czwartek, 14 kwietnia 2016

Od Alison c.d. Derek'a

Po długich poszukiwaniach Derek'a straciłam nadzieję, że go dziś znajdziemy. Było już późno a ja siedziałam w jakiejś karczmie przy stoliku obserwując świat za oknem. W nocy oprócz dużej ilości pijanych ludzi, nie było tu nic więcej.. chyba że kobiety krzyczące na swoich mężów do których i tak nic nie dociera. Newt siedział naprzeciwko mnie i pił sok z jabłek. Spojrzał na mnie.
-Wracajmy Alison. Jest już naprawdę późno. Odprowadzę Cię.
-Dobrze. Chodźmy. - wstałam od stolika.
-Alison. - złapał mnie za rękę gdy przechodziłam obok - Znajdziemy go. A jak nie to sam wróci. Uwierz mi. Nic mu nie jest. W końcu poszła z nim Johanna.
-Skąd to wiesz? - spojrzałam na niego zaciekawiona
-Nigdzie jej nie ma. Więc pewnie jest z Derek'iem
Kiwnęłam głową.
Gdy mieliśmy wychodzić z karczmy zaczęło potwornie padać. Wyszłam niczym się nie przejmując.
-Hej zaczekaj. - krzyknął Newt - Zmokniesz i będziesz chora. - zarzucił na mnie swoją kurtkę, po czym zmienił się w wilka.
-Co ty robisz? - zapytałam
~Tak będziemy szybciej. - odparł głos w mojej głowie.
Przeczesałam ręką jego grzbiet a następnie wsiadłam na niego. Był lekko mokry od deszczu. Wtuliłam się w jego futro. Natomiast on ruszył. Na początku biegł wolno a potem przyśpieszył. Biegł coraz szybciej i szybciej.Objęła jego szyję rękami aby nie spać. Przypomniała mi się chwila gdy pierwszy raz go zobaczyłam. Bałam się bardziej od niego. W jego oczach panowała obojętność. Był słaby i wykończony. Bez siły. Nie mógł wstać a co dopiero biegać... A teraz? Jest moim przyjacielem. Nie wiem co bym zrobiła gdybym go straciła. Miło jest wspominać niektóre rzeczy. Zrobiłam się śpiąca i.. zasnęłam.

~ w śnie ~

Wszystko dokoła płonęło. Las. Chatka. Uciekałam. Przedzierałam się przez płomienie, które stawały się coraz większe i potężniejsze. Gorąc coraz bardziej drażnił moją skórę. Biegnąc przed siebie potknęłam się o wystający korzeń z ziemi i runęłam na trawę.
-Wstawaj ! - krzyknął Derek - Chyba nie chcesz spłonąć ?
-Już, już. - odparłam
Wstałam i znów biegłam a ogień malał i słabł. W końcu wybiegliśmy z lasu. Moje jak i ciało Derek'a było strasznie czerwone oraz poobdzierane.
-Co z resztą ? - zapytałam
Na to pytanie Derek spuścił wzrok na ziemię.
-Chcieli dla nas dobrze..
-Co się stało?
Nie odpowiedział. Podbiegłam do niego i zaczęłam szarpać go za resztki jego koszulki.
-Co się z nimi stało ?! - krzyczałam spanikowana.
-Johanna i Newt zostali w chatce..
-Musimy po nich wrócić ! - odwróciłam się i chciałam biec w stronę płonącego lasu, ale Derek zdążył złapać mnie za nadgarstek.
-Nie możemy tam wrócić. - nadal patrzył z głową w dół
-Możemy.. proszę - upadłam na kolana, do moich oczu zaczęły napływać łzy - musimy...
Nagle usłyszałam jak Derek śmieje się za moimi plecami. To nie był normalny śmiech. Był psychopatyczny...Obróciłam się. Stał z twarzą zakrytą rękoma i nie przestawał się śmiać.
-Derek.. przestań ... - mówiłam błagalnym tonem, zaczęłam siorbać nosem - uspokój się..
-Siostrzyczko.. jesteś taka. - odsłonił twarz, jego oczy były całe białe - głupiutka...
Nagle cały zaczął płonąć i jak głupi biec w moim kierunku. Rzucił się na mnie. Złapał rękoma za moje gardło i zaczął mnie dusić.

~~~~~~

Obudziłam się spanikowana i od razu się podniosłam. Leżałam na swoim łóżku, w swoim pokoju. Z tego co widziałam przez okno był ranek. Wyszłam z łóżka. Nie zauważyłam, że byłam w swojej piżamie. Rozległo się pukanie do drzwi. Zza nich wychylił się Newt.
-Spokojnie. Nie śpię już. - powiedziałam
-To dobrze, właśnie zrobiłem śniadanie. Co powiesz na sarninę?
-Może być - uśmiechnęłam się do niego. - Tylko się przebiorę...
-Oh. Właśnie. Twoje ubrania leżą w łazience.
-Zaraz... czy ty... mnie.. przebierałeś ?
-No tak. Przecież byłoby Ci niewygodnie w sukience.
Zeszłam na dół nie zważając na nic.
Reszta dnia jak i pozostałe minęły mi całkiem normalnie.
Siedziałam na trawie niedaleko domu. Newt siedział obok mnie. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Dopóki Derek nie wróci chciał się mną zajmować i zamieszkać tu na jakiś czas. Mieliśmy iść właśnie na spacer gdy ktoś wybiegł zza krzaków. Bynajmniej myślałam, że był to ,,ktoś,,. Przede mną stała Johanna a na jej grzbiecie siedział Derek.
-Pakuj się, zaczynamy nowe życie. - powiedział bez żadnych wyjaśnień
Stałam przez dłuższą chwilę w bezruchu i nie mogłam wydusić z siebie jakiegokolwiek słowa.
-No co.. rusz się. - zeskoczył z grzbietu Johanny.
-Nagle zjawiasz się, bez żadnych wyjaśnień i każesz mi się pakować?! - krzyknęłam na niego - Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Że co niby? Nie było Cię ponad tydzień ! Myślałam, że nie żyjesz ! Nie zostawiłeś mi żadnej informacji że wyjeżdżasz... Jak mogłeś tak zrobić... ja.. - łza spłynęła po moim policzku. - o  co chodzi.. czemu Cię nie było.. Derek.. - wyjąkałam
-Byłem zapisać nas do Akademii dla istot magicznych jak ja, ty, Johanna bądź Newt.
-Że co? - zapytał Newt
-Zaczynamy naukę w Akademii Krwi. Będziemy uczyć się tam takich różnych tych.. - wydukał.
-Ale.. Dlaczego nie powiedziałeś że jedziesz? - zapytałam
-Nie chciałem Cię brać ze sobą. Jakbym Ci powiedział to od razu chciałabyś jechać ze mną.
-No dobrze.. - westchnęłam - Więc. Co teraz? Co mam spakować... ? - zapytałam
-To co Ci będzie potrzebne. - odparła Johanna
-Jakieś ubrania, książki czy cokolwiek - odparł Derek.
Spojrzałam na Newt'a który przysłuchiwał się rozmowie.
-A kogo zapisałeś? - zapytałam
-Ciebie. Siebie. - podszedł do Newt'a i klepnął go w ramie - Jego też - zaśmiał się
-Coo? - odparł chłopak - Dlaczego mnie też? - zapytał
-Bo wiem że jesteś dobrym przyjacielem mojej siostry. - spojrzał na mnie - Ona bez Ciebie nie wytrzyma.
-A dlaczego Johanny nie? - zapytałam
-Bo ja tam mieszkam - powiedziała
Kiwnęłam głową udając, że rozumiem o co jej chodzi.
-Dobra mała. Leć się pakować. Musimy się zbierać jak najszybciej jest to możliwe. I tobie Newt też radziłbym się spakować - odparł bracie
-A ty ? - zapytałam zaciekawiona
-Ja mam czas na spakowanie się. - odparł Derek
Podbiegłam do niego i przytuliłam mocno.
-Tęskniłam za Tobą braciszku - powiedziałam

Derek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz