Wędrowałam w okolicach Akademii. Rok szkolny teoretycznie niedawno się zaczął ale praktycznie nie mieliśmy jeszcze żadnych zajęć. Był to dobry czas aby wędrować po okolicy i zwiedzać tutejsze budynki. Sama do końca jeszcze nie zbyt wiedziałam co gdzie się znajduje. Zanim znalazłam szpital minęły dwie godziny. Postanowiłam wyjść za ogrodzenie. Przy bramie czekał na mnie mój przyjaciel Newt.
-Chyba się troszkę spóźniłaś. - parsknął
-Wybacz. Szukałam szpitala. - odparłam
-Hm.. - spojrzał na mnie zaciekawiony - Po co był Ci szpital ?
-Po to. - wyjęłam ze skórzanej torby małą fiolkę. - To na wszelki wypadek gdyby komuś się coś stało.
-No dobrze. To gdzie chcesz dziś iść?
-Nie wiem, prowadź ty. - uśmiechnęłam się do niego.
Newt odwzajemnił uśmiech i przyklęknął na jedno kolano. Zmieniał się w wilka. Pojawiła się chmura która zasłoniła Newt'a lecz po chwili opadła odsłaniając potężną postać wilka.
~Wsiadaj .
~Jasne. - wsiadałam na jego grzbiet i mocno złapałam się jego futra.
~Dzisiaj będziemy podziwiać widoki.
~Smocze Góry zgaduje. - zaśmiałam się
~Tak, w sumie to już nich jesteśmy tylko, że ta część jest zamieszkała przez ludzi. A my pójdziemy na tą bardziej dziką stronę.
Kiwnęłam głową.
~Ruszajmy.
Droga była długa. Musieliśmy kilka razy przystanąć aby Newt odpoczął.
-Może pójdę pieszo? - zapytałam
-Nie, zmęczysz się bardziej niż ja przez całą tą drogę.
Nie słuchając go ruszyłam przed siebie, wspinając się na kamienie. Na szczyt wzgórza na którym byliśmy prowadziła kamienista ścieżka. Była dość stroma. Obróciłam się. Byliśmy już na prawdę
wysoko.
-Teraz na lewo. - spojrzałam na Newt'a który zmienił się w człowieka.
-Dobrze. - powiedział i zaczął iść za mną
Po kilku minutach spaceru usłyszałam szum a następnie dostrzegłam wodospad. Wspinałam się zaraz koło niego. Kamienie było lekko śliskie ale nie przeszkadzało mi to w dalszej wspinaczce. W końcu byłam na szczycie.
-Neewt.. - wybełkotałam go wchodząc na górę - Tu jest pięknie.
W oddali zobaczyłam postać siedzącą przy rzeczce. Nie był to zwykły człowiek, ani elf.
-Alison czy ona ma skrzydła?
-Tak. - odparłam
Zaczęłam biec w kierunku postaci. Z każdym metrem którym zbliżałam się do postaci miałam pewność, że jest to kobieta i ma skrzydła. Zmęczyłam się i musiałam przystanąć. Zakręciło mi się w głowie. Opierałam się rękami o kolana. Teraz dostrzegłam że do mojej nogi przykleiło się coś dziwnego. I to coś żyło. Dopiero teraz poczułam ból w owej nodze. Upadłam na ziemię. Zaczęłam kręcić się i krzyczeć z bólu.
-Neeewt! Zabierz to!
To coś rosło i rosło z każdą sekundą. Newt chciał to odczepić ale nie mógł.
-Nie.. mogę. - szarpał za dziwną maź która nie dawała za wygraną
Z każdym szarpnięciem Newt'a coraz bardziej bolała mnie noga.
-Newt ! Przestań - w oczach pojawiły mi się łzy które szybko spłynęły po moim poliku - Prosze... przestań.
-Zaczekaj tu. biegnę po pomoc. - odparł i zmienił się w wilka, biegł do niej, do tej dziewczyny ze skrzydłami.
Clodie ?
Akademia jest miejscem dla każdego, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Więc śmiało ! Zapraszamy...
wtorek, 26 lipca 2016
piątek, 22 lipca 2016
Od Clodie Sue
Obudził mnie podmuch zimnego wiatru. Gdy otworzyłam oczy i usiadłam, zobczyłam że mistrz wiezie mnie na swym grzbiecie. Poranek był chłodnawy. Dopiero po czasie zrozumiałam że nie jestem w moim kraju.
- Mistrzu? Gdzie mnie wieziesz? - spytałam cicho. Nic nie odpowiedział. Nawet nie spojrzał w moją stronę. Pomyślałam że stanowię dla niego pewne obciążenie, więc zeskoczyłam z grzbietu i zaczęłam biec razem z nim. Obok zjawił się Varux, czyli pomocnik mistrza. Ten nadzorował abym nie została w tyle. Chociaż, mam skrzydła, prawda? Tak szczerze, to nie umiem z nich zbyt dobrze korzystać... Po jakimś czasie zmęczyłam się i wskoczyłam z powrotem na mistrza. Biegnąc, nie miałam czasu aby rozejrzeć się dookoła. Biegliśmy właśnie długą polaną. Trawa była wysoka, chyba z półtora metra. Zielona barwa mieszała się bardzo lekko z niebieską barwą. Dawało to niesamowity efekt. Przed nami były wysokie góry. Przed wejściem do lasu, mistrz się zatrzymał. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale no cóż.
- Sue, tu Cię zostawiam. Nie mogę wejść do Smoczych Gór. Będziesz musiała resztę drogi przejść sama. Myślę że nauczyłem Cię dość wielu rzeczy i wytrwasz, ale spokojnie! Spotkamy się na miejscu. - stałam w ciszy słuchając tego wszystkiego. Rozumiałam mistrza. Nie mogłam się również jemu sprzeciwić.
- Oczywiście mistrzu. - odpowiedziałam, a on zniknął. Zostałam tylko ja. Sama. Spojrzałam w stronę gór. Wkroczyłam do lasu. Był bardzo krótki, gdyż był wprowadzeniem do gór. Gdy wyszłam z lasu, zobaczyłam dłuuugą drogę. A po bokach skały, które były "podnóżem" gór. Z każdym przebytym kilometrem, ścieżka była ułożona coraz wyżej. Zaczął padać deszcz, a ja nie miałam żadnego nakrycia, więc po prostu weszłam do pierwszej lepszej jaskini. Gdy miałam usiąść, w oddali zobaczyłam smoka. Przestraszyłam się trochę, więc schowałam się na samym końcu jaskini. Zobaczyłam smocze jaja, co zaniepokoiło mnie jeszcze bardziej. Schowałam się za skałą i czekałam. W jaskini zrobiło się zimno i zawiał wiatr. Wleciał smok. Od razu wyczuł coś "dodatkowego". Nie minęło długo zanim mnie odnalazł. Zakryłam się skrzydłami, ale nic się nie działo. Wyjrzałam lekko i zobaczyłam że smok mi się przygląda. Złapał mnie delikatnie za bluzkę i wyciągnął zza kamienia. Ulżyło mi, gdyż był to smok lodu, a smoki lodu i archanioły to odwieczni przyjaciele. Mistrz również jest smokiem lodu. Tylko jest obdarzony dodatkowymi mocami. Wyciągnęłam do smoka (a raczej smoczycy) rękę, aby pokazać że nie stanowię zagrożenia.
- Co Cię tu sprowadza? - spytała smoczyca po czasie.
- Wybieram się za góry... Nie wiem gdzie dokładnie, mistrz mi nie powiedział. Póki co, prowadzi mnie amulet. - odpowiedziałam pewniej.
- Rozumiem.. Pewnie wysłał Cię do Akademii, która jest położona w smoczych górach. - mruknęła i popatrzyła na jaja. Pokiwałam głową i podeszłam do jaj. Smoczyca popatrzyła na mnie i usiadła. Wyjęłam flakonik i spuściłam po jednej kropki na każde jajo. Każda kropla pokryła całe jajo, po czym wchłonęła się w nie. Jaja powoli zaczęły pękać, a z nich zaczęły wychodzić małe smoki.
- Co zrobiłaś? - spytała smoczyca.
- Pobłogosławiłam Twoje dzieci i sprawiłam że będą silniejsze. Trudno przeżyć w takich górach, no nie? - uśmiechnęłam się. Smoczyca podeszła do najmniejszego i najsłabszego smoka, po czym podała mi go.
- Proszę, zaopiekuj się nim. To prezent. W tych warunkach długo nie pożyje - powiedziała, po czym ukłoniła się i zaczęła karmić resztę. Wyciągnęłam coś do jedzenia i rzuciłam maluchowi. Ten szybko to zjadł. Uśmiechnęłam się i wzięłam go na ręce. Pożegnałam się ze smoczycą i ruszyłam dalej w drogę. Po kolejnych godzinach, wreszcie zobaczyłam Akademię i mistrza. Pokazał mi mój dom, który był umieszczony pod górami. Zostawiłam tam rzeczy i nakarmiłam Snowdiego (tak nazwałam smoka). Czas wkręcić się w życie między innymi! Ruszyłam do Akademii, a co będzie to się okaże.
<Ktoś coś? ;p>
- Mistrzu? Gdzie mnie wieziesz? - spytałam cicho. Nic nie odpowiedział. Nawet nie spojrzał w moją stronę. Pomyślałam że stanowię dla niego pewne obciążenie, więc zeskoczyłam z grzbietu i zaczęłam biec razem z nim. Obok zjawił się Varux, czyli pomocnik mistrza. Ten nadzorował abym nie została w tyle. Chociaż, mam skrzydła, prawda? Tak szczerze, to nie umiem z nich zbyt dobrze korzystać... Po jakimś czasie zmęczyłam się i wskoczyłam z powrotem na mistrza. Biegnąc, nie miałam czasu aby rozejrzeć się dookoła. Biegliśmy właśnie długą polaną. Trawa była wysoka, chyba z półtora metra. Zielona barwa mieszała się bardzo lekko z niebieską barwą. Dawało to niesamowity efekt. Przed nami były wysokie góry. Przed wejściem do lasu, mistrz się zatrzymał. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale no cóż.
- Sue, tu Cię zostawiam. Nie mogę wejść do Smoczych Gór. Będziesz musiała resztę drogi przejść sama. Myślę że nauczyłem Cię dość wielu rzeczy i wytrwasz, ale spokojnie! Spotkamy się na miejscu. - stałam w ciszy słuchając tego wszystkiego. Rozumiałam mistrza. Nie mogłam się również jemu sprzeciwić.
- Oczywiście mistrzu. - odpowiedziałam, a on zniknął. Zostałam tylko ja. Sama. Spojrzałam w stronę gór. Wkroczyłam do lasu. Był bardzo krótki, gdyż był wprowadzeniem do gór. Gdy wyszłam z lasu, zobaczyłam dłuuugą drogę. A po bokach skały, które były "podnóżem" gór. Z każdym przebytym kilometrem, ścieżka była ułożona coraz wyżej. Zaczął padać deszcz, a ja nie miałam żadnego nakrycia, więc po prostu weszłam do pierwszej lepszej jaskini. Gdy miałam usiąść, w oddali zobaczyłam smoka. Przestraszyłam się trochę, więc schowałam się na samym końcu jaskini. Zobaczyłam smocze jaja, co zaniepokoiło mnie jeszcze bardziej. Schowałam się za skałą i czekałam. W jaskini zrobiło się zimno i zawiał wiatr. Wleciał smok. Od razu wyczuł coś "dodatkowego". Nie minęło długo zanim mnie odnalazł. Zakryłam się skrzydłami, ale nic się nie działo. Wyjrzałam lekko i zobaczyłam że smok mi się przygląda. Złapał mnie delikatnie za bluzkę i wyciągnął zza kamienia. Ulżyło mi, gdyż był to smok lodu, a smoki lodu i archanioły to odwieczni przyjaciele. Mistrz również jest smokiem lodu. Tylko jest obdarzony dodatkowymi mocami. Wyciągnęłam do smoka (a raczej smoczycy) rękę, aby pokazać że nie stanowię zagrożenia.
- Co Cię tu sprowadza? - spytała smoczyca po czasie.
- Wybieram się za góry... Nie wiem gdzie dokładnie, mistrz mi nie powiedział. Póki co, prowadzi mnie amulet. - odpowiedziałam pewniej.
- Rozumiem.. Pewnie wysłał Cię do Akademii, która jest położona w smoczych górach. - mruknęła i popatrzyła na jaja. Pokiwałam głową i podeszłam do jaj. Smoczyca popatrzyła na mnie i usiadła. Wyjęłam flakonik i spuściłam po jednej kropki na każde jajo. Każda kropla pokryła całe jajo, po czym wchłonęła się w nie. Jaja powoli zaczęły pękać, a z nich zaczęły wychodzić małe smoki.
- Co zrobiłaś? - spytała smoczyca.
- Pobłogosławiłam Twoje dzieci i sprawiłam że będą silniejsze. Trudno przeżyć w takich górach, no nie? - uśmiechnęłam się. Smoczyca podeszła do najmniejszego i najsłabszego smoka, po czym podała mi go.
- Proszę, zaopiekuj się nim. To prezent. W tych warunkach długo nie pożyje - powiedziała, po czym ukłoniła się i zaczęła karmić resztę. Wyciągnęłam coś do jedzenia i rzuciłam maluchowi. Ten szybko to zjadł. Uśmiechnęłam się i wzięłam go na ręce. Pożegnałam się ze smoczycą i ruszyłam dalej w drogę. Po kolejnych godzinach, wreszcie zobaczyłam Akademię i mistrza. Pokazał mi mój dom, który był umieszczony pod górami. Zostawiłam tam rzeczy i nakarmiłam Snowdiego (tak nazwałam smoka). Czas wkręcić się w życie między innymi! Ruszyłam do Akademii, a co będzie to się okaże.
<Ktoś coś? ;p>
czwartek, 21 lipca 2016
Od Matt'a c.d. Derek'a
Wyszedłem z pokoju Derek'a i zdenerwowany skierowałem się do swojego pokoju.
~Mam nadzieję, że będzie tam Ash.. - pomyślałem
Gdy szedłem korytarzem mijałem kilka osób które dziwnie na mnie spoglądały. Zwłaszcza kobiety.. Wtedy zorientowałem się, że idę bez żadnej koszulki. Przyśpieszyłem kroku i już prawie byłem pod drzwiami swojego pokoju gdy nagle usłyszałem znajome głosy za moimi plecami. Obróciłem się. Za mną szli Ash z Tobim. Pobiegłem w ich kierunku.
-Cześć Matt. - powiedział Ash a chwilę później rzuciłem mu się na szyje
-Dobrze znowu Cię widzieć. - szepnąłem mu do ucha
-Ciebie też - przytulił mnie
Staliśmy tak przez chwilkę gdy nagle z pokoju obok którego staliśmy wyszedł jakiś mężczyzna. Spojrzał na nas i poszedł w swoją stronę.
-Matt... gdzie Twoja koszulka? - zapytał jeden z chłopaków
-Zgubiłem..
Weszliśmy do naszego pokoju. W końcu mogłem się ubrać. Potem zaczęliśmy rozmawiać i świetnie się bawiliśmy. Lubiłem spędzać z nimi czas. Zwłaszcza, że mieliśmy go mało ponieważ mikstura którą wypił Ash niedługo przestanie działać. Do pokoju ktoś zapukał. Podszedłem do drzwi i je lekko uchyliłem zobaczyć kto raczył nas odwiedzić. Po drugiej stronie drzwi stała dziewczyna mniej więcej w naszym wieku.
-Cześć, jest może Tobi? -zapytała
-Tak, jasne. Może chcesz wejsc? -otworzyłem jej drzwi
-Nie, wystarczy, że zawołasz Tobi'ego. -odparła
-Okej - odwróciłem się w stronę pokoju - Tobi ktoś do Ciebie - powiedziałem a on on razu wstał i podszedł do nas
-Cześć Liso, masz to o co prosiłem?
-Tak, jest na miejscu. Możemy iść.
-Matt teraz pokój jest twój -powiedział do mnie i wyszedł.
Obróciłem się i spojrzałem na Ash'a. On uśmeichnął się do mnie a ja odwzajemniłem uśmiech.
-Idę się wykąpać - powiedział Ash i odszedł od stolika
-Dobrze. - odparłem
Podszedłem do okna i patrzyłem na wszystko co dzieje się dookoła. Jakaś dziewczynka biegała i łapała motyle a chłopiec siedział niedaleko niej i patrzył się na nią. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Po chwili odszedłem ponieważ słońce mocno raziło. Zrobiło mi się gorąco. Zdjąłem koszulkę i spodnie.
-Przyniesiesz mi ręcznik? - zawołał Ash z łazięki
-Jasne - odpowiedziałem i wyciągnąłem ręcznik z szafki - Wchodzę ! - odparłem wchodząc do łazienki
Na środku łazienki stał Ash, przeglądał się w lustrze. Był nagi. I muszę przyznać, że mimo iż większość życia spędził w ciele rysia to i tak był umięsniony.
-Nie wpadłeś na pomysł żeby się ubrać? - zapytałem
-Nie - uśmiechnął się - Chyba się nie wstydzisz ? - odwrócił się w moją stronę
-Nie no co ty.. Na co dzień mam nagich mężczyzn w łazience. - parsknąłem
Ash spojrzał na mnie i ruszył w moim kierunku. Przycisnął mnie do ściany i jedną ręką zastawił mi wyjście. Drugą rękę położył na moim policzku. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy. W końcu Ahs przybliżył swoje usta do moich i cicho wyszeptał.
-Długo na to czekałem -uśmiechnął się
Spojrzałem na niego a on znów sie zaśmiał i zaczął mnie całować. Było przyjemnie. Nie chciałem tego kończyć. Chciałem tak zostać. Z nim. Rozległo sie pukanie do drzwi.
-Ogghh. Co z nowu?. - zapytał zdenerwowany Ash, odsunął sie ode mnie i owinął się ręcznikiem na wysokości pasa.
-Pójdziesz zobaczyć kto to czy mam iść? - znów zapytał
-Idź - odparłem i wyszedłem zaraz za nim
Ash był zdenerwowany, że ktoś przerwał nam naszą chwilę którą mieliśmy dla siebie. Otworzył drzwi.
-Czego?
Po drugiej stronie drzwi stał Derek.
Derek?
~Mam nadzieję, że będzie tam Ash.. - pomyślałem
Gdy szedłem korytarzem mijałem kilka osób które dziwnie na mnie spoglądały. Zwłaszcza kobiety.. Wtedy zorientowałem się, że idę bez żadnej koszulki. Przyśpieszyłem kroku i już prawie byłem pod drzwiami swojego pokoju gdy nagle usłyszałem znajome głosy za moimi plecami. Obróciłem się. Za mną szli Ash z Tobim. Pobiegłem w ich kierunku.
-Cześć Matt. - powiedział Ash a chwilę później rzuciłem mu się na szyje
-Dobrze znowu Cię widzieć. - szepnąłem mu do ucha
-Ciebie też - przytulił mnie
Staliśmy tak przez chwilkę gdy nagle z pokoju obok którego staliśmy wyszedł jakiś mężczyzna. Spojrzał na nas i poszedł w swoją stronę.
-Matt... gdzie Twoja koszulka? - zapytał jeden z chłopaków
-Zgubiłem..
Weszliśmy do naszego pokoju. W końcu mogłem się ubrać. Potem zaczęliśmy rozmawiać i świetnie się bawiliśmy. Lubiłem spędzać z nimi czas. Zwłaszcza, że mieliśmy go mało ponieważ mikstura którą wypił Ash niedługo przestanie działać. Do pokoju ktoś zapukał. Podszedłem do drzwi i je lekko uchyliłem zobaczyć kto raczył nas odwiedzić. Po drugiej stronie drzwi stała dziewczyna mniej więcej w naszym wieku.
-Cześć, jest może Tobi? -zapytała
-Tak, jasne. Może chcesz wejsc? -otworzyłem jej drzwi
-Nie, wystarczy, że zawołasz Tobi'ego. -odparła
-Okej - odwróciłem się w stronę pokoju - Tobi ktoś do Ciebie - powiedziałem a on on razu wstał i podszedł do nas
-Cześć Liso, masz to o co prosiłem?
-Tak, jest na miejscu. Możemy iść.
-Matt teraz pokój jest twój -powiedział do mnie i wyszedł.
Obróciłem się i spojrzałem na Ash'a. On uśmeichnął się do mnie a ja odwzajemniłem uśmiech.
-Idę się wykąpać - powiedział Ash i odszedł od stolika
-Dobrze. - odparłem
Podszedłem do okna i patrzyłem na wszystko co dzieje się dookoła. Jakaś dziewczynka biegała i łapała motyle a chłopiec siedział niedaleko niej i patrzył się na nią. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Po chwili odszedłem ponieważ słońce mocno raziło. Zrobiło mi się gorąco. Zdjąłem koszulkę i spodnie.
-Przyniesiesz mi ręcznik? - zawołał Ash z łazięki
-Jasne - odpowiedziałem i wyciągnąłem ręcznik z szafki - Wchodzę ! - odparłem wchodząc do łazienki
Na środku łazienki stał Ash, przeglądał się w lustrze. Był nagi. I muszę przyznać, że mimo iż większość życia spędził w ciele rysia to i tak był umięsniony.
-Nie wpadłeś na pomysł żeby się ubrać? - zapytałem
-Nie - uśmiechnął się - Chyba się nie wstydzisz ? - odwrócił się w moją stronę
-Nie no co ty.. Na co dzień mam nagich mężczyzn w łazience. - parsknąłem
Ash spojrzał na mnie i ruszył w moim kierunku. Przycisnął mnie do ściany i jedną ręką zastawił mi wyjście. Drugą rękę położył na moim policzku. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy. W końcu Ahs przybliżył swoje usta do moich i cicho wyszeptał.
-Długo na to czekałem -uśmiechnął się
Spojrzałem na niego a on znów sie zaśmiał i zaczął mnie całować. Było przyjemnie. Nie chciałem tego kończyć. Chciałem tak zostać. Z nim. Rozległo sie pukanie do drzwi.
-Ogghh. Co z nowu?. - zapytał zdenerwowany Ash, odsunął sie ode mnie i owinął się ręcznikiem na wysokości pasa.
-Pójdziesz zobaczyć kto to czy mam iść? - znów zapytał
-Idź - odparłem i wyszedłem zaraz za nim
Ash był zdenerwowany, że ktoś przerwał nam naszą chwilę którą mieliśmy dla siebie. Otworzył drzwi.
-Czego?
Po drugiej stronie drzwi stał Derek.
Derek?
poniedziałek, 18 lipca 2016
Od Derek'a c.d. Matt'a
Gdy tylko wyszedł chciałem go zawołać, jednak sobie odpuściłem. niech ochłonie. Poszedłem do łazienki. W lustrze ujrzałem że mam zadrapania na szyi i plecach.
-Jak?!-zapytałem sam siebie
Przemyłem twarz zimną wodą. Dopiero teraz poczułem kaca. Po chwili pojawił się też kac moralny. Czemu to zrobiłem? Trzeba było go zanieść do pokoju. Gdzie ma pokój? Nie ważne. Ważniejsze było to dlaczego położyłem się obok. Powinienem spać na podłodze. Co by sobie pomyślała Johanna? Dopiero teraz do mnie dotarło że jej nie ma. Gdzie jest? Co robiła przez całą noc? A jeśli jej się coś stało? Potrząsnąłem głową. To Johanna. Nie znam drugiego równie sprytnego stworzenia. Pewnie spała na jakimś drzewie i wyobrażała sobie jak odgryza mi głowę. Może to dziwne jednak wydało mi się to śmieszne. Nasze więzi nigdy nie były zbyt mocne, jednak po ostatnich wydarzeniach zdałem sobie sprawę że nie wyobrażam sobie bez niej życia. Ubrałem się i wyszedłem.
~Johanna? Wiem że mnie słyszysz.
Nie odpowiedziała. Pobiegłem w stronę lasu.
~Johanna. Przepraszam, wiem że nie wypada umawiać się z chłopcami. Ale to nie była randka(chyba?).
Wszedłem głębiej w las.
~Proszę, odezwij się.
Zszedłem z ścieżki.
~Johanna?
Poczułem się tak jakby ktoś mnie obserwował. Rozejrzałem się dookoła. Wydawało mi się że jeden z cieni się poruszył.
-Johanna?-szepnąłem
Wtedy na mnie ruszyła. nie miałem szans na ucieczkę. Dotarło do mnie że zagoniła mnie w ślepy zaułek. Sprytnie...
Wreszcie mnie dopadła. Dosłownie wbiła w ziemię. Od razu zabrakło mi tchu w płucach. poczułem potworny ból. Wtedy Jej pysk znalazł się dosłownie centymetr ode mnie.
~Masz się go pozbyć.
Odskoczyła ode mnie i siadła dalej.
-Czyżbyś była o niego zazdrosna?
Prychnęła i spojrzała mi w oczy.
~To nie z nim związałeś się do końca życia...
-Może chcę? Może go lubię? Może coś mnie z nim łączy?
~Ze mną też cię wiele łączy. Więcej niż sobie wyobrażasz...
~Czyżbym o czymś nie wiedział?
Odwróciła wzrok.
~Może.
Wiedziałem że nic już niej nie wyciągnę.
~Wracamy?
Nie odpowiedziała tylko zaczęła wracać na ścieżkę.
Gdy tylko weszliśmy do pokoju położyła się na łóżku. Podszedłem i ją przytuliłem.
-Przepraszam.
~Ech. Niech będzie. A teraz idź do tego chłopaka bo skoro już zaprosiłeś go do łóżka to wypada sie z nim przespać.
Spojrzałem na nią zdumiony. Pocałowałem w nos.
-Znasz mnie lepiej, niż ja sam siebie.
Wychodząc spojrzałem na nią.
Co ukrywasz?
Zamknąłem drzwi i poszedłem w stronę pokoju Alison by dowiedzieć się gdzie mieszka Matt.
Matt?
-Jak?!-zapytałem sam siebie
Przemyłem twarz zimną wodą. Dopiero teraz poczułem kaca. Po chwili pojawił się też kac moralny. Czemu to zrobiłem? Trzeba było go zanieść do pokoju. Gdzie ma pokój? Nie ważne. Ważniejsze było to dlaczego położyłem się obok. Powinienem spać na podłodze. Co by sobie pomyślała Johanna? Dopiero teraz do mnie dotarło że jej nie ma. Gdzie jest? Co robiła przez całą noc? A jeśli jej się coś stało? Potrząsnąłem głową. To Johanna. Nie znam drugiego równie sprytnego stworzenia. Pewnie spała na jakimś drzewie i wyobrażała sobie jak odgryza mi głowę. Może to dziwne jednak wydało mi się to śmieszne. Nasze więzi nigdy nie były zbyt mocne, jednak po ostatnich wydarzeniach zdałem sobie sprawę że nie wyobrażam sobie bez niej życia. Ubrałem się i wyszedłem.
~Johanna? Wiem że mnie słyszysz.
Nie odpowiedziała. Pobiegłem w stronę lasu.
~Johanna. Przepraszam, wiem że nie wypada umawiać się z chłopcami. Ale to nie była randka(chyba?).
Wszedłem głębiej w las.
~Proszę, odezwij się.
Zszedłem z ścieżki.
~Johanna?
Poczułem się tak jakby ktoś mnie obserwował. Rozejrzałem się dookoła. Wydawało mi się że jeden z cieni się poruszył.
-Johanna?-szepnąłem
Wtedy na mnie ruszyła. nie miałem szans na ucieczkę. Dotarło do mnie że zagoniła mnie w ślepy zaułek. Sprytnie...
Wreszcie mnie dopadła. Dosłownie wbiła w ziemię. Od razu zabrakło mi tchu w płucach. poczułem potworny ból. Wtedy Jej pysk znalazł się dosłownie centymetr ode mnie.
~Masz się go pozbyć.
Odskoczyła ode mnie i siadła dalej.
-Czyżbyś była o niego zazdrosna?
Prychnęła i spojrzała mi w oczy.
~To nie z nim związałeś się do końca życia...
-Może chcę? Może go lubię? Może coś mnie z nim łączy?
~Ze mną też cię wiele łączy. Więcej niż sobie wyobrażasz...
~Czyżbym o czymś nie wiedział?
Odwróciła wzrok.
~Może.
Wiedziałem że nic już niej nie wyciągnę.
~Wracamy?
Nie odpowiedziała tylko zaczęła wracać na ścieżkę.
Gdy tylko weszliśmy do pokoju położyła się na łóżku. Podszedłem i ją przytuliłem.
-Przepraszam.
~Ech. Niech będzie. A teraz idź do tego chłopaka bo skoro już zaprosiłeś go do łóżka to wypada sie z nim przespać.
Spojrzałem na nią zdumiony. Pocałowałem w nos.
-Znasz mnie lepiej, niż ja sam siebie.
Wychodząc spojrzałem na nią.
Co ukrywasz?
Zamknąłem drzwi i poszedłem w stronę pokoju Alison by dowiedzieć się gdzie mieszka Matt.
Matt?
Od Derek'a c.d. Alison
Niósł ją Newt. Mi ręce odmówiły posłuszeństwa. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do budynku. W holu stał jakiś chłopak.
-Nie wiesz przypadkiem gdzie tu jest skrzydło szpitalne?- mój głos załamał się na ostatnim wyrazie który brzmiał bardziej jak syk
Chłopak wskazał ma prawo.
-Na końcu korytarza.-jego głos był dziwnie rozbawiony
Pobiegliśmy tam. W chwilę po tym Alison została położona na łóżku a nas wypchnięto na zewnątrz.
Usiadłem na ziemi i schowałem twarz w dłoniach. Poczułem jak łzy napływają mi do oczu a potem spływają po policzkach. Mój świat wisiał na włosku.
-Proszę cię, nie załamuj się. Nie ty.
Podniosłem głowę. Zobaczyłem Nwet'a z zaczerwionymi oczami. Próbował nie płakać ale mu nie wychodziło. Kucnął obok mnie i się przytulił. Nigdy nie pomyślałbym że jego obecność tak podniesie mnie na duchu.
-Dobrze...-miałem zachrypnięty głos
Puścił mnie i pomógł wstać.
Wytarłem twarz.
-Jak to się stało?
Newt przez chwilę zastanawiał się z odpowiedzią.
-To wszystko było jakieś bez sensu. Byliśmy w lesie i nagle ktoś zaczął do nas strzelać. Tak po prostu, bez ostrzeżenia.
-I tyle? Nikogo nie widzieliście?-spojrzałem na Johannę. Pomyślała to samo.
-Nikogo. Najpierw coś poczułem a potem zalał nas deszcz strzał.
~Coś czuję że przyjazd tu nie był dobrym pomysłem.-Johanna popatrzyła w stronę pokoju w którym leżała Alison
~Zauważyłem...
Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Wtedy wyszła do nas pielęgniarka.
-Możecie wejść...bez kota.-spojrzała na Johannę swoimi niebieskimi oczami nienawiści
Weszliśmy. Podbiegłem do łóżka na którym leżała Alison.
-Siostrzyczko...-pogłaskałem ją po głowie
Dalej była nieprzytomna. Miała bandaż na ramieniu, który był już cały przesiąknięty krwią.
Spojrzałem na Newt'a. Jego oczy...wtedy zdałem sobie sprawę że może ich łączyć coś więcej niż przyjaźń.
Alison??
-Nie wiesz przypadkiem gdzie tu jest skrzydło szpitalne?- mój głos załamał się na ostatnim wyrazie który brzmiał bardziej jak syk
Chłopak wskazał ma prawo.
-Na końcu korytarza.-jego głos był dziwnie rozbawiony
Pobiegliśmy tam. W chwilę po tym Alison została położona na łóżku a nas wypchnięto na zewnątrz.
Usiadłem na ziemi i schowałem twarz w dłoniach. Poczułem jak łzy napływają mi do oczu a potem spływają po policzkach. Mój świat wisiał na włosku.
-Proszę cię, nie załamuj się. Nie ty.
Podniosłem głowę. Zobaczyłem Nwet'a z zaczerwionymi oczami. Próbował nie płakać ale mu nie wychodziło. Kucnął obok mnie i się przytulił. Nigdy nie pomyślałbym że jego obecność tak podniesie mnie na duchu.
-Dobrze...-miałem zachrypnięty głos
Puścił mnie i pomógł wstać.
Wytarłem twarz.
-Jak to się stało?
Newt przez chwilę zastanawiał się z odpowiedzią.
-To wszystko było jakieś bez sensu. Byliśmy w lesie i nagle ktoś zaczął do nas strzelać. Tak po prostu, bez ostrzeżenia.
-I tyle? Nikogo nie widzieliście?-spojrzałem na Johannę. Pomyślała to samo.
-Nikogo. Najpierw coś poczułem a potem zalał nas deszcz strzał.
~Coś czuję że przyjazd tu nie był dobrym pomysłem.-Johanna popatrzyła w stronę pokoju w którym leżała Alison
~Zauważyłem...
Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Wtedy wyszła do nas pielęgniarka.
-Możecie wejść...bez kota.-spojrzała na Johannę swoimi niebieskimi oczami nienawiści
Weszliśmy. Podbiegłem do łóżka na którym leżała Alison.
-Siostrzyczko...-pogłaskałem ją po głowie
Dalej była nieprzytomna. Miała bandaż na ramieniu, który był już cały przesiąknięty krwią.
Spojrzałem na Newt'a. Jego oczy...wtedy zdałem sobie sprawę że może ich łączyć coś więcej niż przyjaźń.
Alison??
piątek, 15 lipca 2016
Od Matt'a c.d. Derek'a
Obudziłem się w czyimś łóżku. Strasznie bolała mnie głowa.. Eh..Patrzyłem w sufit i próbowałem sobie przypomnieć co się wczoraj wydarzyło lecz pamiętam tylko jak byłem w karczmie z Derek'iem..Mimo iż byłem przykryty kocem zrobiło mi się zimno.. Może dlatego, że byłem.. nagi?Obróciłem się w lewą stronę. Obok mnie leżał Derek. Zacząłem się lekko rumienić. Na szczęście mężczyzna spał. Dobrze, że chociaż on był ubrany. Wstałem i owinąłem się kocem na wysokości pasa. Po pokoju rozrzucone były ubrania. Niestety znalazłem tylko swoje spodnie. Zabrałem je i wszedłem do łazienki. Odkręciłem wodę pod prysznicem. Była chłodna. Idealnie. Wskoczyłem pod strumień wody i płukałem swoje ciało. Odkryłem, że na plecach mam kilka zadrapań.
-Ciekawe skąd się to wzięło... - zastanawiałem się
Po prysznicu wytarłem się ręcznikiem i ubrałem w spodnie. Wyszedłem z łazienki. Derek siedział na łóżku i patrzył się na mnie z uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry, księżniczko. - powiedział
-Dobry. - odparłem
-Jak się czujesz? - zapytał
-Dobrze. -przez chwilę zastanawiałem się czy pytać go o to wczorajszy dzień ale sobie odpuściłem- Widziałeś gdzieś moją koszulkę ?
-Dobre pytanie. - zaśmiał się - Rzuciłeś ją wczoraj w tłum dziewczyn które zebrały się koło naszego stolika.
-Tłum dziewczyn?.. - zapytałem nie dowierzając
-W tamtej karczmie rzadko kiedy można popatrzeć na pół nagiego, młodego mężczyznę tańczącego na stole. - uśmiechnął się do mnie
-Jezus.. - lekko się zarumieniłem - wiedziałem, że to będzie zły pomysł - mruknąłem pod nosem.
-Oh nie przesadzaj. Nie było tak źle. - podszedł do mnie i klepnął mnie w ramie
-Co działo się potem? - zapytałem
-Nie wiem, pamiętam tylko jak obudziłem się gdzieś w lesie i zaniosłem Cię tu.
Zaśmiałem się.
-A dlaczego jak się obudziłem to byłem nagi?
-Pytaj sam siebie. Ja Cię nie rozebrałem.
Spojrzałem w ziemie i poczułem jak moje poliki nabierają rumieńców. Z głową w dół chciałem opuścić ten pokój i zapomnieć o całej tej sprawie.
-Gdzie się wybierasz księżniczko? - zapytał mnie rozbawiony Derek
-Nie twoja sprawa. - parsknąłem
-Nie bój się. Nic nie widziałem. - spojrzał na mnie i po chwili zaczął się śmiać pod nosem
Bez słowa wyszedłem z pokoju.
Derek?
-Ciekawe skąd się to wzięło... - zastanawiałem się
Po prysznicu wytarłem się ręcznikiem i ubrałem w spodnie. Wyszedłem z łazienki. Derek siedział na łóżku i patrzył się na mnie z uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry, księżniczko. - powiedział
-Dobry. - odparłem
-Jak się czujesz? - zapytał
-Dobrze. -przez chwilę zastanawiałem się czy pytać go o to wczorajszy dzień ale sobie odpuściłem- Widziałeś gdzieś moją koszulkę ?
-Dobre pytanie. - zaśmiał się - Rzuciłeś ją wczoraj w tłum dziewczyn które zebrały się koło naszego stolika.
-Tłum dziewczyn?.. - zapytałem nie dowierzając
-W tamtej karczmie rzadko kiedy można popatrzeć na pół nagiego, młodego mężczyznę tańczącego na stole. - uśmiechnął się do mnie
-Jezus.. - lekko się zarumieniłem - wiedziałem, że to będzie zły pomysł - mruknąłem pod nosem.
-Oh nie przesadzaj. Nie było tak źle. - podszedł do mnie i klepnął mnie w ramie
-Co działo się potem? - zapytałem
-Nie wiem, pamiętam tylko jak obudziłem się gdzieś w lesie i zaniosłem Cię tu.
Zaśmiałem się.
-A dlaczego jak się obudziłem to byłem nagi?
-Pytaj sam siebie. Ja Cię nie rozebrałem.
Spojrzałem w ziemie i poczułem jak moje poliki nabierają rumieńców. Z głową w dół chciałem opuścić ten pokój i zapomnieć o całej tej sprawie.
-Gdzie się wybierasz księżniczko? - zapytał mnie rozbawiony Derek
-Nie twoja sprawa. - parsknąłem
-Nie bój się. Nic nie widziałem. - spojrzał na mnie i po chwili zaczął się śmiać pod nosem
Bez słowa wyszedłem z pokoju.
Derek?
czwartek, 14 lipca 2016
Od Derek'a c.d. Matt'a
Gdy tylko weszliśmy chwyciłem Matt'a. Znów próbował się wyrwać.
-Chodź, bo się zgubisz.-uśmiechnąłem się do niego.
Spojrzał na mnie. Nie krył się z zdziwieniem i podejrzliwością. Puściłem jego rękę i ruszyłem w stronę wolnego stolika. Szedł za mną w bezpiecznej odległości. Usiadł naprzeciw mnie.
-To, opowiedz mi coś o sobie.-spojrzałem na niego
Zdziwienie przebiegło po jego twarzy.
-Może to ty powinieneś powiedzieć coś o sobie. Jak już mnie tu przeprowadziłeś...-rozejrzał się po pomieszczeniu.
Zaśmiałem się.
-Ok. Więc...jestem Derek. Mam ledwo 20 lat a już zacząłem siwieć. -przejechałem ręką po włosach- mam siostrę- Alison.
-Znam ją.
Spojrzałem na niego podejrzliwie.
-Podoba ci się.
-Nie, skądże!
-Co w niej jest nie tak?
-Nie...nie o to mi chodziło. Ja po prostu...
-Och nie tłumacz się. -Uśmiechnąłem się do niego
Zarumienił się.
-Idę po coś do picia. Chcesz coś?
-Wodę.
-Wezmę ci piwo korzenne. Atmosfera będzie trochę luźniejsza.
-Ja nie piję.
-To zaczniesz.-wstałem i po chwili wróciłem z dwoma kuflami.
-Pij.
Powoli wypił łyk.
~Kilka godzin później~
Obudziłem się obok niego w lesie. Nie miałem butów i kamizelki. On koszulki
Szturchnąłem go. Jedyne co powiedział to że mu zimno. Ściągnąłem koszulę i zmusiłem do założenia. Przestał dygotać. Jednak dalej spał.
-Nie rób mi tego.
Ledwo trzymając się na nogach podniosłem go. Przez kilka minut mierzyłem się z jego ciężarem. W końcu odzyskałem równowagę i ruszyłem w stronę akademi. A przynajmniej tak uważałem. Po godzinie odnalazłem drogę. Matt w końcu zaczął odzyskiwać przytomność. Doszedłem do mojego pokoju. Była już tam Johanna. Spojrzała na nas i wyszła. Co mnie zdziwiło bo zwykle robiła awantury. Położyłem go na łóżku.
-Gorąco...-powiedział i zaczął się rozbierać. Poszedłem do łazienki by się napić. Gdy wróciłem leżał nagi.
-Ubierz się.
-Nie-warknął przez sen.
Przez chwilę zastanawiałem się jak absurdalna była ta sytuacja. Jednak odpuściłem i położyłem się obok.
Matt?
środa, 13 lipca 2016
Od Matt'a c.d. Derek'a
-Jasne... - spojrzałem podejrzanie na mężczyznę, niestety zauważył to i przez moment patrzeliśmy sobie w oczy ale odwróciłem wzrok
-No co? - uśmiechnął się do mnie
-Nie, nic. - odparłem - Więc? Jaki masz numer pokoju?
-Ohh.. daj spokój z tym odprowadzaniem. Chodźmy się zabawić. - zaśmiał się i złapał mnie za nadgarstek
Szliśmy w stronę miasta. W sumie to nie rozumiem dlaczego mam iść z nim. Mam nadzieję, że to on zafunduje tą zabawę bo niestety nie mam przy sobie nic czym mógłbym zapłacić. Byliśmy już nie daleko. Bardzo lubiłem chodzić tą leśną ścieżką. W oddali dostrzegłem kilka budynków i mur miasta. Zaczęła boleć mnie ręka. Zorientowałem się, że Derek cały czas trzyma mnie za nadgarstek tak jakby bał się, że mu ucieknę.
-Dlaczego to ja mam iść z Tobą a nie jakiś twój przyjaciel? - wyszarpałem rękę z jego uścisku
-A dlaczego nie? Nie chce się zabawić? - zapytał
Spojrzałem w stronę lasu za naszymi plecami. Pomyślałem o Ash'ie. Mieliśmy ważną rzecz w planach... Dlatego musiał się przemienić. A teraz? Teraz włóczę się po lesie z jakimś nieznajomym typem i w sumie to nie wiem czy mam iść z nim dalej czy zacząć uciekać.
-No chodź młody. Będzie fajnie. - uśmiechnął się i znowu próbował złapać mnie za nadgarstek lecz tym razem byłem szybszy i odchyliłem rękę do tyłu.
-Dzięki... pójdę sam. - odparłem
-Niech Ci będzie - założył ręce za głowę i ruszył przodem
-Mogę wiedzieć gdzie idziemy? - zapytałem zaciekawiony
-Do jakiejś karczmy gdzie dają dobry alkohol. - zatrzymał się na chwilę - pijesz prawda?
-Nie. - rzekłem i zobaczyłem, że na jego twarzy ukazał się szyderczy uśmiech
Kilka minut maszerowaliśmy przez miasto aż w końcu weszliśmy do drewnianego zajazdu. Miał strasznie dziwną nazwę zawieszoną na płotku obok okna. Przystanąłem przed nim i próbowałem go rozszyfrować.
-Nie doczytasz się. - poinformował mnie Derek
-Hm? Dlaczego? - zapytałem
-To czarodziejskie pismo. Tak jak i to miejsce. Gdy tam wejdziesz wszystko będzie wydawać Ci się dziwne. Przy wejściu podają specjalne napoje które temu zaradzą. Dzięki niemu będziesz mógł także odczytać ten napis. - spojrzał na mnie - Idziesz?
-Tak. - odparłem i przekroczyliśmy próg karczmy
Derek?
-No co? - uśmiechnął się do mnie
-Nie, nic. - odparłem - Więc? Jaki masz numer pokoju?
-Ohh.. daj spokój z tym odprowadzaniem. Chodźmy się zabawić. - zaśmiał się i złapał mnie za nadgarstek
Szliśmy w stronę miasta. W sumie to nie rozumiem dlaczego mam iść z nim. Mam nadzieję, że to on zafunduje tą zabawę bo niestety nie mam przy sobie nic czym mógłbym zapłacić. Byliśmy już nie daleko. Bardzo lubiłem chodzić tą leśną ścieżką. W oddali dostrzegłem kilka budynków i mur miasta. Zaczęła boleć mnie ręka. Zorientowałem się, że Derek cały czas trzyma mnie za nadgarstek tak jakby bał się, że mu ucieknę.
-Dlaczego to ja mam iść z Tobą a nie jakiś twój przyjaciel? - wyszarpałem rękę z jego uścisku
-A dlaczego nie? Nie chce się zabawić? - zapytał
Spojrzałem w stronę lasu za naszymi plecami. Pomyślałem o Ash'ie. Mieliśmy ważną rzecz w planach... Dlatego musiał się przemienić. A teraz? Teraz włóczę się po lesie z jakimś nieznajomym typem i w sumie to nie wiem czy mam iść z nim dalej czy zacząć uciekać.
-No chodź młody. Będzie fajnie. - uśmiechnął się i znowu próbował złapać mnie za nadgarstek lecz tym razem byłem szybszy i odchyliłem rękę do tyłu.
-Dzięki... pójdę sam. - odparłem
-Niech Ci będzie - założył ręce za głowę i ruszył przodem
-Mogę wiedzieć gdzie idziemy? - zapytałem zaciekawiony
-Do jakiejś karczmy gdzie dają dobry alkohol. - zatrzymał się na chwilę - pijesz prawda?
-Nie. - rzekłem i zobaczyłem, że na jego twarzy ukazał się szyderczy uśmiech
Kilka minut maszerowaliśmy przez miasto aż w końcu weszliśmy do drewnianego zajazdu. Miał strasznie dziwną nazwę zawieszoną na płotku obok okna. Przystanąłem przed nim i próbowałem go rozszyfrować.
-Nie doczytasz się. - poinformował mnie Derek
-Hm? Dlaczego? - zapytałem
-To czarodziejskie pismo. Tak jak i to miejsce. Gdy tam wejdziesz wszystko będzie wydawać Ci się dziwne. Przy wejściu podają specjalne napoje które temu zaradzą. Dzięki niemu będziesz mógł także odczytać ten napis. - spojrzał na mnie - Idziesz?
-Tak. - odparłem i przekroczyliśmy próg karczmy
Derek?
poniedziałek, 11 lipca 2016
Od Alison c.d. Derek'a
Nie pamiętam wszystkiego dokładnie. Od momentu gdy złapał mnie Derek mam luki we wspomnieniach. Biegli w stronę akademii. Chyba niósł mnie Newt ale nie jestem pewna. Byłam strasznie słaba. Obraz stawał się coraz ciemniejszy aż w końcu znikł na dobre.
~~~
Znajdowałam się w.. szczerze nie mam pojęcia co to było za miejsce. Byłam tam sama. Stałam gdzieś w środku czarnego pustkowia. Ruszyłam przed siebie. Nagle usłyszała cichy śmiech za moimi plecami. Momentalnie się odwróciłam.
-Jest tu ktoś? -zapytałam
W odpowiedzi usłyszałam znów ten okropny śmiech. Na oko obstawiam, że była to młoda dziewczynka.
-Hej. Pokaż się! -krzyknęłam
Nagle uderzyła mnie fala wiatru. Zamknęłam oczy i zastawiłam twarz rękoma, gdy przestało spojrzałam dokoła siebie. Znów usłyszałam śmiech ale tym razem był bardziej wyraźny niż wcześniej.
-Kim jesteś? - stanęłam w miejscu i zaczęłam się rozglądać
Niespodziewanie przede mną pojawił się jakiś chłopak. Znalazł się tam znikąd. Prawie upadłam na ziemię ale chłopiec zdążył złapać mnie za rękę.
-Przepraszam, że tak naglę się przed Tobą pojawiłem ale nie powinno Cię tu być.
-A możesz wyjaśnić mi najpierw co to za miejsce? -zapytałam zaciekawiona
-Coś jak świat duchów. Jesteśmy odizolowani od innych wymiarów i nie możemy się stąd ruszyć... No chyba że ma się na to sposoby. Ale mniejsza o to. Musisz iść. Natychmiast! Duchy się denerwują kiedy jakiś ktoś taki jak ty tu sobie ot tak wkracza. W ogóle.. jak ty się tu znalazłaś?
-Dobre pytanie.. nie mam pojęcia.
-Hm.. - chłopak obrócił się na pięcie i spojrzał w pustą przestrzeń przed sobą. - Kim! - zawołał po chwili namysłu
W szybkim czasie przed chłopakiem pojawiła się mała dziewczynka.
-Mamy mały problem. Ta tutaj.. -wskazał na mnie ręką
-Alison -przedstawiłam się
-Alison.. - ciągnął dalej - Nie wie skąd tu jest.. a co gorsza nie wyczuwam u niej aury ducha więc zakładam, że żyje.
-Będą źli, będą źli. - powtarzała spokojnym głosem, głosem który już skądś znam.
-Hej. Kim tak? To ty się śmiałaś cały czas kiedy tu byłam prawda? -zapytałam
-Tak, tak, to Kim, to Kim. - powiedziała
-Kim, musimy ją zaprowadzić do Nick'a. On będzie wiedział.
-Będzie wiedział, będzie wiedział.
-Alison. - spojrzał na mnie
-Tak?
-Jestem Chris. Ta mała to Kim.
Kiwnęłam głową.
-Powiedz mi co widzisz? - zapytał
-Nic, pustkę.
-Zamknij oczy i podaj mi rękę. - wyciągnął rękę w moją stronę
Zamknęłam oczy i chwyciłam go za rękę.
-Zaczekaj chwiiilkeee.. jeeszczzee. Dobra. Możesz otworzyć - powiedział i tak zrobiłam
Nagle cała pustka w której byliśmy zmieniła się w piękną łąkę. Nad nami było niebo i puszyste chmurki. Za nami był las który wyglądał znajomo.
-Jak to zrobiłeś? - zapytałam
-To dlatego, że gdy trzymasz mnie za rękę masz kontakt z tym światem. Gdy mnie puścisz masz kilka minut i w końcu znowu wszytko zniknie. Tak już jest gdy osoba która nie zginęła dostaje się do naszego świata. Nie widzi nic oprócz pustki.
-Łaał.. -westchnęłam
-Teraz chodźmy. Na szczęście do Nick'a nie daleko.
Ruszyliśmy przed siebie. Chris opowiadał mi trochę o sobie i o tym jak tu się znalazł. Muszę przyznać, że był w miarę ładny.
-Widzisz tamtą chatke? -wskazał palcem na jakiś domek - Tam mieszka Nick. On pomoże nam odesłać Cię z powrotem do żywych.
Weszliśmy do chatki. Przy stole siedział chłopak zakładam, że mniej więcej w moim wieku.
-Nick! Potrzebujemy pomocy. - stanęliśmy na środku niewielkiej chatki, patrząc na to co było w środku zakładam, że gość znał się na magii.
-Hęęę?.. - obrócił się na krześle w naszą stronę, spojrzał na mnie. - Chris.. mówiłem Ci coś o sprowadzaniu żywych do naszego świata.. Rozumiem gdybyś był w lesie albo coś ale nie w okolicach miasta.
-Tak, tak wiem. Tylko, że tym razem to ona sama się tu znalazła a nie ma pojęcia jak.
-Oo. Robi się ciekawie. Mów dalej.
-Więc.. Alison stała po środku pustki. Zauważyłem ją od razu ale nie chciałem podchodzić. - spojrzał na mnie - Kim biegała i śmiała się z niej. W końcu postanowiłem się jej przyjrzeć, stanąłem przed nią ale nie wyczułem od niej żadnej aury, wtedy już wiedziałem, że jest od żywych ale nie wiedziałem co tu robi więc postanowiłem się jej ukazać.
-Podejdź. - powiedział do mnie. - No rusz się, nie mamy dużo czasu. Oni szybko się połapią.
-Oni? Czyli kto? - zapytałam
-Rada.
-Daj mi rękę złotko. - Nick złapał mnie za rękę i szybko zrobił lekkie nacięcie nożem.
Z ręki zaczęła lecieć mi krew, Nick nadstawił jakiś pojemniczek do którego spływała moja krew. Następnie owinął mi rękę szmatką a do pojemnika dorzucał jakieś prochy i bóg wie co. Potem wlał do wszytko do dużego naczynia i mieszał przez moment, gdy było gotowe nabrał do małej miseczki i to wypił. Jego oczy w momencie stały się białe, Nick zaczął szeptać coś pod nosem. Trwało to chwilę gdy nagle wrócił do swojej formy.
-Jest źle, baardzo, baardzo źle. - spojrzał na nas i w chwili gdy skończył mówić, rozległo się głośne pukanie do drzwi.
-Nick ! Otwieraj, wiemy co tam chowasz. - rozległy się głosy za ścianą
-Alison, wyjdź tymi drzwiami - wskazał na niewielkie drzwi zastawione jakimś materiałem. - zaraz za nimi jest budynek w którym znajduje się lustro. Musisz go dotknąć. Musisz! To jedyne wyjście.
-Nick czy ty mówisz o TYM lustrze ?! - zapytał zszokowany Chris
-Tak, TYM lustrze.
-Zwariowałeś... Nick ty zwariowałeś.
-To jedyny sposób żeby wróciła.
-Nick otwieraj!! - krzyczeli Ci za drzwiami
-Nick ale ona..
-Tak wiem.
Nagle drzwi zostały wyważone. Do środka dostali się członkowie rady. Zaczęłam uciekać. Wbiegłam do budynku o którym mówił Nick i zatrzasnęłam za sobą drzwi. W środku budynku nie było prawie nic.. no prawie. Sterta jakichś magicznych dziadostw leżała tutaj bezczynnie. Szłam przed siebie mijając różne pomniki aż w końcu dostrzegłam lustro. O dziwo nie było zakurzone. Chciałam przejechać po nim palcem gdy przypomniała mi się rozmowa chłopców.. Czy coś może mi się stać gdy go dotknę? Według Nick'a to jedyne wyjście abym mogła wrócić. No cóż.. Przyłożyłam rękę do lustra i nagle moja dłoń przeszła na drugą stronę szkła. To coś mnie wsysało. Dłoń, ręką i reszta mojego ciała znajdowała się po drugiej stronie. Byłam w jakimś tunelu na końcu którego świeciło światło. Szłam w tamtą stronę zasłaniając rękoma oślepiające promienie. Nagle straciłam przytomność..
Obudziłam się w znajomym miejscu. Leżałam na podłodze w jednej z sal w szpitalu akademii. Podniosłam się z ziemi. Na krześle siedział Newt i był oparty o łóżko na którym ktoś leżał. Najwidoczniej spał bo mnie nie usłyszał. Powoli odkryłam prześcieradło którym był ktoś przykryty.
Zamurowało mnie.. Osobą która leżała na łóżku byłam ja...
Derek?
Od Derek'a c.d. Matt'a
Dzień był wyjątkowo zimny jak na początek jesieni, więc wychodząc z pokoju wziąłem dodatkowo płaszcz i szalik.
~Od kiedy jest ci tak zimno?- Johanna
Nie odpowiedziałem i ruszyłem w stronę. Zatrzymałem się dopiero na drodze prowadzącej do murów. Stałem tam i czekałem na Johannę. Lecz nawet gdy się pojawiła nie ruszyłem.
~O co chodzi?
Spojrzałem na nią.
-O nic. Lubię to miejsce.
Rozejrzała się wokół.
-Będę szła przodem.
-Będę szła przodem.
Gdy oddaliła się na tyle że jej nie widziałem, dopiero wtedy zacząłem za nią iść. Nie wiem czemu to robiłem. Poprawiłem szalik i zacząłem biec za jej sylwetką. Wtedy poczułem silny poryw wiatru od zachodu. Spojrzałem w tą stronę. Kilkaset metrów od nas wznosiła się ogromna chmura różowego pyłu. Spojrzałem w stronę Joahhany. Zaczęła biec w moją stronę. Po chwili była obok. Wskoczyłem na jej grzbiet. Po kilku sekundach byliśmy obok. Wtedy chmura zaczęła opadać ukazując chłopaka. Położyłem rękę na rękojeści noża i podszedłem do niego. Miał głowę zwróconą do ziemi prze co nie widziałem jego twarzy. Cały się trząsł. Dopiero wtedy dotarło do mnie że jest nagi. Ukląkłem obok.
-Może chcesz płaszcz?
Dopiero wtedy na mnie spojrzał. Jego oczy były prawie tak ciemne jak włosy.
-Zimno...-chłopak nie odrywał ode mnie wzroku
Zacząłem ściągać płaszcz gdy nagle Johanna skoczyła w stronę krzaków. po chwili szamotaniny wróciła z kolejnym chłopakiem w pysku. Rzuciła go po moje nogi i odeszła. oboje spojrzeli po sobie.
-To co? Powie mi ktoś o co chodzi?-podałem płaszcz ciemnookiemu.
-Jestem Matt...a to Ash.-chłopak pokazał na nowego właściciela mojego płaszcza.-on przeszedł przemianę, a ja...spanikowałem.
Pomogłem im wstać.
-Miło mi. Jestem Derek, a ta urocza istota-spojrzałem w stronę kota-to Johanna, moja towarzyszka życia.
Spojrzałem na Matt'a.
-Czy zechciałbyś mnie oprowadzić? A ty Johanno, mogłabyś odprowadzić Ash'a, jeśli wolno?- Ash skinął.
-Czy zechciałbyś mnie oprowadzić? A ty Johanno, mogłabyś odprowadzić Ash'a, jeśli wolno?- Ash skinął.
Przez chwilę patrzyłem jak Johanna i Ash idą w stronę Akadami.
-Więc zostaliśmy sami. Czy zechciałbyś mnie oprowadzić?
Matt??
:>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
