wtorek, 2 sierpnia 2016

Od Eric'a c.d. Alison

Obudziłem się około 7:30. Usiadłem w łóżku i przetarłem twarz. Akell spał na kanapie. Ale ważne że spał. Wstałem po cichu i ruszyłem w kierunku łazienki. Stanąłem znów przed lustrem. Patrzyłem zmęczony na rogi. Wzdychnąłem ciężko i zacząłem się szykować. Zalożyłem pierwsze lepsze ubrania, zarzuciłem kurtkę i wyszedłem. Instynktownie ruszyłem w kierunku domu Clodie. Spojrzałem na zegarek. 8:05.
- Może nie śpi. - powiedziałem cicho. Temperatura lekko spadła, gdyż zbliżałem się do podnóża gór. Stanąłem przed domkiem Clodie. Nie zapukałem, od razu wszedłem. Od razu ujrzałem dziewczynę przy książkach.
- Przestaniesz kiedyś? - spytałem stając w wejściu do salonu. Ta spojrzała na mnie zbita z tropu.
- Właśnie zaczynałam to kumać, a ty jak zwykle wszystko rozwiałeś. Mogłeś zapukać chociaż. - powiedziała zażenowana.
- Ha ha. Potrzebujesz pomocy w czymś? - powiedziałem nie zwracając uwagi na jej zrzędzenie.
- A co ty taki pomocny? - mruknęła. - przydałoby się smocze ziele, pan smoczek ma katar. - powiedziała wracając do czytania. Bez słowa wyszedłem w poszukiwaniu Smoczego ziela. Zawędrowałem gdzieś bardzo daleko, zdawało się że nawet poza teren akademii, ale nie. To niemożliwe. Nagle moim oczom ukazało się ziele. Zerwałem je zwinnie i ruszyłem w drogę powrotną. Znów spojrzałem na zegarek, tym razem od niechcenia. 10:27. Ale ten czas szybko leci. Przetransportowałem ziele i ruszyłem w dalszą drogę. Warto by było zajrzeć do miasta. Zarzuciłem kaptur na głowę. Szedłem spokojnym krokiem, słuchając okolicznych potworów. Oczywiście wszystkie odgłosy wychodziły z lasu. Zdecydowałem zajrzeć tam w drodze powrotnej. Gdy dotarłem do miasta, moją uwagę przyciągnął tłum ludzi.
- Nudziarze. Zawsze tam gdzie inni - prychnąłem i oddaliłem się. Zszedłem do piwniczki. Znajdował się tam mały bar. Ku mojemu zdziwieniu nikogo innego nie było. Usiadłem przy stole i od razu ktoś się dosiadł.
- Oh, jednak przyszedłeś. - usłyszałem ucieszony głos. Był to mój przyjaciel, Johan.
- Pewnie. Coś się stało że chciałeś się tak nagle spotkać? - spytałem kładąc rękę na stole.
- Słuchaj, mam informacje, które mogą Ci się przydać. Usłyszałem że służby od bezpieczeństwa będą przeszukiwać samotne domy. Będą sprawdzać czy nie ma w nich potencjalnego zagrożenia. Będą sprawdzać również rasę.. Mieszańców o niebezpiecznym pochodzeniu będą zgarniać i sprawdzać. Miej się na baczności. - słuchałem tego w ciszy. Nie dałem dopuścić do Siebie tego. Wiadomo że od razu by mnie zlikwidowali. Tym bardziej że nie należę do akademii. Uderzyłem pięścią w stół. Johan wyraźnie się zaniepokoił.
- Cholera... - powiedziałem po czym szybko wstałem.
- Eric? - spytał zaniepokojony.
- Nie martw się. Dzięki za informację. - powiedziałem i wyszedłem. Nie powiem nic Clodie. Wiem że zaniepokoiłaby się jeszcze bardziej. Szedłem nie taktycznym krokiem. Zatrzymałem się przed lasem. Musiałem się nieco uspokoić. Wyszedłem do niego spokojnie. Stanąłem nad strumieniem i spojrzałem na Siebie. Powoli zdjąłem kaptur.
- I na co to mi.. Przeklinam Cię.. Tato - prychnąłem. Poczułem nagłe ukłucie w piersi. Kara. Wstałem i złapałem się za serce.
- Szkoda że nie możesz mnie tym zabić. - warknąłem i ruszyłem powoli. Zobaczyłem motyla.. Motyl w lesie? Za długo tu nie pożyje. Chwilę później znalazłem się już w lesie, który niektórzy zwą przeklętym. Mnie to niezbyt rusza. Czemu? Przecież sam jestem przeklęty. Zaśmiałem się cicho. Zobaczyłem w oddali coś.. To potwór. Jedyny w tym lesie. A że zawędrował aż tutaj? Zobaczyłem jednak że ma już ofiarę. Podbiegłem cicho i schowałem się za krzakiem. Dosłownie na chwilę, aby przyjrzeć się. Zobaczyłem.. Alison. Dziewczyna już zamknęła oczy. Była gotowa na 'wyrok'. Szybko wyskoczyłem i użyłem czaru, który oślepiał agresora na dłuższy czas. Potwór zaczął machać głową, aż uderzył o drzewo głową. Przewrócił się. Odwrociłem się w stronę Alison.. Ale nie było jej tam. Spojrzałem znów w stronę potwora, który już nie żył.
- Brawo, zabiłaś jednego z największych zagrożeń tego lasu. - powiedziałem do niej wsadzając ręce do kieszeni. Ta uśmiechnęła się, po czym powiedziała
- A ty jak zwykle jesteś ranny - po tych słowach spojrzałem na kolec w brzuchu

Alison?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz