Przechadzałem się wzdłuż murów akademii. Podobało mi się to miejsce. Cieszę się, że jestem tu razem z Tobim i Ash'em. W sumie to mam tylko ich. Chyba, że można policzyć tą białowłosą dziewczynę która czasem zagląda do naszego pokoju.
-Psst. - usłyszałem szelest w krzakach
-Ash? - zapytałem
-Nie baranie, król lew. - odparł sarkastycznym tonem
Zza krzaków wyszedł Ash. Mój przyjaciel ryś. Byliśmy bardzo ze sobą zżyci. On zawsze mi towarzyszył to w gorszych bądź lepszych chwilach. Był duży jak na rysia. Można było spokojnie na nim jeździć.
-Dlaczego się skradałeś? - zapytałem
-A dlaczego nie? - odpowiedział pytaniem
-Przecież można Ci chodzić normalnie na terenie akademii.
-No wiem. Ale stwierdziłem, że tak będzie lepiej. - odparł
-Eh. No dobrze. Cieszę się, że w końcu jesteś.
-Przepraszam, że nie miałem wcześniej czasu ale ktoś musiał pomóc w dostarczaniu potrzebnych materiałów i jedzenia. - położył się na trawie
-No wiem, ale to dziwne, że wcześniej nikt im nie pomagał tego robić. Jak oni cokolwiek tutaj przywozili?
-Oni nie, przywożono im towar tutaj ale dyrektorka posprzeczała się z takim jednym typem i od tamtego czasu nie dowożą im towaru a trzeba po niego jeździć.
-Dobra, rozumiem. - westchnąłem - Masz dzisiaj jakieś plany?
-No wiesz... może znajdę chwilę czasu dla Ciebie ale nic nie obiecuje. - powiedział
-No tak, tak jasne. Masz. - rzuciłem mu fiolkę z eliksirem
-Co to?
-Pamiętasz jak opowiadałeś mi historię o tym jak czarownica zamieniła Cię w rysia? - zapytałem
-No a co? - wstał z ziemi i spojrzał na mnie
-Niby była to zamiana na zawsze ale ona tego nie powiedziała. Jest sposób abyś chociaż na parę godzin zmienił się w człowieka i to coś leży pod twoimi łapami.
-Mikstura? Serio?
-No tak. Czytałem o tym w bibliotece.
-Haha. - Ash wybuchnął śmiechem - Czuj się, że uwierzę. Przyznaj się. Co tam wlałeś? - zapytał patrząc na mnie z ukosa.
-Ja nic. Ale nie wiem co dała tam babka od eliksirów. - uśmiechnąłem się
-Mam nadzieję, że to nie jest nic strasznego.
-Dobra nie gadaj tyle. - podszedłem do niego i zgarnąłem fiolkę z ziemi po czym otworzyłem ją i wlałem mu do pyska.
-Czekaj ale.. - nie zdążył dokończyć, bo dookoła niego unosiła się różowa chmura a on lewitował nad ziemią
Po chwili nie było go widać. Zasłaniała go różowa chmura i jasne światło dobiegające ze środka. Nagle światło to błysnęło i fala powietrza odrzuciła mnie do tyłu. Spojrzałem w stronę Ash'a. Przez moment chmura dymu go zasłaniała ale potem opadł na ziemię i widziałem go bardzo dobrze. Opierał się na kolanach i na rękach. Następnie podniósł się i stał z głową w dół. Zanim zdążyłem do niego podejść usłyszałem że ktoś biegnie w naszą stronę. Odruchowo schowałem się w krzakach. Nie widziałem nigdzie Ash'a.
Derek?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz