~Wstawaj.-Johanna szturchnięciem obudziła mnie ze snu
-O co chodzi?-powoli wstałem z podłogi
~Chyba stało się coś złego.
-Od kiedy masz dar przewidywania przyszłości?
~Słyszałam wycie Newt'a.
-Newt jest wilkiem. On często wyje.
~Twoje ludzkie uszy nie rozróżniają częstotliwości. To było przerażenia.
Spojrzałem na nią z powątpiewaniem. Jednak z rezygnacją podszedłem do drzwi.
-Skoro tak uważasz...
Nie odpowiedziała tylko wyszła przez drzwi. Podążyłem za nią. Zacząłem przyglądać się mijanym korytarzom. Było tam kilka obrazów, lecz tylko jeden przykuł moją uwagę. Przedstawiał coś w rodzaju komiksu. Na pierwszym był centaur i elfka. Stali obok siebie. Na drugim był przedstawiony ich ślub w lesie.
-Czy ja oszalałem??-pomyślałem patrząc na trzeci obrazek.
Była na nim ta sama para trzymająca w ramionach kilkuletniego chłopca o kruczoczarnych włosach. Na czwartej były już cztery postacie. Chłopak miał około dziesięciu lat jego twarz była mieszanką przerażenia i smutku, obok stała dziewczynka może trzy-cztery lata młodsza. Miała przepaskę na oczach. Za nimi stał mężczyzna. Jego twarz była zamazana. W cieniu stała elfka. Jej ciało było pełne sztyletów. Ostatni obrazek przedstawiał jakieś wydarzenie. Nie potrafiłem stwierdzić ile tam było postaci. Na pierwszym planie był ten sam chłopka tylko o wiele straszy. Wokół niego była czwórka dzieci. Nad nimi stała dziewczyna o białych włosach, przez które nie było widać twarzy, choć dokładnie wiedziałem kim jest. Z tyłu stał chłopak którego ostatnio widziałem. Wszyscy stali obok ciała czegoś niebieskiego. Z ust wyrwał mi się cichy krzyk. Teraz rozpoznałem ciało. Była to Johanna, z włócznią w środku klatki piersiowej. Za jej ciałem stało coś podobnego do demona. Dopiero po chwili rozpoznałem tę postać.
-Newt...
~Co Newt?-obok stanęła Johanna.
Odwróciłem się w jej stronę. Przez chwilę przypatrywała się w milczeniu. Po chwili spojrzała na mnie.
~Zabić lustrzane odbicie.
~Co to znaczy?
-Skąd mam wiedzieć? Tak pisze na obrazie.
~Gdzie?
~Między nogami dzieci.
Przyjrzałem się. Rzeczywiście.
Spojrzeliśmy po sobie. Żadne z nas nie odpowiedziało. Po chwili Johanna odeszła.
~Czas poszukać Newt'a.
Bez odpowiedzi poszedłem za nią. Nawet nie chciałem się rozglądać. Szedłem z wzrokiem wbitym w ziemię. Gdy wyszliśmy,Johanna od razu pognała w stronę lasu. Po kilkunastu minutach włuczenia się po lesie w końcu ich znalazła. Newta'a mającego na rękach Alison z wbitą strzałą w ramię. Oboje spojrzeli na nas.
-Pomocy...-Alison wstała w moją stronę jednak nie zdążyła dojść, gdyż straciła przytomność. Zdążyłem ją złapać.
-Przyda nam się magia.-powiedziałem i z Alison na rękach zaczęliśmy biec w stronę akademii.
Alison? ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz