalej był potwornie szybki. Ledwo go wyprzedzałem. Zauważyłem drzewo z nieco niższymi gałęziami. Moja jedyna droga ucieczki. Resztkami sił przyspieszyłem jeszcze bardziej by mieć chwile na wdrapanie się na drzewo. Gdy tylko złapałem się gałęzi z niewiarygodną dla mnie szybkością znalazłem się poza zasięgiem jego szczęk. Usiadłem ledwo żywy. Jednak wilk nie zamierzał odejść. Położył się pod drzewem.
-Świetnie...-powiedziałem na głos
Spojrzał na mnie. Próbował wejść na drzewo. Wszedł już na jeden poziom.
-Chyba sobie kpisz.-powiedziałem i zacząłem szukać wyższych gałęzi. Wszystkie były poza moim zasięgiem. Tymczasem za niedługo będzie na moim poziomie. Spojrzałem w dół. Od ziemi dzieliło mnie z siedem metrów. Nie uda mi się zaskoczyć i zrobić sobie krzywdy. Jedynym wyjściem jakie przyszło mi do głowy było zepchnięcie wilka. Gdy tylko był na moim poziomie usiadłem tak by jedyne co mógł ugryźć to podeszwy moich butów. Usłyszałem jak warczy i kłapie pyskiem. Z całej siły zamachnąłem się w stronę jego głowy. Trafiłem. Wilk spadł na ziemię. Sam zeszłem. Spojrzałem na jego ciało. Nie ruszał się. Pobiegłem w stronę domu Clodie. Po kilkunastu minutach zapukałem do jej drzwi.
Clodie?
Akademia jest miejscem dla każdego, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Więc śmiało ! Zapraszamy...
niedziela, 14 sierpnia 2016
piątek, 12 sierpnia 2016
Od Clodie Sue c.d. Derek'a
Stałam przez chwilę w ciszy. To było.. Dziwne dla mnie. Po chwili się odezwałam.
- Nie.. Nie ma problemu.. Nikt inny mnie nie przytulał.. - wbiłam wzrok w ziemię. Poczułam na Sobie wzrok Derek'a. Zaskoczony. Chwilę później podniosłam wzrok. Uśmiechał się ciepło.
- Rozumiem. - powiedział po czym ruszył gdzieś. Strasznie chciałam go zatrzymać i spytać dokąd idzie. Jednak zanim zebrałam się w Sobie, zniknął. Spojrzałam zrezygnowana w dal. Przeniosłam wzrok na niebo. Dużo gwiazd. Jak już latałam, to czemu by nie spróbować jeszcze raz? Wzbiłam się delikatnie. Może by tak wziąć Snowdiego? Zawołałam go, a ten chwilę później był przy mnie. Dopiero teraz zdałam Sobie sprawę jak on szybko rośnie. Teraz sięgał mi do połowy uda. Wiem że jestem niska i może tylko dla mnie jest duży, ale niedługo nie będzie mógł się poruszać po moim domu! Chwilę później lataliśmy razem. Zaczęłam myśleć o przeprowadzce lub rozbudową domku, przez co zamyśliłam się. Snowdy zniknął mi z oczu. Instynktownie go zawołałam. Nagle coś wleciało prosto we mnie, przez co wpadłam w gałęzie. Czym prędzej z nich wyszłam, trzepiąc się. Moją uwagę zwrócił chichrający się Snowdy.
- Zemszczę się.. - pomyślałam. - Snowdy, chodź! - powiedziałam, po czym pobiegłam nad rzekę. Oczywiście od razu zachwyciłam się całym widokiem, ale to nie ważne. Pobiegłam w stronę wody i oczywiście chwilę później zwinnie odbijałam się od tafli. Lata nauki. Snowdy niczego się nie spodziewając wbiegł prosto do jeziora. Patrzyłam na niego z satysfakcją i dumą. Wróciłam na ląd i obserwowałam jak smok wychodzi, a raczej człapie, cały mokry.
- To teraz jesteśmy kwita. - poklepałam go delikatnie. W odpowiedzi pokręcił głową. Podszedł do mnie i dosłownie wepchnął mnie do wody. Zimna. Czym prędzej z niej wyszłam. Zimnoo. Wzdrygnęłam się i spojrzałam z pogardą na smoka. Wróciliśmy do domku. Oczywiście prędko ogrzałam się. Snowdy włączył muzykę i zaczął, jeśli można to tak nazwać, tańczyć. Doprowadził mnie tym, dosłownie, do łez. Komiczne.
- Normalnie mógłbyś startować w konkursie tanecznym przeciwko Ericowi. Ten to dopiero wywija. - zaśmiałam się ponownie. Wyjrzałam przez okno. Ciekawe gdzie jest Derek.. Miał się nie szlajać po nocach.
- Clodie, coś się stało? Wydajesz się trochę zagubiona. - zmartwił się nagle smok.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu.. Zamyśliłam się. - posłałam mu lekki uśmiech, po czym wróciłam pamięcią do tego jak Derek mnie przytulił. Czyżby pokazał mi coś co mi się spodobało?
Derek?
- Nie.. Nie ma problemu.. Nikt inny mnie nie przytulał.. - wbiłam wzrok w ziemię. Poczułam na Sobie wzrok Derek'a. Zaskoczony. Chwilę później podniosłam wzrok. Uśmiechał się ciepło.
- Rozumiem. - powiedział po czym ruszył gdzieś. Strasznie chciałam go zatrzymać i spytać dokąd idzie. Jednak zanim zebrałam się w Sobie, zniknął. Spojrzałam zrezygnowana w dal. Przeniosłam wzrok na niebo. Dużo gwiazd. Jak już latałam, to czemu by nie spróbować jeszcze raz? Wzbiłam się delikatnie. Może by tak wziąć Snowdiego? Zawołałam go, a ten chwilę później był przy mnie. Dopiero teraz zdałam Sobie sprawę jak on szybko rośnie. Teraz sięgał mi do połowy uda. Wiem że jestem niska i może tylko dla mnie jest duży, ale niedługo nie będzie mógł się poruszać po moim domu! Chwilę później lataliśmy razem. Zaczęłam myśleć o przeprowadzce lub rozbudową domku, przez co zamyśliłam się. Snowdy zniknął mi z oczu. Instynktownie go zawołałam. Nagle coś wleciało prosto we mnie, przez co wpadłam w gałęzie. Czym prędzej z nich wyszłam, trzepiąc się. Moją uwagę zwrócił chichrający się Snowdy.
- Zemszczę się.. - pomyślałam. - Snowdy, chodź! - powiedziałam, po czym pobiegłam nad rzekę. Oczywiście od razu zachwyciłam się całym widokiem, ale to nie ważne. Pobiegłam w stronę wody i oczywiście chwilę później zwinnie odbijałam się od tafli. Lata nauki. Snowdy niczego się nie spodziewając wbiegł prosto do jeziora. Patrzyłam na niego z satysfakcją i dumą. Wróciłam na ląd i obserwowałam jak smok wychodzi, a raczej człapie, cały mokry.
- To teraz jesteśmy kwita. - poklepałam go delikatnie. W odpowiedzi pokręcił głową. Podszedł do mnie i dosłownie wepchnął mnie do wody. Zimna. Czym prędzej z niej wyszłam. Zimnoo. Wzdrygnęłam się i spojrzałam z pogardą na smoka. Wróciliśmy do domku. Oczywiście prędko ogrzałam się. Snowdy włączył muzykę i zaczął, jeśli można to tak nazwać, tańczyć. Doprowadził mnie tym, dosłownie, do łez. Komiczne.
- Normalnie mógłbyś startować w konkursie tanecznym przeciwko Ericowi. Ten to dopiero wywija. - zaśmiałam się ponownie. Wyjrzałam przez okno. Ciekawe gdzie jest Derek.. Miał się nie szlajać po nocach.
- Clodie, coś się stało? Wydajesz się trochę zagubiona. - zmartwił się nagle smok.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu.. Zamyśliłam się. - posłałam mu lekki uśmiech, po czym wróciłam pamięcią do tego jak Derek mnie przytulił. Czyżby pokazał mi coś co mi się spodobało?
Derek?
czwartek, 11 sierpnia 2016
Od Alison c.d. Eric'a
-Ja Ciebie też.. - wydukałam. - Nawet nie wiesz jak bardzo.. - dodałam w myślach i ziewnęłam
-Jesteś śpiąca? - zapytał Eric z troską
-Tak.. a to dziwne bo niedawno wstałam.. a spałam dość długo. - odparłam, znów ziewając.
-Zrobić Ci coś do picia? - zaproponował - Może Cię to ożywi i odechce Ci się spać. - Eric podszedł do kuchni i po chwili wrócił z szklanką jakiegoś soku - Proszę, napij się.
-Dziękuję. - wzięłam łyk, oparłam się o kanapę. - Jeżeli wam to nie przeszkadza.. pójdę wziąć prysznic. - powiedziałam wstając
Spojrzałam na Eric'a. Lekko zakręciło mi się w głowie i zakołysało ciałem. Prawie upadłam, lecz Eric zdążył mnie złapać.
-Powinnaś się położyć. - powiedział patrząc na mnie
-Eric.. - podniosłam się na nogi. - Dam sobie radę. - uśmiechnęłam się do niego.
Chwiejnym krokiem weszłam pod prysznic. Zaczęłam obmywać moje ciało. Gdy dotknęłam ręką pleców poczułam dziwne uczucie. Obróciłam się w stronę lustra. Zobaczyłam dziwne niebieskie plamy na moich plecach. Próbowałam je zmyć ale nie dałam rady. Patrząc na nie robiłam się coraz bardziej senna. Wyszłam spod prysznica. Owinęłam się ręcznikiem po czym udałam się do Eric'a.
-Eric. - zawołałam go.
Weszłam do jego pokoju. Był tam. Spojrzał na mnie pytająco.
-Co się stało?
-Spójrz.
Odwróciłam się tyłem i odsłoniłam plecy. Słyszałam jak Eric podchodzi bliżej mnie.
-Co to..
-Nie wiem, ale chyba to powooo. - ziewnęłam - powoduje moją senność.
Eric dotknął miejsca gdzie znajdowały się plamy. Następnie podbiegł do szafki z książkami i kolejno zaczął zrzucać ja na ziemię. W końcu wziął jedną po czym zaczął przewracać jej kartki.
-Chyba wiem co to jest.. - powiedział. - Ale niestety nie mam potrzebnych rzeczy żeby to coś wyleczyć.
-Mogę zobaczyć? - poprosiłam
-Jasne. - podał mi książkę
Zaczęłam czytać o tych plamach i o składnikach aby to wyleczyć.
-Znam osobę która mi z tym pomoże. - spojrzałam na niego
-Tylko nie mów mi, że jest to jakaś czarownica. - zaśmiał się, po czym spojrzał na mnie. - Alison..
-Eric.. Pozwól mi iść. - patrzyłam mu w oczy - Proszę.
-Dobrze, ale pójdę z Tobą. - powiedział
Kiwnęłam głową na zgodę. Wyszłam z jego pokoju i weszłam do siebie aby się ubrać. Gdy byłam gotowa czekałam na Eric'a w salonie razem z Akell'em.
-Nie lubię czarownic. - parsknął kot
-Dlaczego? - zaciekawiłam się
-Często bywają oszustkami.
-Akell. Ta do której idę razem z Eric'iem to moja znajoma. Nie skrzywdzi mnie. - pogłaskałam go po głowie
-Mam nadzieję. - uśmiechnął się
Zrobiłam się senna. Uszczypnęłam się. Pomogło. Eric patrzył się na mnie.
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł..
-Jest.. Narysowałam mapę. Na wszelki wypadek gdybym zasnęła podczas drogi. - uśmiechnęłam się
Eric?
-Jesteś śpiąca? - zapytał Eric z troską
-Tak.. a to dziwne bo niedawno wstałam.. a spałam dość długo. - odparłam, znów ziewając.
-Zrobić Ci coś do picia? - zaproponował - Może Cię to ożywi i odechce Ci się spać. - Eric podszedł do kuchni i po chwili wrócił z szklanką jakiegoś soku - Proszę, napij się.
-Dziękuję. - wzięłam łyk, oparłam się o kanapę. - Jeżeli wam to nie przeszkadza.. pójdę wziąć prysznic. - powiedziałam wstając
Spojrzałam na Eric'a. Lekko zakręciło mi się w głowie i zakołysało ciałem. Prawie upadłam, lecz Eric zdążył mnie złapać.
-Powinnaś się położyć. - powiedział patrząc na mnie
-Eric.. - podniosłam się na nogi. - Dam sobie radę. - uśmiechnęłam się do niego.
Chwiejnym krokiem weszłam pod prysznic. Zaczęłam obmywać moje ciało. Gdy dotknęłam ręką pleców poczułam dziwne uczucie. Obróciłam się w stronę lustra. Zobaczyłam dziwne niebieskie plamy na moich plecach. Próbowałam je zmyć ale nie dałam rady. Patrząc na nie robiłam się coraz bardziej senna. Wyszłam spod prysznica. Owinęłam się ręcznikiem po czym udałam się do Eric'a.
-Eric. - zawołałam go.
Weszłam do jego pokoju. Był tam. Spojrzał na mnie pytająco.
-Co się stało?
-Spójrz.
Odwróciłam się tyłem i odsłoniłam plecy. Słyszałam jak Eric podchodzi bliżej mnie.
-Co to..
-Nie wiem, ale chyba to powooo. - ziewnęłam - powoduje moją senność.
Eric dotknął miejsca gdzie znajdowały się plamy. Następnie podbiegł do szafki z książkami i kolejno zaczął zrzucać ja na ziemię. W końcu wziął jedną po czym zaczął przewracać jej kartki.
-Chyba wiem co to jest.. - powiedział. - Ale niestety nie mam potrzebnych rzeczy żeby to coś wyleczyć.
-Mogę zobaczyć? - poprosiłam
-Jasne. - podał mi książkę
Zaczęłam czytać o tych plamach i o składnikach aby to wyleczyć.
-Znam osobę która mi z tym pomoże. - spojrzałam na niego
-Tylko nie mów mi, że jest to jakaś czarownica. - zaśmiał się, po czym spojrzał na mnie. - Alison..
-Eric.. Pozwól mi iść. - patrzyłam mu w oczy - Proszę.
-Dobrze, ale pójdę z Tobą. - powiedział
Kiwnęłam głową na zgodę. Wyszłam z jego pokoju i weszłam do siebie aby się ubrać. Gdy byłam gotowa czekałam na Eric'a w salonie razem z Akell'em.
-Nie lubię czarownic. - parsknął kot
-Dlaczego? - zaciekawiłam się
-Często bywają oszustkami.
-Akell. Ta do której idę razem z Eric'iem to moja znajoma. Nie skrzywdzi mnie. - pogłaskałam go po głowie
-Mam nadzieję. - uśmiechnął się
Zrobiłam się senna. Uszczypnęłam się. Pomogło. Eric patrzył się na mnie.
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł..
-Jest.. Narysowałam mapę. Na wszelki wypadek gdybym zasnęła podczas drogi. - uśmiechnęłam się
Eric?
Od Eric'a c.d. Alison
Nagle poczułem większy ciężar. Spojrzałem zaskoczony na Alison. Opadła. Nie reagowała. Zrozumiałem że coś jest nie tak.
- Alison. Alison! - zacząłem nią lekko potrząsać.
- Eric, przestań. To jej lepiej nie zrobi. Połóż ją gdzieś. - powiedział Akell spokojnym głosem. Popatrzyłem jeszcze raz na dziewczynę. Posmutniałem lekko i położyłem ją na kanapie. Wpatrywałem się przez chwilę w uśpioną twarz.
- Ric. Idź się przejść. - powiedział opiekuńczo kot.
- Nie mam siły. - mruknąłem bezradnie. Ten tylko spojrzał na mnie spokojnym wzrokiem.
- Przypilnuję jej. - dodał po chwili.
- Wyganiasz mnie. - stwierdziłem, po czym ruszyłem do pokoju. Położyłem się na łóżku i chwilę później spałem.
~~~
Obudziłem się w.. Jakimś pokoju. Nie wyglądał na pokój w stylu który jest charakterystyczny dla naszych czasów. Wstałem powoli i rozejrzałem się. Pokój był prawie pusty. Stało tylko łóżko i lustro. Spojrzałem w stronę lustra. Zobaczyłem odbijające się drzwi. Po chwili doszedłem do wniosku że widać je tylko w lustrze i że muszę Sobie jakoś poradzić. Zajęło mi to jakiś czas, zanim udało mi się je otworzyć. Byłem pewien że gdy wyjrzę, będę miał widok na korytarz. Zdziwiłem się jednak gdy zamiast korytarza, ukazał się nowy pokój. Znowu łóżko i lustro. W koncie siedziała postać. Chwilę mi zajęło zanim odgadłem kto to.
- Alison! - zawołałem cicho. Dziewczyna gwałtownie się odwróciła po czym wstała. Ruszyła do mnie i instynktownie przytuliła. Bała się.
- Gdzie my jesteśmy? - spytała cicho.
- Nie mam do chølery pojęcia. Pamiętam tylko że straciłaś przytomność. Położyłem Cię na kanapie, a ja sam Udałem się do pokoju. Chyba zasnąłem, ale czemu jestem tutaj to nie mam pojęcia. - wyjaśniłem jej. Mam nadzieję że trochę zrozumiała.
- Jak z tąd wyjść? - po tych słowach spojrzałem na nią.
- Oh uwierz, sam chciałbym wiedzieć. Chodź, znajdziemy wyjście. - mruknąłem po czym złapałem ją za rękę. Nagle znaleźliśmy się na dachu. Nie mam pojęcia jak. Znaczy, najprawdopodobniej to tymi schodami, które znaleźliśmy parę chwil wcześniej. Spojrzałem w dal. Nic znajomego. Spojrzałem w dół. Rynek pełen ludzi.
- O co tu chodzi.. - wymamrotałem. Dziewczyna spuściła głowę. Chwilę później siedziała.
- Alison, nie możemy zatrzymywać się w takiej sytuacji. - powiedziałem z bólem w sercu. Ta tylmo pokręciła głową. Momentalnie wziąłem ją na plecy. Tak będzie jej po prostu łatwiej. Zszedłem na dół. Nikt nie zwracał na mnie uwagi.
- Eric, chodźmy może wyjdziemy z tego miasta. - zwróciło moją uwagę że dziewczyna ciągle mówi jakby była ospała. Nie podobało mi się to. Jednak zrobiłem jak chciała. Wychodząc z miasta, zauważyłem że nas wypuścili bez problemu, a nawet nie zwrócili na nas uwagi, za to większości nie wypuszczano. Dziwne. Zamyśliłem się. Nagle wyrwał mnie z tego wszystkiego krzyk Alison. Pamiętam tylko tyle jak gdzieś spadaliśmy.
~~~
Obudziłem się z przyspieszonym oddechem. Momentalnie wstałem i popędziłem do Akell'a. Alison przebudziła się. Z ulgą Opadłem na ziemię. Dziewczyna spojrzała się na mnie.
- Nigdy więcej nie rozpraszaj się gdy idziesz. - zaśmiała się cicho. Popatrzyłem na nią lekko zdumiony, lecz szczęśliwy. Zamknąłem oczy ze zmęczenia. Gdy ponownie je otworzyłem, Alison siedziała przy mnie, a Akell zniknął.
- Eric, wszystko w porządku?
- Nie.
Dziewczyna zamarła. Uśmiechnąłem się lekko. Ta odwzajemniała.
- Wiesz co? - odezwałem się znów.
- Tak?
- Bardzo Cię lubię Alison.
Oboje się zaśmialiśmy.
Alison?
- Alison. Alison! - zacząłem nią lekko potrząsać.
- Eric, przestań. To jej lepiej nie zrobi. Połóż ją gdzieś. - powiedział Akell spokojnym głosem. Popatrzyłem jeszcze raz na dziewczynę. Posmutniałem lekko i położyłem ją na kanapie. Wpatrywałem się przez chwilę w uśpioną twarz.
- Ric. Idź się przejść. - powiedział opiekuńczo kot.
- Nie mam siły. - mruknąłem bezradnie. Ten tylko spojrzał na mnie spokojnym wzrokiem.
- Przypilnuję jej. - dodał po chwili.
- Wyganiasz mnie. - stwierdziłem, po czym ruszyłem do pokoju. Położyłem się na łóżku i chwilę później spałem.
~~~
Obudziłem się w.. Jakimś pokoju. Nie wyglądał na pokój w stylu który jest charakterystyczny dla naszych czasów. Wstałem powoli i rozejrzałem się. Pokój był prawie pusty. Stało tylko łóżko i lustro. Spojrzałem w stronę lustra. Zobaczyłem odbijające się drzwi. Po chwili doszedłem do wniosku że widać je tylko w lustrze i że muszę Sobie jakoś poradzić. Zajęło mi to jakiś czas, zanim udało mi się je otworzyć. Byłem pewien że gdy wyjrzę, będę miał widok na korytarz. Zdziwiłem się jednak gdy zamiast korytarza, ukazał się nowy pokój. Znowu łóżko i lustro. W koncie siedziała postać. Chwilę mi zajęło zanim odgadłem kto to.
- Alison! - zawołałem cicho. Dziewczyna gwałtownie się odwróciła po czym wstała. Ruszyła do mnie i instynktownie przytuliła. Bała się.
- Gdzie my jesteśmy? - spytała cicho.
- Nie mam do chølery pojęcia. Pamiętam tylko że straciłaś przytomność. Położyłem Cię na kanapie, a ja sam Udałem się do pokoju. Chyba zasnąłem, ale czemu jestem tutaj to nie mam pojęcia. - wyjaśniłem jej. Mam nadzieję że trochę zrozumiała.
- Jak z tąd wyjść? - po tych słowach spojrzałem na nią.
- Oh uwierz, sam chciałbym wiedzieć. Chodź, znajdziemy wyjście. - mruknąłem po czym złapałem ją za rękę. Nagle znaleźliśmy się na dachu. Nie mam pojęcia jak. Znaczy, najprawdopodobniej to tymi schodami, które znaleźliśmy parę chwil wcześniej. Spojrzałem w dal. Nic znajomego. Spojrzałem w dół. Rynek pełen ludzi.
- O co tu chodzi.. - wymamrotałem. Dziewczyna spuściła głowę. Chwilę później siedziała.
- Alison, nie możemy zatrzymywać się w takiej sytuacji. - powiedziałem z bólem w sercu. Ta tylmo pokręciła głową. Momentalnie wziąłem ją na plecy. Tak będzie jej po prostu łatwiej. Zszedłem na dół. Nikt nie zwracał na mnie uwagi.
- Eric, chodźmy może wyjdziemy z tego miasta. - zwróciło moją uwagę że dziewczyna ciągle mówi jakby była ospała. Nie podobało mi się to. Jednak zrobiłem jak chciała. Wychodząc z miasta, zauważyłem że nas wypuścili bez problemu, a nawet nie zwrócili na nas uwagi, za to większości nie wypuszczano. Dziwne. Zamyśliłem się. Nagle wyrwał mnie z tego wszystkiego krzyk Alison. Pamiętam tylko tyle jak gdzieś spadaliśmy.
~~~
Obudziłem się z przyspieszonym oddechem. Momentalnie wstałem i popędziłem do Akell'a. Alison przebudziła się. Z ulgą Opadłem na ziemię. Dziewczyna spojrzała się na mnie.
- Nigdy więcej nie rozpraszaj się gdy idziesz. - zaśmiała się cicho. Popatrzyłem na nią lekko zdumiony, lecz szczęśliwy. Zamknąłem oczy ze zmęczenia. Gdy ponownie je otworzyłem, Alison siedziała przy mnie, a Akell zniknął.
- Eric, wszystko w porządku?
- Nie.
Dziewczyna zamarła. Uśmiechnąłem się lekko. Ta odwzajemniała.
- Wiesz co? - odezwałem się znów.
- Tak?
- Bardzo Cię lubię Alison.
Oboje się zaśmialiśmy.
Alison?
środa, 10 sierpnia 2016
Od Derek'a c.d. Clodie Sue
Przez chwile stałem i wpatrywałem się w nią. Usiadłem na krześle.
-Więc będziemy tak siedzieć?
Nie odpowiedziała. Wstałem i zacząłem się rozglądać.
-Może...-zaczęła- zjemy kolacje?
Uśmiechnąłem się.
-Dawno nic nie jadłem.-odparłem
Wstała i podeszła do kuchni. Poszedłem za nią. Zaczęła wciągać warzywa. Wziąłem je i zacząłem myć i kroić. W tym czasie Clodie kroiła chleb. Po kilkunastu minutach mieliśmy talerz pełen kanapek. Dziewczyna usiadła i zaczęła jeść.
-Zrobię jeszcze coś do picia.
Wlałem wodę do czajnika, wstawiłem na kuchnię i usiadłem obok niej.
-Kocham kanapki. -powiedziałem i spojrzałem na nią.
-Dobrze wiedzieć.-lekko się uśmiechnęła
Czajnik zaczął piszczeć. Tym razem to Clodie wstała. Zaparzyła herbaty i położyła obok mnie. Wziąłem kubek z parującą herbatą w ręce. Przez chwilę patrzyłem na parę. Przeniosłem wzrok na nią. Patrzyła na okruszki leżące na talerzu.
-Czy mogłabyś coś dla mnie zrobić?
-Hm?
-Czy mogłabyś pokazać mi jak latasz?
Spojrzała na mnie z zakłopotaniem.
-Do tej szkoły chodzi wiele fascynujących istot. Jednak nie zawsze można porozmawiać z prawdziwym aniołem. Zobaczyć jak rozkłada skrzydła i odlatuje.
-Jesteś dziwny, ale dobrze. -wstała i wyszła na zewnątrz
-Dziękuję ci.
Poszedłem za nią. Stanęła kilka metrów ode mnie i rozłożyła skrzydła i poderwała się z ziemi. Jedno z piór wypadło z skrzydeł i upadło na ziemię. Wziąłem je i schowałem do kieszeni.
-Podobno przynosi szczęście.
Przez chwilę zawisła w powietrzu, a po chwili wzbiła się w powietrze. Obserwowałem jak jej skrzydła migoczą w świetle księżyca. Latała tak kilka minut a potem wylądowała obok mnie. Nie wytrzymałem i przytuliłem ją. Zaraz jednak puściłem.
-Przepraszam. Poniosło mnie.
Clodie?
-Więc będziemy tak siedzieć?
Nie odpowiedziała. Wstałem i zacząłem się rozglądać.
-Może...-zaczęła- zjemy kolacje?
Uśmiechnąłem się.
-Dawno nic nie jadłem.-odparłem
Wstała i podeszła do kuchni. Poszedłem za nią. Zaczęła wciągać warzywa. Wziąłem je i zacząłem myć i kroić. W tym czasie Clodie kroiła chleb. Po kilkunastu minutach mieliśmy talerz pełen kanapek. Dziewczyna usiadła i zaczęła jeść.
-Zrobię jeszcze coś do picia.
Wlałem wodę do czajnika, wstawiłem na kuchnię i usiadłem obok niej.
-Kocham kanapki. -powiedziałem i spojrzałem na nią.
-Dobrze wiedzieć.-lekko się uśmiechnęła
Czajnik zaczął piszczeć. Tym razem to Clodie wstała. Zaparzyła herbaty i położyła obok mnie. Wziąłem kubek z parującą herbatą w ręce. Przez chwilę patrzyłem na parę. Przeniosłem wzrok na nią. Patrzyła na okruszki leżące na talerzu.
-Czy mogłabyś coś dla mnie zrobić?
-Hm?
-Czy mogłabyś pokazać mi jak latasz?
Spojrzała na mnie z zakłopotaniem.
-Do tej szkoły chodzi wiele fascynujących istot. Jednak nie zawsze można porozmawiać z prawdziwym aniołem. Zobaczyć jak rozkłada skrzydła i odlatuje.
-Jesteś dziwny, ale dobrze. -wstała i wyszła na zewnątrz
-Dziękuję ci.
Poszedłem za nią. Stanęła kilka metrów ode mnie i rozłożyła skrzydła i poderwała się z ziemi. Jedno z piór wypadło z skrzydeł i upadło na ziemię. Wziąłem je i schowałem do kieszeni.
-Podobno przynosi szczęście.
Przez chwilę zawisła w powietrzu, a po chwili wzbiła się w powietrze. Obserwowałem jak jej skrzydła migoczą w świetle księżyca. Latała tak kilka minut a potem wylądowała obok mnie. Nie wytrzymałem i przytuliłem ją. Zaraz jednak puściłem.
-Przepraszam. Poniosło mnie.
Clodie?
Od Alison c.d. Eric'a
Siedziałam przez moment pod drzwiami. Myślałam o tym co mogę zrobić aby jakoś pomóc Eric'owi. Miałam wrażenie, że jest na mnie cały czas zły. Nie wiem za co mógłby być zły.. Może przez to, że zabiłam tamtego mężczyznę? Może przez coś innego? Rozmyślałam aż w końcu podszedł do mnie Akell i otarł się o mnie siadając obok.
-Co masz zamiar teraz robić? - zapytał
-Jeszcze nie wiem, pewnie pójdę na spacer. - poinformowałam go podnosząc się z ziemi
-Mogę Ci potowarzyszyć?
-Akell. Wybacz ale wolałabym iść sama. - poinformowałam go wychodząc z domku
-Za ile wrócisz? - zapytał
-Postaram wrócić zanim zrobi się ciemno. - zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam przed siebie.
Postanowiłam sprawdzić pewną jaskinię do której już kiedyś chciałam zajrzeć. Dokładnie pamiętałam gdzie ona się znajduje. Droga była prosta. Nawet było można dojść tam ścieżką wydeptana przez leśne zwierzątka. Dookoła rosły grube drzewa. Z niektórych gałęzi zwisały jakieś dziwne rośliny. Dostrzegłam wejście do jaskini. Już miałam tam wchodzić gdy za plecami usłyszałam czyjś głos.
-Stój - krzyknął ktoś
-Hę.. Kim jesteś? - zapytałam, obracając się na pięcie
-Kim? Kim jestem? - głos się zaśmiał - Powinnaś zapytać ,,Czym jestem,, - zza drzew wyłoniła się postać
Odsunęłam się o krok do tyłu. Światło księżyca oświetlało postać.
-Nie obawiaj się mnie. - powiedział - Nie zrobię Ci krzywdy. Ja jestem tylko strażnikiem tego co spoczywa w tej jaskini.
-C..co tam spoczywa? - zapytałam lekko przerażona
-Do tej jaskini jest tylko jedno wejście i wyjście. Znajdują się właśnie tutaj. Każdy kto tam wejdzie musi wrócić tą samą drogą. Niestety tym, którzy TO znajdują nie często zdarza się wracać. Jeżeli ciekawi Cię co tam jest, to dobrze. Opowiem Ci pewną historię. - spojrzał na mnie - Podejdź tutaj. - wskazał miejsce obok niego w którym nagle pojawił się pniaczek z drzewa. - Gdy będziesz tak stać w końcu rozbolą Cię nogi. - odparł i sam wyczarował sobie taki pniaczek
Podeszłam i usiadłam. Zaczęłam słuchać jego opowieści.
-Więc.. zaczynając od początku. Ta jaskinia kiedyś była główną jaskinią wielkiego stada wilków. Wszyscy żyli w harmonii i spokoju. Dobrze się ze sobą dogadywali i pomagali sobie na wzajem. Pewnego razu na watahę napadło obce stado i wymordowało prawie wszystkie wilki. Został tylko sam alfa zdany na łaskę boga. Był ciężko ranny. Zginął w męczarniach, lecz zanim to się stało ukrył cenny kryształ gdzieś w tej jaskini a następnie resztką sił wyczarował mnie abym nigdy nikomu nie pozwolił znaleźć tego co było dla niego cenne. Niekiedy w jaskini pojawia się jego duch który pożera zabłąkane dusze. Jeżeli chcesz tam wejść naprawdę musisz uważać.
-Więc.. TYM czymś jest ten kryształ? - zapytałam
-Tak. Już kilka osób go znalazło ale musiałem dotrzymać obietnicy i nie pozwoliłem im wyjść z kryształem na światło dzienne.
-Rozumiem. - wstałam - Dziękuję. - powiedziałam kierując się w stronę jaskini. - Mam nadzieję, że niczego nie znajdę - uśmiechnęłam się w stronę gdzie siedział lecz już go tam nie było, dostrzegłam tylko czerwone światełko znikające pośród drzew.
Weszłam do jaskini. W sumie nie było tu zbyt strasznie. Przestrzeń była ogromna. Dostrzegłam światło. Zaczęłam iść w jego kierunku. Pnącza i liany zasłoniły drogę. Odgarnęłam je ręką i moim oczom ukazała się piękna jaskinia. Rosły tu drzewa i różne inne rośliny. To była chyba ta główna jaskinia tych wilków. Muszę przyznać, że mieli dobry gust. Gdybym była wilkiem też bym chciała tutaj zostać. W wodzie pływały świecące się na niebiesko rybki. Niektóre kwiaty i grzybki również błyszczały w takim kolorze. Chciałam iść dalej gdy za plecami usłyszałam szmer. Obejrzałam się ale nic nie widziałam. Wróciłam do dalszej wędrówki. Trochę się zmęczyłam i usiadłam pod drzewem.
-Ciekawe co robi Eric.. - szepnęłam
Dostrzegłam przed sobą dziwną, ciemną chmurę. Podniosłam się i oparłam się o drzewo. Ciemna smuga zaczęła przeistaczać się w coś na wzór.. wilka? Nie możliwe. To nie może być ten duch. Przecież on pojawia się rzadko. Dlaczego to ja musiałam na niego trafić? Zjawa na prawdę zmieniła się w wilka. Nagle w miejscu gdzie chyba była głowa pojawiły się czerwone ślepia. Patrzyły się prosto na mnie.
-Dlaczego? - zapytałam sama siebie
-Czego tu szukasz? - zapytał wilk
-Chciałam.. po prostu tutaj zajrzeć. Nie chcę twojego kryształu. - na te słowa wilk lekko się zdziwił
-Skąd wiesz o moim skarbie? - zapytał
-Od strażnika, który strzeże tej jaskini. - powiedziałam
-Mhm.. Czyli jesteś czysta. - parsknął i położył się na ziemi
-Czysta?
-Czyli, że na prawdę weszłaś tu tylko po to aby zobaczyć co tu jest mimo iż wiedziałaś o krysztale. - powiedział
-Jeżeli on jest twój nie chcę go Tobie zabierać. - odparłam
-Cieszy mnie to. - na jego pysku pojawił się uśmiech - Nie to, że brakuje mi towarzystwa ale wydaje mi się, że powinnaś zmykać. Robi się ciemno. Możesz się zgubić. Ten las.. - spojrzał w górę. - Lubi czasem robić wodę z mózgu. Możesz znać ścieżkę na pamięć a tu nagle się okazuje, że trafiasz w kompletnie inne miejsce. - spojrzał na mnie - Jeżeli chcesz mogę doprowadzić Cię do domu. Co prawda nie mogę wyjść z jaskini ale za to mogę poprosić świetliki aby oświetliły Ci drogę.
-To bardzo miłe z twojej strony. - uśmiechnęłam się do niego - Dziękuję, za gościnę.
Wilk kiwnął głową i zaczął znikać, a ja udałam się do wyjścia. Tak jak mówił. Świetliki oświetliły mi drogę do domu. Było już ciemno. Już było dawno po zachodzie słońca. Pewnie się o mnie martwią. Eric będzie zły, że nic mu nie powiedziałam. Zaczęłam biec. Świetliki zaczęły coraz mocniej świecić. Ciekawe co to znaczy. Może dlatego, że zbliżałam się do celu? Mam nadzieję, że tak było. W oddali dostrzegłam światło. To był domek. Świetliki zniknęły gdy stałam kilka metrów od domku. Otworzyłam drzwi. Na środku pokoju stał Eric. Gdy mnie zobaczył podbiegł w moją stronę i wziął mnie na ręce.
-Eric.. - wyszeptałam
-Martwiłem się o Ciebie. - powiedział przytulając mnie
-Nie musiałeś.. - przerwałam - Dziękuję. - objęłam go rękami
-Alison? - odstawił mnie na ziemię i spojrzał mi w oczy.
-Tak?
-Ja.. - złapał mnie za ręce.
Nagle wszystko zniknęło. Opadłam na ziemię. Okropny pisk zagłuszał wszystko wokół. Zakryłam uszy i zacisnęłam powieki. Położyłam się i podkurczyłam nogi. Nagle pisk ucichł. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w kompletnie innym miejscu.
-Gdzie ja.. - zaczęłam się rozglądać - Jestem...
Eric?
-Co masz zamiar teraz robić? - zapytał
-Jeszcze nie wiem, pewnie pójdę na spacer. - poinformowałam go podnosząc się z ziemi
-Mogę Ci potowarzyszyć?
-Akell. Wybacz ale wolałabym iść sama. - poinformowałam go wychodząc z domku
-Za ile wrócisz? - zapytał
-Postaram wrócić zanim zrobi się ciemno. - zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam przed siebie.
Postanowiłam sprawdzić pewną jaskinię do której już kiedyś chciałam zajrzeć. Dokładnie pamiętałam gdzie ona się znajduje. Droga była prosta. Nawet było można dojść tam ścieżką wydeptana przez leśne zwierzątka. Dookoła rosły grube drzewa. Z niektórych gałęzi zwisały jakieś dziwne rośliny. Dostrzegłam wejście do jaskini. Już miałam tam wchodzić gdy za plecami usłyszałam czyjś głos.
-Stój - krzyknął ktoś
-Hę.. Kim jesteś? - zapytałam, obracając się na pięcie
-Kim? Kim jestem? - głos się zaśmiał - Powinnaś zapytać ,,Czym jestem,, - zza drzew wyłoniła się postaćOdsunęłam się o krok do tyłu. Światło księżyca oświetlało postać.
-Nie obawiaj się mnie. - powiedział - Nie zrobię Ci krzywdy. Ja jestem tylko strażnikiem tego co spoczywa w tej jaskini.
-C..co tam spoczywa? - zapytałam lekko przerażona
-Do tej jaskini jest tylko jedno wejście i wyjście. Znajdują się właśnie tutaj. Każdy kto tam wejdzie musi wrócić tą samą drogą. Niestety tym, którzy TO znajdują nie często zdarza się wracać. Jeżeli ciekawi Cię co tam jest, to dobrze. Opowiem Ci pewną historię. - spojrzał na mnie - Podejdź tutaj. - wskazał miejsce obok niego w którym nagle pojawił się pniaczek z drzewa. - Gdy będziesz tak stać w końcu rozbolą Cię nogi. - odparł i sam wyczarował sobie taki pniaczek
Podeszłam i usiadłam. Zaczęłam słuchać jego opowieści.
-Więc.. zaczynając od początku. Ta jaskinia kiedyś była główną jaskinią wielkiego stada wilków. Wszyscy żyli w harmonii i spokoju. Dobrze się ze sobą dogadywali i pomagali sobie na wzajem. Pewnego razu na watahę napadło obce stado i wymordowało prawie wszystkie wilki. Został tylko sam alfa zdany na łaskę boga. Był ciężko ranny. Zginął w męczarniach, lecz zanim to się stało ukrył cenny kryształ gdzieś w tej jaskini a następnie resztką sił wyczarował mnie abym nigdy nikomu nie pozwolił znaleźć tego co było dla niego cenne. Niekiedy w jaskini pojawia się jego duch który pożera zabłąkane dusze. Jeżeli chcesz tam wejść naprawdę musisz uważać.
-Więc.. TYM czymś jest ten kryształ? - zapytałam
-Tak. Już kilka osób go znalazło ale musiałem dotrzymać obietnicy i nie pozwoliłem im wyjść z kryształem na światło dzienne.
-Rozumiem. - wstałam - Dziękuję. - powiedziałam kierując się w stronę jaskini. - Mam nadzieję, że niczego nie znajdę - uśmiechnęłam się w stronę gdzie siedział lecz już go tam nie było, dostrzegłam tylko czerwone światełko znikające pośród drzew.
Weszłam do jaskini. W sumie nie było tu zbyt strasznie. Przestrzeń była ogromna. Dostrzegłam światło. Zaczęłam iść w jego kierunku. Pnącza i liany zasłoniły drogę. Odgarnęłam je ręką i moim oczom ukazała się piękna jaskinia. Rosły tu drzewa i różne inne rośliny. To była chyba ta główna jaskinia tych wilków. Muszę przyznać, że mieli dobry gust. Gdybym była wilkiem też bym chciała tutaj zostać. W wodzie pływały świecące się na niebiesko rybki. Niektóre kwiaty i grzybki również błyszczały w takim kolorze. Chciałam iść dalej gdy za plecami usłyszałam szmer. Obejrzałam się ale nic nie widziałam. Wróciłam do dalszej wędrówki. Trochę się zmęczyłam i usiadłam pod drzewem.-Ciekawe co robi Eric.. - szepnęłam
Dostrzegłam przed sobą dziwną, ciemną chmurę. Podniosłam się i oparłam się o drzewo. Ciemna smuga zaczęła przeistaczać się w coś na wzór.. wilka? Nie możliwe. To nie może być ten duch. Przecież on pojawia się rzadko. Dlaczego to ja musiałam na niego trafić? Zjawa na prawdę zmieniła się w wilka. Nagle w miejscu gdzie chyba była głowa pojawiły się czerwone ślepia. Patrzyły się prosto na mnie.-Dlaczego? - zapytałam sama siebie
-Czego tu szukasz? - zapytał wilk
-Chciałam.. po prostu tutaj zajrzeć. Nie chcę twojego kryształu. - na te słowa wilk lekko się zdziwił
-Skąd wiesz o moim skarbie? - zapytał
-Od strażnika, który strzeże tej jaskini. - powiedziałam
-Mhm.. Czyli jesteś czysta. - parsknął i położył się na ziemi
-Czysta?
-Czyli, że na prawdę weszłaś tu tylko po to aby zobaczyć co tu jest mimo iż wiedziałaś o krysztale. - powiedział
-Jeżeli on jest twój nie chcę go Tobie zabierać. - odparłam
-Cieszy mnie to. - na jego pysku pojawił się uśmiech - Nie to, że brakuje mi towarzystwa ale wydaje mi się, że powinnaś zmykać. Robi się ciemno. Możesz się zgubić. Ten las.. - spojrzał w górę. - Lubi czasem robić wodę z mózgu. Możesz znać ścieżkę na pamięć a tu nagle się okazuje, że trafiasz w kompletnie inne miejsce. - spojrzał na mnie - Jeżeli chcesz mogę doprowadzić Cię do domu. Co prawda nie mogę wyjść z jaskini ale za to mogę poprosić świetliki aby oświetliły Ci drogę.
-To bardzo miłe z twojej strony. - uśmiechnęłam się do niego - Dziękuję, za gościnę.
Wilk kiwnął głową i zaczął znikać, a ja udałam się do wyjścia. Tak jak mówił. Świetliki oświetliły mi drogę do domu. Było już ciemno. Już było dawno po zachodzie słońca. Pewnie się o mnie martwią. Eric będzie zły, że nic mu nie powiedziałam. Zaczęłam biec. Świetliki zaczęły coraz mocniej świecić. Ciekawe co to znaczy. Może dlatego, że zbliżałam się do celu? Mam nadzieję, że tak było. W oddali dostrzegłam światło. To był domek. Świetliki zniknęły gdy stałam kilka metrów od domku. Otworzyłam drzwi. Na środku pokoju stał Eric. Gdy mnie zobaczył podbiegł w moją stronę i wziął mnie na ręce.
-Eric.. - wyszeptałam
-Martwiłem się o Ciebie. - powiedział przytulając mnie
-Nie musiałeś.. - przerwałam - Dziękuję. - objęłam go rękami
-Alison? - odstawił mnie na ziemię i spojrzał mi w oczy.
-Tak?
-Ja.. - złapał mnie za ręce.
Nagle wszystko zniknęło. Opadłam na ziemię. Okropny pisk zagłuszał wszystko wokół. Zakryłam uszy i zacisnęłam powieki. Położyłam się i podkurczyłam nogi. Nagle pisk ucichł. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w kompletnie innym miejscu.
-Gdzie ja.. - zaczęłam się rozglądać - Jestem...
Eric?
wtorek, 9 sierpnia 2016
Od Eric'a c.d. Alison
Dołączyłem do Alison.
- Powiem Ci że nieźle gotujesz.
Na twarzy dziewczyny zawidniał uśmiech.
- Potwierdzam!
No po prostu nie mogłem się nie śmiać, patrząc na Akell'a. Ten leżał na kanapie i nie mógł wstać. Poza tym nie miał raczej zamiaru.
- Cieszę się..
Spojrzeliśmy na lekko zawstydzoną Alison. Następnie poczułem na Sobie wzrok Akell'a. Wzruszyłem do niego ramionami. Po skończonym posiłku, udałem się do pokoju. Przejrzałem Swoje ubrania. Będę musiał niedługo udać się na zakupy. Zająłem się regałem z książkami ponownie. Coś o dzikich zwierzętach, rośliny, magia, demony. Gdy wziąłem do ręki tę ostatnią, zapiekła mnie ręka. Nie wierzę że trzymam takie rzeczy w domu. Wstałem i wyjrzałem przez okno. Podejrzanie ciemno. Wyruszyłem z powrotem do Alison.
- Alison, która godzina?
- Nie wiem dokładnie, ale około południa.
- Mhm.
Mówiąc to, dziewczyna nie patrzyła na mnie. Zajmowała się czymś. Ruszyłem tym razem do łazienki. Rozejrzałem się. Czułem że naprawdę coś jest nie tak. Spojrzałem na lustro. Ktoś stał za mną. Odwróciłem się, ale nikogo nie było. Znów spojrzałem w stronę lustra. Nic. Wyraźnie mnie to zaniepokoiło. Mimo to, nie bałem się. Znów ruszyłem szybkim krokiem do Alison.
- Coś złego się dzieje.
Dziewczyna zdumiona spojrzała na mnie.
- Słucham?
- Po prostu..
Nie wiedziałem jak to przekazać. Nagle Akell wszedł do pokoju, najwyraźniej był w bardzo dobrym humorze. Alison zaczęła się również cicho śmiać.
- Nie musisz się tłumaczyć.. Nabrałeś się.
Tym razem Akell wybuchnął śmiechem. Patrzyłem na nich zdumiony.
- Nałożyliśmy przyciemnienie na Twoje okna..
Spojrzałem poirytowany na Alison. Potem zaczął mówić Akell. Jeśli wyduszanie pojedynczych słów można nazwać mówieniem.
- To w łazience.. To.. Kukła..
Teraz oboje wybuchnęli śmiechem.
- Ha ha.
Burknąłem, po czym udałem się do swojego pokoju. Wyciągnąłem notes i ołówek. Zacząłem dopracowywać anatomię smoka. Planowałem zrobić kopię obrazu, który tak spodobał się Alison. Mimo starań, zawsze wychodził mi ten sam smok. Smok z jaskini.. Nawet gdy zaczynałem rysować jakiegoś innego, to i tak efekt był przewidywalny. Podałem się. Przypadkowo złamałem ołówek, przy czym zraniłem Sobie lekko dłoń. Przymknąłem oczy. Poczułem jak krew wolno kapie na szkic. Zacisnąłem pięść. Niekontrolowanie z oczu zaczęły płynąc mi łzy. Również kapały na kartkę.
- Oh Emily.. Ja wiem że Twoja dusza jest zaklęta w tym ogromnym ciele.
Zachrypiałem cicho. Spojrzałem na kartkę. Nie wyglądała strasznie. Wyglądała bardzo realistycznie. Uśmiechnąłem się prawie nie widocznie, po czym oprawiłem go w ramkę. Postawiłem na stoliku nocnym. Położyłem się na łóżku. Położyłem ręce na klatce piersiowej. Mój wzrok utkwił w suficie. Cieszę się że nie jestem w domu sam. Dopiero bym zgorzkniał. Kto wie, może nawet popadłbym w depresję, a przypadkowy eremita znalazłby mnie zwisającego z drzewa? Zaśmiałem się gorzko. To nie w moim stylu. Czasem zastanawiam się czemu staram się sprawiać wrażenie tego złego, niedostępnego. Czemu robię z Siebie ofiarę losu. Może powinienem sprawić Sobie samochód. Albo lepiej nie. Pamiętam jak pewnym razem jakaś kobieta wykorzystała to że byłem pijany i zaprowadziła mnie za rękę do swojego samochodu. Gdy miała mnie tam wepchnąć, a może to ja ją, już nawet sam nie pamiętam, zjawił się jej chłopak. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Znowu przymknąłem oczy. Nagle pukanie do drzwi. Gdy postać weszła, zerknąłem w jej stronę. Alison.
- Eric, nadal jesteś zły?
- Znowu mam być na Ciebie za coś zły? Przecież mówiłem że nie ma powodu.
Dziewczyna nie odezwała się i wyszła. Wiedziałem że opiera się o drzwi, ponieważ głęboko westchnęła. Spojrzałem na dłoń. Nadal bolało, ale nie krwawiło. Tego nie opatrzę. To miła rana. Zamknąłem z powrotem oczy i pomyślałem o Alison. Ciekawe co teraz robi. Może powinienem zawracać jej głowę?
Alison?
- Powiem Ci że nieźle gotujesz.
Na twarzy dziewczyny zawidniał uśmiech.
- Potwierdzam!
No po prostu nie mogłem się nie śmiać, patrząc na Akell'a. Ten leżał na kanapie i nie mógł wstać. Poza tym nie miał raczej zamiaru.
- Cieszę się..
Spojrzeliśmy na lekko zawstydzoną Alison. Następnie poczułem na Sobie wzrok Akell'a. Wzruszyłem do niego ramionami. Po skończonym posiłku, udałem się do pokoju. Przejrzałem Swoje ubrania. Będę musiał niedługo udać się na zakupy. Zająłem się regałem z książkami ponownie. Coś o dzikich zwierzętach, rośliny, magia, demony. Gdy wziąłem do ręki tę ostatnią, zapiekła mnie ręka. Nie wierzę że trzymam takie rzeczy w domu. Wstałem i wyjrzałem przez okno. Podejrzanie ciemno. Wyruszyłem z powrotem do Alison.
- Alison, która godzina?
- Nie wiem dokładnie, ale około południa.
- Mhm.
Mówiąc to, dziewczyna nie patrzyła na mnie. Zajmowała się czymś. Ruszyłem tym razem do łazienki. Rozejrzałem się. Czułem że naprawdę coś jest nie tak. Spojrzałem na lustro. Ktoś stał za mną. Odwróciłem się, ale nikogo nie było. Znów spojrzałem w stronę lustra. Nic. Wyraźnie mnie to zaniepokoiło. Mimo to, nie bałem się. Znów ruszyłem szybkim krokiem do Alison.
- Coś złego się dzieje.
Dziewczyna zdumiona spojrzała na mnie.
- Słucham?
- Po prostu..
Nie wiedziałem jak to przekazać. Nagle Akell wszedł do pokoju, najwyraźniej był w bardzo dobrym humorze. Alison zaczęła się również cicho śmiać.
- Nie musisz się tłumaczyć.. Nabrałeś się.
Tym razem Akell wybuchnął śmiechem. Patrzyłem na nich zdumiony.
- Nałożyliśmy przyciemnienie na Twoje okna..
Spojrzałem poirytowany na Alison. Potem zaczął mówić Akell. Jeśli wyduszanie pojedynczych słów można nazwać mówieniem.
- To w łazience.. To.. Kukła..
Teraz oboje wybuchnęli śmiechem.
- Ha ha.
Burknąłem, po czym udałem się do swojego pokoju. Wyciągnąłem notes i ołówek. Zacząłem dopracowywać anatomię smoka. Planowałem zrobić kopię obrazu, który tak spodobał się Alison. Mimo starań, zawsze wychodził mi ten sam smok. Smok z jaskini.. Nawet gdy zaczynałem rysować jakiegoś innego, to i tak efekt był przewidywalny. Podałem się. Przypadkowo złamałem ołówek, przy czym zraniłem Sobie lekko dłoń. Przymknąłem oczy. Poczułem jak krew wolno kapie na szkic. Zacisnąłem pięść. Niekontrolowanie z oczu zaczęły płynąc mi łzy. Również kapały na kartkę.
- Oh Emily.. Ja wiem że Twoja dusza jest zaklęta w tym ogromnym ciele.
Zachrypiałem cicho. Spojrzałem na kartkę. Nie wyglądała strasznie. Wyglądała bardzo realistycznie. Uśmiechnąłem się prawie nie widocznie, po czym oprawiłem go w ramkę. Postawiłem na stoliku nocnym. Położyłem się na łóżku. Położyłem ręce na klatce piersiowej. Mój wzrok utkwił w suficie. Cieszę się że nie jestem w domu sam. Dopiero bym zgorzkniał. Kto wie, może nawet popadłbym w depresję, a przypadkowy eremita znalazłby mnie zwisającego z drzewa? Zaśmiałem się gorzko. To nie w moim stylu. Czasem zastanawiam się czemu staram się sprawiać wrażenie tego złego, niedostępnego. Czemu robię z Siebie ofiarę losu. Może powinienem sprawić Sobie samochód. Albo lepiej nie. Pamiętam jak pewnym razem jakaś kobieta wykorzystała to że byłem pijany i zaprowadziła mnie za rękę do swojego samochodu. Gdy miała mnie tam wepchnąć, a może to ja ją, już nawet sam nie pamiętam, zjawił się jej chłopak. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Znowu przymknąłem oczy. Nagle pukanie do drzwi. Gdy postać weszła, zerknąłem w jej stronę. Alison.
- Eric, nadal jesteś zły?
- Znowu mam być na Ciebie za coś zły? Przecież mówiłem że nie ma powodu.
Dziewczyna nie odezwała się i wyszła. Wiedziałem że opiera się o drzwi, ponieważ głęboko westchnęła. Spojrzałem na dłoń. Nadal bolało, ale nie krwawiło. Tego nie opatrzę. To miła rana. Zamknąłem z powrotem oczy i pomyślałem o Alison. Ciekawe co teraz robi. Może powinienem zawracać jej głowę?
Alison?
Od Alison c.d. Eric'a
Zależy mu.. na mnie? Niemożliwe. Przecież ja... to tylko ja. Ghww. Przewróciłam się na plecy i wpatrywałam się w sufit. Zaczęłam się gubić we własnych myślach. Postanowiłam zostawić to na kolejny dzień. Dziś byłam zmęczona aby myśleć o.. o czym ja w ogóle myślałam? Tworzenie historii które nigdy się nie spełnią jest strasznie czasochłonne. A ja lubię wymyślać takie historie. Spoglądając w okno dostrzegłam księżyc. Ładna pogoda na spacer.. tylko, że już wieczorami robiło się coraz chłodniej i trzeba było się cieplej ubierać. Przewracałam się na łóżku z boku na bok, nie mogłam zasnąć. Wstałam z łóżka i podeszłam do obrazu przedstawiającego wojnę. Dostrzegłam, że jest lekko przechylony. Zdjęłam go ze ściany. Ku mojemu zdziwieniu wcale jej tam nie było. Zamiast drewna znajdowała się tam szyba. Po drugiej stronie zauważyłam leżącego Eric'a. Spał. Bynajmniej tak to wyglądało. Przyglądałam mu się do czasu aż się obudził. Patrzyłam na niego.
-W jego pokoju musi być lustro. - powiedziałam sama do siebie - Ciekawe czy on też mnie widzi. - zaciekawiłam się
Machnęłam ręką. Eric podszedł do lustra ale patrzył w innym kierunku niż stałam ja.
-Nie widzi mnie... - szepnęłam
Odłożyłam obraz na ziemię i wyszłam z pokoju kierując się do Eric'a.
-Eric. - weszłam do pokoju bez pukania
-Coś się stało? - zapytał spoglądając na mnie
-Muszę Ci coś pokazać. - powiedziałam - Chodź!
-Idę, idę. - odparł wychodząc z pokoju
-Zobacz co znalazłam. - pokazałam na miejsce zdjętego obrazu
-Co to.. - podszedł i zaczął przyglądać się swojemu pokojowi po drugiej stronie. - Lustro weneckie... Ale co ono tutaj robi? - zainteresował się - Kiedy to znalazłaś? - spojrzał na mnie
-Kilka minut temu.. zobaczyłam, że obraz wisi krzywo i chciałam go poprawić. Dlatego go zdjęłam.
-Rozumiem. - Eric podniósł obraz i zakrył szkło
-Jeżeli chcesz... to możemy się zamienić. - powiedziałam cicho
-Dlaczego miałbym się zamienić? - zaśmiał się
-No nie wiem. Może, żebyś miał pewność, że nie będę Cię podglądać. - odparłam z uśmiechem
-A skąd będziesz miała pewność, że ja nie będę podglądać Ciebie? - uśmiechnął się
-Tego jeszcze nie przemyślałam. - zachichotałam
-Oj mała, mała. - pogłaskał mnie po głowie. - Idź spać. - powiedział i skierował się do wyjścia
-Dobranoc Eric. - powiedziałam z uśmiechem
-Dobranoc. - odrzekł i wyszedł
Wróciłam na łóżko. Położyłam się po czym od razu zasnęłam.
---
Obudziłam się. Było wcześnie patrząc na to jaka pogoda panowała na zewnątrz. Podeszłam do szafki wyciągając z niej czyste ubranie. Ruszyłam do łazienki i po prysznicu ubrałam się a następnie podeszłam do drzwi pokoju Eric'a. Lekko je uchyliłam. Jeszcze spał. Postanowiłam skorzystać z okazji i poszłam do miasta aby kupić trochę produktów spożywczych. Gdy wróciłam do domku usłyszałam szamotanie w pokoju Eric'a. Zauważyłam, że Akell siedział na kanapie.
-Dzień dobry. - powiedziałam do niego uśmiechając się
-Dzień dobry. - odparł - Będziesz przygotowywać śniadanko? - zaskoczył z kanapy i podszedł do mnie
-Taki miałam zamiar. - odpowiedziałam - A na co masz ochotę? - zapytałam
-Cokolwiek. Może być nawet królik.
-Mam nadzieję, że lubisz bażanty.
-Oo tak. Ale niestety jadłem tylko surowe. Eric jeszcze nie przygotowywał mi bażantów. - odparł
-Miejmy nadzieję, że trzy Ci wystarczą.
-Trzy? Starczyłyby dwa. No ale skoro są trzy to z chęcią je zjem. - powiedział i wrócił na kanapę.
Zaczęłam przygotowywać bażanty a dla mnie oraz Eric'a zrobiłam pancakes z pysznym sosem. Nakryłam do stołu i nałożyłam jedzenie. Akell'owi podałam bażanty i po chwili zaczął je jeść.
Eric?
-W jego pokoju musi być lustro. - powiedziałam sama do siebie - Ciekawe czy on też mnie widzi. - zaciekawiłam się
Machnęłam ręką. Eric podszedł do lustra ale patrzył w innym kierunku niż stałam ja.
-Nie widzi mnie... - szepnęłam
Odłożyłam obraz na ziemię i wyszłam z pokoju kierując się do Eric'a.
-Eric. - weszłam do pokoju bez pukania
-Coś się stało? - zapytał spoglądając na mnie
-Muszę Ci coś pokazać. - powiedziałam - Chodź!
-Idę, idę. - odparł wychodząc z pokoju
-Zobacz co znalazłam. - pokazałam na miejsce zdjętego obrazu
-Co to.. - podszedł i zaczął przyglądać się swojemu pokojowi po drugiej stronie. - Lustro weneckie... Ale co ono tutaj robi? - zainteresował się - Kiedy to znalazłaś? - spojrzał na mnie
-Kilka minut temu.. zobaczyłam, że obraz wisi krzywo i chciałam go poprawić. Dlatego go zdjęłam.
-Rozumiem. - Eric podniósł obraz i zakrył szkło
-Jeżeli chcesz... to możemy się zamienić. - powiedziałam cicho
-Dlaczego miałbym się zamienić? - zaśmiał się
-No nie wiem. Może, żebyś miał pewność, że nie będę Cię podglądać. - odparłam z uśmiechem
-A skąd będziesz miała pewność, że ja nie będę podglądać Ciebie? - uśmiechnął się
-Tego jeszcze nie przemyślałam. - zachichotałam
-Oj mała, mała. - pogłaskał mnie po głowie. - Idź spać. - powiedział i skierował się do wyjścia
-Dobranoc Eric. - powiedziałam z uśmiechem
-Dobranoc. - odrzekł i wyszedł
Wróciłam na łóżko. Położyłam się po czym od razu zasnęłam.
---
Obudziłam się. Było wcześnie patrząc na to jaka pogoda panowała na zewnątrz. Podeszłam do szafki wyciągając z niej czyste ubranie. Ruszyłam do łazienki i po prysznicu ubrałam się a następnie podeszłam do drzwi pokoju Eric'a. Lekko je uchyliłam. Jeszcze spał. Postanowiłam skorzystać z okazji i poszłam do miasta aby kupić trochę produktów spożywczych. Gdy wróciłam do domku usłyszałam szamotanie w pokoju Eric'a. Zauważyłam, że Akell siedział na kanapie.
-Dzień dobry. - powiedziałam do niego uśmiechając się
-Dzień dobry. - odparł - Będziesz przygotowywać śniadanko? - zaskoczył z kanapy i podszedł do mnie
-Taki miałam zamiar. - odpowiedziałam - A na co masz ochotę? - zapytałam
-Cokolwiek. Może być nawet królik.
-Mam nadzieję, że lubisz bażanty.
-Oo tak. Ale niestety jadłem tylko surowe. Eric jeszcze nie przygotowywał mi bażantów. - odparł
-Miejmy nadzieję, że trzy Ci wystarczą.
-Trzy? Starczyłyby dwa. No ale skoro są trzy to z chęcią je zjem. - powiedział i wrócił na kanapę.
Zaczęłam przygotowywać bażanty a dla mnie oraz Eric'a zrobiłam pancakes z pysznym sosem. Nakryłam do stołu i nałożyłam jedzenie. Akell'owi podałam bażanty i po chwili zaczął je jeść.
Eric?
Od Eric'a c.d. Alison
Rzecz jasna, szukałem ścieżki powrotnej. Nigdy nie wracałem przez las. Przekląłem cicho pod nosem. Oh. Jest. Teraz mogłem z satysfakcją wrócić. Wychodząc z lasu, już miałem wygłaszać przygotowaną wcześniej mowę, ale coś co zobaczyłem sprawiło że znieruchomiałem. Alison stała nad ciałem mężczyzny. Z kijem. Gdy mnie zauważyła, szybko go wypuściła. Stałem tak bez słowa, parę metrów od niej.
- To w samoobronie.
- Alison zabiłaś go.
- Co?
- Złamałaś mu kark.
Wpatrywałem się w nią. Dziewczyna widocznie się zaniepokoiła. W sumie, facet jeszcze żył. Tylko po prostu stracił przytomność. Poza tym według mnie lepiej jest umrzeć niż być skazanym na kalectwo. Zauważyłem jak Alison powoli spuszcza głowę. Podszedłem do mężczyzny i Przyłożyłem rękę do specjalnego miejsca na szyi. Nie minęło 30 sekund, a mężczyzna już nie był z nami obecny.
- Eric?
Spojrzałem na nią pytająco. Nie odezwała się. Jej oczy wyraźnie posmutniały. Podszedłem do niej i złapałem za rękę.
- Rozumiem.
- Ja nie chciałam.
- Wiem. - nie chciałem jej informować o tym że go nie zabiła. Namieszałbym równo.
- Co mu zrobiłeś? - posłała mi pytające spojrzenie.
- To co powinienem. Chodź.
Dziewczyna westchnęła i ruszyła. Szliśmy przez las.
- Jesteś na mnie zły? - popatrzyłem na nią zdziwiony.
- Nie, czemu?
- No za to.. Tam.
- Coś ty, mówiłem że rozumiem. Za to zaczynam się obawiać lekko o moje zdrowie. - zaśmialiśmy się razem. Gdy dotarliśmy do domku, Alison padła zmęczona na łóżko. W tym czasie postanowiłem przeszukać wszystkie szuflady. Do pokoju wszedł Akell.
- Eric, co ty znowu robisz.
- Szukam.
- Nie masz czego. - spojrzałem na niego, gdy ten usiadł.
- Wiem.
Mruknąłem i wróciłem do szukania. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Posłaliśmy Sobie pytające spojrzenie. Wstałem powoli i ruszyłem do drzwi. Zawahałem się, lecz po chwili otworzyłem. Mym oczom ukazała się średniego wzrostu kobieta, o czarnych włosach z niebieskimi końcówkami. Chwilę mi zajęło zanim ją rozpoznałem.
- Astrid!
- Oh, już myślałam że mnie nie rozpoznasz! - spojrzałem w jej roześmiane, zielone oczy, po czym sam się zaśmiałem. Zaprosiłem ją do środka.
- Nieźle się tu urządziłeś staruchu.
- Ha ha ha.
Znowu śmiech. Astrid jest moją przyjaciółką od dawna. Poznaliśmy się jeszcze zanim związałem się z Emily. Niestety utraciliśmy kontakt.
- Jak mnie tu znalazłaś?
- Oh, wypytałam tu i tam. Nawet przypadkowo poznałam Twoją siostrę! - zachichotała. W tym samym momencie Alison wyjrzała ze swojego pokoju. Astrid na szczęście jej nie zauważyła, bo od razu zaczęłyby się pytania. Przyjrzałem jej się ukradkiem. Miała niezbyt zadowoloną minę. Po chwili jednak zniknęła. Dość długo rozmawialiśmy. Astrid jest naprawdę wygadana! Pożegnaliśmy się, po czym obiecała że zajrzy do mnie jeszcze kiedyś. Wróciłem do środka. Postanowiłem zajrzeć do Alison. Zapukałem. Cisza. Więc powoli wszedłem.
- Alison.
Znowu cisza. Dziewczyna leżała na boku z otwartymi oczami. Westchnąłem cicho i gdy już miałem wychodzić, odezwała się.
- Kto to był?
- Stara znajoma.
- Mhm.
- O co chodzi. Alison, co jest.
- Nic.
Popatrzyłem w podłogę. Na koniec dodałem cicho.
- Alison, pamiętaj że zależy mi na Tobie. Jak coś, to będę w pokoju..
Wyszedłem, po czym położyłem się twarzą w pościel.
Alison?
- To w samoobronie.
- Alison zabiłaś go.
- Co?
- Złamałaś mu kark.
Wpatrywałem się w nią. Dziewczyna widocznie się zaniepokoiła. W sumie, facet jeszcze żył. Tylko po prostu stracił przytomność. Poza tym według mnie lepiej jest umrzeć niż być skazanym na kalectwo. Zauważyłem jak Alison powoli spuszcza głowę. Podszedłem do mężczyzny i Przyłożyłem rękę do specjalnego miejsca na szyi. Nie minęło 30 sekund, a mężczyzna już nie był z nami obecny.
- Eric?
Spojrzałem na nią pytająco. Nie odezwała się. Jej oczy wyraźnie posmutniały. Podszedłem do niej i złapałem za rękę.
- Rozumiem.
- Ja nie chciałam.
- Wiem. - nie chciałem jej informować o tym że go nie zabiła. Namieszałbym równo.
- Co mu zrobiłeś? - posłała mi pytające spojrzenie.
- To co powinienem. Chodź.
Dziewczyna westchnęła i ruszyła. Szliśmy przez las.
- Jesteś na mnie zły? - popatrzyłem na nią zdziwiony.
- Nie, czemu?
- No za to.. Tam.
- Coś ty, mówiłem że rozumiem. Za to zaczynam się obawiać lekko o moje zdrowie. - zaśmialiśmy się razem. Gdy dotarliśmy do domku, Alison padła zmęczona na łóżko. W tym czasie postanowiłem przeszukać wszystkie szuflady. Do pokoju wszedł Akell.
- Eric, co ty znowu robisz.
- Szukam.
- Nie masz czego. - spojrzałem na niego, gdy ten usiadł.
- Wiem.
Mruknąłem i wróciłem do szukania. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Posłaliśmy Sobie pytające spojrzenie. Wstałem powoli i ruszyłem do drzwi. Zawahałem się, lecz po chwili otworzyłem. Mym oczom ukazała się średniego wzrostu kobieta, o czarnych włosach z niebieskimi końcówkami. Chwilę mi zajęło zanim ją rozpoznałem.
- Astrid!
- Oh, już myślałam że mnie nie rozpoznasz! - spojrzałem w jej roześmiane, zielone oczy, po czym sam się zaśmiałem. Zaprosiłem ją do środka.
- Nieźle się tu urządziłeś staruchu.
- Ha ha ha.
Znowu śmiech. Astrid jest moją przyjaciółką od dawna. Poznaliśmy się jeszcze zanim związałem się z Emily. Niestety utraciliśmy kontakt.
- Jak mnie tu znalazłaś?
- Oh, wypytałam tu i tam. Nawet przypadkowo poznałam Twoją siostrę! - zachichotała. W tym samym momencie Alison wyjrzała ze swojego pokoju. Astrid na szczęście jej nie zauważyła, bo od razu zaczęłyby się pytania. Przyjrzałem jej się ukradkiem. Miała niezbyt zadowoloną minę. Po chwili jednak zniknęła. Dość długo rozmawialiśmy. Astrid jest naprawdę wygadana! Pożegnaliśmy się, po czym obiecała że zajrzy do mnie jeszcze kiedyś. Wróciłem do środka. Postanowiłem zajrzeć do Alison. Zapukałem. Cisza. Więc powoli wszedłem.
- Alison.
Znowu cisza. Dziewczyna leżała na boku z otwartymi oczami. Westchnąłem cicho i gdy już miałem wychodzić, odezwała się.
- Kto to był?
- Stara znajoma.
- Mhm.
- O co chodzi. Alison, co jest.
- Nic.
Popatrzyłem w podłogę. Na koniec dodałem cicho.
- Alison, pamiętaj że zależy mi na Tobie. Jak coś, to będę w pokoju..
Wyszedłem, po czym położyłem się twarzą w pościel.
Alison?
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Od Alison c.d. Clodie Sue
-Z chęcią. - odparłam z uśmiechem
-To dobrze. - ucieszyła się Clodie
-Tylko.. jeśli pozwolisz. Pójdę na chwilę do pokoju. Idziesz ze mną? - zapytałam
-Może być ciekawie. Jeszcze nie byłam w pokojach w Akademii. - powiedziała
Wróciłyśmy na moment do Akademii. Szybko wbiegłyśmy po schodach i dostałyśmy się do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi. Nie były zamknięte, a nikogo nie było w środku.
-Ła.. ale śliczne. - zachwyciła się Clodie
-Mogłyby być odrobinę większe. - podeszłam do szafy otwierając ją od razu dostrzegłam, że czegoś brakuje. - Łuk.. - wyszeptałam
-Coś się stało? - zaciekawiła się dziewczyna
-Tak.. mój łuk.. ktoś go ukradł. - trzasnęłam drzwiami od szafy
-Może była tu komisja i zauważyli go.. a broń jest nielegalna na terenie szkoły.
-Nie.. komisja nie może grzebać w prywatnych rzeczach uczniów. - powiedziałam
-Jak myślisz.. kto to mógł być?
-Nie wiem, nie mam pomysłu.
-Może to twój brat? Chciał pożyczyć albo coś.. - zaczęła podejrzewać Clodie
-Wątpie w to. Mam nadzieję, że go znajdę. To był mój ulubiony łuk. - zasmuciłam się
-Nie martw się, znajdzie się na pewno. - zapewniała mnie dziewczyna
--
Zmierzałyśmy w kierunku domku Clodie.
-Clodie?
-Tak?
-Co Cię sprowadza do Akademii? - zapytałam
-Mistrz mnie tu wysłał. - odparła
-Rozumiem. - przerwałam - Masz jakiś pomysł co będziemy robić u Ciebie?
Clodie? (wybacz, że krótkie)
-To dobrze. - ucieszyła się Clodie
-Tylko.. jeśli pozwolisz. Pójdę na chwilę do pokoju. Idziesz ze mną? - zapytałam
-Może być ciekawie. Jeszcze nie byłam w pokojach w Akademii. - powiedziała
Wróciłyśmy na moment do Akademii. Szybko wbiegłyśmy po schodach i dostałyśmy się do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi. Nie były zamknięte, a nikogo nie było w środku.
-Ła.. ale śliczne. - zachwyciła się Clodie
-Mogłyby być odrobinę większe. - podeszłam do szafy otwierając ją od razu dostrzegłam, że czegoś brakuje. - Łuk.. - wyszeptałam
-Coś się stało? - zaciekawiła się dziewczyna
-Tak.. mój łuk.. ktoś go ukradł. - trzasnęłam drzwiami od szafy
-Może była tu komisja i zauważyli go.. a broń jest nielegalna na terenie szkoły.
-Nie.. komisja nie może grzebać w prywatnych rzeczach uczniów. - powiedziałam
-Jak myślisz.. kto to mógł być?
-Nie wiem, nie mam pomysłu.
-Może to twój brat? Chciał pożyczyć albo coś.. - zaczęła podejrzewać Clodie
-Wątpie w to. Mam nadzieję, że go znajdę. To był mój ulubiony łuk. - zasmuciłam się
-Nie martw się, znajdzie się na pewno. - zapewniała mnie dziewczyna
--
Zmierzałyśmy w kierunku domku Clodie.
-Clodie?
-Tak?
-Co Cię sprowadza do Akademii? - zapytałam
-Mistrz mnie tu wysłał. - odparła
-Rozumiem. - przerwałam - Masz jakiś pomysł co będziemy robić u Ciebie?
Clodie? (wybacz, że krótkie)
Subskrybuj:
Posty (Atom)