Wyszedłem z domu osiem dni temu. Chciałem znaleźć dla niej lepszy dom. Usłyszałem od jednego elfa w knajpie że jego młodszy brat chodzi do Akademii dla Obdarzonych. Znajdowała się 4 dni drogi stąd. Jednak podróżując na kocie nikt nie powiedział że zajmie to tylko trzy. Zadziwiała mnie szybkość Johanny. Tak więc w środku nocy pośpiesznie zabrałem swoje rzeczy, posprzątałem by Alison nie myślała że uciekłem i pognałem w kierunku domniemanej akademii.
~Mogłeś zostawić chociaż kartkę, że wrócisz za niedługo-Mówiła w moich myślach
-To byłoby zbyt proste-powiedziałem na głos
Po kilku kilometrach mojego nucenia w głowie i jej odpowiedzi żebym się zamknął na horyzoncie pojawiła się jakaś karczma.
-Zatrzymajmy się.-zaproponowałem
~Chętnie-(Ogólnie to ona zawsze mówi w moich myślach)zauważyłem że zaczyna dyszeć
Gdy zbliżaliśmy się do budynku, akurat wyszli dwaj mężczyźni. Ich miny mówiły wprost że dwu metrowy, niebieski kot nie jest czymś co spotykają codziennie. Gdy stanęliśmy, podeszli do nas.
-Ej, chłopaku, ile chcesz za tą bestie?
-Niestety nie na sprzedaż.-uśmiechnąłem się i zacząłem iść w stronę drzwi karczmy ,,Dziki wieprz"
Jeden z mężczyzn zaczął iść za mną.
-Zapłacę dużo. Naprawdę.
-Niestety, nie jestem zainteresowany.-wszedłem do karczmy
~Pilnuj rzeczy. Będą chcieli ukraść rzeczy, albo ciebie.
~Uwielbiam jak się do mnie dobierają-odparła
Uśmiechnąłem się. Wnętrze wyglądało tak jak się tego spodziewałem.Stare, zniszczone stoły i krzesła. Resztki jedzenia walające się po podłodze. napalone oblechy w koncie czekające na córkę karczmarza. Usiadłem przy najbliższym wolnym stole, odgarniając resztki czyjegoś posiłku. Po chwili zjawiła się wspomniana dziewczyna. Bąknęła cicho powitanie jakby bała się że zacznę na nią krzyczeć.
-Witam.-zacząłem uśmiechając się-Co jest daniem dnia?
-Kurczak.-powiedziała pewniej.
-Poproszę siedem.
Po chwili dziewczyna przyszła i rozłożyła kurczaki. Zacząłem jeść. Gdy zjadłem jednego, poszedłem zapłacić i wyszedłem z karczmy.
-Proszę.-podałem jej-Tylko się nie opychaj
Po chwili Ruszyliśmy.Nie opowiedziałem. Johanna biegła do nocy. Zwolniła i szła prawdopodobnie przez całą noc. Ja usnąłem, nie wiem kiedy. Kilkanaście minut przed świtem usłyszałem jej syczenie. Obudziłem się. Byliśmy gdzieś w lesie.
~Teraz moja kolej na sen.
Zszedłem, a ona od razu się położyła i zasnęła.
Pogłaskałem ją i rozejrzałem się za jedzeniem. Po niedługim czasie miałem już dwa jelenie, cztery króliki i trzy kuropatwy.
Gdy przyszedłem wokół Johanny była grupa kotów. Zacząłem obrabiać króliki i kuropatwy. Po chwil podeszły do mnie koty i zaczęły się przymilać. Dałem im wnętrzności. Gdy mięso się już upiekło Johanna się obudziła. Słońce wzeszło około godziny temu.
-Śniadanie.-spojrzałem w stronę jeleni.
~Mogłeś je obrać ze skóry.
-Ups.
Po kilkunastu minutach. Zwinąłem manatki i ruszyłem. Johanna truchtała przez kilka godzin, a gdy powiedziałem że w tym tempie dotrzemy tam za cztery dni, zaczęła biec tak szybko, że aż mnie to zdziwiło.
Pod koniec dnia na horyzoncie zaczął majaczyć wielki budynek.
~Jesteśmy.
~Dasz radę jeszcze?
Nie odpowiedziała, tylko zaczęła biec jeszcze szybciej. Byliśmy około dwudziestu kilometrów od budynku usłyszałem wyraźne spanie. Z ledwością łapała oddech.
-Przestań. Biegniesz cały dzień.
~Tyle wytrzymam.
-Nie.-prawie krzyknąłem-Ledwie żyjesz. Ja bez ciebie jestem nikim. Jak mam sobie poradzić, jeśli ty się nie oszczędzasz?
Zobaczyłem na jej pysku coś co miało być uśmiechem, po czym zasnęła. Przytuliłem się do niej.
-Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz.-zasnąłem.
Obudziła mnie gdy wstawała a ja spadłem z jej brzucha. Była jeszcze noc.
~Już mi lepiej, na prawdę.
W myślach jeszcze trudno odgadnąć czy ktoś kłamie.
~Nie powinnaś czegoś zjeść?
~A ty? Martwisz się o mnie, zapominając o sobie. Co ja mam zrobić bez ciebie?
Bez słowa odeszła.
~Gdzie jest rzeka?
Stanęła i zaczęła wąchać.
~W prawo.
Ruszyłem w tamtą stronę i po kilkuset metrach zobaczyłem mały strumyk. Co dziwne był obfity w ryby. Złowiłem kilka. Obrałem i zjadłem na surowo. Po kilkudziesięciu minutach pojawiła się Johanna. Pysk miała ubrudzony krwią. Bez słowa ruszyliśmy dalej. Nad ranem dotarliśmy do Akademii. Zewsząd budynek otaczał wysoki mur. Gdy obeszliśmy go naokoło, znaleźliśmy wielką bramę. Gdy spróbowaliśmy ją otworzyć, znikąd pojawił się jakiś chłopak. Był trochę ode mnie młodszy.
-Witam w Akademii krwi. Czego chcesz?
-Zapisać siostrę.
Chłopak popatrzył na Johann'e.
-Pierwszy raz spotykam się z takim kotem.
-Rzadki gatunek.
Chłopak mruknął coś pod nosem i otworzył bramę.
-Czekaj tu.-powiedział i gdzieś poszedł.
Po chwili zjawił się z jakąś kobietą. Zszedłem i stanąłem obok Johanny.
-Jestem Ostia Saeu, dyrektorka tej szkoły.
-Jestem Derek Lahey. Chciałbym zapisać tu swoją siostrę.
-Gdzie ona jest?
-Została w domu. To niebezpieczne wywozić jedyną ważną ci osobę w nieznane miejsce.
Kobieta uśmiechnęła się.
-Jakie jest wasze pochodzenie?
-Jesteśmy pół elfami.
Na te słowa obydwoje wyraźnie się ucieszyli.
-Dobrze więc. Przywieź ją. Będziemy czekać.-Nie wiadomo skąd przybiegł jakiś chłopiec i wręczył mi paczkę.
-To najważniejsze rzeczy jakie potrzebujecie.
Spojrzałem na nich.
-Przydacie mi się.-dyrektorka się uśmiechnęła
~W domu~
Wybiegłem zza krzaków na grzbiecie Johanny.
-Pakuj się, zaczynamy nowe życie.
Alison??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz